Miałam być siatkarką, a zostałam modelką

170
Amelia podczas sesji w Dubaju w Zjednoczonych Emiratach Arabskich ZDJĘCIA: Z ARCHIWUM AMELII ROMAN

„Kiedyś moda była dla elity. Chodziło bardziej o to, aby tę modę oglądać, a teraz to wszystko, co ludzie oglądają podczas pokazów, mogą sobie kupić i chodzić w tym" – mówi Amelia Roman, polska modelka mieszkająca w Linden, NJ.

Kiedy przyjechałaś do Nowego Jorku i jakie miałaś plany związane z pobytem w tej stolicy mody w USA?

Mam 25 lat, a od ośmiu pracuję jako modelka dla wielu projektantów mody, a także dla magazynów związanych z modą, takich jak na przykład „Elle”, „Vogue” czy „Marie Claire”. Do Nowego Jorku przyjechałam w październiku 2019 roku, aby wziąć udział w Fashion Week, czyli Tygodniu Mody. Potem wyjechałam na krótko do Londynu.

Po powrocie do Nowego Jorku, 12 grudnia ubiegłego roku, przeżyłam dramat. Byłam w agencji Silent Models na Manhattanie (teraz nazywa się Official Models, bo zmieniono jej nazwę), aby załatwić swoje sprawy. Kiedy wyszłam z agencji, zamierzałam przejść na drugą stronę ulicy. Widząc zielone światło, spokojnie ruszyłam, gdy nagle uderzył we mnie rower. Upadłam na asfalt. Nie mogłam się podnieść i okazało się, że mam złamaną prawą nogę. Na kilka tygodni została unieruchomiona, bo lekarz założył mi gips.

Złamana noga sprawiła, że nie mogłam uczestniczyć w wielu ważnych dla mnie wydarzeniach. W lutym miał się odbyć w Nowym Jorku kolejny Fashion Week. Wydarzenia te organizowane są dwa razy do roku – w lutym i we wrześniu. Fashion Week zaczyna się w Nowym Jorku. Potem impreza jest organizowana w Londynie. Z Londynu wszyscy udają się do Mediolanu, a stamtąd do Paryża.

W połowie marca czułam się już na tyle dobrze, że stwierdziłam, że mogę wrócić do pracy. Miałam jechać na kontrakt do Dubaju, stolicy Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Byłam tam już wiele razy. Współpracuję z agencją MMG Models, mającą siedzibę w Dubaju, której właścicielką jest Polka. Jest to najlepsza agencja w tym mieście. Zatrudnia modelki, fryzjerów, make-upistów i fotografów. Nasza rodaczka zbudowała sobie fantastyczną markę. Jest to zasługa jej talentu i ogromnej pracy. Miałam nadzieję, że właśnie tam wrócę do pracy w roli modelki. Trzy dni przed terminem mojego wylotu do Dubaju okazało się, że… loty są wstrzymane. Zostałam więc w Linden w stanie New Jersey z rodziną: mamą, bratem i mężem mojej mamy. Bardzo mi pomagają w tej ciężkiej sytuacji. No i nie ponoszę żadnych kosztów, a przecież od pewnego czasu nic nie zarabiam.

Linden 2019. Rodzinne zdjęcie (od lewej): Hanna Bielawski, Aleks Roman – brat Amelii, Andrzej Domanowski – ojczym, Magdalena – matka Amelii, i Amelia Roman

Wiele dziewcząt chce pracować jako modelki. Co je tak ciągnie do tego specyficznego świata mody: pieniądze, chęć pokazania się w ładnych ciuchach, a może sława? Możesz zdradzić, ile modelka może zarobić?

W modelingu jest tak, że jak zarobi się pieniądze, to najczęściej dostaje się je po trzech miesiącach. Nie są to tak naprawdę duże pieniądze. Za dzień zdjęciowy otrzymuje się zazwyczaj 800 dolarów, a przecież nie pracuje się codziennie. Najczęściej pracujemy dwa dni w tygodniu. No i nie jest to taka łatwa i przyjemna praca. Ludzie widzą nas w ładnych sukienkach czy spodniach i bluzkach, ale my musimy nałożyć i zdjąć dwieście ciuchów w ciągu dnia, a to jest naprawdę ciężka praca.

