Janusz Kondratowicz – poeta polskiej piosenki

    26

    Był autorem wielu przebojów, chętnie słuchanych do dziś, twórcą słów piosenek, które znamy, nie wiedząc nawet, kto je napisał. W końcu utwory, takie jak: "Tyle słońca w całym mieście", "Trzynastego" "Powrócisz tu", "Beatlemania Story, "Tin Pan Alley", "Zielone wzgórza nad Soliną" czy też "Biały krzyż", kojarzymy z ich wykonawcami, a nie kompozytorem muzyki czy też autorem słów, którym był właśnie Janusz Kondratowicz.

    … jak myśl sprzed lat,
    jak wspomnień ślad
    wraca dziś pamięć o tych,
    których nie ma…

    Te słowa pochodzące z tekstu przeboju „Biały krzyż”, wylansowanego przez Czerwone Gitary, idealnie pasują do smutnej rzeczywistości związanej ze śmiercią jednego z największych polskich tekściarzy Janusza Kondratowicza – który powróci dzisiaj we wspomnieniach najbliższych oraz osób, z którymi współpracował. Ten poeta polskiej piosenki, zresztą jak wielu innych tekściarzy, był w cieniu wykonawców, którzy zdobywali sławę śpiewając przeboje ze słowami, które stworzył. Niestety mało kto z nas interesuje się tym, kto napisał lub skomponował daną piosenkę, a media – radio i telewizja – też nie przykładają do tego zbyt dużej uwagi. Dopiero gdy ci ludzie odchodzą od nas, wielu dowiaduje się o ogromnym dorobku artystycznym, jaki po sobie zostawiają. Tak też było w przypadku Janusza Kondratowicza, który napisał około 750 tekstów, z czego co najmniej około 100 piosenek to tzw. evergreeny. W rankingu obejmującym 100 przebojów ubiegłego wieku znalazło się 9 piosenek z jego słowami.

    Janusz Kondratowicz zmarł 2 lipca w wieku 74 lat. W ostatnich miesiącach bardzo poważnie chorował, a z relacji jego bliskich wiemy, że również bardzo cierpiał. „Dwa miesiące temu pogorszył się stan jego zdrowia, co mnie bardzo zmartwiło, ale nie przypuszczałem, że tak szybko od nas odejdzie” – powiedział jego brat Tadeusz Kondratowicz, były prezes „Nowego Dziennika”. – Umarł wielki człowiek i poeta, który za życia nie był odpowiednio doceniony. Sam nie zabiegał o wyróżnienia i nagrody, a ludzie z otoczenia prezydenckiego przyznający medale nie potrafili sami dostrzec jego zasług oraz jakiego pokroju artystą był mój brat. Janusz nigdy nie domagał się szczególnego uznania za swoje utwory, ale cieszył się z sukcesów, które odnosiły jego piosenki. Był takim patriarchą środowiska artystycznego” – podkreślił Tadeusz Kondratowicz.

    ŻYCZLIWY I PRZYJACIELSKI
    Janusza Kondratowicza zapamiętamy przede wszystkim jako autora słów wielu polskich szlagierów, ale także jako poetę, satyryka i dziennikarza. Był absolwentem Wydziału Filologii Polskiej oraz Studium Dziennikarskiego Uniwersytetu Warszawskiego. W okresie studiów współpracował z prasą kulturalną i młodzieżową, na której łamach publikował wiersze, satyry, fraszki, krytyki literackie oraz wywiady i reportaże. Pisał także teksty piosenek dla kabaretu klubu studenckiego Stodoła w Warszawie, natomiast od połowy lat 60. zaczął tworzyć, głównie dla ówczesnych wykonawców i zespołów młodzieżowych. Poza tym współpracował z Radiowym Studiem Piosenki, a przez kilkanaście lat był kierownikiem literackim Krajowego Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu. Prócz tego prowadził także warsztaty artystyczne dla młodych artystów, na których bardzo chętnie dzielił się swoim doświadczeniem i spostrzeżeniami. Największa jego aktywność twórcza przypadała na lata 60., 70. i 80. W ostatnim czasie pisał mniej, co – jak wyjaśniła jego żona Anna – spowodowane było zmęczeniem i pogarszającym się stanem jego zdrowia.
    Z relacji znajomych Janusza Kondratowicza wynika, że był on bardzo ciepłym człowiekiem, zawsze uśmiechniętym, życzliwym i przyjacielskim, ale jednocześnie ceniącym sobie prywatność.

