Polonijne sklepy w okresie epidemii koronawirusa

1830
Kolejka do kasy w Bratku ZDJĘCIA: JANUSZ M. SZLECHTA/ NOWY DZIENNIK

Koronawirus sprawił, że nasze życie staje się coraz bardziej hermetyczne. Nie ma imprez publicznych, nawet te rodzinne zanikły. Zamknięte zostały przedszkola, szkoły, restauracje i bary. Coraz więcej firm ogranicza swoją działalność bądź się zamyka. Ale żyć trzeba i jeść trzeba. Przyjrzeliśmy się, jak w obecnych realiach funkcjonują w New Jersey polonijne sklepy. Odwiedziliśmy te w Wallington, Garfield i Clifton.

Polskie sklepy spożywcze działają normalnie, większość z nich ograniczyła jednak godziny otwarcia.

W SUPER DELI I BANAŚ BAKERY WRÓCIŁ SPOKÓJ

Przy Wallington Avenue i Main Avenue w mieście Wallington od lat działa sklep spożywczy Super Deli, którego właścicielami są Agnieszka i Maciej Zawadzcy. Ze względu na wygodną lokalizację jego klientami są nie tylko Polacy, ale także Amerykanie i Latynosi. Największe wzięcie mają u nich pierogi i polskie kiełbasy. Półki są pełne i klienci mają duży wybór artykułów spożywczych. Wszystkie są starannie opakowane.

– Wraz z pojawieniem się epidemii zaostrzone zostały warunki pracy dla pracowników i warunki bezpieczeństwa dla klientów. Staramy się realizować wszystkie wytyczne Departamentu Zdrowia naszego miasta – mówi Maciej Zawadzki, właściciel Super Deli. – Klienci nie mają bezpośredniego dostępu do pieczywa i bułek, które do tej pory mogli sobie brać sami, i to w ilościach takich, jakich chcieli. Założyliśmy płyty z pleksiglasu, aby w ten sposób oddzielić pracowników od bezpośredniego kontaktu z klientami. Często dezynfekujemy drzwi, klamki, szyby. Mamy niepisaną umowę, że jeśli ktoś z pracowników czuje się niekomfortowo, nie chce przychodzić do pracy i woli zostać w domu – nie robimy żadnych problemów, akceptujemy to.

Najwięcej klientów mieliśmy wtedy, kiedy pojawiły się informacje o koronawirusie i o rosnącej liczbie osób zakażonych. Spanikowani ludzie wpadali do sklepu, aby jak najwięcej kupić, zrobić zapasy. Nie miało to sensu, bo przecież mamy bardzo dobre zaopatrzenie i to samo można kupić dzisiaj i za tydzień. Jeżeli nie będzie jakiegoś odgórnego zalecenia władz stanowych lub miejskich o zamknięciu sklepu, to będziemy normalnie pracować. Ale chyba sklepy spożywcze nie będą zamknięte. Jako jeden z pierwszych sklepów ogłosiliśmy na Facebooku i na naszej stronie internetowej, że można dokonać u nas zamówienia przez internet lub telefonicznie, a my dostarczymy artykuły do domu w Wallingtonie lub okolicznych miastach. Mogą to być obiady, woda, chleb, wędliny itp.

Półki w Super Deli są pełne. Właściciele zadbali też o zapasy polskiej wody mineralnej

Kilkaset metrów od Super Deli, również przy Wallington Ave., działa od 1987 roku dobrze znana Polonii Banaś Bakery. Jest to rodzinna piekarnia, ceniona za pyszne chleby, ciasta i pączki.

– U nas praktycznie niewiele się zmieniło. Jedyna odczuwalna zmiana jest taka, że bardziej dbamy o higienę, częściej myjemy ręce i trzymamy dystans wobec innych osób – mówi Zenon Banaś, właściciel piekarni. – Jedynie przez krótki okres, kiedy wybuchła panika z powodu pojawienia się koronawirusa w New Jersey, prawie dwukrotnie więcej piekliśmy chleba, bułek i różnych ciast. Panika już minęła i ludzie robią normalne zakupy, ale wciąż mamy więcej klientów, którzy kupują nie jeden, lecz dwa chleby – tak na wszelki wypadek.

