Srebro dla Biało-Czerwonych

1
Za zajęcie drugiego miejsca w PŚ 2019 nasza reprezentacja dostanie od Międzynarodowa Federacja Piłki Siatkowej do podziału 300 tysięcy dolarów nagrody - foto: FIVB

Reprezentacja Brazylii wygrała wszystkie jedenaście spotkań w turnieju Pucharu Świata siatkarzy, który we wtorek zakończył się w Japonii, zasłużenie sięgając po główne trofeum. Skład podium uzupełnili Polacy i Amerykanie.

Podopieczni Renana Dal Zotto są pierwszym zespołem od 2003 roku, który nie zaznał goryczy porażki w turnieju. Przed 16 laty również dokonali tego Brazylijczycy. Wcześniej, w 1995 roku, z bilansem 11-0 zakończyli zmagania Włosi.

Reprezentacja Polski w całym turnieju przegrała tylko dwa mecze – właśnie z wicemistrzami świata (2:3) i Amerykanami (1:3). Za zajęcie drugiego miejsca w PŚ 2019 dostanie od FIVB (Międzynarodowa Federacja Piłki Siatkowej) do podziału 300 tysięcy dolarów nagrody. Dodatkowe 15 tys. dolarów powędruje do Polskiego Związku Piłki Siatkowej. 

Dla Polaków srebrny medal jest trzecim w historii. Po raz pierwszy Biało-Czerwoni na drugim stopniu podium stanęli w 1965 roku, w historycznej, pierwszej edycji Pucharu Świata. Na kolejny krążek czekali do 2011 roku. Przed czterema laty nasz zespół uplasował się na trzeciej pozycji.

W Pucharze Świata 2019 wystąpiło 12 reprezentacji. Każda z drużyn rozegrała w ciągu 15 dni aż 11 spotkań. Tym razem stawką nie był olimpijski awans, a jedynie prestiż, punkty do rankingu FIVB i nagrody finansowe. 

W DRUGIM MECZU PO PRZENOSINACH DO HIROSZIMY POLSCY SIATKARZE POKONALI EGIPT 3:0 (25:19, 25:18, 25:16) I AWANSOWALI NA DRUGIE MIEJSCE W TURNIEJU. Wyprzedzający dotąd Biało-Czerwonych, ich jedyni dotąd pogromcy – Amerykanie, przegrali bowiem z niepokonanymi Brazylijczykami i spadli na trzecią pozycję.

Trener Polaków Vital Heynen, mając do dyspozycji w Japonii ponad 20 zawodników, tym razem pozwolił zagrać kilku dotychczas rzadziej przebywającym na parkiecie. Stąd np. rozgrywał Marcin Komenda, na środku siatki pojawił się Norbert Huber, a atakującym był od początku Łukasz Kaczmarek. Podstawową szóstkę uzupełnili Artur Szalpuk, Karol Kłos i kapitan zespołu Michał Kubiak, który po mistrzostwach Europy miał kilka dni wolnego i dołączył do kadry już w trakcie imprezy w Japonii.

Ten „kombinowany” skład na początku miał nieco problemów z grającymi bez obciążeń rywalami, ale losy pierwszej partii rozstrzygnęły się w jej środkowej części, gdy na zagrywce pojawił się Kaczmarek. Egipcjanie nie mogli sobie poradzić z przyjęciem jego mocnych serwisów i ze stanu 10:10 Biało-Czerwoni błyskawicznie odskoczyli na 16:10. W tym fragmencie gry w zespole znanego z pracy w Polsce holenderskiego trenera Guido Vermeulena zapanował chaos, z którego nie wydobył się praktycznie do końca seta. Skończył się on wynikiem 25:19.

W drugiej partii od początku dobrze funkcjonował polski blok i szybko zrobiło się 7:2. Później Polakom przytrafiło się kilka błędów, a z rytmu wybiła ich też dłuższa przerwa sprowokowana przez sędziów stolikowych, którzy źle policzyli punkty. Czwarta drużyna tegorocznych mistrzostw Afryki wyrównała na 10:10, ale taki rezultat – podobnie jak w inauguracyjnym secie – okazał się dla niej pechowy, bo tym razem łupem Biało-Czerwonych padło pięć następnych akcji. Taka przewaga okazała się wystarczająca, m.in. dzięki skutecznej grze wprowadzonego za Kaczmarka Macieja Muzaja. Kropkę nad i na 25:18 postawił „kiwką” ze środka Huber.

