Sprawy polskie a biznes amerykański

117
EPA

Stany Zjednoczone to niewątpliwie partner strategiczny Polski, głównie jeśli chodzi o bezpieczeństwo militarne naszego państwa. Polski rząd więc na różne sposoby zabiega o względy amerykańskiego prezydenta. Ten jednak zgodnie z hasłem “America First” stawia interesy własnego kraju na pierwszym miejscu. Polska w roli nadskakującego klienta na razie nie zyskuje. Może więc czas zmienić strategię i okazać większą asertywność?

Polska kocha USA – to nie pusty slogan, a fakt poparty badaniami. Europejska Rada Spraw Zagranicznych sprawdziła, którzy z mieszkańców państw europejskich poprą USA w przypadku wojny tego kraju z Rosją. Choć pytanie zostało zadane czysto teoretycznie, to dało realne odpowiedzi, które wskazują, jak silne jest poparcie USA wśród przeciętnych Polaków. 33 procent popiera w tym konflikcie USA, 6 proc. sprzyja Rosji, a żadnego z graczy nie popiera 45 proc. badanych. By pokazać, że liczby te są imponujące, warto zestawić je z wynikami z innych krajów. Na Słowacji za Amerykanami jest 6 proc., za Rosjanami – 20 proc. a za żadnym krajem z tej pary aż 65 proc. Rosjan bardziej niż Amerykanów w tym teoretycznym konflikcie zbrojnym popierają także w Grecji czy Austrii.
Według tego samego badania Polacy najmocniej wspierają Amerykanów także w konflikcie z Chinami – 24 proc., 6 proc. popiera Chiny, a 54 proc. nie popiera żadnej ze stron.
Pośród krajów europejskich próżno również szukać równie bliskiego USA partnera jak Polska, gdy zapytamy: komu ufasz bardziej – Stanom Zjednoczonym czy Unii Europejskiej. W tym przypadku – choć Polacy, jak i reszta Europejczyków, bardziej ufają Unii – jesteśmy krajem, w którym największa liczba respondentów okazała swoje zaufanie do USA (19 proc.). W Austrii i Słowacji zaledwie 3 proc. ufa Amerykanom, a w Niemczech, gdzie stacjonują duże siły USA, temu krajowi ufa tylko 4 procent. Skoro tak się lubimy, to czy coś z tego mamy? – pyta przeciętny Kowalski nad Wisłą.