    „Swoich przyjaciół wybierał bardzo ostrożnie, ale zawsze osoby te były mu w pełni oddane, a ich przyjaźnie trwały bardzo długo. W większości byli to artyści, dla których pisał teksty” – opowiada jego brat Tadeusz.

    „Janusz był osobą bardzo przyjacielską, dlatego nasze rodziny bardzo się ze sobą zżyły. Spotykaliśmy się nie tylko podczas pracy nad tekstami, ale zawsze wtedy, gdy poczuliśmy jakąś wewnętrzną potrzebę” – wspominała w rozmowie z „Nowym Dziennikiem” Halina Frąckowiak.

    „Był dla mnie jak brat, był podporą życiową całej naszej rodziny, moich dzieci. Moja mama traktowała Janusza i Anię jak syna i córkę, nie mówiąc o moim śp. ojcu, który go uwielbiał” – napisała z kolei na stronie internetowej poświęconej pamięci Krzysztofa Klenczona jego córka Alicja Klenczon-Corona.

    „Kochaliśmy go wszyscy, mimo że był on w naszej rodzinie ponad wszystko. Miałem z nim bardzo dobre stosunki, a w związku z tym, że – odkąd mieszkam w Stanach Zjednoczonych – nie mieliśmy okazji zbyt często się widywać, to byliśmy w kontakcie telefonicznym, rozmawialiśmy co najmniej raz w miesiącu” – podkreślał Tadeusz Kondratowicz.

    Również Jerzy Skrzypczyk, obecny lider Czerwonych Gitar, wypowiadał się w podobnym tonie dodając, że Janusz Kondratowicz chętnie dzielił się swoim doświadczeniem.

    „Z Januszem zawsze miałem bardzo dobre relacje. Nawet jeżeli sam coś chciałem napisać, to starał się mi pomagać. Razem stworzyliśmy kilka piosenek na płytę 'Jeszcze gra muzyka' i muszę przyznać, że zawsze był on bardzo obiektywny podczas oceny czy dyskusji nad moimi tekstami. Zawsze bardzo go ceniłem jako autora słów do piosenek i śmiało mogę powiedzieć, że był wśród tekściarzy ogromnym autorytetem”. Kondratowicz nie lubił telewizji, ale kochał radio i często się pojawiał w różnych programach jako gość, a nawet przez pewien czas prowadził własną audycję w Programie Pierwszym Polskiego Radia. Dzięki temu można było się nieco więcej dowiedzieć na jego temat oraz poznać wiele anegdot związanych z wykonawcami, dla których pisał.

    Czytelnicy „Nowego Dziennika” mogli osobiście przekonać się, jakim człowiekiem był zmarły, bowiem Janusz Kondratowicz w 2009 roku był gościem honorowym balu walentynkowego naszej gazety w Royal Manor w Garfield, NJ. Można było z nim nie tylko wówczas porozmawiać czy zrobić sobie pamiątkowe zdjęcie, ale także posłuchać, bowiem z Andrzejem Zielińskim – z którym bardzo się przyjaźnił – śpiewał piosenki, do których napisał słowa.

    Z LEKKĄ MGIEŁKĄ POEZJI
    Janusz Kondratowicz podkreślał, że tekst wraz z muzyką zawsze musi tworzyć jedną całość, że jedno musi przenikać drugie – i to był jego przepis na pisanie przebojów. „Janusz używając prostych słów pisał teksty zawierające głębsze myśli oraz – jak sam podkreślał – odpowiednie hasła, szlagworty, które ludziom zapadały w pamięć na długie lata. Pisał o różnych aspektach życia, nie skupiał się tylko na miłości i problemach z nią związanych – mówił Jan Wiśniewski, były menedżer Ireny Jarockiej, dla której Kondratowicz napisał m.in. „Beatlemanię Story”. – Pisał teksty głównie do skomponowanej wcześniej muzyki i robił to idealnie, zawsze potrafił odpowiednio wkomponować w nią słowa, dzięki czemu całość ze sobą rewelacyjnie współbrzmiała tworząc przebój. Mimo upływu lat ludzie nucą jego piosenki do dziś. Był po prostu fantastycznym fachowcem w swojej dziedzinie, takich ludzi teraz brakuje w polskim show-biznesie” – dodał Wiśniewski.