Trzecia odsłona przebiegała według podobnego scenariusza. Skuteczna gra blokiem oraz kilka udanych akcji w obronie sprawiło, że Polacy na pierwszą przerwę techniczną schodzili prowadząc 8:4. Potem było 10:6, 13:7, 19:12, 23:14. Mecz zakończył atakiem z prawego skrzydła Muzaj, który według statystyk FIVB miał 70-procentową skuteczność w tym elemencie. 

Brazylijczyk Yoandy Leal przebija się przez polski blok – foto: FIVB

W PIĄTEK POLSCY SIATKARZE WYGRALI W HIROSZIMIE Z AUSTRALIĄ 3:0 (25:18, 25:20, 25:9) I UMOCNILI SIĘ NA DRUGIM MIEJSCU W TABELI TURNIEJU. Pomogła w tym kolejna strata punktu przez Amerykanów, którzy dopiero po tie-breaku poradzili sobie z Kanadą. 

Trener Polaków Vital Heynen tradycyjnie już rotował składem i wyjściowa szóstka nie przypominała tej z poprzedniego dnia. W ataku tym razem postawił na Bartosza Kurka, który „odpłacił” się 13 punktami. 

W pierwszym secie serwisem już na początku postraszył Kurek, kilka udanych zagrań Michała Kubiaka i Polacy prowadzili 9:2. Ta przewaga rzadko malała, tym bardziej że Biało-Czerwoni nieźle radzili sobie także w bloku. Wygrali 25:18.

W kolejnej odsłonie kilka razy mistrzów świata serwisem postraszył Lincoln Williams. Miał trzy asy z rzędu, ale w czwartym podejściu się pomylił. Polacy zrobili przejście i wrócili do swojej gry. Na drugą przerwę techniczną Biało-Czerwoni schodzili z trzypunktową przewagą, którą później zaczęli powiększać. Pomógł w tym zwłaszcza blok. Set na 25:20 zakończył „kiwką” Artur Szalpuk.

Trzeci set to wyraźna dominacja Polaków w każdym elemencie. Mistrzowie świata świetnie „bawili się” na boisku i wychodziło im absolutnie wszystko. Znany z pracy w Polsce trener ekipy z antypodów Mark Lebedew patrzył bezradnie, kiedy Biało-Czerwoni tracili punkt wyłącznie wtedy, gdy sami popełnili błąd. Rywale mieli problem z przedarciem się przez blok, świetnie zaprezentował się w tym elemencie zwłaszcza Karol Kłos, ale i Jakub Kochanowski. I to ten pierwszy, środkowy PGE Skry Bełchatów, zakończył mecz efektownym pojedynczym blokiem. 25:9.

W NIEDZIELĘ POLSCY SIATKARZE PRZEGRALI W HIROSZIMIE Z BRAZYLIĄ 2:3 (25:19, 23:25, 19:25, 25:16, 11:15) I PRAKTYCZNIE STRACILI SZANSĘ NA KOŃCOWE ZWYCIĘSTWO W TURNIEJU. Biało-Czerwoni, którzy musieli radzić sobie bez Bartosza Kurka (zgodnie z umową opuścił kadrę wcześniej i wrócił do Włoch), ponieśli drugą porażkę w turnieju. Wcześniej ulegli 1:3 Amerykanom, z którymi ostatecznie powalczą korespondencyjnie o drugie miejsce w turnieju. 

Pierwszy set to była doskonała gra blok – obrona. Kapitalnie w tym elemencie spisywał się Karol Kłos. Ekipa prowadzona przez Vitala Heynena nie oddała nawet na chwilę prowadzenia w secie. Tylko przy serwisie Ricardo Lucarellego Brazylia odrobiła straty i zrobiło się 15:15. To jednak nie wybiło Polaków na tyle z rytmu, żeby oddać partię. Po kilku znakomitych zagraniach Wilfredo Leona mistrzowie świata wygrali 25:19.

Wydawało się, że także w drugiej partii wszystko jest pod kontrolą, kiedy w polu zagrywki pojawił się Yoandy Leal. Wówczas Brazylia wyszła na prowadzenie 14:12. Przy stanie 23:23 błąd popełnił Aleksander Śliwka. Polski przyjmujący zaatakował w aut, mimo że nie miał przed sobą bloku. Brazylijczycy takich prezentów nie marnują i w kolejnej akcji – blokując Macieja Muzaja – zakończyli seta na 25:23.

