Dzielenie skóry na niedźwiedziu

72
epa05079004 Law and Justice (PiS) leader Jaroslaw Kaczynski (L) and Minister of Justice Zbigniew Ziobro (R), during an evening session of Polish parliament in Warsaw, Poland, 22 December 2015. Parliament votes on a draft amendment to the Law on the Constitutional Court by the Law and Justice. EPA/RAFAL GUZ POLAND OUT

Polityczne podgryzanie Jarosława Kaczyńskiego przez Zbigniewa Ziobrę i jego ludzi wygląda jak przysłowiowe dzielenie skóry na niedźwiedziu. Ten jednak żyje, ma się dobrze i tylko czeka by przejść do kontrataku.

Ambicje ludzi, którzy choć przez chwilę poczuli zew władzy, rzadko kiedy kończą się krokiem w tył. Nie inaczej jest w przypadku Zbigniewa Ziobry, który krok po kroku kieruje swoją polityczną karierą w stronę przywództwa na prawicy. W jego działaniu widać jednak niecierpliwość i znużenie oczekiwaniem. Chciałby już – tu i teraz – zapewnić sobie schedę po Jarosławie Kaczyńskim, lecz ten nie wybiera się na polityczną emeryturę.
Bliscy współpracownicy prezesa Prawa i Sprawiedliwości, pytani o przyszłość Kaczyńskiego, mówią raczej o tym, że prezes najlepsze lata ma dopiero przed sobą i jako przykład podają niemieckiego kanclerza Konrada Adenauera, który pozycję tę objął mając 73 lata i sprawował ją jeszcze przez kolejne 15 lat. Mało tego, wiek nie przeszkadzał mu w osiąganiu sukcesów, a pośród rodaków jest on wymieniany jako człowiek odpowiedzialny za szybki i efektywny rozwój Niemiec. Jarosław Kaczyński, ma już (albo dopiero) 71 lat, więc gdyby wziął dosłowny przykład z Adenauera, może cieszyć się z polityki jeszcze długie lata. Wygląda jednak na to, że Zbigniew Ziobro, choć dużo młodszy, to nie zamierza czekać na polityczną emeryturę prezesa PiS i już teraz rywalizuje o jego pozycję.

Na poważnie wszystko zaczęło się od ubiegłorocznych wyborów parlamentarnych, w których Solidarna Polska Zbigniewa Ziobry uzyskała 17 mandatów poselskich. Niby mało, ale bez nich Zjednoczona Prawica nie objęłaby rządów. Ziobro ewidentnie przeciągał negocjacje, mające zbudować nowy rząd, chcąc ugrać jak najwięcej. W tym starciu jednak przegrał, choć zdawał sobie sprawę, że to zaledwie jedna bitwa, a wojna o przywództwo jeszcze przed nim. Kolejnym momentem, który pokazał, że Ziobro wybrał swoją polityczną drogę, było głosowanie nad tzw. „Piątką dla zwierząt”. Był to pakiet ustaw przygotowanych przez Jarosława Kaczyńskiego, w którym była mowa m.in o zakazie hodowli zwierząt futerkowych. Posłowie Ziobry zagłosowali wbrew Kaczyńskiemu i już wtedy ich pozycja w Zjednoczonej Prawicy wisiała na włosku, a ważni politycy PiS mówili, że wobec ich zachowania w rządzie nie ma dla nich miejsca.
Marek Suski poszedł w swoich wypowiedziach o krok dalej, wspominając, że powinni już zacząć pakować swoje biurka. Bardzo prawdopodobne, że „Piątka dla zwierząt” była testem dla Ziobry, który przygotował Kaczyński, a ustawa, która ostatecznie trafiła do sejmowej zamrażarki i tak nigdy nie weszłaby w życie. Ziobro ten test oblał, a Jarosław Kaczyński już wie, że nie dość, iż nie może ufać Ziobrze, to musi szykować się do kolejnych wyborów parlamentarnych, w których Ziobro najprawdopodobniej wystartuje z własnych list, bo miejsca dla niego i jego członków na listach PiS-u nikt mu już nie da.
Zbigniew Ziobro ma tego wszystkiego świadomość, więc przez kolejne trzy lata będzie pokazywał swoją odmienność od Prawa i Sprawiedliwości oraz będzie chciał udowodnić, że to on i jego ugrupowanie jest prawdziwą prawicą w Polsce. Właśnie mamy tego pierwszy dowód. Solidarna Polska w czasie negocjacji nad budżetem Unii Europejskiej chciała, by rząd zawetował nową perspektywę finansową na lata 2021-2027, która daje Polsce około 770 miliardów złotych i zawiera tzw. mechanizm praworządności. Polityk partii Ziobry Janusz Kowalski mówił nawet, że wyjścia były dwa – „Weto albo śmierć”. Sam Ziobro dodał, że w negocjacjach nie wolno być „miękiszonem”, sugerując miękką postawę Mateusza Morawieckiego. Po przyjęciu przez Polskę budżetu Unii Europejskiej, wspomniany poseł Kowalski, który notabene pełni funkcję wiceministra aktywów państwowych, złożył wniosek o wyjście z koalicji Zjednoczonej Prawicy. W ramach tego politycznego teatru wniosek jednak został odrzucony.
Do następnych wyborów parlamentarnych nie zobaczymy rozpadu Zjednoczonej Prawicy, bo to ani Ziobrze ani Kaczyńskiemu się nie opłaci. Będziemy jednak widzieć balansowanie Zbigniewa Ziobry na cienkiej koalicyjnej linie. Te akrobatyczne popisy mają dać Ziobrze w kolejnych wyborach co najmniej 5-procentowe poparcie, które zapewni mu wprowadzenie swoich posłów pod własnym sztandarem. Lina jednak jest na tyle cienka, że gdy z niej za wcześnie spadnie, to może już nigdy na nią nie powrócić.