Białoruska „przedsiębiorczość” kontra polska lekkomyślność

105
premier.gov.pl

Na wschodniej granicy Polski rząd wprowadził stan wyjątkowy. Powód? Białorusini postanowili zarobić na imigrantach i za 5 tys. dolarów od osoby oferują im podrzucanie ich na granicę Unii Europejskiej. Czasem jest to Litwa, czasem Łotwa, a czasem Polska. Biznes Białorusinów wspiera część polskiej opozycji. Z kolei dziennikarze nie mogą przeboleć, że nie będą mieli tego na „taśmach”.

Polskie służby szacują, że na Białorusi znajduje się 10 tysięcy osób z państw trzecich, próbujących dostać się na obszar Unii Europejskiej. Szef Polskiej Straży Granicznej generał Tomasz Praga mówił, że liczba migrantów może być jeszcze większa, a w ostatni weekend zauważalny był wzrost liczby prób przekroczenia granicy bez wymaganych dokumentów. Dodał, że we wszystkim uczestniczą grupy przestępcze, które przejmują imigrantów po polskiej stronie i próbują ich przerzucać dalej na zachód.
Generał Praga podkreślił, że reżim w Mińsku jest aktywny w poszukiwaniu nowych klientów dla swojej działalności. Szef resortu spraw wewnętrznych i administracji Mariusz Kamiński mówił, że największą grupę próbujących przekroczyć granicę stanowią obywatele Iraku, którzy dzięki wizom turystycznym dotarli do Mińska samolotami z Bagdadu. Minister dodał, że średnio migranci płacą przemytnikom po kilka tysięcy dolarów za dostarczenie ich na teren Unii Europejskiej, ale są też rodziny, które płacą po 40 tysięcy dolarów. Minister Kamiński dodał, że część nielegalnych migrantów płaci za dostarczenie ich do Niemiec i jest zaskoczona po przekroczeniu granicy oraz ujęciu przez polską Straż Graniczną, że znajduje się na terytorium Polski.
Białoruś na imigrantach postanowiła zrobić niezły biznes. Biorąc pod uwagę, że już znaleźli 10 tysięcy „klientów” i od każdego wzięli 5 tysięcy dolarów, to Aleksander Łukaszenka właśnie wzbogacił się na cudzej krzywdzie o 50 milionów dolarów. Ten biznes wspiera część polskich polityków i „ekspertów”, a także nieświadomi zagrożeń zwykli ludzie. W tym kontekście warto przypomnieć słowa Władysława Frasyniuka, który o stojących na granicy funkcjonariuszach Straży Granicznej mówił, że to „wataha psów” i „śmiecie”. Z kolei jeden z posłów, a konkretnie Franciszek Sterczewski z Koalicji Obywatelskiej, postanowił nawet pojechać na granicę, by wesprzeć imigrantów i biegnąc pomiędzy funkcjonariuszami z reklamówką w ręce chciał dostarczyć im prowiant. Uradowani z tego typu obrotu rzeczy byli dziennikarze, którzy mieli masę materiałów dokumentujących ludzką głupotę.
Wprowadzenie stanu wyjątkowego w strefie przygranicznej trzeba ocenić jako mądry i rozsądny ruch wobec zachowań, jakie prezentują nie Białorusini, a niektórzy Polacy. Funkcjonariusze Straży Granicznej mają co robić, stojąc na straży granicy Polski i jednocześnie Unii Europejskiej, a grupa dziennikarzy, którzy wetkną kamerę wszędzie, by zdobyć cenny dla nich kadr – to tylko kolejny problem.
Po tym jak Unia Europejska przyznała, że zabezpieczenie granicy to dobry ruch polskiego rządu, opozycja ucichła, ale właśnie temat rzekomego ograniczania dostępu do informacji publicznej wyszedł na pierwszy plan. Oto kolejny „zamach” na wolność dziennikarzy w Polsce. Niestety ambasadorem dziennikarzy stał się niedawno wybrany rzecznik praw obywatelskich Marcin Wiącek, który wyraził wątpliwości w sprawie ograniczeń pracy dziennikarzy w związku z ogłoszeniem stanu wyjątkowego w pasie przy granicy z Białorusią. Marcin Wiącek zaznaczył, że rozwój wydarzeń na granicy polsko-białoruskiej jest niezwykle ważnym problemem, budzącym powszechne zainteresowanie społeczne, a rolą prasy i innych środków społecznego przekazu jest informowanie obywateli o tego typu problemach.
„Stąd też powstaje pytanie, czy ograniczenia zakładające w zasadzie całkowite wyłączenie jawności co do działań polskich służb oraz sytuacji na granicy polsko-białoruskiej są rzeczywiście absolutnie niezbędne i adekwatne do zaistniałej sytuacji” – czytamy w liście RPO do szefa rządu.
Chętnie bym panu rzecznikowi odpowiedział albo postawił go w pierwszym szeregu na polsko białoruskiej granicy, ramię w ramię z funkcjonariuszami Straży Granicznej. Być może wtedy zdałby sobie sprawę, że jego punkt widzenia zza biurka w gabinecie diametralnie różni się od tego, który mają osoby strzegące Polski i Polaków. A tym wszystkim spragnionym zdjęć i filmów polecam te, które przesyła Straż Graniczna.