Pandemia koronawirusa sprawiła, że kilka miesięcy temu zamknięte zostały wszystkie wybiegi, nie odbywają się żadne pokazy. Co robiłaś, jak wypełniałaś sobie ten czas oczekiwania na to, że może za tydzień lub najdalej za miesiąc wrócimy do normalności?

Miałam dużo czasu, więc zajęłam się budowaniem mojej strony internetowej. Zadbałam także o kondycję fizyczną. Ta noga, która była złamana, wyglądała kiepsko, więc dużo ćwiczyłam, aby odzyskać pełną sprawność i zbudować mięśnie. Chodziłam na rehabilitację. Dużo czasu mi zajął powrót do normalnego chodzenia. Teraz już mogę powiedzieć, że noga jest zdrowa.

W ciągu minionych czterech miesięcy w Nowym Jorku nie było żadnych sesji, nie były fotografowane te kolekcje ubrań, które zostały uszyte, bo przecież nie szyje się na ostatnią chwilę. Jeśli więc wreszcie rynek zacznie się otwierać, to najpierw muszą być zorganizowane sesje, które były wcześniej zaplanowane, podczas których zaprezentowane zostaną te kolekcje sprzed paru miesięcy. Potem musi ruszyć prezentacja aktualnych kolekcji. Oznacza to, że będzie dużo pracy, no i na pewno będzie mniej modelek, ponieważ większość z nich wróciła do swoich krajów. Nie wiadomo, kiedy przelecą do Nowego Jorku ze względu na obowiązujące rygory, a większość z nich nie ma przecież amerykańskiego obywatelstwa.

Wiosenny pokaz mody w Nowym Jorku – Spring Summer Show 2015, podczas którego Amelia prezentowała nową kolekcję firmy Tommy Hilfiger

Wciąż mam nadzieję, że rok 2020 odwróci się wreszcie w tę dobrą stronę i że nadejdzie naprawdę dobry dla mnie czas. Nie mam obywatelstwa amerykańskiego, ale mam wizę pracowniczą O1 – jest to specjalna wiza dla artystów, która pozwala mi przebywać w Stanach Zjednoczonych trzy lata.

Czy są firmy, które szczególnie lubisz i z ochotą prezentujesz ich ubrania?

Tak, bardzo szanuję i lubię Chanel. Pracowałam z tą firmą wiele razy w Dubaju, Londynie i Hongkongu. Robiłam z nimi haute couture, czyli specjalne prezentacje. Haute couture są to prezentacje luksusowych ubrań na zamówienie dla konkretnego klienta. Charakteryzują się one wysoką jakością materiału i wykończenia. Są to często kreacje, które znane gwiazdy zakładają na specjalne wydarzenia, na przykład ważną galę lub ceremonię rozdania nagród. Wszystkie detale są dopracowane. Widziałam, jak Karl Lagerfeld, dyrektor artystyczny domu mody Chanel, potrafił tuż przed pokazem wszyć jedną niebieską nitkę w sukience, bo uważał, że jest potrzebna. Podczas haute couture zwraca się uwagę przede wszystkim na kreacje, natomiast włosy najczęściej są w jednym stylu, mocno przygładzone. Mogą być oczywiście jakieś pióra we włosach albo korona.

Kiedyś występowałam na Dolce & Gabbana Alta Moda w Mediolanie we Włoszech. Na głowie miałam piękną koronę z małym ptaszkiem, konkretnie wróbelkiem, bransoletkę też z ptaszkiem i przepiękną wiktoriańską suknię, w której mogłaby wystąpić królowa angielska.

Amelia w ekskluzywnej sukience firmy Dolce & Gabbana podczas pokazu mody w Mediolanie

Modeling to jest pasja. Czy tak jest również w twoim przypadku?

U mnie było to zupełnie inaczej. Zawsze chciałam być dobrą siatkarką. Kochałam ten sport, to była moja pasja. Zapewne dlatego, że mój tata Witold Roman był siatkarzem. Grał w reprezentacji Polski. Wraz z drużyną narodową grał na olimpiadzie w Atlancie w 1996 roku. Teraz jest między innymi komentatorem telewizyjnym, specjalizującym się oczywiście w komentowaniu siatkówki.

