Udział w wyborach traktuję jako misję

2
Prof. Marek Rudnicki

"Mój okręg (wyborczy) to cały świat. Świat Polonii. Tego jeszcze nie było" – mówi prof. Marek Rudnicki, polonijny kandydat do Senatu RP

Skąd wziął się pomysł wzięcia udziału w polskich wyborach do Senatu? 

Od dawna obserwuję zdecydowaną aktywizację polityki państwa polskiego a w szczególności Senatu, w odniesieniu do Polonii. Nie udało się przeprowadzić sprawy dwóch senatorów reprezentujących Polonię. Senat i rządząca partia zdecydowały, aby umożliwić reprezentację Polonii człowiekowi pochodzącemu właśnie z jej kręgów. Odmówienie takiej możliwości byłoby poniekąd odrzuceniem propozycji rządu, propozycji, na którą od dawna czekano, a która przy jej odrzuceniu mogłaby się nie powtórzyć. Z drugiej strony, jej przyjęcie otworzy zupełnie nową jakość. Pozwoli przygotować Polonię do kolejnych wyborów w bardziej zorganizowany sposób. To jest początek długiej drogi. Ja, pracując w środowisku polonijnym, uznałbym za zdradę interesów polonijnych odrzucenie takiej propozycji.

Co konkretnie chce pan zaproponować Polonii? Co konkretnie uzyska Polonia, jeżeli zostanie pan wybrany?

Polska diaspora obejmuje Polonię oraz Polaków mieszkających za granicą. Potrzebuje ona mieć bardziej realny kontakt z ojczyzną. Kontakt, który będzie działał dwukierunkowo. Z jednej strony transmisja problemów Polonii do Warszawy, z drugiej – możliwość działań, planowanie ustaw dotyczących Polaków mieszkających poza granicami kraju w taki sposób, aby zabezpieczyć interesy polonijne. Wymaga to bezpośredniej, bardzo dobrej i szybkiej komunikacji poziomej, między ośrodkami polonijnymi na całym świecie, a później przedstawiania ich na forum polskiego parlamentu.

Czy jest pan członkiem PiS? Dlaczego PiS pana popiera?

Nie jestem członkiem PIS-u, ale od początku swych rządów PiS zrealizował szereg postulatów wypływających ze środowisk polonijnych. Faktycznie jest pierwsza partia, która próbuje realnie zajmować się sprawami polonijnymi.  Wedle mojej wiedzy, żadna inna partia, jak do tej pory, od czasów wojny, nie zaproponowała polskiej diasporze miejsca w strukturach władz parlamentarnych.

Czy jest pan politykiem?

Przez ostatnie kilkadziesiąt lat biorę udział w życiu politycznym w różnych formach, reprezentując swoje środowisko na zjazdach, w dyskusjach z politykami, ministrami zdrowia różnych krajów, spotykając się z kongresmanami i senatorami, walcząc o wizerunek Polski i Polaków. Nie sądzę, abym ustępował zawodowym politykom w zbyt wielu aspektach. A może właśnie dla człowieka z zewnątrz może to być szansa na znalezienie porozumienia między coraz bardziej odległymi stronami dyskursu politycznego w kraju?

Czy jest pan na to gotowy w razie wygrania wyborów na przeprowadzkę do Polski?

Tutaj są sprawy do rozwiązania. Mój mandat to reprezentowanie dużej części Warszawy oraz całej Polonii. Mój wybór będzie stanowił poważny precedens, który najpewniej będzie musiał być rozwiązany. Nie chciałbym tracić mojego związku z moim naturalnym środowiskiem, a jednocześnie są oczekiwania, abym był w Warszawie. Nosiłem się z zamiarem powrotu do kraju, ale było to przed wejściem w aktywną fazę wyborczą.

Sprawa będzie musiała być rozwiązana przez potrzeby elektoratu. Trudno będzie realizować potrzeby wyborców bez przebywania wśród nich. A mój okręg to cały świat. Świat Polonii. Tego jeszcze nie było. Być może trzeba będzie się przyjrzeć precedensom istniejącym w innych systemach parlamentarnych na świecie. Wierzę, że z pomocą wielu – ale również i technologii, cyfryzacji i nowym środkom komunikacji – uda mi się je rozwiązać.

Jak pan chce pogodzić karierę lekarską z polityką?

Biorę pod uwagę ograniczenie mojej praktyki lekarskiej. Dodam, że podczas mego życia spotykałem się kilkakrotnie z propozycjami kariery politycznej. Zawsze do tej pory wybierałem moje życie lekarskie. Nadal kocham mój zawód i nie wyobrażam siebie, bym mógł robić cokolwiek innego. Ale może jest to już czas, abym trochę zwolnił?

A czy myślał pan, żeby wystartować w wyborach do amerykańskiego Senatu?

Przed kilkoma laty była taka sytuacja. Zdecydowanie możliwe było wygranie miejsca w Kongresie Stanów Zjednoczonych. Spotkałem się z namowami, ale był wcześniej inny kandydat ze środowiska polonijnego – nie chciałem być uznany za kogoś, kto próbuje rozbijać potencjalne nadzieje Polonii chicagowskiej na posiadanie własnego kongresmana. 

Co może pan podpowiedzieć polskim reprezentantom do amerykańskich struktur władzy? 

Sądzę, że przechodząc przez działania wyborcze, będę w stanie zgromadzić grupę osób, z których wyłoni się potencjalny kandydat na kongresmana czy senatora w USA. Mój udział w tych wyborach traktuję jako misję. Misję zjednoczenia Polonii, wbrew tym wszystkim hejtom, narzekaniom, próbom deprecjonowania człowieka z czystej przyczyny, że jest jednym z nas. Może uda się osiągnąć pewien konsensus wokół osoby, której zbuduję wystarczającą podstawę, aby startować do wyborów w USA? Może mój wybór pomoże w znalezieniu takiej osoby, może gdzieś ona istnieje i może potrzeba jej wsparcia, aby mogła znaleźć swoje miejsce wśród kandydatów? Sądzę, że pozycja senatora Rzeczypospolitej pomoże w działaniach ponadpartyjnych, może nawet ponadorganizacyjnych, w budowie konsensusu wokół wielu spraw, w tym również wokół najlepszych kandydatów do ubiegania się o stanowiska wybieralne w różnych krajach, nie tylko w USA.

Czy Polonia nie powinna mieć prawa głosu, ponieważ nie zna polskich realiów?

Konstytucja Rzeczypospolitej nadała prawa wyborcze wszystkim swoim obywatelom. To zaszczyt i obowiązek. Czy politycy mają prawo odebrać podstawowe prawo, jakim jest bierny i czynny udział w wyborach wedle swojej decyzji? Czy ktoś waży się zapytać Amerykanina, mieszkającego od 30 lat w Niemczech, czy ma on prawo wybierać prezydenta USA? Mam dom w Polsce, mam przyjaciół w Polsce, żyję problemami Polski przez wszystkie lata życia poza ojczyzną. Wielokrotnie na przestrzeni tych lat nie zgadzałem się z określeniem emigranta. Mówiłem: „Ja pracuję teraz za granicą”. Nie sadzę, abym był gorszym Polakiem od wielu innych mieszkających między Odrą a Bugiem.

ROZMAWIAŁ WALDEMAR BINIECKI