Ostre strzelanie w Londynie

0
0

Foto: PAP/EPA

Frank Lampard z Chelsea strzela wolnego ponad murem Liverpoolu

Zespół Chelsea Londyn zremisował z Liverpoolem 4:4 (0:2) w rewanżowym meczu ćwierćfinałowym piłkarskiej Ligi Mistrzów i awansował do półfinału. W drugim wtorkowym meczu Bayern Monachium zremisował z Barceloną 1:1 (0:0). Pierwsze spotkanie wygrała jednak „Barca” 4:0 i to ona awansowała do półfinału.

Chelsea — Liverpool 4:4 (0:2)
Bramki: dla Liverpoolu — Fabio Aurelio (19), Xabi Alonso (28-karny), Lucas (81), Dirk Kuyt (83); dla Chelsea — Didier Drogba (51), Alex (57), Frank Lampard (76, 89). Sędziował: Luis Medina Cantalejo (Hiszpania). Pierwszy mecz 3:1 dla Chelsea.
Chelsea: Petr Cech; Branislav Ivanovic, Alex, Ricardo Carvalho, Ashley Cole; Michael Ballack, Michael Essien, Frank Lampard; Salomon Kalou (36-Nicolas Anelka), Didier Drogba (90+4-Franco Di Santo), Florent Malouda
 Liverpool: Pepe Reina; Alvaro Arbeloa (85-Ryan Babel), Martin Skrtel, Jamie Carragher, Fabio Aurelio; Xabi Alonso, Javier Mascherano (69-Albert Riera), Lucas; Dirk Kuyt, Yossi Benayoun; Fernando Torres (80-David Ngog).

Przez pierwsze dziesięć minut spotkania było widać, że na boisku bardzo brakuje w ekipie gości kontuzjowanego kapitana zespołu Stevena Gerrarda. Piłkarze Liverpoolu mieli chwilami problemy z wyjściem z własnej połowy.
W końcu Liverpool uspokoił grę, piłkarze Chelsea — jak gdyby lekko zmęczeni — oddali inicjatywę. Fernando Torres minął obrońcę Chelsea i strzelił, ale minimalnie nad poprzeczką.
Kilka minut później, w 19 minucie spotkania, już takiego błędu nie popełnił Fabio Aurelio, który oszukał bramkarza gospodarzy Petra Cecha i z rzutu wolnego z 35 m celnie strzelił. Cech był przekonany, że Aurelio będzie dośrodkowywał.
 Po zdobyciu bramki piłkarze Liverpoolu jeszcze bardziej uwierzyli, że pomimo porażki 1:3 w pierwszym meczu, szansa awansu nadal istnieje. To oni częściej byli pod bramką Cecha, który nie miał chwili oddechu.
 Czeski bramkarz Chelsea po raz drugi musiał wyjąć piłkę z siatki w 28 minucie meczu, gdy Xabi Alonso wykorzystał rzut karny. Atakującego Alonso złapał wpół w polu karnym Branislav Ivanovic, strzelec dwóch bramek w pierwszym meczu.
 W końcówce pierwszej połowy Cech jeszcze dwa razy uratował zespół od straty kolejnej bramki.
 O początku drugiej połowy meczu nie będzie chciał pamiętać bramkarz Liverpoolu Pepe Reina, który nie złapał w 51 minucie piłki dotkniętej czubkiem buta przez Didiera Drogbę.
 Sześć minut później Alex silnym strzałem pod poprzeczkę zdobył drugiego gola dla Chelsea i marzenia Liverpoolu o awansie lub choćby tylko o dogrywce, zaczęły być iluzoryczne, a trener zespołu Rafael Benitez przestał się uśmiechać.
 Poprawić nastroje gospodarzom mógł w 67 minucie Michael Ballack. Będąc sam na sam z Reiną z dwunastu metrów trafił jednak prosto w bramkarza Liverpoolu. Co ciekawe, żadnego obrońcy gości przy nim nie było.
 Złudzeń graczy Liverpoolu marzących o awansie do półfinału chciał pozbawił Frank Lampard strzelając w 76 minucie trzecią bramkę dla zespołu finansowanego przez rosyjskiego miliardera Romana Abramowicza.
 Ale piłkarze Liverpoolu nie zrezygnowali. Przegrywając 2:3 ruszyli do ataku i w dwie minuty strzelili dwie bramki. Pierwszą zdobył w 81 minucie Lucas, piłka odbita od Michaela Essiena zmyliła Cecha. Drugą, a czwartą w meczu, w dwie minuty później wpisał na swoje konto strzałem głową Dirk Kuyt.
 To jednak nie był koniec festiwalu strzeleckiego. Na minutę przed końcem regulaminowego czasu gry Frank Lampard wyrównał na 4:4 i przypieczętował awans Chelsea do półfinału Ligi Mistrzów.