W KRAKUSIE WCIĄŻ WZMOŻONY RUCH

Sklep Krakus w Garfield, usytuowany tuż nad rzeką Passaic, ma własny parking, gdzie zawsze można znaleźć miejsce do zaparkowania samochodu. Przyciąga też bogatą ofertą. Kiedy zajrzałem tam w piątek, 20 marca, półki były pełne, było też sporo klientów.

Półki w Krakusie są pełne. Panie w rękawiczkach oglądają artykuły, które potem znajdą się w ich koszykach

– Nasi pracownicy są trochę przerażeni epidemią koronawirusa, klienci również. Dlatego staramy się zachować szczególną ostrożność: myjemy często ręce, używamy rękawiczek i środków dezynfekujących. Mamy środki dezynfekujące i rękawiczki do dyspozycji klientów, ale oni często wolą używać swoich. Jak do tej pory, nie mieliśmy żadnego kontaktu z osobą dotkniętą koronawirusem. Wszystkie produkty oddzielnie pakujemy: pieczywo, warzywa czy owoce –  wyjaśnia Dariusz Kubaj, właściciel sklepu Krakus. – Kiedy władze New Jersey ogłosiły w piątek, 13 marca, że nie powinniśmy opuszczać domów po godzinie 8 wieczorem, sklep zapełnił się klientami. W czwartek i piątek półki były już prawie puste, więc zamówiliśmy nowy towar i dostaliśmy go w sobotę od kilku dostawców: ze Square, Eagle, Brooklyn Imports. Normalnie nie mamy żadnych dostaw w sobotę. Towar musi jednak być, no bo ludzie chcą kupować. Cały czas robią zapasy, sprzedajemy zdecydowanie więcej niż jeszcze w styczniu produktów, które są suche i trwałe, a więc na przykład mąki, kasze, makarony, mielonki. Początkowo kupowali też dużo wody i innych napojów, ale teraz się to uspokoiło. Wciąż jednak jest wzmożony ruch. Niektórzy ludzie przychodzą do sklepu w maskach i rękawiczkach.

Do góry poszły ceny jajek, mięsa i innych artykułów. My nie podnosimy cen, ale musimy się dostosować do cen hurtowników. Do tej pory kupowaliśmy jajka po 1,99 dolara, a teraz płacimy już więcej, więc i nasza cena dla klientów musiała pójść w górę. Życzę zdrowia wszystkim moim pracownikom oraz klientom! – powiedział na koniec pan Dariusz.

Wędrując między półkami spotykałem osoby, które przyglądały się starannie różnym artykułom, a potem zapełniały nimi swoje koszyki.

– Kupiłem podstawowe rzeczy, które kupuję na co dzień: ser, wędlinę, chleb. Nie robię zapasów, kupuję tyle, ile jest mi potrzebne – powiedział Sławek Urlych, idąc w kierunku kasy. – Widzę, co się dzieje w dużych supermarketach: ludzie wykupują co popadnie i ile mogą. Myślę, że nie tędy droga. Za chwilę sklepy mogą być puste, a ci, którzy zrobią ogromne zapasy, nie zużyją tego, nie zjedzą, i za jakiś czas będą musieli te rzeczy wyrzucić. To nie jest droga do przetrwania kryzysu. Tylko zdrowy rozsądek może nas uratować.

W PIAŚCIE NICZEGO NIE BRAKUJE

W pobliskim sklepie Piast (tak zwanym Zamku), przy River Drive i Passaic Street w Garfield, półki również są pełne. W południe w piątek, 20 marca, zakupów dokonywało kilkanaście osób.

