A zaczęło się od Supermana…

85
Pani Joker i Pan Harry Lee Quinn (męska wersja Harley Quinn), czyli tzw. genderswap cosplay, w którym odwrócona zostaje płeć odgrywanych postaci FOTO: JANUSZ M. SZLECHTA/ NOWY DZIENNIK

New York Comic Con 2019 odbył się w dniach 3-6 października w Javits Convention Center na Manhattanie. Jest to czterodniowe święto przede wszystkim komiksów, ale również anime, powieści graficznych, gier wideo, filmów i seriali. Goście przyjeżdżają na festiwal, aby pochwalić się swoimi cosplayami, zdobyć autografy słynnych aktorów, ilustratorów i pisarzy, wziąć udział w panelach dyskusyjnych, pokazach premierowych, a także kupić pamiątki. Ten jeden z największych konwentów w Ameryce Północnej przyciąga konwentowiczów z USA, Kanady, a także z Europy, w tym z Polski.

Współczesny komiks wyewoluował z gazetowej grafiki satyrycznej, która bawiła czytelników już w XIX wieku. Jednak dopiero pojawienie się w latach 30. rysowanych przygód o superbohaterach dało początek prawdziwemu popkulturowemu fenomenowi. Długa, powiewająca na wietrze peleryna oraz obcisłe rajtuzy okazały się przepisem na sukces, i to na skalę światową. Niebawem dowiecie się dlaczego.

Przykładowe komiksy na sprzedaż lub licytację, wystawione z myślą o tych bardziej zamożnych kolekcjonerach. Wśród nich zeszyt Action Comics #1, w którym świat po raz pierwszy ujrzał postać Supermana – tu jest egzemplarz wyceniony na ponad 4 mln dolarów FOTO: KUBA WIECZOREK

Komiks obecnie kojarzy się przede wszystkim z fantastycznymi przygodami postaci obdarzonych ponadludzkimi umiejętnościami, wykorzystywanymi w walce z różnymi ucieleśnieniami zła. Co ciekawe, te zabawne, pobudzające wyobraźnię historie, ukazujące zwycięstwo dobra nad złem, wykorzystywane były nieraz do szerzenia propagandy politycznej. W latach 40. obraz superbohatera, jak Kapitan Ameryka, nokautującego Adolfa Hitlera (Captain America #1 z marca 1941 roku) miał nie tylko bawić, ale i wzmacniać patriotyczne uczucia żołnierzy i cywilów. Jednak od zawsze głównym zadaniem komiksu było przede wszystkim dostarczenie rozrywki.

Konwentowicz wcielający się w postać Szalonego Kapelusznika z filmowej adaptacji „Alicji w Krainie Czarów”, w reżyserii Tima Burtona z 2010 roku, w otoczeniu masek i kapeluszy na sprzedaż FOTO: KUBA WIECZOREK

Pomimo znaczącego wpływu komiksów na rozwój światowej rozrywki, jeszcze 20-30 lat temu ich wierni czytelnicy byli raczej uznawani za specyficznych dziwaków. Stosowane w ich kierunku określenia typu „geek” (maniak) lub „nerd” (frajer), wyśmiewały ich zamiłowanie do tego typu „dziecinnej literatury”. Jednak pojawienie się konwentów (potocznie konów) dały owym dziwakom stabilną platformę do spopularyzowania kultury komiksu. I to z ogromnym sukcesem, ponieważ coraz więcej osób zaczęło z dumą utożsamiać się właśnie z pojęciami „geek” i „nerd”, przez co słowa te nabrały pozytywnego wydźwięku.

Uczestnicy konwentu przeglądający jedno z kilkunastu stoisk komiksowych. Serie komiksowe ułożone są alfabetycznie, co nieco usprawnia sam proces szperania. Pod stołami są często ukryte dodatkowe pudła wypełnione komiksami, do których zaglądają ci najbardziej zdeterminowani poszukiwacze FOTO: KUBA WIECZOREK

Do najstarszych konwentów należy San Diego Comic-Con International, który swój skromny początek świętował prawie 50 lat temu; skromny, bo gościł „aż” stu uczestników. To on dał zalążek modzie na zjazdy twórców i fanów komiksu, organizowanych obecnie niemal w każdym większym mieście USA. Do z najpopularniejszych konów należy New York Comic Con, który od 2006 roku odbywa się w Jacob K. Javits Convention Center na Manhattanie. Według statystyk sprzed trzech lat frekwencja na nim sięga 180 tysięcy konwentowiczów. Jednak nie samym komiksem przeciętny geek żyje. Współczesne kony to miejsce spotkań fanów filmów, seriali telewizyjnych, a także gier planszowych, komputerowych i na konsole.

