Warto mówić o tym, co nas łączy

173
Prof. Siergiej Segeda: "Cmentarz to również zwierciadło żyjących. Stan i wygląd cmentarzy trafnie określa bowiem związki zachodzące pomiędzy moralnością społeczną a pamięcią historyczną" FOTO: LESZEK WĄTRÓBSKI

"Moje badania wykazały, że nasze dwa państwa mają dużo wspólnych cech i wspólnej historii – tej dobrej i tej niezbyt chwalebnej. Uważam, że warto mówić o tym, co nas łączy, a nie o tym, co nas różni" – mówi prof. dr hab. Sergiej Segeda, ukraiński antropolog i przyjaciel Polski.

Pańskie główne zainteresowania naukowe koncentrowały się na antropologicznej strukturze narodów Europy Centralnej i Wschodniej, ich etnogenezie i historii etnicznej, oraz historii Ukrainy. Jest pan autorem wielu książek i podręczników akademickich. W Polsce ukazały się trzy pana prace…

Pierwsza – „Wspólne korzenie cywilizacyjne Polski i Ukrainy (historia, etnologia, archeologia)” – wydana została w trzech językach: polskim, ukraińskim i angielskim. Ukazała się w Lublinie w 2007 roku, nakładem Europejskiego Kolegium Polskich i Ukraińskich Uniwersytetów. Poruszyłem w niej kilka ważnych problemów – począwszy od czasów pierwotnego zasiedlenia terenów Ukrainy i Polski przez najstarszych mieszkańców Europy – poprzez rewolucje neolityczne i pochodzenie Indoeuropejczyków. Poruszyłem także sprawę pochodzenia i wczesnej historii etnicznej Słowian zamieszkujących tereny wschodniej Polski, Białorusi oraz zachodniej Ukrainy. Moje badania wykazały, że nasze dwa państwa mają dużo wspólnych cech i wspólnej historii – tej dobrej i tej niezbyt chwalebnej. Prowadziliśmy ze sobą, jako sąsiedzi, liczne wojny, ale mieliśmy również lata bliskiej współpracy – np. marszałka Piłsudskiego i atamana Petlury. Uważam, że warto mówić o tym, co nas łączy, a nie o tym, co nas różni.

Pana książka „Wspólne korzenie cywilizacyjne Polski i Ukrainy…” zawierała teksty moich wykładów…

… dla studentów z moimi wykładami. Zostałem zaproszony do Lublina do prowadzenia wykładów w Europejskim Kolegium Polskich i Ukraińskich Uniwersytetów, na polsko-ukraińskiej uczelni, zajmującej się problematyką Europy Wschodniej, istniejącej w latach 2001-2011. Ta lubelska uczelnia była naszą wspólną instytucją edukacyjną. Jej inicjatorami byli dwaj prezydenci: Aleksander Kwaśniewski i Leonid Kuczma. Ich główną ideą był potrzeba lepszego poznania się polskiej i ukraińskiej młodzieży.

I muszę tu powiedzieć, że w przypadku mojej rodziny tę ideę udało się zrealizować w 100 procentach. Moja córka Maria Segeda wyszła za mąż za Marcina Orzechowskiego, dziś docenta na Uniwersytecie Szczecińskim.

Druga pana książka, która ukazała się w Polsce, to…

… praca antropologiczna pt. „Antropologia o pochodzeniu Słowian”, wydana w roku 2008 wspólnie z prof. Januszem Piątkiem i dr Beatą Iwanek. Jest to naukowa monografia Instytutu Antropologii Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, zeszyt nr 12. W pracy tej znalazły się obok siebie analizy z Ukrainy i Polski pod kątem pochodzenia Słowian.

FOTO: LESZEK WĄTRÓBSKI

Jeden z jej rozdziałów, napisany przez Janusza Piątka i Beatę Iwanek, poświęcony został kraniometrii (gr. kranio – czaszka, metreo – mierzyć) – czyli badaniom czaszki. Dawniej większość badań koncentrowała się na określeniu średniej pojemności puszki mózgowej, szerokości twarzoczaszki (oraz całej czaszki), wysokości, długości oraz obwodu itd.

Pamiętać tu warto, że kraniologia to dział anatomii porównawczej zajmujący się budową czaszki i jej kształtowaniem się w rozwoju osobniczym.

Z kolei moja część pracy poświęcona została m.in. antropologicznej odontologii – nauce o budowie zębów i zgryzów charakteryzujących Słowian. Były to badania z morfologii zębów w aspekcie antropologicznym.

I ostatnia, trzecia pana książka…

… która ukazała się w Polsce, w roku 2016, na Uniwersytecie Szczecińskim, to „Hetmańskie mogiły na Ukrainie”. Praca ta przetłumaczona została z języka ukraińskiego.

