Muszą liczyć na innych

0
0

Foto: PAP/Wojtek Szabelski

Adam Borzęcki (na pierwszym planie) otworzył w 7. minucie wynik meczu

Po trzech rundach spotkań mistrzostw świata I Dywizji w hokeju na lodzie, które odbywają się w Toruniu, Polacy zajmują trzecie miejsce w tabeli. Polscy hokeiści mają jeszcze szanse na awans do elity, jednak zależy to nie tylko od nich samych.

Sytuacja "biało-czerwonych" skomplikowała się po ich wtorkowej porażce z Ukrainą 1:2 (1:1, 0:0, 0:0, dogr. 0:0, karne 1-3). W pozostałych wtorkowych meczach Włochy pokonały Holandię 5:0, zaś Wielka Brytania rozgromiła Rumunię 8:0.

KŁOPOTY Z PRZEWAGĄ

Fatalna skuteczność, niewykorzystane okresy gry z przewagą jednego czy dwóch zawodników spowodowały, że Polacy nie wygrali meczu z Ukrainą.
Mecz od początku toczył się w niezłym tempie. Pierwsi do ofensywy ruszyli hokeiści Petera Ekrotha, jednak nie znaleźli sposobu, aby pokonać bramkarza ukraińskiego. Później na chwilę inicjatywę przejęli Ukraińcy, rywale Polaków grali jednak ostro i często odwiedzali ławkę kar. "Biało-czerwoni" wykorzystali już drugą grę w przewadze. Adam Borzęcki silnym uderzeniem spod linii niebieskiej otworzył w siódmej minucie wynik meczu.
Polacy mieli jeszcze kilka okazji do podwyższenia, ale nie wykorzystali ich. W 12. minucie bliski zdobycia bramki był Mariusz Jakubik, jednak jego silny strzał instynktownie odbił Konstantin Simczuk.
W 14. minucie było już 1:1, bramka dla ekipy Ukrainy uznana została jednak dopiero po analizie zapisu wideo. Sędzia główny, po interwencji ekipy Ukrainy, długo oglądał materiał wideo i stwierdził, że krążek wpadł do polskiej bramki prawidłowo, jednak przebił siatkę i wyleciał na plac gry.
Ta sytuacja wprowadziła wiele nerwowości w poczynania hokeistów obydwu ekip. Po chwili, po jednej z kontr Polaków, pod bramka ukraińską doszło do bójki kilku graczy, a amerykański arbiter główny spotkania odesłał na ławkę kar aż pięciu hokeistów.
Pod koniec pierwszej tercji i na początku drugiej "biało-czerwoni" grali przez niemal dwie minuty w przewadze 5 na 3, ale nie byli w stanie pokonać bramkarza Ukrainy.
W drugiej odsłonie tempo gry nie spadało, lekką przewagę mieli Polacy, nie potrafili jednak wykorzystać kilku okresów gry w przewadze. Najbliżej strzelenia gola był w 29. minucie Krystian Dziubiński, ale krążek po jego strzale otarł się o słupek.
Na początku trzeciej tercji przewagę osiągnęli gracze Ukrainy, jednak bez zarzutu w polskiej bramce spisywał się Rafał Radziszewski. W miarę upływu czasu gra wyrównywała się, Polacy zaczęli przejmować inicjatywę, atakowali bramkę ukraińską, mimo to nie potrafili wykorzystać wielu minut gry w przewadze.
W ostatnich kilkudziesięciu sekundach meczu polscy hokeiści, grając 5 na 3, praktycznie nie opuszczali tercji obronnej Ukrainy, oddali kilka strzałów, ale żaden z nich nie znalazł się w siatce. Jeszcze na kilka sekund przed końcem trzeciej tercji na indywidualną akcję zdecydował się Leszek Laszkiewicz, a krążek po jego strzale otarł się o spojenie słupka z poprzeczką.
Polacy grając w przewadze rozpoczęli dogrywkę, jednak po dodatkowych 5 minutach meczu wynik nadal nie uległ zmianie.
Sędzia zarządził karne. Pierwszego karnego wykorzystali Ukraińcy, jako pierwszy z polskiej ekipy strzelał Damian Słaboń, niestety krążek uderzył w słupek i nie wpadł do bramki. Po kolejnym karnym Ukraińców prowadzili 2:0. Nieco nadziei wlał w serca polskich kibiców Grzegorz Piekarski doprowadzając do stanu 1:2, ale kolejnego karnego wykorzystał Warłamow, a to oznaczało zwycięstwo ekipy Ukrainy.

