Wakacje w Polsce w czasie pandemii

577
FOTO: PRZEMEK CEBULA / NOWY DZIENNIK

Tegoroczne wakacje miały wyglądać nieco inaczej niż w poprzednich latach. Wszystko wskazuje jednak na to, że Polacy, stęsknieni za wyjazdami po domowej kwarantannie, zapomnieli o trwającej pandemii. Prócz kartek informujących o obowiązku noszenia maseczek niewiele zmieniło się w turystycznych miejscach na mapie całej Polski. Niewykluczone, że wkrótce nasze rodzime atrakcje będą dostępne także dla obywateli USA.

Na początku marca, gdy pandemia koronawirusa rozpoczęła marsz ku wzrostowi zachorowań, a firmy z branży turystycznej odwoływały kolejne wyjazdy zagraniczne, Polacy zdawali się godzić z tym, że tegoroczne wakacje spędzą w domu. Po pewnym czasie wielu zdecydowało się na urlop w kraju. Rekordy popularności biły i wciąż biją oferty noclegowe zarówno w prywatnych kwaterach, letnich domkach, jak i na polach kempingowych. Przekonałem się o tym na własne oczy. Pandemia nad polskim morzem jest – przynajmniej w świadomości turystów – nieobecna.

RELACJA ZNAD BAŁTYKU

Na środkowym wybrzeżu w miejscowości Karwia na własne oczy przekonałem się, że pandemia Polakom niestraszna i nie zamierzają oni rezygnować choćby w części z jakichkolwiek przyjemności. Kolejki i tłumy były wszędzie, począwszy od restauracji, przez ulice, na plażach kończąc. Parawany, którymi Polacy uwielbiają odgradzać się na plaży, posłużyły w tym roku jako element zwiększający bezpieczeństwo w ramach tak zwanego rygoru sanitarnego. Na szczęście większość plaż na polskim wybrzeżu jest szeroka i spokojnie można zachować co najmniej dwumetrowe odległości.
Właścicielka kilku mieszkań na wynajem, u której się zatrzymałem, zapytana, czy obłożenie w tym roku się zmniejszyło, zaprzeczyła. “Pozostało zaledwie kilka terminów w sierpniu, także i na wrzesień trzeba się szybko decydować, by mieć z czego wybierać”. Jej oferta to zazwyczaj dwupokojowe mieszkania z aneksem kuchennym. Po każdym gościu są pieczołowicie sprzątane, a cena w sezonie, czyli w lipcu i sierpniu, wynosi 300 złotych za dobę. Maksymalnie w tego typu mieszkaniach mogą komfortowo mieszkać cztery osoby. Nikt nie sprawdza, czy są spokrewnione, czy nie. Ważne, by zapłacić za całość podczas odbioru kluczy.
W innym miejscu w tej samej miejscowości w pierwszy weekend lipca na 50 apartamentów na wynajem zajętych było 46 – ten wynik też należy uznać za ponadprzeciętnie dobry. Wszelkie atrakcje, z których każdego roku można korzystać nad Bałtykiem, są otwarte, łącznie z parkami rozrywki czy miejscami takimi jak fokarium. To na Helu wpuszcza w tym roku każdorazowo ograniczoną liczbę osób na każdy z pokazów karmienia fok, w związku z czym przed obiektem ustawia się kolejka. Nikt jednak nie kontroluje, by pomiędzy osobami czekającymi na wejście były zachowane bezpieczne odstępy, a pracownicy fokarium pilnują tylko, by wchodzący mieli maseczki na twarzy. Jednak zaraz po minięciu bramek część osób je zdejmuje, a część pozostawia na ustach odkrywając nos. Nikt nikomu uwagi z tego powodu nie zwraca.