Grałam w klubie Sparta Warszawa. Kilka razy zdobyłyśmy mistrzostwo Polski juniorek. Grałam też w reprezentacji Polski kadetek. Tata był moim wielkim przyjacielem, często przychodził ze mną na treningi, poświęcał mi dużo czasu. W pewnym momencie pojawiły się jednak poważne problemy z kręgosłupem i musiałam zrezygnować z siatkówki. Nie bardzo wiedziałam, co dalej mam robić. Skończyłam szkołę sportową w Warszawie, więc tym bardziej u mnie sport był zawsze na pierwszym miejscu.

Kiedy zatem zdecydowałaś, że udasz się właśnie w świat mody?

To był przypadek. Pewnego dnia na ulicy w Warszawie zaczepił mnie chłopak, który zajmował się szukaniem modelek dla agencji. Zapytał, czy nie zechciałabym spróbować modelingu, bo – w jego odczuciu – bardzo się do tego nadaję. Pojechałam więc do agencji, którą mi wskazał. Rozmowa nie trwała długo. Przedstawiciel agencji powiedział, że… chętnie podpiszą ze mną kontrakt. Ale ja byłam zawsze ambitna i uznałam, że skoro idę w tę stronę, to muszę znaleźć najlepszą agencję. Wybrałam się więc do innych agencji w Warszawie, które były wtedy uważane za topowe. Okazało się, że wszystkie chciały natychmiast podpisać ze mną kontrakty. To był dla mnie szok. Nie mogłam w to uwierzyć, że ja, siatkarka, bez doświadczenia w branży modowej, od razu mogę być modelką. Miałam wtedy 17 lat.

Podpisałam kontrakt z agencją Division, która wydawała mi się najlepsza, jeśli chodzi o podejście do młodych dziewcząt. Z tą agencją związana jest teraz znana w świecie polska modelka Ania Rubik. Dosyć szybko z tą agencją wyjechałam do Nowego Jorku. Uczestniczyłam wtedy w pokazach topowych marek: Marc Jacobs, Tommy Hilfiger i Alexander Wang. W magazynie „Elle” ukazało się 12 stron ze mną w roli modelki – obok zdjęć było tam piękne story o mnie. Wkrótce potem zamieścił moje zdjęcia francuski magazyn „Numero”. Muszę się przyznać, że wielu dziennikarzy z atrakcyjnych magazynów modowych z całego świata przeprowadzało ze mną wywiady i zamieszczali moje zdjęcia. Jestem bardzo dumna z tego, że mogłam pracować z tak znakomitymi fotografami.

Czyli możesz już powiedzieć, że świat mody to jest twój świat?

Z całą pewnością. Teraz modeling jest moją pasją. W związku z moją pracą byłam w Hongkongu, Japonii, Chile, Hiszpanii, we Francji – i oczywiście w Paryżu, przez rok mieszkałam w Mediolanie we Włoszech, wiele czasu spędziłam w Nowym Jorku. Było to możliwe dzięki temu, że zostałam modelką. Uwielbiam podróże. Tego, co zobaczyłam i zwiedziłam, nikt mi nie zabierze.

Czasami mam jednakże pecha. Kiedy zajęłam się modelingiem, zaraz na początku, miałam poważny wypadek na Bahamach – połamałam kręgosłup. Mam sześć tytanowych śrub w kręgosłupie. Od tamtej pory zawsze powtarzam: „Co cię nie zabije, to cię wzmocni”.

A zatem dalsze plany życiowe masz związane z modą? Świat mody jednakże bardzo się zmienia. Czy te zmiany inspirują cię, czy raczej zniechęcają?

Na razie chcę się tym zajmować i czerpać z tego tyle radości, ile się da. Tym bardziej że następują dobre zmiany. Jeszcze pięć lat temu modelki były generalnie bardzo młode. Jeśli modelka miała 25 lat, tak jak ja teraz, to już… była stara. Modelce w tym wieku sugerowano, aby szła już na emeryturę, aby urodziła dzieci i zajęła się czymś innym. A teraz klienci szukają dziewcząt bardziej dojrzałych, które mogą przedstawić daną markę tak, jak chcieliby ją widzieć. Jeśli klientką jest pani, która ma 35 lat lub więcej, a widzi na zdjęciach 17-letnią dziewczynkę, to prezentowana oferta przez tak młodą modelkę raczej nie będzie dla niej. Wszystko zmierza więc w tę stronę, że klienci szukają modelek, które bardziej będą pasować do ich oczekiwań. Stąd też zatrudnianych jest coraz więcej starszych modelek, nawet takich „40 plus”, które bardzo ładnie wyglądają. No i nie ma już tylko chudych modelek, bardzo dużo jest normalnych, także tych z większym biustem. W obecnych czasach coraz więcej kobiet o różnych gabarytach i w różnym wieku znajduje pracę na wybiegu.