ZUPEŁNIE INNA DRUŻYNA

"Jestem dumny z postawy swojego zespołu, szanuję rosyjską szkołę hokeja i wiem, jak ciężko przeciwko takim drużynom się gra. Zrobiliśmy, co mogliśmy, szkoda niewykorzystanych okazji w przewadze 5 na 3 z końcówki trzeciej tercji" – powiedział po meczu trener reprezentacji Polski Peter Ekroth.
Obserwatorzy podkreślali, że grającej z takim zaangażowaniem, szybko i składnie polskiej reprezentacji hokejowej nie widzieli już dawno.
Zaskoczony postawą Polaków był również trener Ukrainy Oleksandr Seukand, który przyznał, że "rozpracowywał" polską reprezentację na podstawie nagranych spotkań kontrolnych z Białorusinami, jednak "biało-czerwoni" byli we wtorek "zupełnie inną ekipą".

WŁOSI ZDECYDUJĄ

Polska, aby awansować do hokejowej elity, musi wygrać pozostałe dwa mecze z Włochami i Wielką Brytanią oraz liczyć na porażkę Ukrainy, która zagra jeszcze z Rumunią – outsiderem turnieju i w piątek z Włochami.
Sprawa spadku do drugiej dywizji rozstrzygnie się najpewniej w piątek podczas meczu dwóch najsłabszych drużyn turnieju Holandii i Rumunii.
Po trzech seriach spotkań w klasyfikacji na najlepszego strzelca turnieju prowadzą David Clarke (Wielka Brytania), Trevor Johnson (Włochy), Marcin Kolusz, Mikołaj Łopuski oraz Oleg Szafarenko (Ukraina), którzy zdobyli po trzy bramki.
Najlepszymi "asystentami" są: Greg Chambers, Russel Cowley (obaj Wielka Brytania), Trevor Johnson i Leszek Laszkiewicz, wszyscy z czterema punktami.
W klasyfikacji kanadyjskiej (gole + asysty) prowadzi Trevor Johnson – 7 pkt, przed Patrickiem Iannone i Stefanem Zisserem (obaj Włochy) – po 5 punktów. Najlepszy z Polaków – Adam Borzęcki – jest w tej klasyfikacji ósmy z czterema punktami.
Środa była dniem przerwy w turnieju, w czwartek zagrają Wielka Brytania z Holandią, Ukraina z Rumunią oraz Polska z Włochami.

JG, (PAP)

POLSKA – UKRAINA 1:2 (1:1, 0:0, 0:0, dogr. 0:0, karne 1-3)
Bramki: 1:0 Adam Borzęcki (7), 1:1 Andri Sriubko (14).
Karne: dla Polski – Grzegorz Piekarski, dla Ukrainy Dmitro Cyrul, Wadim Szachrajczuk, Sergi Warłamow.
Kary: Polska – 16 min, Ukraina – 28 min, w tym 6 min kar technicznych. Widzów 3200.

TABELA TURNIEJU:

1. Włochy           3    9    21-2
2. Ukraina          3    8    11-4
3. Polska            3    7    11-3
4. W. Brytania    3    3    12-9
5. Holandia         3    0    2-13
6. Rumunia         3    0    0-26

Autor: