Polityczne wróżby na 2021 rok

0
epa08893636 Participants of the protest organized against the restrictions introduced in connection with the developing pandemic of the Covid-19 coronavirus walk in Warsaw, Poland, 19 December 2020. As announced by the Minister of Health Niedzielski, a national quarantine will be introduced from December 28 to January 17. Shopping centers, ski slopes and hotels will be closed. EPA-EFE/RADEK PIETRUSZKA POLAND OUT

Choć przez najbliższych dwanaście miesięcy w Polsce nie odbędą się żadne wybory, to emocji politycznych nie zabraknie. Zapewnią nam to rozgrzani do czerwoności ambicjami politycy zarówno w kraju nad Wisłą, jak i w całej Unii Europejskiej. Do tego temperaturę może podwyższyć tarcie w relacjach z USA, z którym to krajem Polska na nowo będzie układać stosunki. Najwięcej w temacie polityki wciąż jednak będzie miał do powiedzenia koronawirus.

Niewątpliwie ubiegły rok minął na całym świecie pod znakiem panującej epidemii koronawirusa. Choć sam wirus ma bezpośredni wpływ na ludzkie zdrowie, to pośrednio wpłynął on i wciąż wpływa na wszystkie dziedziny naszego życia – także politykę. W dość brutalny sposób przekonał się o tym prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump, który w czasie bezpandemicznym i w normalnych warunkach głosowania mogłby być pewny swojej wygranej. Stało się jednak inaczej i choć zabrzmi to dziwnie, koronawirus sprzyjał Joe Bidenowi. Podobna sytuacja miała miejsce w Polsce, gdzie przesunięta data wyborów prezydenckich pozwoliła opozycji dać czas i okazję do zmiany kandydata. To z kolei trzymało w napięciu Andrzeja Dudę i jego środowisko do ostatnich chwil przed ogłoszeniem oficjalnego zwycięstwa. Mimo, że zarówno w Polsce jak i w USA w tym roku wyborów nie będzie, to to, co wydarzy się w kolejnych miesiącach może mieć wpływ na wygląd sceny politycznej w następnych latach. W Polsce na linii frontu z pandemią stoi rząd Zjednoczonej Prawicy i to, jak szybko poradzi sobie z uporaniem się z jej skutkami w kraju, będzie miało wpływ na sondaże i poparcie Polek i Polaków w kolejnych wyborach.
Czas nie działa na korzyść Zjednoczonej Prawicy, co pokazało niedawno badanie pracowni CBOS. Gdyby wybory odbyły się w grudniu 2020 roku, do Sejmu dostałby się PiS (wraz z koalicjantami – Porozumieniem i Solidarną Polską) z wynikiem 31 proc. „Od października poparcie dla rządzącej koalicji praktycznie się nie zmieniło i kształtuje się na wyraźnie niższym poziomie niż w pierwszych trzech kwartałach 2020 roku” – zaznaczył CBOS. W Sejmie znalazłaby się też Koalicja Obywatelska z wynikiem 18 proc. (wzrost o 2 pkt proc. w stosunku do listopada), a także Polska 2050 Szymona Hołowni z wynikiem 16 proc. (bez zmian względem ostatniego badania.). Na granicy progu wyborczego znalazłaby się Konfederacja z wynikiem 5 proc. (spadek o 2 pkt proc.), a poniżej progu Lewica z wynikiem 4 proc. (spadek o 2 pkt proc. względem poprzedniego badania).

Zmagania z wirusem
Spadające poparcie Prawa i Sprawiedliwości to zdecydowanie efekt pandemii i związanych z nią obostrzeń, które wprowadza rząd Mateusza Morawieckiego. Teraz w sondażach będziemy mogli zobaczyć także wpływ zachęt czy wręcz zmuszenia do szczepień. To trudna sytuacja, bo rządzący zdają sobie sprawę, że zmuszenie Polaków do szczepień będzie miało tragiczne skutki polityczne. Z drugiej strony, jeśli liczba obywateli zaszczepionych nie będzie odpowiednia, to pandemia i jej m.in. gospodarcze skutki będą ciągnęły się jeszcze miesiącami, a może i latami. To także przysporzy rządzącym kolejnych niechętnych, którzy zniecierpliwieni obostrzeniami w następnych wyborach zagłosują na kogo innego.
Plany rządu w temacie szczepień, przynajmniej na papierze są ambitne. Do końca I kwartału 2021 r. do Polski ma trafić ponad 5,8 mln sztuk szczepionek. Polska w sumie zakupiła szczepionki od producentów: Astra Zeneca, Janssen Pharmaceutica NV/Johnson&Johnson, Pfizer/BioNTec, CureVac, Moderna. Szacuje się, że koszt całego procesu zaszczepienia większości populacji kraju wyniesie 2,4 mld zł. Rząd chciałby zaszczepić 31 mln osób. W Polsce będzie funkcjonować 7517 zespołów szczepiennych i 6027 punktów medycznych. Miesięcznie zdolność do szczepienia owych punktów wynosi maksymalnie 4 miliony osób. Jeśli karnie stawią się one w kolejce do ukłucia, to w lipcu po pandemii nie powinno być śladu. Jest jednak zbyt wiele znaków zapytania, by móc używać do rozwiązania tego problemu tylko kalkulatora.