Wygląda także na to, że “paragony grozy” związane z chęcią wyjątkowo dużego zarobku na turystach, które pokazywały drożyznę na polskim morzem, nie były do końca prawdziwe. W przeciętnej restauracji 100 g świeżej flądry kosztuje około 6 zł, a obiad dla dwóch osób można znaleźć za 50-60 zł. Legendarny już „paragon grozy” za zestaw z rybą dla dwojga przewidywał 250 zł. To możliwe, ale są to raczej przypadki jednostkowe.
Weekendy nad jeziorami i innymi zbiornikami wodnymi są także popularne. Jeden z naszych rozmówców, pan Andrzej, w ostatnią niedzielę postanowił się wybrać z rodziną nad zalew w Sielpi w województwie świętokrzyskim. “Gdy dojechaliśmy na miejsce, zobaczyliśmy parking zapełniony samochodami i tłumy ludzi. Nie było możliwości zaparkowania i musieliśmy wrócić do domu” – mówi “Nowemu Dziennikowi” pan Andrzej.
Nie inaczej wygląda sytuacja z odpoczynkiem w polskich górach, a wiele osób nie tylko potwierdza swoje wakacyjne rezerwacje, a nawet je wydłuża. O powodach takich decyzji mówi “Nowemu Dziennikowi” jeden z turystów z Mazowsza. “Gdy zadzwoniłem w sprawie mojej rezerwacji na urlop w Szczawnicy, to wyczułem u pani odbierającej telefon zaniepokojenie, że chcę ją odwołać. Ja natomiast przedłużyłem termin o kolejny tydzień i nie było z tym najmniejszych problemów. Choć mam ponad 60 lat i jestem w tak zwanej grupie ryzyka, to wyszedłem z założenia, że tak samo mogę zarazić się w miejscu zamieszkania, jak i na wyjeździe. Mam dość siedzenia w domu i chcę wypocząć jeszcze bardziej i dłużej niż zwykle” – wyjaśnił pan Zbigniew.
Z powodu zmniejszonego zaufania do olbrzymich hoteli oblężenie przeżywają wypożyczalnie kamperów i przyczep kempingowych. Z danych branży turystycznej wynika, że tego typu wypoczynkiem interesuje się coraz więcej Polaków. Większość firm, które sprzedają lub wypożyczają kampery i przyczepy, zanotowało w ostatnich tygodniach kilkukrotny wzrost zapytań o oferowany sprzęt. Ekspert branży IT Michał Białek, który od lat uprawia caravaning, zapewnia, że taka forma wypoczynku to w dobie koronawirusa bezpieczne i wygodne rozwiązanie. Przekonuje, że dzięki caravaningowi można zatrzymać się w każdym miejscu, spędzić wolny czas w dowolny sposób i cieszyć się wolnością. Pan Michał zakończył niedawno wycieczkę wzdłuż polskiego morza. W trakcie podróży narodził się pomysł stworzenia aplikacji, która będzie pokazywała ciekawe miejsca dla właścicieli kamperów i przyczep kempingowych. Już trwają nad nią prace. Będzie ona pokazywała kilka tysięcy ciekawych turystycznie punktów w Polsce, gdzie można dojechać kamperem, jak m.in.: ciekawe zabytki, atrakcje dla dzieci czy akweny. Spędzanie urlopu w kamperze lub przyczepie nie należy jednak do najtańszej formy wypoczynku. Ceny nowych kamperów rozpoczynają się od 200 tys. zł. Używany samochód można kupić za około 50 tys. Wypożyczenie to wydatek od 400 do nawet 900 zł za dobę. Jeśli zamierzamy nocować na kempingach, należy wówczas dodać opłaty w wysokości 100-150 zł za dobę.

KIEDY LOTY Z I DO USA?