FOTO: LESZEK WĄTRÓBSKI

Mogiły były zawsze symbolem narodu. Każdy naród ma albo powinien mieć jakiś swój panteon. W Polsce takim panteonem jest Wawel z grobami polskich władców. Na Ukrainie natomiast znajduje się dużo mogił rozrzuconych po całym kraju. Niestety za czasów radzieckich był to temat zakazany. Nikt nie chciał się nim zajmować ani głośno o nim rozmawiać. Radziecka historiografia uznawała wszystkich naszych hetmanów czy bohaterów za zdrajców. Był tylko jeden wyjątek dla Bohdana Chmielnickiego.

Dlaczego zajął się pan mogiłami hetmańskimi na Ukrainie?

Zająłem się nimi trochę przypadkowo, to był rok 1988 i końcowe lata ZSRR. Znalazłem wtedy w Moskwie czaszkę naszego kozackiego atamana koszowego Siczy Zaporoskiej Iwana Sirki, który brał udział w powstaniu Chmielnickiego. Ataman Sirko był przeciwnikiem Rosji i zwolennikiem kozackiej autonomii. W imię interesów Zaporoża kontaktował się nawet z Polską, Chanatem Krymskim i Turcją. Został pochowany w obwodzie dniepropietrowskim.

Jego czaszkę znalazłem w laboratorium antropologii plastycznej. Przywiozłem ją do Kijowa, lecz żadne ówczesne muzeum nie chciało jej wziąć. Chcąc, nie chcąc, musiałem ją zatrzymać w swoim domu, aby czekała na lepsze czasy. Zainteresowałem się wówczas jej historią. Jak ona się znalazła w Moskwie i co się działo z mogiłą jej właściciela? Napisałem wtedy pierwszy artykuł.

Po rozpadzie ZSRR Ukraina stała się państwem niepodległym.

Mogliśmy wówczas swobodnie zająć się badaniami związanymi z naszymi bohaterami narodowymi. Wziąłem w tym czasie udział w oficjalnej ekspedycji antropologicznej Stowarzyszenia Więźniów Politycznych oraz Akademii Nauk Ukrainy, poszukującej mogiły hetmana Iwana Mazepy (1639-1709) – szlachcica, dyplomaty, hetmana Ukrainy w latach 1687-1709. Po tych badaniach terenowych napisałem drugi artykuł na temat hetmana Mazepy, a po nim ukazała się moja książka pt. „Hetmańskie mogiły na Ukrainie”. Temat mogił bohaterów Ukrainy okazał się strzałem w dziesiątkę. Wydawnictwo i czytelnicy byli z niej bardzo zadowoleni. Cały nakład rozszedł się błyskawicznie.

Polska publikacja książki „Hetmańskie mogiły na Ukrainie” składała się z pięciu rozdziałów.

Pierwszy rozdział poświęcony był bohaterom Rusi Kijowskiej (Włodzimierzowi Wielkiemu, Jarosławowi Mądremu, Nestorowi Kronikarzowi, Jarosławowi Osmiomysłowi). Drugi – dobie polsko-litewskiej (książętom Ostrogskim, Konstantemu Iwanowiczowi, Wasylowi Konstantemu, początkom kozactwa i pierwszym hetmanom: Piotrowi Konaszewiczowi-Sahajdacznemu oraz fundatorom Akademii Kijowsko-Mohylańskiej: Halszce Hulwiczównej i Piotrowi Mohyle). Trzeci rozdział dotyczył hetmańszczyzny (Bohdanowi oraz Tymoszowi Chmielnickim, Adamowi Kisielowi, Iwanowi Wyhowskiemu, Iwanowi Sirce, Iwanowi Brzuchowieckiemu, Petro Doroszence, Damianowi Mnohohrysznemu, Iwanowi Mazepie. Czwarty opowiada o zmierzchu hetmańszczyzny (Iwanie Skoropadskim, Kostce Hordience, Samuelu Wełyczce). I wreszcie piąty rozdział – o przełomie epok (Danielu Apostole, Cyrylu Razumowskim, Piotrze Kaliszewskim i Josypie Hładkym).

W zakończeniu książki, niejako w jej podsumowaniu, stwierdziłem za Ołeksandrem Dowżenką – klasykiem ukraińskiego kina – że: „cmentarz to również zwierciadło żyjących”. Stan i wygląd cmentarzy trafnie określa bowiem związki zachodzące pomiędzy moralnością społeczną a pamięcią historyczną.

Jest pan również autorem trzech podręczników z antropologii.

Nadal zbieram materiały do kolejnych publikacji. Koncentruję się obecnie na nowych mogiłach hetmańskich i bohaterach Ukrainy. Napisałem i wydałem książkę pt. „Panteon Ukrainy (X-XVIII wiek)”. Aktualnie piszę drugą jej część, dotyczącą XIX i XX wieku. To będą zapewne książki mojego życia.