Walka o władzę
Wygraną Andrzeja Dudy w ubiegłym roku zakończył się maraton kilku wyborczych plebiscytów z rzędu – samorządowych, parlamentarnych i właśnie prezydenckich. W najbliższym czasie na nudę jednak nie będziemy mogli narzekać, a polityczną rozrywkę zapewnią nam rządzący.
W Zjednoczonej Prawicy, która kolejny raz wygrała wybory parlamentarne w 2019 roku, wciąż trwa istna walka bulterierów. Prawo i Sprawiedliwość ma nietypowy problem, bo walczy nie z opozycją, a z koalicjantami. Złożył się na to wyjątkowy zbieg okoliczności. Po pierwsze, pośród koalicjantów mamy dwóch polityków o wielkich ambicjach – Zbigniewa Ziobrę i Jarosława Gowina. Po drugie, trwa nieustająca walka o zastąpienie na fotelu przywódcy Jarosława Kaczyńskiego. Po trzecie, opozycja zmaga się ze swoimi problemami i próbą przekonania Polaków, że są czymś więcej niż tylko „antypisem”. Zjednoczona Prawica zdecydowanie nie jest zbitym monolitem, a raczej tworem składający się z różnych ostrych elementów, które tylko czekają, by wydostać się na powierzchnię i nad nią górować. Każdy z tych ostrych elementów ma jednak inną strategię…
Wielu uważa, że Zbigniew Ziobro podsyca plotki o rychłej dymisji premiera Morawieckiego, z którym nie ma osobiście dobrych stosunków. Najnowsze polityczne plotki mówią, że na stanowisku premiera miałby go zastąpić Mariusz Błaszczak albo wciąż zyskujący w oczach prezesa Kaczyńskiego kierujący Orlenem Daniel Obajtek. Ten ostatni niedawno sprawił prezesowi PiS świąteczny prezent, przejmując od niemieckiej spółki kontrolę nad lokalną prasą. Wydaje się, że Ziobro w swoich działaniach szuka osobistej zemsty ale także chce utrącić choćby pomysł Morawieckiego, że to właśnie on w przyszłości mógłby zostać liderem prawicy w miejsce Jarosława Kaczyńskiego. Z kolei Jarosław Gowin gra ciągle nieformalnymi spotkaniami z przedstawicielami opozycji i niedomówieniami. Zaraz po wyborach spotkał się choćby z politykami Platformy Obywatelskiej, a później zrobił to z członkami PSL czy politykami od Pawła Kukiza. Wszystko to ma pokazać, że w każdej chwili może stać się początkiem nowej koalicji bez udziału Prawa i Sprawiedliwości. Możliwie także, że ten rozgłos i szum ma mu utorować drogę do prezydentury. Na razie – według nieoficjalnych informacji – w Prawie i Sprawiedliwości rozważane są dwie kandydatury, które mogłyby zastąpić Andrzeja Dudę po drugiej i ostatniej jego kadencji. Mają nimi być Beata Szydło oraz Mateusz Morawiecki. W przypadku byłej premier, która obecnie zasiada w Parlamencie Europejskim, widać dystans do spraw, które rozpalają polskie społeczeństwo, jak choćby dyskusja o prawie do aborcji. Beata Szydło swoim milczeniem zdaje się nie denerwować potencjalnych nowych wyborców i nie przykuwać uwagi dotychczasowych. Mateusz Morawiecki z kolei chce zdobyć nominację osiągnięciami gospodarczymi, które próbuje uzyskać w trudnym dla wszystkich czasie pandemii. Gdzieś na politycznym horyzoncie pojawia się jeszcze scenariusz, który sam Jarosław Kaczyński ma rozpatrywać – mianowicie sojusz z Polskim Stronnictwem Ludowym i zamiana dwóch krnąbrnych koalicjantów na jednego. Jednak na ten moment ludowcy oczekują zbyt dużo, choć nie brakuje głosów, że to jedyne wyjście, by jeszcze kiedykolwiek z kimkolwiek utworzyć rząd. W tym roku na scenie politycznej warto przyglądać się jeszcze Szymonowi Hołowni i zawiązanemu przez niego stowarzyszeniu „Polska 2050”. Jak na razie nie może on myśleć o tworzeniu rządu, ale funkcja grabarza Platformy Obywatelskiej jest jak najbardziej możliwa.