    „Janusz nie był zwykłym autorem słów, był przede wszystkim poetą, potrafił tak pisać, że w jego tekstach zawsze zawarta była głęboka treść, coś bardzo ważnego – podkreślała Halina Frąckowiak. – Chyba posiadał on dodatkowy zmysł, dzięki któremu miałam wrażenie, że pisze historię mojego życia. Miał niesamowitą umiejętność wyczuwania moich trosk i różnych życiowych spraw, dzięki czemu wydawało mi się, że te teksty były tak jakby pisane o moim życiu przeze mnie samą. On pisząc słowa piosenek doskonale czuł, co leży mi na sercu”.

    Odczucia Haliny Frąckowiak potwierdza wypowiedź Janusza Kondratowicza w jednym z programów radiowych: „Zawsze zależało mi na tym, żeby to były teksty autentyczne, a nie banalne, w stylu: ja ciebie kocham i ty mnie kochasz, w związku z tym jesteśmy zakochani. Dla mnie najważniejsze było, żeby pisać językiem prostym, ale z lekką mgiełką poezji oraz żeby uciekać od banału. Dla mnie wydobywanie z gąszcza ludzkich uczuć jednego ważnego jego elementu zawsze było bardzo ważnie”.

    POWRÓCISZ TU
    Po Januszu Kondratowiczu pozostanie wielka pustka, bowiem wniósł on ogromny dorobek do polskiej piosenki i przyczynił się do jej rozwoju. Śmierć artysty była szokiem dla jego bliskich oraz miłośników jego talentu. „Wydawać by się mogło, że w związku z tym, iż tak wielu ważnych artystów odeszło od nas w ostatnim czasie, powinniśmy być przygotowani na takie smutne wydarzenia – stwierdziła Halina Frąckowiak – ale dla mnie śmierć Janusza była potężnym uderzeniem, mimo że odwiedziłam go w szpitalu i widziałam, że jest poważnie chory. Jednak, jak wszyscy, miałam nadzieję, że uda mu się jakimś cudem wyzdrowieć. Jak widać, nigdy nie jest się przygotowanym na odejście bliskiej osoby” – opowiadała ze smutkiem piosenkarka.

    Należy jednak żywić nadzieję, że jeszcze pojawią się nowe przeboje ze słowami napisanymi przez Janusza Kondratowicza, bowiem pozostało wiele jego pięknych wierszy, do których wystarczy skomponować muzykę. Niektórzy artyści dysponują także podarowanymi im wcześniej tekstami. „Janusz pozostawił mi trzy teksty, których do tej pory nie wykorzystałam. Jeszcze nie podjęłam decyzji, kogo poproszę o skomponowanie do nich muzyki, ale na pewno je wykorzystam. To są bardzo piękne teksty, posiadające ogromną głębię dotyczącą wielu lat naszej współpracy” – zdradziła Halina Frąckowiak. Również Jerzy Skrzypczyk poinformował nas o podobnej sytuacji. „Janusz napisał dla nas tekst, którego jeszcze nie wykorzystaliśmy, ale na pewno w najbliższej przyszłości skomponujemy do niego muzykę i nagramy piosenkę, będąca swego rodzaju hołdem oraz upamiętnieniem jego współpracy z Czerwonymi Gitarami”.

    Dzięki temu ten znakomity artysta, jak zresztą zapewniał w piosence napisanej dla Ireny Santor „Powrócisz tu”, będzie do nas powracał. Powróci także we wspomnieniach, bowiem niebawem powinny się pojawić dwie biografie poświęcone Januszowi Kondratowiczowi, pisane przez Karolinę Prewęcką i Rafała Podrazę.

     

    Pogrzeb Janusza Kondratowicza odbył się w czwartek na warszawskim Służewie. Msza żałobna z udziałem rodziny, przyjaciół, artystów i miłośników jego piosenek została odprawiona w kościele św. Katarzyny. Poeta spoczął w rodzinnym grobie na miejscowym cmentarzu.

    Autor: Wojtek Maślanka