To wyraźnie dodało rywalom wiary w siebie. Silne, precyzyjne serwisy odrzuciły Polaków od siatki. Brakowało lidera, który wziąłby na siebie odpowiedzialność za atak. Wprawdzie i Leon, i kapitan Michał Kubiak robili, co mogli, ale to w żaden sposób nie było w stanie pokrzyżować planów Brazylijczyków. Canarinhos na drugiej przerwie technicznej prowadzili sześcioma punktami. Takich strat nie dało się już odrobić i Biało-Czerwoni przegrali 19:25.

W czwartej partii Polacy zebrali się w sobie i zaczęli grać jak z nut. Wychodziło absolutnie wszystko, a wicemistrzowie świata stali po drugiej stronie siatki kompletnie bezradni. Duży wpływ na to miał znakomicie działający blok. „Odskoczyliśmy” na 12:3. Trener Brazylii Renan Dal Zotto posłał w bój rezerwowych, zdając sobie sprawę, że wszystko zmierza do tie-breaka. Po znakomitym pojedynczym bloku Kłosa prowadziliśmy aż 21:11, a za chwilę wygraliśmy 25:16.

Początek decydującego seta był popisem Kubiaka w obronie. Nasz kapitan udowodnił, że warto walczyć do końca. Przeskoczył bandy reklamowe i zdołał przebić piłkę na stronę Brazylii. Wydawało się, że punkt padnie łupem rywali. Tymczasem Alan Souza zaatakował w aut! Chwilę później znów Kubiak fantastycznie spisał się w obronie. Trzymaliśmy się blisko Brazylijczyków z wynikiem. Nie trwało to jednak długo. Sprawy w swoje ręce wziął Leal. Głównie dzięki jego znakomitej postawie Brazylia prowadziła 5:2 i 8:4. Biało-Czerwoni odrobili część strat po akcji Kubiaka. Mogliśmy nawet zbliżyć się na jeden punkt, ale Paweł Zatorski źle dograł piłkę do Muzaja. Potem była jeszcze jednak szansa. W kontrze pomylił się jednak Leon. Końcówka należała do Brazylii. Piłkę meczową podarował „Canarinhos” Mateusz Bieniek, który zepsuł zagrywkę. Zwycięstwo Brazylii 15:11 i 3:2 przypieczętował Alan. 

W PRZEDOSTATNIEJ RUNDZIE POLSCY SIATKARZE ODNIEŚLI ÓSME ZWYCIĘSTWO W TURNIEJU, WYGRYWAJĄC W HIROSZIMIE Z KANADĄ 3:0 (25:23, 26:24, 25:20). Końcowy triumf w Pucharze Świata zapewnili sobie niepokonani Brazylijczycy, którzy w poniedziałek zwyciężyli gospodarzy 3:1. 

Spotkanie z Kanadyjczykami rozpoczęło się po myśli podopiecznych trenera Vitala Heynena. Wilfredo Leon po dużym skosie skutecznie zaatakował, po chwili asem serwisowym popisał się Maciej Muzaj i Polacy wygrywali 5:2. Po drugiej przerwie technicznej Muzaj i Jakub Kochanowski dwukrotnie zablokowali Stevena Marshalla i faworyci znów odskoczyli na 18:15. To był dopiero wstęp do sporych emocji, ponieważ po akcjach m.in. Sharone’a Vernona-Evansa i Marshalla Kanadyjczycy wyszli na 19:18. Strata czterech punktów z rzędu podziałała mobilizująco na Polaków, znów zaczął funkcjonować blok, a w wyrównanej końcówce punktował m.in. Aleksander Śliwka.

W drugim secie mistrzowie globu bardzo długo przegrywali. Zaczęło się od zablokowania Śliwki (3:5), potem Muzaja (7:9). Po autowym ataku Leona, ten sam siatkarz szybko się zrehabilitował i zdobył punkt, a w następnych akcjach dwa razy z rzędu nie pomylił się Śliwka i ze stanu 10:12 zrobiło się 13:12. Po asie serwisowym Danny’ego Demyanenko zespół Dana Lewisa, byłego zawodnika klubów z Bełchatowa czy Kędzierzyna-Koźla, osiągnął przewagę trzech „oczek” 20:17. Przy rezultacie 19:22 na boisko wszedł Artur Szalpuk, który pomógł w bloku, sam skończył jeden z ataków i Polacy łącznie wygrali cztery akcje z rzędu, gdy na zagrywce był Karol Kłos. Seta zakończył potrójny blok Polaków.

