Miliony dla Andreescu i Nadala

37
Bianca Andreescu za zwycięstwo w Nowym Jorku otrzymała czek na 3,85 mln dolarów, a w poniedziałek awansowała na piąte, najwyższe w karierze miejsce w rankingu WTA - foto: EPA

19-letnia Bianca Andreescu wygrała tegoroczny US Open i została pierwszą w historii kanadyjską tenisistką z tytułem wielkoszlemowym. W finale pokonała 6:3, 7:5 Amerykankę Serenę Williams, która walczyła o 24. triumf w turnieju tej rangi i wyrównanie rekordu wszech czasów. Wśród mężczyzn po raz 19. w Wielkim Szlemie i czwarty w Nowym Jorku triumfował Hiszpan Rafael Nadal, ale potrzebował aż pięciu setów, by udowodnić swoją wyższość nad Rosjaninem Daniłem Miedwiediewem.

FINAŁOWY MECZ DLA OBU ZAWODNICZEK BYŁ SZANSĄ NA ZAPISANIE SIĘ W HISTORII. PRZED ROZSTAWIONĄ Z „15” ANDREESCU ŻADEN PRZEDSTAWICIEL KANADYJSKIEGO TENISA NIE TRIUMFOWAŁ W SINGLU W IMPREZIE TEJ RANGI. Z tenisistek z tego kraju zaś wcześniej do finału dotarła Eugenie Bouchard, ale pięć lat temu przegrała decydujący mecz w Wimbledonie z Czeszką Petrą Kvitovą.

W półfinałach Williams, rozstawiona w tym roku z „ósemką”, potrzebowała ledwie 70 minut, by pokonać Ukrainkę Jelinę Switolinę (5) 6:3, 6:1, z którą przegrała dwa lata temu w 1/8 finału turnieju olimpijskiego w Rio de Janeiro. Z kolei pochodząca z Mississauguy Andreescu (15) wygrała 7:6 (3), 7:5 ze Szwajcarką Belindą Bencic (13).

W finale znacznie większa presja spoczywała na Williams (8), która z 23 triumfami w turniejach tej rangi już jest rekordzistką w liczonej od 1968 roku Open Erze. Ostatnie z tych zwycięstw odniosła w styczniu 2017 roku, wygrywając Australian Open. Wówczas była już w ciąży. Po powrocie z przerwy macierzyńskiej cztery razy – łącznie z sobotnim spotkaniem – wystąpiła w finale Wielkiego Szlema, ale za każdym razem musiała uznać wyższość rywalek. W 2018 roku została pokonana przez Angelique Kerber w Wimbledonie i Naomi Osakę w US Open, a w tym sezonie w Wimbledonie ograła ją Simone Halep. Gdyby któreś z tych spotkań zakończyło się jej wygraną, wyrównałaby rekord wszech czasów Australijki Margaret Court.

Tym razem nie było, jak w poprzednim finale z Osaką, kłótni z sędzią, nerwów, a nawet irytacji. Była akceptacja porażki ze znacznie lepszą tego dnia rywalką. Amerykanka, która 26 września skończy 38 lat, pierwszego gema zaczęła od asa, ale na jego koniec zaliczyła dwa podwójne błędy, pomagając Andreescu w zanotowaniu przełamania. Dysponująca potężnym uderzeniem nastolatka pewnie pilnowała swojego podania i przewagi. Reprezentantka gospodarzy z kolei notowała kolejne proste pomyłki. Pod koniec inauguracyjnej partii miała „break pointa”, ale Kanadyjka wybroniła się dzięki serwisowi, a po chwili to ona zaliczyła drugie przełamanie i wygrała pewnie tę odsłonę.

Podobnie układała się przez dłuższy czas drugiego seta. Williams przegrywała już 1:5, a na jej twarzy widać było początkowo smutek, potem robiła się coraz bardziej nerwowa, aż dotrzeć można było i powolną rezygnację. Nietęgie miny mieli także jej bliscy zasiadający w boksie, wśród których były starsza siostra Venus i przedstawicielka brytyjskiej rodziny królewskiej – księżna Meghan. Ta ostatnia przyjaźni się ze słynną tenisistką.

Znajdująca się w bardzo trudnym położeniu Williams zaczęła jednak odrabiać straty. Pomocną dłoń wyciągnęła do niej rywalka, która miała wówczas przestój w grze. Amerykanka przy stanie 1:5 obroniła piłkę meczową, a następnie – ku uciesze dopingującej ją publiczności – zapisywała na swoim koncie kolejne gemy. Zdołała doprowadzić do remisu, ale potem Andreescu na tyle poprawiła swoją grę, że zdołała zamknąć spotkanie w dwóch setach.

