Liczy się tylko zwycięstwo

0
4

Jakie jest twoje samopoczucie przed walką z Gabrielem Rosado?
Czuję się rewelacyjnie i dopisuje mi humor. Najważniejsze, że nie mam żadnej kontuzji i jestem zdrowy. Poza tym dobrze dogaduję się z trenerem. Tak więc u mnie wszystko jest w porządku i jestem bardzo pozytywne nastawiony, a to jest dobry prognostyk tego, co się będzie działo 15 marca w Filadelfii.

Za tobą są już główne przygotowania do tej walki. Na co zwracałeś szczególną uwagę podczas treningów?
Przećwiczyliśmy kilka akcji pod styl Gabriela Rosado. Poza tym trener Piotr Wilczewski dodał do tego trochę nowych elementów, m.in.: więcej balansu tułowia oraz dużo zwodów. Wróciliśmy także do fundamentów, czyli większej aktywności lewej ręki, ponieważ wiemy, że jeżeli ustawię lewą ręką Gabriela Rosado, to ta walka wcale nie musi być dla mnie zbyt ciężka.

Jak postrzegasz Gabriela Rosado jako zawodnika?
Jest wojownikiem z charakterem. Ma gorącą krew, tak jak i ja, więc na pewno na ringu będzie wielka wojna. Słyszałem, że chce boksować ze mną podobnie jak z Luisem Ariasem, że niby ma się cofnąć i walczyć technicznie. Natomiast ja w to nie wierzę, ponieważ Rosado nie potrafi boksować technicznie. To jest typowy wojownik wyznający zasadę „oko za oko”. Ja oczywiście będę chciał go „rozmontować”, po tym jak zobaczę, co wniesie na ring. Dlatego też pierwsza runda będzie najważniejsza. Ja natomiast będę się chciał skupić na planie taktycznym.

Nie uważasz, że dwa tygodnie, jakie spędzisz w Stanach Zjednoczonych przed walką, to zbyt krótki okres na odpowiednie zaklimatyzowanie się?
Myślę, że nie. Przed walką z Danielem Jacobsem pojawiłem się w Nowym Jorku tylko siedem dni wcześniej. Zawsze trzy dni po przylocie mam nieco słabsze, ale dzisiaj już czuję się dużo lepiej niż wczoraj, a wczoraj czułem się lepiej niż zaraz po przylocie. Więc wszystko układa się dobrze. Zmianę klimatu najbardziej odczuwam na sali gimnastycznej, ale mam jeszcze przed sobą prawie dwa tygodnie, w tym dwa sparingi, więc do 15 marca wszystko powinno być dobrze.

To chyba będzie dla ciebie najważniejsza walka w dotychczasowej karierze.
Na pewno będzie najważniejsza, chociażby z tego względu, że jest to moja pierwsza walka dla Eddiego Hearna i platformy DAZN. Od razu walczę z kimś wielkim, z Gabrielem Rosado, który jest zawodnikiem mogącym wywindować mnie mocno w górę. Ten pojedynek może być dla mnie przepustką do walki o tytuł mistrza świata. Tak więc uważam, że jest on dla mnie ważniejszy niż starcie z Danielem Jacobsem.

W kontrakcie z telewizją DAZN masz zapewnione trzy walki. Jak to wygląda w szczegółach?
Jeżeli będę wygrywał, to mam zapewnione trzy walki. Wszystko zależy od wyniku kolejnych pojedynków. Natomiast w tym kontrakcie nie ma gwarancji, że którykolwiek z nich będzie dotyczył tytułu mistrzowskiego. Nie wyobrażam sobie jednak, żeby po walce z Gabrielem Rosado zakończyła się moja przygoda z platformą DAZN i Eddiem Hearnem. Mam nadzieję, że ta współpraca dopiero zacznie się rozkręcać. Nastawiam się na zwycięstwo i jestem pewny wygranej. Jestem niesamowicie zmotywowany i bardzo dobrze przygotowany. Dla mnie liczy się tylko zwycięstwo.