Przez długie lata współpracował pan z polskimi uczelniami.

Współpracowałem i pracowałem na kilku z nich – poczynając od końca lat 80. Współpraca ta zaczęła się oczywiście od antropologii. Moimi współpracownikami byli m.in. prof. Wanda Kozak-Zychman z Lublina, prof. Janusz Piątek z Poznania i prof. Karol Piasecki ze Szczecina, który zaproponował mi, w roku 2005, etatową pracę w Katedrze Etnologii Uniwersytetu Szczecińskiego. Tak się zaczęła moja 13-letnia działalność pedagogiczna w Szczecinie. Zaczynałem ją na stanowisku adiunkta z habilitacją, a później profesora tej katedry i wreszcie, po likwidacji Katedry Etnologii, prowadziłem zajęcia z konfliktów etnicznych na kierunkach: politologia i bezpieczeństwo.

FOTO: LESZEK WĄTRÓBSKI

Nie zapomniał pan również o zachodniej Ukrainie, o miejscowości, w której spędził pan młode lata.

Urodziłem się we wschodniej Ukrainie. Po II wojnie światowej moi rodzice przenieśli się na Wołyń, do miasteczka Hoszcza (ukraińskie Goszcza). Miałem wtedy trzy lata. Ojciec był redaktorem gazet powiatowych, a mama kierownikiem powiatowej biblioteki. Zawsze interesowała mnie historia mojej małej ojczyzny. Nie można było jednak zająć się nią za czasów ZSRR. Trzeba było zajmować się wyłącznie osiągnięciami władzy radzieckiej i budową komunizmu. A Hoszcza miała swoją historię, wspaniałą przeszłość i zabytki. Tam znajdował się dawniej zamek. Dziś niestety pozostały po nim tylko resztki umocnień ziemnych. Ocalały natomiast: cerkiew pw. św. Michała z 1639 r., przebudowana w XIX w., i pałac (prawdopodobnie z XVIII w., przebudowa XIX w.), znajdujący się w północnej części parku miejskiego, i stacja pocztowa z połowy XIX w. zbudowana w stylu neogotyckim.

Hoszcza to osiedle typu miejskiego na Ukrainie i stolica rejonu w obwodzie rówieńskim. Liczy 5360 mieszkańców i jest położone nad Horyniem. W przeszłości stanowiła jeden z ośrodków polskiego arianizmu. Tam, w roku 1600, Gabriel Hojski założył szkołę ariańską i zbór. Funkcjonowały one do 1648 r. W tej ariańskiej szkole uczył się Dymitr Samozwaniec I, a pierwszym ministrem zboru był Andrzej Lubieniecki. W II połowie XIX w. ruiny tej szkoły były jeszcze widoczne.

Dużo się od tych czasów zmieniło. Teraz jest już zupełnie inaczej niż za czasów sowieckich. Można już badać bezpiecznie przeszłość i zachodzące procesy historyczne. Obecne władze gminy Hoszczy to ludzie młodzi i wykształceni, chcący lepiej poznać historię swojej miejscowości. Zorganizowali np. u siebie konferencję naukową, w której im pomagam i której byłem współorganizatorem. W naszym powiecie urodziła się też bohaterka Solidarności Anna Walentynowicz i do dzisiaj tam żyje jej siostra i rodzina. Chcemy do końca roku wydać wszystkie referaty w specjalnym zeszycie. Planujemy też kolejne konferencje. Chciałbym też, aby powstała książka o historii miasta – od początku jego powstania do dziś.

Po trzynastu latach pracy w Polsce powrócił pan do Kijowa.

Mieszkam teraz w Kijowie i pracuję w Instytucie Narodoznawstwa Państwowej Akademii Nauk. Moja żona Tania jest profesorem biofizykiem. Zajmowała się też radiobiologią. Pisała pracę o skutkach wybuchu w Czarnobylu na organizm człowieka. Mamy też wspólne zainteresowania. Lubimy wędrować. Często wyjeżdżamy ostatnio za granicę. Jedyną przeszkodą jest tu chroniczny brak wolnego czasu. Mimo wszystko zaliczamy rocznie trzy nowe państwa. Nadrabiamy w ten sposób czasy radzieckie, kiedy to wyjazdy zagraniczne były utrudnione. I tak np. w ostatnich dwóch latach nasz plan już wykonaliśmy. Byliśmy na Sri Lance, w Gruzji, Azerbejdżanie, na Litwie, Łotwie i w Albanii.

A co z wyjazdami do Polski?

Polska jest moim ulubionym krajem, podobnie jak Ukraina. Nie zaliczam więc pobytu nad Wisłą czy Odrą do wyjazdu zagranicznego. W Polsce mieszkają ponadto moja córka, zięć i wnuki…

ROZMAWIAŁ LESZEK WĄTRÓBSKI