Wypoczynek w Polsce na razie jest dostępny dla mieszkańców w kraju oraz dla obywateli innych państw, które znalazły się na liście ustalonej przez Radę UE, czyli ministrów ds. unijnych krajów członkowskich. Zgodzili się oni znieść od 1 lipca zakaz podróżowania dla mieszkańców 14 krajów oraz dla Chin – ale pod warunkiem, że na zasadzie wzajemności będą jednocześnie wpuszczać obywateli UE – oraz dla czterech europejskich mikropaństw, w tym Watykanu.
Nie ma na tej liście Stanów Zjednoczonych, choć podczas dyskusji to właśnie Polska miała być ambasadorem tego kraju i apelowała o możliwość wznowienia lotów pomiędzy Europą a Ameryką Północną. O zakulisowych ustaleniach doniósł portal Politico.eu. W całej tej historii ważne są jednak dwa elementy. Po pierwsze – lista krajów, do których mogą podróżować obywatele UE, ma być aktualizowana co dwa tygodnie, a po drugie – decyzja, jakich obywateli wpuszczają władze do swojego kraju, należy do nich samych. Lista Rady UE to tylko zalecenia, a nie wiążące nakazy. Niewykluczone więc, że Polska jako bliski sojusznik USA otwarciem na loty do USA wzmocni ten dwu państwowy sojusz. Jak poinformował rzecznik LOT-u Krzysztof Moczulski, trwa analiza takiej możliwości. “Analizujemy możliwość uruchomienia dalekodystansowych rejsowych lotów pasażerskich do Stanów Zjednoczonych; jednak musimy brać pod uwagę restrykcyjne przepisy obowiązujące w tym kraju w związku z pandemią wirusa SARS-CoV-2” – powiedział dla portalu Onet Moczulski.
Wciąż odbywają się loty specjalne pomiędzy Polską a USA, z których mogą skorzystać obywatele USA, ich rodziny oraz osoby posiadające zieloną kartę. Lista lotów dostępna jest na stronie LOT.COM, a także na stronie ambasady amerykańskiej w Warszawie. Należy jednak pamiętać, że nie są to codzienne rejsy, więc nie ma co liczyć na ewentualny powrót w zaplanowanym czasie. Kiedy już Polonusi ze Stanów Zjednoczonych będą mogli dostać się bezproblemowo do Polski, to stąd na polskim dowodzie osobistym bądź paszporcie będą mogli polecieć do wielu turystycznych zakątków Europy i nie tylko. Polskie Linie Lotnicze LOT ogłosiły szczegóły międzynarodowej, wakacyjnej siatki połączeń. Przewoźnik od początku lipca wznowił regularne rejsy pasażerskie po Europie. W siatce znalazło się w sumie 36 kierunków i 130 połączeń. Pasażerowie będą mogli się dostać do takich krajów, jak: Chorwacja, Hiszpania, Włochy, Malta, Bułgaria, Czarnogóra, Gruzja, Macedonia, Cypr, Albania, greckie wyspy Santorini, Kos, Korfu i Kreta. Pełna siatka lotów dostępna jest z Warszawy, ale połączenia będą realizowane także z dziewięciu portów regionalnych. Z Bydgoszczy pasażerowie polecą do Zadaru i na wyspę Zakynthos; z Gdańska do Barcelony, Salonik, Dubrownika, Splitu, Zadaru, Burgas, Chanii, Tirany, na lotniska Rzym-Fiumicino i Kawala oraz wyspy Rodos i Korfu; z Katowic-Pyrzowic do Salonik, Chanii, Heraklionu, Burgas, Splitu, Tirany, Palma de Mallorca i na wyspy Kos, Rodos oraz Zakynthos; z Krakowa dotrą do Rzymu-Fiumicino i lotniska Kalamata, do Barcelony, Zadaru, Chanii, Dubrownika, Salonik i na wyspy Santorini, Korfu, Zakynthos, z Lublina do Splitu i na wyspę Korfu; z Poznania do Rzymu-Fiumicino, Kawala, Barcelony, Burgas, Spilitu, Palma de Mallorca, Podgoricy, Dubrownika, Heraklionu oraz na wyspy Zakynthos i Korfu; z Rzeszowa do Barcelony, Zadaru, Salonik i Burgas; ze Szczecina do Zadaru; z Wrocławia do Burgas, Rzymu-Fiumicino, Palma de Mallorca, Kawala, Salonik, Barcelony, Chanii, Heraklionu, Dubrownika oraz na wyspy Kos, Rodos, Korfu i Santorini. Wakacyjne rejsy są już realizowane od 3 lipca. Od tego czasu w samolotach zarówno polskiego, jak i innych przewoźników nie obowiązuje tak zwana szachownica. To oznacza, że maszyny latają z kompletem pasażerów na pokładzie. PLL LOT poinformowały także, że zostanie wznowiona sprzedaż jedzenia i upominków na pokładach. Nadal jednak obowiązkowe są na twarzach maseczki podczas całego lotu i zachowanie dystansu w czasie odprawy na lotnisku.