W trzeciej partii Polacy wygrywali niemal od początku do końca, chociaż zdarzały się im przestoje. Muzaj zaserwował asa, pomylił się Vernon-Evans i było 5:2, potem Brendan Barnes nadział się na blok i wciąż Biało-Czerwoni utrzymywali trzypunktową przewagę (8:5). Korzystny wynik – 16:13, 18:15 – tylko na chwilę zmienił się na remis po ataku z krótkiej Demyanenki (19:19). W końcówce punktował Szalpuk, blok Muzaj – Kłos i ostatecznie Biało-Czerwoni zwyciężyli do 20.

Mający punkt mniej, choć ten sam bilans zwycięstw i porażek (8-2), Amerykanie łatwo pokonali Rosjan 3:0 (25:23, 25:11, 25:16).

NA ZAKOŃCZENIE MISTRZOWIE GLOBU NIE DALI WE WTOREK ŻADNYCH SZANS IRANOWI, WYGRYWAJĄC 3:0 (25:18, 25:18, 25:16) I PIECZĘTUJĄC DRUGIE MIEJSCE W PUCHARZE ŚWIATA. Wcześniej na trzecich lokatach kończyli Ligę Narodów i mistrzostwa Europy. Kolejnym sukcesem był awans na igrzyska olimpijskie.

We wtorkowym spotkaniu Biało-Czerwoni zagrali bardzo skoncentrowani i pewni siebie. Znali już wynik potyczki Amerykanów z Egiptem (3:1), a to oznaczało, że potrzebowali nawet najskromniejszej wygranej, by w tabeli nie dać się wyprzedzić ekipie USA.

Od początku Polacy uzyskali wyraźną przewagę – po dwóch udanych akcjach Wilfredo Leona prowadzili 5:1, a na pierwszą przerwą techniczną zeszli przy stanie 8:4. Ani razu nie pozwolili Irańczykom zbliżyć się do remisu, a w ostatnich akcjach punktowali m.in. zmiennicy Łukasz Kaczmarek i Artur Szalpuk.

Najciekawszy dla kibiców obu drużyn był drugi set, w którym Polacy zdobyli pięć punktów z rzędu i prowadzili 6:2, by niewiele później zdobyć tylko „oczko” przy pięciu rywali. Iran wygrywał 10:9 i 11:10, ale trwało to krótko. Z lewego skrzydła skutecznie zbijał Leon, Irańczycy mieli też problem z przyjęciem jego serwisu, a po ataku Macieja Muzaja mistrzowie świata mieli zapas trzech “oczek” (16:13). 25-letni Muzaj potężnie atakował i uzyskiwał kolejne punkty, a w ostatniej akcji szczęśliwie zaserwował (piłka po taśmie spadła na stronę przeciwników), a następnie Leon i Jakub Kochanowski ustawili blok nie do przejścia.

Trzeci set – bez historii. Polacy zaczęli od 4:0, a Esfandiar w jednej wymianie aż cztery razy próbował atakować. Dobrze blokowali Fabian Drzyzga i Aleksander Śliwka. Ostatni z wymienionych, leworęczny jak Muzaj, zbijał i z pierwszej, i z drugiej linii. Po atakach Leona polska drużyna prowadziła aż 19:9. W końcówce z dobrej strony pokazali się jeszcze m.in. Karol Kłos i Kaczmarek, i Biało-Czerwoni z przytupem zakończyli udział w PŚ. 

PRZYJMUJĄCY WILFREDO LEON JAKO JEDYNY POLSKI SIATKARZ ZOSTAŁ WYBRANY DO TZW. DRUŻYNY MARZEŃ PUCHARU ŚWIATA. Ponadto znalazło się w niej trzech Brazylijczyków, dwóch Amerykanów i dwóch Japończyków. Najbardziej wartościowym zawodnikiem (MVP) turnieju został uznany Brazylijczyk Alan Souza.

Drużyna Marzeń Pucharu Świata:

Rozgrywający: Micah Christenson (USA)

Przyjmujący: Wilfredo Leon (Polska) i Yuki Ishikawa (Japonia)

Środkowi: Maxwell Holt (USA) i Lucas Saatkamp (Brazylia)

Atakujący: Yuji Nishida (Japonia)

Libero: Thales Hoss (Brazylia)

MVP: Alan Souza (Brazylia)

JG, (R)

ramka

PUCHAR ŚWIATA W SIATKÓWCE MĘŻCZYZN

WYNIKI MECZÓW W HIROSZIMIE:

Czwartek 10.10:

Polska – Egipt 3:0 (25:19, 25:18, 25:16)

Polska: Marcin Komenda, Artur Szalpuk, Norbert Huber, Łukasz Kaczmarek, Michał Kubiak, Karol Kłos, Damian Wojtaszek (libero) oraz Maciej Muzaj, Aleksander Śliwka.