To ma sens, bo dzięki temu moda jest bliżej normalności, bliżej oczekiwań potencjalnych klientów.

Oczywiście, że to ma sens. Bo idealizowanie modelingu, kiedy wszystkie modelki były bardzo wysokie i szczupłe, sprawiało, że wiele dziewcząt miało poważne problemy z akceptacją siebie. Uważam, że teraz w tym świecie jest naprawdę dobrze i normalnie. Jako modelki pracują dziewczyny czarnoskóre, Azjatki, białe, z kręconymi i długimi włosami, szczuplutkie i dobrze zbudowane. Jest to lepiej odbierane przez potencjalnych klientów.

Kiedyś, jak oglądało się magazyn modowy, to praktycznie wszystkie dziewczyny wyglądały tak samo, tylko strój się zmieniał. Ja czekam, że może wrócą wymiary takie, jakie miały modelki w latach 90., na przykład Cindy Crawford. Była pełniejsza, apetyczna. Pamiętam, że już kilka lat temu firma Chanel szyła sukienki takie bardzo „chanelowe“, które nosiły kobiety „35 plus”. Podczas współczesnych pokazów Chanel dziewczyny już nie występują na wysokich obcasach, lecz chodzą w płaskich butach. Idzie to w tę stronę, aby pokazywać ubrania, które można nosić na co dzień.

Również bardzo zmieniła się firma Gucci. Od kiedy przyszedł Alessandro Michele i stał się dyrektorem kreatywnym, Gucci stała się inną bajką. Pojawiły się jakieś dziwne okulary. Można odnieść wrażenie, że po wybiegu chodzą hippisi. Kiedyś moda była dla elity. Chodziło bardziej o to, aby tę modę oglądać, a teraz to wszystko, co ludzie oglądają podczas pokazów, mogą sobie kupić i chodzić w tym. Inna sprawa, że dzisiaj ludzie więcej zarabiają, więc na więcej mogą sobie pozwolić.

Wcześniej przyznałaś się, że nie możesz już wysiedzieć w domu i ciągnie cię na wybiegi, w świat. Jak sądzisz, kiedy w końcu wyruszysz do pracy?

Mam nadzieję, że już w sierpniu świat mody otworzy się dla ludzi. Otworzyły się salony kosmetyczne i fryzjerskie, otwierają się restauracje i różne firmy, więc czas i na modę. Oczywiście, że obowiązują jeszcze różne ograniczenia, na przykład trzeba nosić maseczki, myć ręce i zachowywać odległość. Podczas pokazów mody zapewne będzie podobnie. Będzie to nowa rzeczywistość. No ale ja na wybiegu, podczas sesji zdjęciowej, maseczki nie muszę nosić, bo dziwnie by to wyglądało.

Sesja w Hongkongu. Była to bajkowa inscenizacja, lecz – jak wspomina Amelia – bała się, że może spaść z konia, który był nieco niesforny

Wszyscy chcą powrotu do normalności, ja też. Chciałabym znowu normalnie podróżować. Od czasu, kiedy skończyłam 17 lat, nigdy nie siedziałam tak długo w jednym miejscu, jak teraz. Już ponad pół roku mieszkam w Linden, nigdzie się nie ruszam. Zazwyczaj na kontrakcie jestem dwa miesiące w jednym miejscu. Najdłużej byłam w Hongkongu – 3,5 miesiąca. Zakochałam się w tym mieście po uszy. Jest to cudowna metropolia. W ciągu 15 minut można pojechać autobusem z centrum miasta i znaleźć się na pięknej plaży. Często po pracy jechałam właśnie na plażę. Godzinę popływałam w morzu, a potem wracałam do hotelu. Potrzebuję i natury, i miasta. Dlatego kombinacja Hongkongu bardzo mi odpowiada.

ROZMAWIAŁ JANUSZ M. SZLECHTA