Był to drugi pojedynek tych tenisistek, choć pierwszy trwał zaledwie kilkanaście minut. W sierpniowym finale turnieju WTA w Toronto Williams po rozegraniu czterech gemów skreczowała z powodu bólu pleców.

Kanadyjka, której rodzice pochodzą z Rumunii, jest rewelacją tego sezonu, który zaczynała będąc poza Top150. Po raz pierwszy błysnęła w marcu za sprawą zwycięstwa w Indian Wells. Rok temu nie przeszła eliminacji w Nowym Jorku. Później dwukrotnie była w głównej drabince Wielkiego Szlema i w obu przypadkach odpadła w drugiej rundzie. We French Open wycofała się po awansie do tego etapu z powodu kontuzji ramienia. Wróciła do gry po dwóch miesiącach.

W sobotę wygrała swój 14. mecz z rzędu. Została też pierwszą w Open Erze kobietą, która triumfowała na kortach Flushing Meadows w debiucie w głównej drabince. Zwycięstwem w zaledwie swoich czwartym występie z zasadniczej części zmagań w Wielkim Szlemie do soboty pochwalić się zaś mogła tylko Monica Seles, który zwyciężyła w Paryżu w 1990 roku.

Za zwycięstwo w Nowym Jorku otrzymała czek na 3,85 mln dolarów, a w poniedziałek awansowała na piąte, najwyższe w karierze miejsce w rankingu WTA.

Williams zaliczyła 33. występ w finale Wielkiego Szlema i walczyła o 102. wygrany mecz singlowy w US Open. Na kortach kompleksu Flushing Meadows triumfowała sześć razy (1999, 2002, 2008, 2012-14). Gdy po raz pierwszy wygrała tę imprezę, to Andreescu… nie było jeszcze na świecie.

Rafael Nadal odniósł 19. zwycięstwo w turnieju wielkoszlemowym i czwarte w Nowym Jorku
foto: EPA

TO BYŁ MECZ PEŁEN ZWROTÓW AKCJI, EMOCJONUJĄCY DO SAMEGO KOŃCA. PO TRWAJĄCYM BLISKO PIĘĆ GODZIN POJEDYNKU RAFAEL NADAL (2) POKONAŁ W FINALE DANIŁA MIEDWIEDIEWA (5) 7:5, 6:3, 5:7, 4:6, 6:4. To jego 19. zwycięstwo w turnieju wielkoszlemowym i czwarte w Nowym Jorku.

Po dwóch pierwszych setach wygranych przez Nadala, w trzecim Hiszpan pewnie zmierzał do zwycięstwa. Hiszpan prowadził 4:3 i miał serwis. Miedwiediew rzucił się do walki. Grał sumiennie, zaczął popełniać mniej błędów, wytrzymywał długie wymiany z lubiącym taką taktykę Hiszpanem. Nadal niespodziewanie stracił komfortowe prowadzenie.

Kibice na Arthur Ashe Stadium zmienili preferencje. Zaczęli dopingować Rosjanina, który kolejnymi zagraniami zachwycał widownię. Sytuacja na korcie diametralnie się zmieniła. Władzę przejął Miedwiediew. Na koniec seta w pięknym stylu – mocnymi kończącymi uderzeniami – „przełamał” serwis Nadala. To był niespodziewany zwrot akcji. Hiszpan przegrał seta. Zamiast końca meczu zrobiło się tylko 2:1 w setach dla Nadala.

Miedwiediew na dobre się odrodził. W czwartym secie czasami grał jak z nut, choć czasami zupełnie nie do przewidzenia. Co chwila zaskakiwał rywala i publiczność. Hiszpan grał w swoim stylu – solidnie, konsekwentnie, ale znów nie dał rady, znów przegrał seta. Sensacja wisiała na włosku.