Czarny Superman? Czemu nie? W cosplayu odrzucamy kanony, bo liczy się dobra zabawa!
FOTO: KUBA WIECZOREK

Nowojorski konwent odbywa się na początku października i trwa aż cztery dni. Cena jednodniowego biletu to aż 55 dolarów, chyba że załapiemy się na 4-dniowe wejściówki warte 190 dolarów. Ze względu na ogromne zainteresowanie, proces zakupu biletów jest dosyć specyficzny. Obejmuje on wstępną ankietę – weryfikację uczestnika, zaś sama sprzedaż wyznaczona jest na konkretny dzień i godzinę, przy czym uczestnikom zeszłorocznego konu przysługuje pierwszeństwo. Niezależnie jednak czy łapiemy się na wcześniejszy bądź właściwy dzień sprzedaży wejściówek, czeka nas wirtualna kolejka, w trakcie której losowane są osoby dopuszczone do możliwości właściwego zakupu biletów. Sam ten opis zapewne budzi frustracje, jednak system ten wprowadzono nie bez powodu, uzasadnieniem czego jest choćby rosnąca frekwencja na Comic Conie. Ale przyjmując, że dzierżymy już w dłoni zdobyczne wejściówki, jak możemy spędzić czas na takim czterodniowym konwencie?

Wspólne zdjęcie męskiej wersji Harley Quinn (z lewej) z uniwersum Batmana oraz lidera Zagubionych Chłopców – Rufio (z prawej), z filmu z lat 90. „Hak” będącego uwspółcześnioną wersją Piotrusia Pana
FOTO: JANUSZ M. SZLECHTA/ NOWY DZIENNIK

PO PIERWSZE – KOMIKSY

Nie da się ukryć, że Comic Con to raj dla kolekcjonerów tej właśnie literatury. Począwszy od zeszytów dostępnych za symbolicznego dolara po prawdziwe rarytasy, za cenę których stać by nas było na kupno nowego samochodu, a nawet ładnego domu z basenem. Nie wierzycie? Pierwszy, oryginalny numer, w którym obok Batmana pojawia się jego kompan Robin (Detective Comics #38 z kwietnia 1939 roku) został wyceniony w 2017 roku na 39 tysięcy dol. W 2012 roku pewien szczęśliwiec wydał 375 tys. dol. na zeszyt z 1963 roku, w którym po raz pierwszy wystąpił Iron Man (Tales of Suspense #39). Zaś osoby, które mają kilka milionów na zbyciu, mogą być zainteresowane licytacją pierwszego wydania komiksu z Supermanem (Action Comics #1 z czerwca 1939 r.), którego obecną wartość szacuje się na ponad 4 miliony dol.

Comic Con to również jedyne takie miejsce, gdzie pod jednym dachem spotkamy setki twórców i ilustratorów, których prace ukazywały się pod szyldami dominujących wydawnictw, jak DC Comics, Marvel Comics i Dark Horse Comics. Wśród znanych nazwisk widnieją: Neil Adams, Frank Miller, Jim Lee, Scott Snyder, Gregory „Greg” Capullo, Gary Frank, Tony Daniel, Bill Sienkiewicz oraz mnóstwo innych artystów, których portfolio trudno streścić w kilku słowach.

Oprócz klasyki amerykańskiej popkultury konwenty mocno przesiąkły kulturą Dalekiego Wschodu, zrzeszając fanów komiksu japońskiego – mangi oraz japońskich filmów animowanych – anime.

PO DRUGIE – GADŻETY

Jeżeli udało wam się już dorwać wymarzony komiks, na który polowaliście od kilku lat, może zechcielibyście również w inny sposób podkreślić swoje zamiłowanie do ulubionych fikcyjnych postaci? Macie do wyboru kubki, breloczki, biżuterię, t-shirty z kolorowymi nadrukami, plakaty oraz figurki, statuetki i wiele innych bajerów. Innymi słowy, bogactwo asortymentu, które zaspokoi nawet najwybredniejszych konwentowiczów, stosownie do zawartości ich portfeli.

PO TRZECIE – PANELE, FANDOM I COSPLAY

Nie da się ukryć, że jeżeli jesteś zagorzałym fanem „Gwiezdnych wojen”, „Batmana”, a nawet rodzimego „Wiedźmina”, to właśnie tu, na konwencie, spotkasz podobnych sobie i nawiążesz nowe znajomości. Mało tego, konwentowicze mają do wyboru liczne panele tematyczne, spotkania autorskie, jak i wykłady mające przybliżyć uczestnikom ich ulubione fikcyjne uniwersum. Wystarczy jedynie uzbroić się w cierpliwość, gdyż kolejki do sal wykładowych potrafią być rodem z PRL-u.