Piast (Zamek) – podobnie jak inne polonijne sklepy – jest dobrze zaopatrzony

– Aktualnie sklep jest zaopatrzony bardzo dobrze. Wszystkiego mamy pod dostatkiem: konserw, makaronów, ryżu, kasz, ogórków i innych przetworów w słoikach. Mamy też do wyboru surowe mięsa i wędliny – powiedział Paweł Ptak, menadżer sklepu Piast. – Klientów mamy więcej, niż to bywało do tej pory, i kupują znacznie więcej niż kilka tygodni wcześniej. Kupują to, co lubią, i te artykuły, które mogą dłużej poleżeć, na przykład ryże czy makarony. Jest to wynik ogólnej paniki. Nasi pracownicy pracują normalnie. Niektórzy są lekko wystraszeni – są to osoby starsze lub te, które mają małe dzieci w domu. Stosujemy wszelkie możliwe środki ostrożności, bardziej dbamy o higienę.

Za ladą, odizolowane od klientów plastikową płytą, wydają gorące posiłki klientom dwie panie.

Ekspedientki – dwie panie Anie – obsługują klientów w Piaście (Zamku)

– Pracy jest więcej, no bo czasy się zmieniły, ale staram się nie stresować i wykonywać swoje obowiązki normalnie. Musimy obsługiwać więcej klientów, którzy też zdecydowanie więcej kupują. Sytuacja jest nieciekawa, ale staramy się, aby każdy otrzymał to, co potrzebuje. Nie narzekam, taka praca – powiedziała z uśmiechem pani Ania. – Tak jak w aptece muszą sprzedawać leki, tak my musimy sprzedawać jedzenie – dodała.

DO BRATKA CODZIENNIE ZAGLĄDA INSPEKTOR

– W tym trudnym okresie radzimy sobie bardzo dobrze. Mamy świetne zaopatrzenie. Codziennie otrzymujemy świeże mięso, świeży chleb, drożdżówki, pączki, nabiał. Dziewczyny codziennie gotują obiady – przedstawia aktualną sytuację sklepu Bratek w Garfield Paulina Wójcik, która pełni funkcję menadżera w tym sklepie od 15 lat. – Zmiany są takie, że jeszcze bardziej niż zwykle dbamy o higienę. Myjemy ręce dziesięć razy częściej niż do tej pory. Wszystko jest należycie zapakowane, aby klienci nie mogli się niczym złym zarazić. Przy wejściu do sklepu każdy klient dezynfekuje dłonie i zakłada rękawiczki. Codziennie w naszym sklepie pojawia się inspektor sanitarny z miejskiego Wydziału Zdrowia i sprawdza, czy wszystko jest należycie przygotowane. Przy kasach zawiesiliśmy pleksy, aby klienci nie mieli kontaktu z pracownikami. Staramy się chronić pracowników, aby nikt nie zachorował. Jeśli któryś z nich kaszle albo ma katar, natychmiast wysyłam go do domu. Każdy pracownik, jeśli przychodzi do pracy, musi być w stu procentach zdrowy. Liczba klientów troszkę się zwiększyła, ale my zawsze mamy duży ruch. Teraz klienci kupują mniej bombonierek i słodyczy, natomiast więcej słoików z ogórkami, papryką czy fasolą, makarony, mąki, oleje i przyprawy, a więc te rzeczy, które można w domu dłużej trzymać i samemu coś na tej bazie ugotować.

Jedzenie w Bratku jest starannie zapakowane, aby nikt nie dotykał go rękami

Od tygodnia Bratek oferuje klientom dostawy różnych artykułów do domu. Wystarczy zadzwonić do sklepu, zrobić zamówienie, zapłacić kartą kredytową i kierowca zawiezie pod wskazany adres.

– Ceny niektórych artykułów poszły nieco w górę, ale to tylko dlatego, że hurtownie podniosły ceny – wyjaśnia pani menadżer. – Na przykład cena wody wzrosła o dolara, a nabiału o 50 centów. Bardzo podrożały ziemniaki, a to dlatego, że wyższe opłaty pobierają farmy, które te ziemniaki dostarczają. Ceny są wyższe, bo my więcej musimy płacić za dostarczone towary. My nie chcemy zarabiać na ludzkiej krzywdzie – podkreśliła Paulina Wójcik.

Izabela Subocz mieszka z rodziną w stanie Nowy Jork. Nie mają w pobliżu polskich sklepów, więc dosyć często przyjeżdża na zakupy do Bratka. Dojazd z domu do Garfield zabiera jej minimum 45 minut. Tym razem przyjechała na zakupy z mężem Mariuszem.

Izabela Subocz i jej mąż Mariusz przyjechali z daleka i zrobili w Bratku solidne zakupy

– Kupiliśmy dwa obiady oraz trochę takich produktów na zapas, które można położyć na półce czy zamrozić. Mamy więc kilka sałatek i wędlin, mąkę i makarony. Kupię jeszcze jakieś mięso, które można zamrozić – powiedziała pani Izabela, pokazując pełny koszyk. – Nie kupujemy w sklepach sieciowych typu Shop Rite, Stop & Shop czy Walmart, bo tam wielu rzeczy nie ma, a poza tym jest tam dużo ludzi. Bratek jest świetnie zaopatrzony, jest tu bardzo miła obsługa i dlatego lubimy tutaj przyjeżdżać na zakupy, mimo że dojazd trochę czasu nam zabiera.

KSIĘGARNIA ŚW. JACKA W CZASACH NIEPOKOJU

Księgarnia św. Jacka na Botany Village w Clifton – jedyna już polska księgarnia w stanie New Jersey – w czasach niepokoju też jest odwiedzana przez klientów. Częściej niż zwykle. Kupują książki, ale nie tylko…

Iwona Lazar, właścicielka Księgarni św. Jacka, zachęca Michała Lipczuka do kupna książki

– Wczoraj przyszła miła pani i kupiła kilka książek. Powiedziała, że w związku z tym, że musi teraz siedzieć w domu, rzadko będzie wychodzić, więc chętnie coś ciekawego poczyta – mówi Iwona Lazar, właścicielka księgarni. – Mam odłożonych kilka książek dla klientów, którzy zamówili je przez telefon i mają po nie przyjechać. Ale nie tylko książki kupują. Po pojawieniu się paniki związanej z koronawirusem gwałtownie wzrosła sprzedaż… różańców. W ciągu ostatnich trzech tygodni sprzedaliśmy ich więcej niż w ciągu pół roku. Co ciekawe, różańce najczęściej kupowali Latynosi. No i przed nami sezon komunijny. Mamy sporo zamówień. Jedna ze szkół zamówiła cały zestaw komunijnych rzeczy dla dzieci. W ostatniej chwili udało się nam je ściągnąć z Polski. Ale jak to dalej będzie – trudno przewidzieć.

SQUARE ENTERPRISES ZAOPATRUJE POLSKIE SKLEPY

Square Enterprises Corp. (główna siedziba mieści się w Wallington przy 19 Paterson Ave.) zaopatruje polskie sklepy na wschodnim wybrzeżu USA, ale też w Chicago, Kalifornii, Teksasie i na Florydzie oraz amerykańskie sklepy sieciowe w polskie produkty: wodę, artykuły spożywcze, kosmetyki, zioła i inne.

– Co roku przygotowujemy się do obsługi sklepów w okresie świąt Bożego Narodzenia i Wielkanocy, co oznacza, że w tym okresie dostawy towarów mamy dużo większe. Co tydzień przypływa do portu od 5 do 10 kontenerów głównie z Polski, ale także z Chorwacji i z Niemiec – mówi Adam Szala, właściciel korporacji. – Czasami się zdarza, że kontenery docierają do portu z opóźnieniem – tak było kilka tygodni temu z powodu huraganów w Europie. Mamy własne ciężarówki, które odbierają te kontenery i przywożą je do hurtowni, dzięki czemu łatwiej jest nam zsynchronizować nasze działania. Cztery tygodnie temu ludzie zaczęli wykupywać więcej artykułów z myślą o Wielkanocy, a więc baranki, palmy i inne piękne gadżety. Koronawirus sprawił, że teraz ludzie kupują przede wszystkim artykuły spożywcze, z dłuższymi terminami przydatności, a więc konserwy mięsne, pasztety, wody mineralne i inne napoje, makarony, kasze, dżemy, miody, ogórki konserwowe, kapustę – stąd też znacznie wzrosły zamówienia sklepów na te artykuły. Nasi pracownicy pracują o wiele dłużej niż do tej pory, bo inaczej byśmy się nie wyrobili z realizacją zamówień. Pracujemy również w soboty. Nasze trucki wyjeżdżają tak szybko, jak to możliwe, aby dostarczyć towar do sklepów.