Czy wiadomo, chociaż spekulacyjnie, kto może być twoim kolejnym rywalem po wygranej walce z Gabrielem Rosado?
Moja kategoria wagowa jest nafaszerowana tyloma gwiazdami i osobistościami, że ciężko dać jakąkolwiek gwarancję, kto będzie moim kolejnym rywalem. Natomiast wiem, że na pewno nie będzie to słabszy przeciwnik niż Gabriel Rosado. Żeby poznać jego nazwisko, musimy jednak poczekać do wyników najbliższej walki. Ja oczywiście mam swoje marzenia i bardzo chciałbym zmierzyć się z Demetriusem Andrade, ale najpierw muszę pokonać Rosado.

Jak ci się układa współpraca z nowym trenerem Piotrem Wilczewskim?
Bardzo dobrze, chociażby z tego względu, że nie musieliśmy się docierać. Nie musieliśmy przechodzić trenerskiej aklimatyzacji, ponieważ znaliśmy się i niejednokrotnie byliśmy wspólnie na sali treningowej. Piotrek był wcześniej w moim narożniku jako drugi trener obok Andrzeja Gmitruka i ma do niego bardzo podobny styl treningowy. Tak jak wspominałem wcześniej, wprowadził on kilka swoich elementów technicznych, ale nie przestawiał mnie zbyt mocno. Rozumiemy się bardzo dobrze i szlifujemy mój styl. Oczywiście ring zawsze jest weryfikacją wszystkiego i dopiero po walce z Rosado zobaczymy, jak to wszystko się ułoży i jakie przyniesie efekty.

A jak wspominasz współpracę z Andrzejem Gmitrukiem? Jak zareagowałeś na wiadomość o jego nagłej śmierci?
To dla mnie był koszmar. Zawiozłem rano córeczkę do żłobka i po powrocie do domu położyłem się jeszcze na godzinną drzemkę ponieważ trening miałem rozpocząć o godz. 11. Po pewnym czasie zaczęły mnie budzić telefony. Początkowo ich nie odbierałem, ale gdy zobaczyłem, że te same osoby dzwonią do mnie kilka razy pod rząd, to pomyślałem, że chodzi o coś ważnego. Odebrałem kolejny telefon i był to dla mnie strzał w głowę. Początkowo nie wierzyłem w to, co słyszę, bo informację o śmierci trenera jako pierwszy przekazał mi kolega zupełnie niezwiązany z boksem. Myślałem, że to jakiś głupi żart, ale spojrzałem do internetu i okazało się, że, niestety, to smutna prawda. Natomiast jeżeli chodzi o współpracę z Andrzejem Gmitrukiem to wspominam ją bardzo dobrze. To był człowiek bardzo pozytywnie usposobiony. Potrafił mentalnie nastawić każdego zawodnika. Nawet jak było źle, to umiał wyciągnąć pozytywne rzeczy. Był genialnym trenerem i wspaniałym człowiekiem na sali gimnastycznej, był moim mentorem i ulubieńcem. Za pomocą dwóch, trzech słów potrafił z maleńkiego człowieczka uczynić herosa. Zapamiętam go jako ojca mojego sukcesu. To on nauczył mnie wygrywać i wykrzesał we mnie to co najlepsze. Udało mu się to, czego nikt wcześniej nie potrafił, stworzył moje rysy i charakter bokserski. Dzięki jego wskazówkom nabrałem pewności siebie i za to jestem mu bardzo wdzięczny.

Czego mogą oczekiwać fani boksu, którzy 15 marca pojawią się w Liacouras Center w Filadelfii lub będą oglądać twoją walkę z Gabrielem Rosado w telewizji?
Przede wszystkim ja bardzo liczę na polskich kibiców, ponieważ pamiętam ich wspaniały doping podczas mojej walki z Danielem Jacobsem w Barclays Center na Brooklynie. Polacy zawsze dopisują i potrafią dać z siebie tyle, że człowiek czuje przez to dodatkową parę płuc. Ja mogę obiecać, że odwdzięczę się niesamowitymi emocjami, bo zazwyczaj, jak mówię, że będzie wojna, że polecą iskry, to tak jest. Ja nie rzucam słów na wiatr. Przyjdźcie na walkę i zobaczcie, że tym razem też tak będzie. Ja na pewno dam z siebie wszystko, będę walczył na sto procent i będziecie ze mnie dumni.

Autor: ROZMAWIAŁ: WOJTEK MAŚLANKA