Fałszywa taca

122
FOTO: PEXELS.COM

Przecież każdy ma własny rozum i wie, czy coś jest dla niego dobre, czy nie! Przecież każdy umie czytać, a do produktu załączona jest ulotka informacyjna o skutkach ubocznych. Przecież nikogo nie zmuszamy do zakupów, to zawsze jest tylko i wyłącznie jego wybór!

Logika producentów rozmaitego rodzaju trucizn i innych szkodliwych dla nas artykułów zdumiewa mnie nieodmiennie.

Szykuje się skandal. Kto wie jak wielki? Choć rzecz to niezmiernie rzadka, może nawet z gatunku tych, którym udaje się zawrócić kijem całą wartko płynącą rzekę? Po kilkuletnich deliberacjach i przesłuchaniach sąd – nieważne, że na razie tylko w jednym stanie – wydał wyrok, iż Wielka Farma, odpowiedzialna za produkcję i marketing leków opioidowych, dobrze wiedziała, acz celowo nie dzieliła się tą informacją z resztą świata, że są to środki wysoce uzależniające i jeszcze bardziej odporne na terapie mające pacjenta od nich uniezależnić.

Deja vu kłania się w pas aż miło. Kilkadziesiąt lat temu właśnie tak, od pojedynczego wyroku, rozpoczynało się dochodzenie przeciwko Wielkiej Tabakierze. I też wydawało się, że tamte towarzystwo jest nietykalne. I było to towarzystwo niemal kropka w kropkę tak samo zdumione, zaskoczone i nawet obrażone stawianymi mu zarzutami o kłamstwo i manipulację. I też zdawało się, że przedmiot sporu jest produktem tak cudownym i niezastąpionym, i tak przy tym wrośniętym w życie statystycznego Amerykanina, koniecznym mu do stawiania czoła wyzwaniom codzienności, iż woń papierosowego dymu będzie nam towarzyszyć do końca świata. Że TA rzeka biegu nie zmieni. Jest na to za szeroka i za głęboka. Do końca świata może i nie mamy już tak daleko, ale wątpię, czy statystyczny Amerykanin pójdzie dziś w jego objęcia ze skrętem Marlboro w ustach. Już raczej w dobrze dobranej masce przeciwgazowej, choć też idę o zakład, że założy ją z całkiem innych przyczyn. Bądźmy optymistami, powiedzmy, że jedynie z powodu smogu zatruwającego nam płuca.

Czy biochemicy pracujący nad składem chemicznym cudotwórczych opioidów mogli nie wiedzieć, jaki lek wypuszczają na rynek? Czy testując jego działanie na żywych organizmach, choćby po to, by wykluczyć najbardziej niepożądane, z miejsca widoczne skutki uboczne, jak np. wymioty czy utrata przytomności, nie zauważyli u swoich „podopiecznych” objawów uzależnienia? Czy pytanie o możliwość ich wystąpienia nie pojawiło się w ich eksperckich głowach już na sam widok kompletu komponentów, z których zbudowany będzie ich nowy produkt? Nie wierzę, że wszystkie odpowiedzi na te pytania brzmią „nie”, tak jak nie wierzę, że właściciel firmy, pozujący przed sądem na człowieka pomówionego o niemożliwą do wykonania zbrodnię, rzeczywiście jest tu niewinną ofiarą jakiegokolwiek „niedobrego zbiegu okoliczności”.

Nie, mamy tu do czynienia z sytuacją, gdzie ktoś, kto doskonale znał wszystkie możliwe scenariusze, dołożył wszelkich starań, by scenariusz, wedle którego nie powinno się robić żadnych filmów, nie został odsunięty od realizacji. Zbyt duża była pokusa zysku. Ale było i coś jeszcze. Zbyt łatwe było wprawienie w ruch mechanizmów do rozpuszczania zasłony dymnej, osłabiania naszej czujności, zwłaszcza utwierdzenia nas w błogim w przekonaniu, że nasze zniewolenie jest w istocie przejawem naszej wolności. Ty sam wiesz wszystko najlepiej, dlatego wybierz, jak ci każemy! Wybierz, nie pożałujesz! Jak prawdziwa jest w istocie ta wolność, skoro – choć o epidemii z opioidami w roli głównej słyszymy od lat – to zamiast się kurczyć, epidemia dalej rośnie?

Nie wiem wszystkiego najlepiej, dlatego myślę, że większość ludzi też posiada podobne ograniczenia, wynikają one z prostych, ludzkich przyczyn. Prawdziwi geniusze i funkcjonalne omnibusy zdarzają się niezwykle rzadko. Dlatego tak mnie martwi każdy kolejny dowód na to, że ktoś znów wpuścił nas w maliny. Zrobił nas w balona. Żeśmy mu na to pozwolili, bo zamiast inwestować w rozsądne struktury kontroli i ochrony, demaskatory manipulacji i korupcji, w autorytety zdolne rozgarniać dla nas mroki naszej niewiedzy, przemy zbiorowo w odwrotnym kierunku. Nikomu nie wierzymy (prócz, rzecz jasna, szwagra i Facebooka), coraz łatwiej rozgrzeszamy się z ignorancji i coraz częściej mylimy tę ignorancję z wolnością, pozwalając tym samym coraz większej grupie łotrów i cwaniaków – od korporacji po politykę! – jechać na zielonym, bez względu na to, jakie po drodze wyrządzają szkody.

Mam nadzieję, że zawrócona kijem rzeka wypluje z siebie tyle pieniędzy, że starczy na wyleczenie przyzwoicie dużej grupy ludzi. A skandal z jej udziałem przypomni nam – po raz kolejny w historii ludzkości! – jak prosto jest odebrać nam wolność i skrzywdzić na dokładkę, jeśli damy się zwieść obietnicom, że wolność jest ładna i prosta, i podaje się ją nam na tacy.