Paweł Wojtanowicz (z lewej) i Darek Łyszczarczyk przygotowują w magazynie Square Enterprises paletę z artykułami, które wkrótce trafią do polskiego sklepu w Garfield

Na bieżąco śledzimy sytuację, gdyż w związku z epidemią koronawirusa władze podejmują odpowiednie decyzje i dotykają nas różne obostrzenia przepisów. Staramy się oczywiście zabezpieczyć pracowników przed wirusem, dlatego też stosujemy środki dezynfekujące w biurze, magazynie i w samochodach – podkreśla Adam Szala. – Jeśli kierowca, pracownik biura czy magazynu powiedziałby, że źle się czuje, to my to akceptujemy i może zostać w domu. Jak do tej pory koronawirus trzyma się od nas z daleka i nikt z pracowników na niego się nie skarżył. Mam nadzieję, że do nas nie zawita. Ograniczyliśmy też wstęp na teren magazynu dla ludzi z zewnątrz, którzy przyjeżdżają do nas i kupują na miejscu różne artykuły. Zachęcamy do składania zamówień przez internet bądź telefonicznie. Zamówiony towar jest wcześniej przygotowany i wywożony na zewnątrz magazynu dla klientów. Zdrowie jest najważniejsze, dlatego nie przekraczamy granicy zdrowego rozsądku. W ostatnich dniach menadżerowie podjęli decyzję, że – również z uwagi na rozszerzającą się epidemię – niektóre trasy będą okrojone. Nawet właściciele sklepów dzwonią do nas, aby nie przywozić im towaru. Tak więc nie wozimy obecnie towaru do niektórych sklepów na Brooklynie czy Queensie.

Firma skupia się przede wszystkim na sklepach w Wallington oraz w niezbyt odległych miastach, czyli w Garfield, Passaic, Paterson i Clifton, bo jest w stanie szybciej dostarczyć im towar. Zdarza się, że w danym momencie niektórych towarów brakuje, ale szybko nadrabiane są braki, gdy przypłynie kolejny kontener. Na razie dostawy nie są zagrożone. W piątek, 20 marca, przypłynął do portu w Newarku statek, który przywiózł z Polski 7 kontenerów dla Square’a. Dwa dni wcześniej przypłynął kontener z chlebami mrożonymi, więc kilka palet już trafiło do lokalnych sklepów. Truck z ośmioma paletami mrożonych chlebów pojechał do Chicago.

Sławek Jaworski wiezie paletę z napojami

Teraz Square czeka na zupy i warzywa mrożone z firmy Poltino oraz zupy mrożone z Hortexu. W ubiegłym tygodniu firma otrzymała cały kontener z produktami firmy Jawo – były to różnego rodzaju pierogi, uszka, knedle i kopytka. W ciągu czterech dni wszystko zostało rozwiezione do sklepów.

– Jeśli chodzi o produkty strategiczne i nasze własne (na przykład ogórki w beczułkach i konserwowe ze Squere’a) to staramy się gromadzić zapasy przynajmniej na dwa miesiące – podkreśla Adam Szala. – Mamy dużo zamówień z Kalifornii, Florydy, Chicago i z Teksasu na soki. W ubiegłym tygodniu wysłaliśmy tam 7 trucków z sokami. Otrzymujemy informacje od dostawców z Polski, że najpierw starają się zaspokoić potrzeby rynku w Polsce, a potem będą realizować nasze zamówienia. Póki co kontenery z Polski przypływają, a my staramy się dostarczać towary do sklepów jak najszybciej – dodaje pan Adam. Atmosfera w firmie jest trochę napięta, no bo każdy jednak się martwi o swoje zdrowie i zdrowie najbliższych oraz współpracowników i przyjaciół. W magazynie cały czas można słuchać wiadomości i muzyki nadawanej przez Polskie Radio RMF FM. Napływają dobre wiadomości ze świata, więc miejmy nadzieję, że dobre wieści napłyną wkrótce także z New Jersey i innych stanów.