W piątym secie Rosjanin już nie miał za sobą wsparcia kibiców. Nowojorczycy wyraźnie byli za Nadalem. Miedwiediew był też zmęczony, w pewnym momencie poprosił o pomoc fizjoterapeuty. Znalazł się w trudnej sytuacji. Początek głębszego kryzysu nastąpił w piątym gemie. Prowadził przy własnym serwisie 40:0, pozwolił jednak Nadalowi na wyrównanie, w końcu stracił podanie. Było 2:3. Miedwiediew stracił kolejne dwa gemy, ale walczył do końca. Niemal słaniając się na nogach zmniejszył rozmiary porażki do 4:5. Ostatecznie przegrał mecz, ale swoją postawą, wolą walki w całym turnieju, ale szczególnie w finale, wzbudził sympatię i szacunek. Pokazał, że tkwi w nim potencjał, by wygrać turniej wielkoszlemowy w przyszłości. Na razie awansował na czwarte miejsce w rankingu ATP.

Nadal w półfinale pokonał Włocha Matteo Berrettiniego (24) 7:6 (8-6), 6:4, 6:1, a Miedwiediew Bułgara Grigora Dimitrowa 7:6 (7-5), 6:4, 6:3. 

Berrettini, awansując do półfinału US Open, dołączył do elitarnego grona włoskich tenisistów. Przed nim udała się ta sztuka tylko jednemu jego rodakowi – w 1977 roku Corrado Barazzuttiemu. Podopieczny Vincenzo Santopadre, zięcia Zbigniewa Bońka, zalicza najlepszy sezon w karierze. Wygrał w nim dwie imprezy ATP – w Budapeszcie i Stuttgarcie. Do niedawna jego najlepszym wynikiem w Szlemie była trzecia runda, ale w lipcowym Wimbledonie dotarł do 1/8 finału. Teraz przebił niedawne osiągnięcie z Londynu. Rok temu przegrał w US Open mecz otwarcia.

Także Dimitrow, który w przeszłości był trzecią rakietą świata, ma powodu do zadowolenia. Zajmujący obecnie 78. miejsce w rankingu ATP Bułgar w przeciwieństwie do Miedwiediewa przed dotarciem na korty kompleksu Flushing Meadows przechodził trudne chwile – przegrał siedem z ośmiu ostatnich meczów, w tym w lipcu w Atlancie z 405. na światowej liście Kevinem Kingiem. W Nowym Jorku przeszedł całkowitą przemianę. Po raz pierwszy w karierze awansował do półfinału tej imprezy, m.in. eliminując w trzeciej rundzie naszego Kamila Majchrzaka, i powtórzył swój najlepszy wynik w Wielkim Szlemie.

Hierarchia w męskim tenisie nie została naruszona. Tak jak rok temu, jak dwa lata temu, w tym roku także turnieje wielkoszlemowe wygrywali zawodnicy z „wielkiej trójki” Novak Djoković i Rafael Nadal (w tym tercecie jest również Roger Federer). Serb w Australii i na Wimbledonie, Hiszpan po wygranej w Paryżu na kortach Roland Garrosa sięgnął teraz po zwycięstwo w Nowym Jorku, swoje czwarte w karierze w US Open. Ma tylko jeden tytuł wielkoszlemowy mniej niż Federer i trzy więcej niż Djoković.

RYWALIZACJĘ DEBLISTÓW WYGRALI ROZSTAWIENI Z „JEDYNKĄ” KOLUMBIJCZYCY JUAN SEBASTIAN CABAL I ROBERT FARAH, POKONUJĄC W FINALE HISZPAŃSKO-ARGENTYŃSKĄ PARĘ MARCEL GRANOLLERS – HORACIO ZEBALLOS (8) 6:4, 7:5. W całym turnieju nie stracili nawet seta. Kolumbijczycy od dłuższego czasu należą do czołówki w tej specjalności, ale dopiero w lipcu w Londynie sięgnęli po pierwszy tytuł w Wielkim Szlemie, wygrywając Wimbledon. W US Open szybko dorzucili drugi.

W niedzielnym finale debla kobiet przeciwko sobie zagrały dwie Białorusinki. Tytuł zdobyły Aryna Sabalenka i Belgijka Elise Mertens, które pokonały 7:5, 7:5 Wiktorię Azarenkę i Australijkę Ashleigh Barty. Było to drugie spotkanie tych par w 2019 roku. W półfinale w Miami z wygranej również cieszyły się Sabalenka i Mertens. 

Turniej gry mieszanej wygrali Amerykanka Bethanie Mattek-Sands i Brytyjczyk Jamie Murray. Występujący z „dziką kartą” obrońcy tytułu pokonali w finale reprezentantkę Tajwanu Chan Hao-Ching i Nowozelandczyka Michaela Venusa 6:2, 6:3.