Bitwa z Unią, rozpoznanie z Bidenem
W tym roku do znanego już i po części rozpoznanego wroga polskiego rządu, jakim są najwyżsi przedstawiciele Unii Europejskiej, dołączył nieznany i nieoczekiwany przeciwnik Joe Biden. Niewątpliwie dla Polski będzie to kolejny rok ataków ze strony unijnych urzędników, których liberalne poglądy wychodzą spod ich brukselskich biurek. Dopiero co zakończyła się walka o zmarginalizowanie subiektywnie postrzeganej praworządności przy rozdziale środków budżetowych, a już słyszymy, że na kolejne miesiące Polska może już ostrzyć noże do walki. W niedawnym wywiadzie prasowym wiceprzewodnicząca KE Viera Jourowa zapowiedziała, że komisja zajmie się od początku 2021 roku wdrażaniem w życie dyrektywy ws. praworządności, co oznacza, że „zajmie się Polską i Węgrami”. Mówiąc o zastrzeżeniach wobec Warszawy i Budapesztu, Jourova wyjaśniła, że przeciwko obu krajom toczą się postępowania na podstawie art. 7 traktatów unijnych, co teoretycznie może się skończyć pozbawieniem głosu. W przypadku Polski chodzi między innymi o reformę wymiaru sprawiedliwości, a w przypadku Węgier o nieprawidłowości związane z wydawaniem unijnych funduszy. W tym samym wywiadzie Jourova mówiła o wartościach UE, które są według niej uniwersalne, choć nie wytłumaczyła, na czym ten uniwersalizm polega. Mamy zatem uniwersalizm liberalny, ale o uniwersalizmie konserwatywnym w Brukseli już nie słyszeli.
Zagadką natomiast jest to, kim dla Polski będzie nowy prezydent USA Joe Biden. Jeszcze podczas kampanii wyborczej jego sztab przekonywał, że nie zmieni kierunku, w którym w kluczowych sprawach szedł Donald Trump. „Joe Biden będzie sprzeciwiał się Nord Stream 2 oraz utrzyma amerykańskie zobowiązania wobec NATO” – przekazał w oświadczeniu przesłanym Polskiej Agencji Prasowej ówczesny sztab kandydata demokratów na prezydenta USA. Głosiło ono także, że Biden uważa, iż artykuł 5. Traktatu Północnoatlantyckiego stanowi „niezachwianą więź” między USA i Polską.
Nie jest jednak pewne czy Joe Biden nie będzie kierował w stronę polskiego rządu pstryczków, które będą miały na celu skierować oczy wszystkich na nasz kraj. Także w kampanii dał temu smutny przykład, stawiając Polskę po stronie państw rządzonych przez „zbirów”. Podczas jednego ze spotkań Joe Biden, odnosząc się do polityki zagranicznej prezydenta Trumpa, wypowiedział się krytycznie m.in. o sytuacji na Białorusi, w Polsce i na Węgrzech: „NATO jest narażone na ryzyko początku pęknięcia (…). Widzimy to wszystko, co dzieje się od Białorusi po Polskę, po Węgry oraz wzrost totalitarnych reżimów na świecie (…)” – stwierdził Biden podczas spotkania z wyborcami w Filadelfii. Następnie dodał, że prezydent Trump wspiera „zbirów na świecie”.
Jeszcze bardziej niepokojąco wygląda wypowiedź rzekomych „oczu” Bidena na Polskę – Madeleine Albright. Była sekretarz stanu USA ostrzegła w wywiadzie dla niemieckiej gazety „Sueddeutsche Zeitung” przed wzrostem w Europie poparcia dla sił skrajnie prawicowych. Wyraziła też zaniepokojenie „pewnymi procesami” w Polsce i na Węgrzech.


Jaki będzie rok 2021 dla Polski? Wiele zależy od polityki, zarówno krajowej jak i międzynarodowej. Ubiegłoroczne przetasowania, zarówno w USA jak i w Unii Europejskiej, bez wątpienia nie były dobre dla obecnie rządzących w kraju nad Wisłą. Jest jednak strategia, która w dzisiejszych czasach może zadziałać i upatrywać jej należy w powiedzeniu „psy szczekają, a karawana jedzie dalej”. Działa w Niemczech w przypadku NordStream2, działa w Rosji w przypadku zagrabiania cudzego mienia, zatem dlaczego miałaby nie zadziałać w przypadku demokratycznie rządzonego kraju?