 Bayern Monachium — FC Barcelona 1:0 (0:0)
 Bramki: dla Bayernu — Franck Ribery (47), dla Barcelony — Seydou Keita (73). Sędziował Włoch Roberto Rosetti. Widzów 66 tys. Pierwsze spotkanie 0:4, awans Barcelony.
Bayern: Hans Joerg Butt; Christian Lell, Martin Demichelis, Lucio, Philipp Lahm; Jose Ernesto Sosa (78-Hamit Altintop), Mark van Bommel, Andreas Ottl, Ze Roberto (78-Tim Borowski); Franck Ribery; Luca Toni.
 Barcelona:Victor Valdes; Daniel Alves, Gerard Pique, Carles Puyol, Eric Abidal; Xavi, Yaya Toure, Seydou Keita; Lionel Messi, Samuel Eto’o, Andres Iniesta (78-Aleksandr Hleb).

 Nie było niespodzianki na Allianz Arena. Bayern Monachium nie odrobił czterobramkowej straty z Camp Nou i odpadł z dalszej rywalizacji w piłkarskiej Lidze Mistrzów. Do półfinału awansowała FC Barcelona, która we wtorek w rewanżowym spotkaniu zremisowała z mistrzem Niemiec 1:1 (0:0).
 Już przed meczem mało kto otwarcie mówił o tym, że w stolicy Bawarii mogłoby dojść do niespodzianki. Nawet trener mistrza Niemiec Juergen Klinsmann podkreślał, że „będzie bardzo ciężko. Nie sądzę, by to w ogóle było realne”.
 Wynik meczu otworzył w 47. minucie Frank Ribery, dla którego była to czwarta bramka w obecnej edycji rozgrywek. Niemcy jednak niezbyt długo mogli cieszyć się prowadzeniem. Do wyrównania doprowadził w 73. minucie Seydou Keita, który zastąpił w pierwszym składzie Thierry’ego Henry.
 Jak tylko rozległ się pierwszy gwizdek sędziego Bayern ruszył do ataku i na początku wydawało się, że niemożliwe może stać się rzeczywistością. Jedenastka Klinsmanna zagrała dynamicznie, agresywnie i bez kompleksów.
 Niewiele mieli do powiedzenia Lionel Messi, Xavi, czy Andres Iniesta. Na boisku rządzili Niemcy, ale brakowało im skuteczności. W ataku swoich sił próbował Luca Toni, ale sam niewiele potrafił zdziałać. W ofensywnie próbowali wspierać go Franck Ribery i Ze Roberto, ale bramkarz Victor Valdes był bezbłędny.
 Z każdą minutą jednak lokomotywa z Barcelony nabierała prędkości i stawała się nie do powstrzymania. Po raz pierwszy Hans Joerg Butt musiał interweniować w 31. minucie, kiedy rzut wolny wykonywał Xavi, później z każdą minutą pracy miał coraz więcej.
 W przerwie spotkania Franz Beckenbauer tryskał optymizmem, twierdząc, że „Bayern jest na dobrej drodze, by się zrehabilitować. Wszystko jest jeszcze możliwe”. Dwie minuty po zmianie stron jego słowa znalazły potwierdzenie w bramce strzelonej przez Ribery’ego.
 Barcelona, która nie chciała dopuścić do pierwszej w tym roku porażki na wyjeździe w europejskich pucharach, wzięła się do pracy. Bawarczycy bronili się dzielnie do 73. minuty, kiedy gola, po znakomitej akcji kombinacyjnej, strzelił Keita.
 66 tysięcy kibiców zebranych na Allianz Arena nie było zadowolonych z remisowego wyniku. Winnym, według nich jest Klinsmann, który opuszczał stadion żegnany gwizdami.

DT, (PAP)

Autor: