Praca z ludźmi daje mi siłę

    0
    1

    Gdy zaproponowano panu funkcję Wielkiego Marszałka, jak pan zareagował?
    Zostałem nominowany przez kontyngent z Wallington, NJ. Moją kandydaturę zgłosił Dariusz Pawluczuk. Czułem się zaszczycony i wdzięczny za to, że uznano, iż zasługuję na ten tytuł. Kontyngent z Garfield bardzo mi pomagał w pełnieniu tej funkcji, w zbieraniu ogłoszeń do księgi pamiątkowej oraz w sprzedaży biletów na bankiet. To wspaniała i silna grupa. Cieszę się, że mogłem liczyć na jej wsparcie. W ogóle Garfield ma szczęście do Wielkich Marszałków, bo z tego miasteczka wywodzi się trzech: Stanley Moskal, dr Donna Koch i teraz ja.

    Jak się panu podoba sprawowanie tej funkcji? Założę się, że pana życie się mocno zmieniło od momentu nominacji.
    Wziąłem udział w każdej uroczystości mianowania marszałka i Miss Polonii, na którą zostałem zaproszony. Prosiłem Komitet Główny, żeby poinformował lokalne komitety, aby na pewno zawiadamiali mnie o swoich uroczystościach. Jeździłem na te spotkania zazwyczaj z kimś z komitetu z Garfield lub Komitetu Głównego, np. z Jadzią Kopalą, Tomem Kazalskim czy Richardem Zawisnym. Wdzięczny im jestem, że mnie wspierali i pomagali w moich obowiązkach.

    Byłem w dziesiątkach miejsc, od Stamford w Connecticut poprzez Greenpoint, Ridgewood, Maspeth, Long Island, Staten Island po Perth Amboy i wiele innych miejscowości w New Jersey. Większość to grupy Polonii skupione wokół kościoła, ale kilka – np. Polonia of Long Island – to oddani ludzie, którzy razem działają, niezależnie od kościoła.
    Poznałem różne społeczności polonijne: takie, gdzie przeważały starsze osoby, ale też takie, gdzie prym wiodły młodsze pokolenia. Wszyscy, bez względu na wiek, mocno się starali. Wszyscy prężnie działają i podtrzymują tradycję. Nie chcą ,aby umarła. Bardzo mile mnie przyjmowano, dziękowano za przybycie.
    Ja natomiast zachęcałem wszystkich, żeby brali udział w paradzie, a jeżeli nie mogą maszerować, żeby przyszli jako widzowie. Taka jest rola Wielkiego Marszałka – bycie promotorem parady i największym entuzjastą tego wydarzenia.

    Czy kiedykolwiek miał pan podobną funkcję, może w innej społeczności?
    Nie, to mój pierwszy raz. Byłem raz, co prawda, marszałkiem z Garfield. Zostałem też wyróżniony przez włoską społeczność w Garfield wiele lat temu. Byłem jednym z czterech burmistrzów z całego świata zaproszonych na uroczystość otwarcia nowego skwerku na Sycylii. Spędziłem tam tydzień. To jednak, w przeciwieństwie do funkcji Wielkiego Marszałka Parady Pułaskiego, nie było cotygodniowe, wielomiesięczne zobowiązanie. Parada Pułaskiego to wielki zaszczyt, ale też duża odpowiedzialność. Nigdy wcześniej nie byłem częścią tak wielkiego wydarzenia. To bardzo ekscytujące wyróżnienie i doświadczenie.
    Jednak najważniejsze wyróżnienie, jakie kiedykolwiek otrzymałem, to Krzyż Komandorski Orderu Odrodzenia Polski od prezydenta Andrzeja Dudy za zasługi dla społeczności polonijnej.

    Parada Pułaskiego nie jest panu obca. Często widzieliśmy pana na Piątej Alei oraz na bankiecie przed paradą.
    Od 1980 r. uczestniczyłem prawie w każdej Paradzie Pułaskiego – jako marszałek z Garfield, jako burmistrz, jako poseł stanowy oraz od 15 lat jako szef administracji miasta Garfield. Biorę też udział w naszej lokalnej paradzie. Jestem z tego dumny i zawsze czekam na to wydarzenie.

    Prowadził pan kilka kampanii politycznych w swoim życiu, ostatnią rok temu, gdy startował pan do Senatu stanowego. Czy te pół roku przed Paradą Pułaskiego, gdy spotyka się pan z poszczególnymi grupami Polonii, przypomina kampanię?
    W pewnym sensie tak, bo jeździłem z miejsca w miejsce, rozmawiałem z ludźmi. Różnica jest taka, że w trakcie kampanii politycznej kandydat promuje siebie, tutaj moim zadaniem było promowanie Parady Pułaskiego, wspieranie i podkreślanie siły Polonii.

    Od 15 lat pełni pan funkcję szefa administracji w Garfield (city manager). Co należy do pana obowiązków? Nie każde miasto posiada to stanowisko w swej administracji.
    To najwyższa pozycja w administracji miejskiej. Jestem, można powiedzieć, CEO miasta. Tylko osiem miejscowości w New Jersey posiada city managera. Mam możliwość zatrudniania, promowania, zwalniania pracowników, ale przede wszystkim obowiązek wprowadzania w życie ustaw i przepisów uchwalonych przez radę miasta i burmistrza. Oni też mają kontrolę nad budżetem oraz mianują city managera.
    Objąłem to stanowisko w 2003 r. Początkowo miało to być na krótki okres, do wyborów. Po wyborach jednak rada miasta zaproponowała, abym sprawował tę funkcję przez całą kadencję czterech lat, i tak jest do dzisiaj. Obecna moja kadencja kończy się w 2020 r.

    Jest pan mocno z Polonią związany. Ile osób polskiego pochodzenia mieszka w Garfield?
    Według moich danych około 28 procent populacji stanowią osoby polskiego pochodzenia. A Garfield liczy 32 tysiące mieszkańców, mówimy więc o kilku tysiącach. To spora grupa.

    Jaka jest Polonia w Garfield? Czy wyróżnia się czymś na tle innych grup etnicznych?
    Gdy rodzina polskiego pochodzenia kupuje dom, to nieważne, w jakim stanie jest ta posiadłość, po krótkiej chwili zaczyna wyglądać świetnie. Polacy bardzo dbają o swoje domy, a ich dzieci są bardzo aktywne w szkole, zarówno na lekcjach, jak i w szkolnych grupach. Na Paradę Pułaskiego pojedzie pełen autobus młodzieży szkolnej z polskiego klubu.

    Polonia to silna społeczność, skupiona wokół kościoła. Myślę, że teraz jest bardziej zaangażowana w życie miasta niż była kiedyś. Prężnie w Garfield działa np. klub Wisła. Z tym klubem władze miasta utworzyły miejski program rekreacyjny z piłki nożnej. Jako city manager, jestem wdzięczny Wiśle za to, że zgodziła się współpracować i użyczyć nam do tego programu swoich trenerów.

    Prężnie też działają przedsiębiorcy polskiego pochodzenia. Mamy w Garfield m.in. sklep Piast, prowadzony przez rodzinę Rybaków, Royal Manor oraz Royal Warsaw prowadzone przez rodzinę Kidów. Duża firma Arco Construction ma swoje początki w Garfield. Agnes Pogorzelska niedawno kupiła budynek po byłej świątyni masońskiej i przekształciła go na przedszkole. John Kwapniewski jest właścicielem biurowca, w którym działa wiele firm oraz gabinetów lekarskich. Polonijni przedsiębiorcy to bardzo silna część naszego miasta.

    Czy Polonia współpracuje z administracją miasta w różnych inicjatywach?
    Jednym z dobrych przykładów zaangażowania Polonii jest akcja, którą przeprowadziliśmy kilka lat temu. Mieliśmy problem z bezdomnymi, wśród których byli także polskiego pochodzenia, i którzy nocowali nad rzeką Passaic. Zbliżała się fala mrozów i potrzebowaliśmy pomocy w ulokowaniu ich w jakimś bezpiecznym i ciepłym miejscu. Bardzo nam wtedy pomógł ksiądz Edward Szpiech z kościoła św. Stanisława Kostki. Dzięki niemu udało nam się namówić bezdomnych na skorzystanie ze schronienia na czas mrozów. Przetransportowaliśmy ich autobusem, który prowadził polskojęzyczny kierowca. Jednego pana zawieźliśmy do szpitala i jak się okazało, gdybyśmy tego nie zrobili, to straciłby nogę.

    Polonia aktywnie włączyła się w projekt stawiania pomnika gen. Kazimierza Pułaskiego w parku przy River Road, który został nazwany moim imieniem. W centralnej części tego parku jest skwerek z pomnikiem bohatera obojga narodów. Stoi tam posąg generała z szablą w ręce. Połowa kosztów pomnika została pokryta z dotacji publicznych, a druga połowa przez Polonię – osoby indywidualne i właścicieli firm, którzy dumni są ze swego pochodzenia. Pięć lat temu mieliśmy dużą uroczystość odsłonięcia pomnika. To był jedyny raz, kiedy zdecydowałem się zamknąć zupełnie River Road dla ruchu kołowego.
    Polonia jest prężną grupą w Garfield. Dba o swoją kulturę, promuje paradę. Nie mógłbym być Wielkim Marszałkiem bez wsparcia mieszkańców Garfield.

