Teraz Polska!

0
0

Jared Dudley był przez dwa ostatnie sezony najlepszym kolegą Marcina Gortata w Phoenix Suns. Obaj koszykarze polubili się tak bardzo, że nasz jedynak w NBA zaprosił Dudleya do Polski.
Kilka dni temu ten wszechstronny skrzydłowy stał się jednak bohaterem głośnej wymiany, w wyniku której trafił do nowej potęgi ligi – Los Angeles Clippers. Swojej wcześniejszej obietnicy danej Gortatowi nie ma zamierza jednak odwoływać!

Miałeś przylecieć w połowie lipca do Polski na obóz Marcina Gortata. Czy to jest nadal aktualne?

Absolutnie! Bilety są już kupione, lecę do Polski w przyszłym tygodniu! Nie mogę się już doczekać spotkania z polskimi fanami koszykówki oraz samym Marcinem, rzecz jasna. Mam nadzieję, że zabiorę go ze sobą w drogę powrotną do Los Angeles (śmiech).

Długo czekałeś na uznanie fachowców w NBA…

Zawsze musiałem walczyć o swoje. Kiedy przyszedłem do NBA, przyklejono mi etykietkę „tweener” (najczęściej zawodnik, który nie pasuje do żadnej, konkretnej pozycji). Wiedziałem więc, że muszę się czymś wyróżniać i najłatwiej mi będzie stać się ponadprzeciętnym snajperem. Steve (Nash) również zachęcał mnie do tego, abym rzucał za każdym razem, gdy dostanę piłkę na czystej pozycji. Mówił – jak zaczniesz regularnie trafiać z dystansu, wówczas już nikt nie będzie cię nazywał „tweener”. Dlatego dużo uciekałem po zasłonach i szukałem pozycji do oddania rzutu.

Jak oceniasz obecny zespół Clippers?

Bardzo podobnie do tego składu Suns, z którym w 2010 roku awansowaliśmy do finału Konferencji Zachodniej. Poza tym jest to dla mnie świeży start. Czuję się jakbym ponownie był debiutantem.

Clippers odpadli jednak już w pierwszej rundzie ostatnich playoffs. Skąd przekonanie, że w następnym sezonie będzie inaczej?

Ponieważ nie po to sprowadzono „Doca” Riversa, aby popełniać dwa razy te same błędy… On zmieni kulturę tego klubu. „Doc” spowoduje, że Chris (Paul) będzie jeszcze lepszym liderem, a każdy z nas – zawodnikiem. Poza tym skład został wzmocniony. JJ Redick jest znakomitym snajperem, z czystych pozycji trafia praktycznie z zamkniętymi oczami. Ja z kolei nabrałem doświadczenia, lepiej „czytam” obronę przeciwnika niż w latach poprzednich.

Trzy lata temu grałeś w finałach konferencji, następnie w dwóch kolejnych sezonach Suns nawet nie awansowali do playoffs. Teraz znów trafiłeś do zespołu z wielkimi ambicjami. Nie było Ci ciężko w dwóch ostatnich sezonach?

Nie, po prostu zmierzyłem się z wyzwaniem. Suns przechodzili przez okres przebudowy, więc ja miałem czas na naukę i poprawę swoich cech przywódczych. Steve (Nash) i Grant (Hill) bardzo mi w tym pomogli w okresie wspólnej gry w Phoenix. Byli dla mnie mentorami. Później Steve odszedł i musiałem się nauczyć radzić sobie bez niego, samodzielnie wypracowywać pozycje rzutowe. Już nie mogłem liczyć na precyzyjne asysty Nasha, więc stałem się graczem bardziej wszechstronnym. Miałem mniej czystych pozycji, ale mimo to utrzymałem prcent skuteczności na zbliżonym poziomie. Teraz będzie mi dużo łatwiej z Chrisem (Paulem) w roli rozgrywającego Clippers.

Jak dowiedziałeś się o transferze?

Mój agent dowiedział się o Lona Babby’ego (prezesa Suns). Pomyślałem sobie – to świetna informacja! Mało jest w NBA równie fajnych klubów jak Suns i miejsc do życia jak Phoenix, ale Clippers i Los Angeles na pewno znajdują się w ścisłej czołówce. Oczywiście uwaga mediów skupia się na trzech osobach – Doc, Chris i Blake (Griffin). Gwarantuję jednak, że w tym zespole jest wielu innych graczy, którzy mogą odegrać dużą rolę w najbliższej przyszłości. Tacy jak Matt Barnes albo Darren Collison, który byłby podstawowym rozgrywającym w wielu innych zespołach, a tutaj przejmie rolę zmiennika Chrisa. Ten skład zawiera mnóstwo talentu.

Czy szkoda Ci Steve'a Nasha po tym, co go spotkało po odejściu do Lakers? Miał walczyć o pierwszy w karierze tytuł mistrzowski, a trafił na okres kompletnej zawieruchy w najsłynniejszym klubie NBA…

Na pewno. Rok temu niemal wszyscy wymieniali Lakers w gronie najpoważniejszych kandydatów do mistrzowskiego tytułu. W ubiegłym sezonie mieli jednak mnóstwo kontuzji, a teraz stracili Dwighta (Howarda)…  Gdy masz tyle lat, co Steve – myślisz w pierwszej kolejności o tym, aby zdobyć tytuł. Na pewno nie chcesz kończyć kariery w taki sposób. Lakers wykonali duży krok wstecz. Prywatnie szkoda mi go, ale jako zawodnik Clippers muszę powiedzieć, że problemy naszych sąsiadów mnie aż tak bardzo nie martwią… Mam nadzieję, że Lakers będą przegrywać mecz za meczem!

Jak nastawiasz się na rywalizację z Nashem na parkiecie w derbach Los Angeles?

Nie ma żadnego problemu. Rozróżniam sprawy związane z tym, co dzieje się na parkiecie oraz poza nim. Najważniejsze jest wygrywanie i budowanie zespołu zdolnego do walki o tytuł mistrzowski. To jest wspaniałe uczucie w porównaniu z sytuacją, gdy wiesz, że twoja drużyna przechodzi okres przebudowy i ma mizerne szanse na awans do playoffs.

Autor: MARCIN HARASIMOWICZ