MNIEJ NA POLSKĘ
Polska stała się jednym z krajów, który odczuje niedawne ograniczenie funduszy na wzmocnienie wschodniej flanki NATO przed zagrożeniem ze strony Rosji. Według raportu Pentagonu przekazanego do Kongresu, tzw. Europejska Inicjatywa Odstraszania straci w przyszłym roku ponad 700 milionów dolarów. Pieniądze te pójdą na budowę muru na granicy z Meksykiem. Zgodnie z decyzją prezydenta USA, 3,6 miliarda dolarów z przyszłorocznego budżetu Pentagonu zostanie przesuniętych na budowę muru na granicy z Meksykiem, co było główną obietnicą wyborczą Donalda Trumpa. Ponad jedna piąta tej kwoty, czyli 770 mln dol., będzie pochodzić z budżetu Europejskiej Inicjatywy Odstraszania – ogłoszonego po rosyjskiej inwazji na Ukrainę programu wzmocnienia wschodniej flanki NATO. Wśród krajów, gdzie amerykańskie inwestycje zostaną ograniczone, są: Polska, Rumunia, Słowacja, Luksemburg, Grecja i Hiszpania. Polska straci łącznie 130 mln dol. przeznaczonych na pięć projektów wojskowych, czyli magazyn paliwa w bazie lotniczej w Powidzu oraz niesprecyzowane, jeśli chodzi o lokalizację, przedłużenie linii kolejowej i budowę kolejowego składu przeładunkowego, magazynu amunicji oraz dwóch punktów zbornych. Koszt najdroższej z tych inwestycji – magazynu amunicji – miał wynieść 52 mln dol. Przy czym łączna wartość tych pięciu pozycji – 130,4 mln dol. – jest mniejsza niż we wstępnej, przedstawionej w marcu wersji listy. Wtedy wartość zagrożonych inwestycji w Polsce wynosiła 144,4 mln dol. Z komunikatu przesłanego do mediów przez Ministerstwo Obrony Narodowej wynika, że nic się nie stało. „Informujemy, że zaplanowane przesunięcia w budżecie obronnym USA spowodują jedynie niewielkie opóźnienia zaplanowanych już inwestycji w infrastrukturę wojskową w naszym kraju i nie będą miały istotnego wpływu na bieżącą obecność sił zbrojnych USA w Polsce” – napisało MON w swoim oświadczeniu.
Jeśli chodzi o infrastrukturę wojskową, o której mowa w komunikacie MON, to rozmowy w sprawie jej rozbudowy i zwiększenia w związku z tym obecności żołnierzy amerykańskich w Polsce prowadził szef MON Mariusz Błaszczak z… Johnem Boltonem – byłym już doradcą amerykańskiego prezydenta ds. bezpieczeństwa narodowego. Obu panom nie udało się dopiąć szczegółów dotyczących lokalizacji nowej bazy amerykańskiej w Polsce. Z nieoficjalnych informacji wynika, że Polacy obstają przy nowym miejscu na wschodzie Polski, a tymczasem USA chcą rozbudowywać obecną lokalizację, w której stacjonują Amerykanie, czyli w Żaganiu. Nie zapominajmy również, że za rozbudowę bazy, gdziekolwiek by się ona znalazła, zapłacą Polacy, czym na konferencji prasowej chwalił się Donald Trump.

WIĘCEJ OD POLSKI
Z amerykańskiej strony płyną jasne sygnały, że kraj ten otwarty jest na strumień pieniędzy płynących z Polski, i to zarówno w kwestii wydatków na obronność, jak i wydatków związanych z turystyką. W pierwszym temacie znów swój sukces biznesowy osiągnął prezydent amerykański. Gdy okazało się, że Turcja kupuje rosyjskie systemy antyrakietowe, które mogą zagrażać amerykańskim myśliwcom F-35, a te miały niedługo trafić do kraju rządzonego przez Recepa Tayyipa Erdogana, Trump błyskawicznie znalazł klienta na produkowane samoloty. Była to właśnie Polska i choć zakup tych maszyn będzie także i dla nas ważnym elementem systemu bezpieczeństwa, to trudno w tej transakcji nie dostrzec biznesowego zmysłu Trumpa. Minister obrony Mariusz Błaszczak liczy, że cena zakupu samolotów wielozadaniowych F-35 będzie na poziomie ceny za te maszyny, którą zapłaciła Belgia. Departament Stanu USA niedawno zgodził się na możliwość sprzedaży Polsce 32 myśliwców F-35, określając cenę maksymalną na 6,5 mld dol. Szef MON podkreślił, że liczy na pozytywny finał negocjacji z Amerykanami, które, jak powiedział, nieformalnie już się zaczęły. Podkreślił, że Stany Zjednoczone decydują się sprzedać ten typ samolotu tylko zaprzyjaźnionym państwom, bo daje on dużą przewagę w powietrzu. Dodał, że posiadanie tego samolotu przez polskie siły powietrzne kilkakrotnie podniesie poziom zdolności bojowych naszego lotnictwa. Wzmocni też bezpieczeństwo Polski i całej wschodniej flanki NATO. Pytany przez dziennikarzy o kwestię offsetu, nie wykluczył takiego zapisu w umowie, ale przypomniał, że ta opcja wiąże się z ceną. Przypomniał, że właśnie inwestycje offsetowe przy zakupie baterii Patriot spowodowały, że cena tych instalacji była wyższa niż w przypadku zakupu przez rumuńską armię bez offsetu.
Departament Stanu USA podał, że kontrakt będzie między innymi obejmował – oprócz myśliwców – części zamienne i naprawcze, szkolenie personelu, sprzęt szkoleniowy, usługi inżynieryjne, logistyczne i kadrowe rządu USA oraz powiązane elementy wsparcia logistyki i programu. Amerykańska administracja poinformowała także, że sprzedaż wesprze politykę zagraniczną i bezpieczeństwo narodowe Stanów Zjednoczonych poprzez „poprawę bezpieczeństwa sojusznika z NATO, który jest ważną siłą dla stabilności politycznej i postępu gospodarczego w Europie”. Departament Stanu przekazał, że ta sprzedaż jest zgodna z amerykańskimi inicjatywami, mającymi na celu zapewnienie kluczowym sojusznikom w regionie nowoczesnych systemów, które zwiększą bezpieczeństwo.
Prócz ponad 6 mld dol. za 32 samoloty płynie z Polski także strumień pieniędzy związany z wyjazdami turystycznymi. Na początek wydatki związane z wizami. Tylko w 2018 r. do budżetu amerykańskiego z tego tytułu trafiło z naszego kraju ponad 18 mln dol. Taką kwotę daje nam pomnożenie 117 tys. wydanych wiz przez koszt jej zdobycia, czyli 160 dol. Gdy założymy, że każda z tych osób wyda w USA podczas swojego pobytu tylko 1000 dolarów, wyjdzie nam kwota 18 mld dol. Tymczasem od naszych amerykańskich przyjaciół słyszymy, że wizy w 2020 r. zostaną dla nas na pewno zniesione. Nie stanie się to jednak jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, bo choć Donald Trump kocha Polskę, równie mocno jak Polacy jego, to na to, czy wizy będą zniesione, nie ma wpływu. Kluczowy bowiem jest wskaźnik odmów wizowych. Gdy spadnie do poziomu poniżej 3 proc., wówczas zgodnie z prawem, bez łaski, Polska trafi do grupy krajów o ruchu bezwizowym do USA.

ULEGŁOŚĆ CZY ASERTYWNOŚĆ?
W stosunkach polsko-amerykańskich polska strona jako strategię wybrała uległość. O przykłady nietrudno. Choć minął rok od przyjęcia przez Kongres USA ustawy S.447, z Polski wciąż nie słychać żadnej oficjalnej odpowiedzi. Jedyna ustawa przygotowana przez posłów Kukiz’15 trafi najprawdopodobniej do sejmowego śmietnika, o czym pisaliśmy w poprzednim wydaniu “Nowego Dziennika”. Niewątpliwie kolejnym pokazem uległości było wycofanie pomysłu wprowadzenia podatku cyfrowego w naszym kraju. Największe koszty z nim związane poniosłyby amerykańskie firmy technologiczne – Google, Facebook, Amazon oraz Apple. Propozycja przygotowania podatku cyfrowego w Polsce pojawiła się w kwietniu bieżącego roku w Aktualizacji Programu Konwergencji, przedstawionej przez Ministerstwo Finansów, a następnie w czerwcu w założeniach do przyszłorocznego budżetu. Obecnie w przekazanym przez resort projekcie ustawy budżetowej nie uwzględniono tego rodzaju wpływów. Zauważył to wiceprezydent USA Mike Pence, który przebywał w Polsce w związku z obchodami 80. rocznicy wybuchu II wojny światowej. Stwierdził wówczas m.in., że Stany Zjednoczone „z głęboką wdzięcznością przyjęły odrzucenie” przez Polskę propozycji podatku od usług cyfrowych, „który utrudniłby wymianę handlową pomiędzy naszymi państwami”.

W stosunkach Polski i USA nasz kraj zdaje się zachowywać jak brzydka panna na wydaniu. Polski rząd musi zdać sobie sprawę, że z Donaldem Trumpem trzeba rozmawiać z godnością, jak z przywódcą największego mocarstwa świata, ale i z pewnego rodzaju przebiegłością – jak biznesmen z biznesmenem. Ci, którzy się nie targują i nadskakują z wiecznie uśmiechniętymi minami, zawsze będą mieć mniej szacunku u partnerów niż ci, którzy umieją powiedzieć “nie”.