Argentyna – Kanada 3:0 (25:16, 25:22, 25:20)

Tunezja – Iran 0:3 (24:26, 17:25, 22:25)

Włochy – Australia 3:0 (30:28, 25:13, 25:22)

USA – Brazylia 0:3 (23:25, 22:25, 17:25)

Japonia – Rosja 3:1 (25:22, 21:25, 25:22, 25:16) 

Piątek 11.10:

Polska – Australia 3:0 (25:18, 25:20, 25:9)

Polska: Bartosz Kurek, Jakub Kochanowski, Artur Szalpuk, Marcin Komenda, Karol Kłos, Michał Kubiak, Paweł Zatorski (libero) oraz Aleksander Śliwka, Maciej Muzaj.

Iran – Argentyna 3:2 (27:25, 23:25, 19:25, 25:17, 15:10)

Brazylia – Tunezja 3:0 (25:17, 25:14, 25:13)

Rosja – Włochy 3:1 (13:25, 27:25, 28:26, 25:12)

USA – Kanada 3:2 (21:25, 25:11, 20:25, 25:19, 15:13)

Japonia – Egipt 3:2 (25:14, 18:25, 25:23, 28:30, 15:13) 

Niedziela 13.10:

Polska – Brazylia 2:3 (25:19, 23:25, 19:25, 25:16, 11:15)

Polska: Maciej Muzaj, Wilfredo Leon, Karol Kłos, Michał Kubiak, Mateusz Bieniek, Fabian Drzyzga, Paweł Zatorski (libero) oraz Damian Wojtaszek (libero), Aleksander Śliwka, Marcin Komenda, Łukasz Kaczmarek, Artur Szalpuk.

Argentyna – Rosja 3:1 (25:23, 25:23, 21:25, 25:16)

Kanada – Włochy 3:2 (19:25, 25:17, 15:25, 25:23, 18:16)

USA – Australia 3:0 (25:14, 25:13, 25:16)

Tunezja – Egipt 3:1 (25:23, 14:25, 25:17, 25:18)

Japonia – Iran 3:1 (25:16, 26:28, 25:13, 25:21) 

Poniedziałek 14.10:

Polska – Kanada 3:0 (25:23, 26:24, 25:20)

Polska: Maciej Muzaj, Marcin Komenda, Wilfredo Leon, Aleksander Śliwka, Jakub Kochanowski, Karol Kłos, Paweł Zatorski (libero) oraz Damian Wojtaszek (libero), Artur Szalpuk, Fabian Drzyzga, Michał Kubiak, Łukasz Kaczmarek.

USA – Rosja 3:0 (25:23, 25:11, 25:16)

Argentyna – Egipt 3:1 (25:27, 25:17, 25:22, 25:17)

Włochy – Iran 3:2 (25:27, 27:29, 30:28, 25:17, 15:13)

Australia – Tunezja 3:0 (25:21, 25:17, 25:21)

Brazylia – Japonia 3:1 (25:17, 24:26, 25:14, 27:25) 

Wtorek 15.10:

Polska – Iran 3:0 (25:18, 25:18, 25:16)

Polska: Maciej Muzaj, Wilfredo Leon, Fabian Drzyzga, Michał Kubiak, Mateusz Bieniek, Karol Kłos, Paweł Zatorski (libero) oraz Łukasz Kaczmarek, Marcin Komenda, Aleksander Śliwka, Artur Szalpuk, Jakub Kochanowski, Bartosz Kwolek, Damian Wojtaszek (libero).

Włochy – Brazylia 0:3 (20:25, 22:25, 15:25)

Japonia – Kanada 3:2 (22:25, 25:20, 25:23, 23:25, 15:9)

USA – Egipt 3:1 (22:25, 25:16, 25:14, 25:13)

Tunezja – Rosja 0:3 (16:25, 16:25, 15:25)

Argentyna – Australia 3:0 (25:20, 25:21, 26:24)

KLASYFIKACJA KOŃCOWA

1. Brazylia 11 11-0 32 33:5

2. Polska 11 9-2 28 30:9

3. USA 11 9-2 27 29:12

4. Japonia 11 8-3 22 26:16

5. Argentyna 11 6-5 19 24:20

6. Rosja 11 5-6 15 20:23

7. Włochy 11 5-6 14 19:22

8. Iran 11 4-7 12 19:25

9. Kanada 11 4-7 12 19:28

10. Egipt 11 2-9 8 15:29

11. Australia 11 2-9 5 9:29

12. Tunezja 11 1-10 4 6:31