     

    Pana nazwisko ma bardzo polskie brzmienie…
    Wiem, często mi ludzie o tym mówią. Co ciekawe słowo „duch” tak samo brzmi po polsku, słowacku czy ukraińsku. Podoba mi się jego tłumaczenie na angielski „spirit”.
    Gdy odwiedzałem komitety lokalne przez paradą, w tych bardziej zamerykanizowanych przedstawiano mnie czytając moje nazwisko w angielskim brzmieniu. Były jednak wizyty, podczas których przedstawiano mnie po polsku: Tomasz Duch. To tak naprawdę właściwa wymowa tego nazwiska. Tak się czytało go, gdy mój ojciec przyjechał do Stanów. Potem go zamerykanizowano.

    Skąd pochodzi pana rodzina?
    Właśnie zrobiłem test DNA na popularnej obecnie stronie 23andMe. W 89 procentach mam słowiańskie pochodzenie. Test wskazuje na korzenie słowackie, polskie, ukraińskie i rumuńskie.

    Rodzina mojego dziadka ze strony ojca pochodzi z rejonu Łemków (Ruthenia), na pograniczu Polski i Słowacji. Rodzina mamy pochodzi ze Słowacji. Moja kuzynka, która mieszka w Teksasie i opracowuje genealogię naszej rodziny, twierdzi, że nasz pradziadek, który nazywał się Stroka, przyjechał na Słowację z Polski. Miejscowości, które znam jako miejsca mojego pochodzenia, znajdują się na terenie byłej Czechosłowacji.

    Zasiadał pan w stanowej izbie niższej, był burmistrzem, teraz jest szefem administracji miejskiej, ubiegał się pan o miejsce w Senacie stanowym, działa pan w wielu organizacjach. Co pana przyciąga do życia publicznego?
    Uwielbiam pracować z ludźmi i dla ludzi. Czerpię z tego niezwykłą energię. Praca w sektorze publicznym daje mi ogromną satysfakcję, siłę i radość.

    Oprócz tego jest pan prawnikiem, mężem, ojcem oraz od niedawna dziadkiem!
    Od ponad trzydziestu lat praktykuję prawo. Prowadzę niewielką kancelarię prawną w Elmwood Park, NJ, gdzie jedną z moich paralegals jest polskojęzyczna Iwona. Moja kancelaria specjalizuje się w sprawach spadkowych i majątkowych oraz tych związanych z planowaniem użytkowania ziemi.

    Od 35 lat jestem żonaty. Moja żona ma na imię Cheryl. Mamy czwórkę dzieci. Nicole prowadzi farmę organiczną w Vermont, Thomas jest nauczycielem w Camden i mężem Kim. Mój drugi syn Michael jest jubilerem, pięć miesięcy temu jemu i jego żonie Lauren urodziła się córeczka Poppy. Mój młodszy syn Timothy studiuje, pracuje w szkole, jest utalentowanym pianistą. Prowadzi kilka grup jazzowych w Vermont, gdzie mieszka obecnie.
    Wychowałem się w Garfield, które znam jak własną kieszeń. Mój ojciec Thomas, który niedługo kończy 90 lat, nadal mieszka w naszym rodzinnym domu w Garfield.

    Czy Garfield się zmienił przez lata?
    Oczywiście. Kiedyś funkcjonowały tu cztery szkoły katolickie i jedna luterańska. Teraz już ich nie ma. Etnicznie Garfiel też się zmienił. Kiedyś to było miasteczko głównie włosko-polskie. Teraz włoska społeczność się wykruszyła, nadal jednak mieszka tu spora grupa Polonii oraz różne społeczności latynoskie. Najnowsi przybysze to, oprócz Polaków, Albańczycy i Macedończycy. Prawdziwy melting pot.

    Jaka będzie tegoroczna Parada Pułaskiego?
    Tegoroczna parada wpisuje się w obchody 100. rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości, więc mam nadzieję, że wiele ludzi weźmie w niej udział. Na pewno będzie jej towarzyszył ogromny entuzjazm i jestem przekonany, że będzie widać i czuć w niej dumę narodową Polaków.

    ROZMAWIAŁA ALEKSANDRA SŁABISZ

    Autor: Aleksandra Słabisz