Wspólne zdjęcie konwentowiczów przebranych za różnorodne postacie z franczyzny DC. Wśród nich garść Batmanów, Nightwingów i Jokerów oraz Wonder Woman, Power Girl, Dwie Twarze… innymi słowy pełna galeria zarówno bohaterów, jak i złoczyńców
FOTO: JANUSZ M. SZLECHTA/ NOWY DZIENNIK

W czasie trwania New York Comic Con prawdopodobieństwo natknięcia się na Boga Piorunów – Thora, Spidermana, Kobiety Kot, pełnego składu Power Rangers, a ostatnio również Ciri i Geralta z Rivii, rośnie proporcjonalnie do odległości od Javits Center. Otóż konwentowiczów ogranicza wyłącznie wyobraźnia, nic zatem nie stoi na przeszkodzie do wcielenia się w wybraną fikcyjną postać. Im bardziej dopracowany strój, tym większa satysfakcja i dla samego przebierańca – cosplayera – jak i dla „normalnych” uczestników, cieszących swoje oczy oraz obiektywy aparatów. W końcu jak można przejść obojętnie obok demona Crowleya oraz anioła Aziraphale’a wyciągniętych wprost z serialu „Good Omens”, wzorowanego na powieści Terry’ego Pratcheta i Neila Gaimana. Dodatkowo, cosplayerzy, którzy spełniają wymogi własnoręcznego wykonania strojów, mogą wziąć udział w NYCC Championships of Cosplay, czyli tzw. maskaradzie. A jest o co walczyć – główną nagrodą jest 1500 dolarów oraz sfinansowanie uczestnictwa w przyszłorocznym konwencie Chicago Comic & Entertainment Expo (C2E2).

Para cosplayerów wcielająca się w nieprzewidywalnego księcia zbrodni i arcywroga Batmana – Jokera (z prawej) oraz jego równie niezrównoważonej kompanki – Harley Quinn (z lewej)
FOTO: JANUSZ M. SZLECHTA/ NOWY DZIENNIK

PO CZWARTE – FILMY, SERIALE I GRY KOMPUTEROWE

Kino i telewizja od lat garściami czerpią inspiracje właśnie ze świata komiksu. W tym roku pod banerem DC Comics wystawiono w gablotach stroje postaci Harley Quinn, Huntress i Black Canary, zaprojektowane do filmu „Birds of Prey”, na który widzowie muszą poczekać jeszcze rok. Mało tego, tajemniczym gościem specjalnym okazała się aktorka Margot Robbie, wcielająca się w główną postać szalonej ex-dziewczyny Jokera. Już niebawem swoją premierę w telewizji będzie miał serial „Watchmen: Strażnicy”, wyprodukowany przez HBO, bazujący na komiksie Alana Moore’a i Dave’a Gibbonsa o tym samym tytule. Wśród pozostałych seriali inspirowanych komiksem znalazły się „Batwoman” i spin-off do „The Walking Dead”. Oczywiście to tylko przykłady nowinek prezentowanych na tegorocznym konie.

Na żadnym Comic Conie nie może zabraknąć choć jednego znanego pirata. Na zdjęciu: filmowy Jack Sparrow z filmu „Piraci z Karaibów: Skrzynia Umarlaka” z 2006 roku
FOTO: JANUSZ M. SZLECHTA/ NOWY DZIENNIK

Oprócz tego można znaleźć mnóstwo informacji i nowinek ze świata rozrywki wirtualnej. W centrum konwentowym została wydzielona cała strefa dla gier elektronicznych, gdzie można było zobaczyć najświeższe zapowiedzi gier, jak i spotkać się z ich twórcami. Można było także spędzić kilka chwil grając zarówno w nowsze produkcje – między innymi w naszego rodzimego „Wiedźmina 3” – jak i staruteńkie klasyki w rodzaju „Pac-Man” czy „Street Fighter” – oczywiście na oldschoolowych automatach, w tym także na takim w skali 3:1 (mierzących ponad 10 metrów wysokości).

DOŚWIADCZENIE ŻYCIA

Współczesne konwenty to miejsca przyjazne mniej i bardziej zaawansowanym geekom i ich rodzinom. Bez wątpienia na każdego potencjalnego uczestnika New York Comic Con czeka jakaś atrakcja. Choć impreza nie należy do najtańszych, a polowanie na bilety do najłatwiejszych, jednak warto połasić się choć raz na odwiedzenie takiego miejsca, choćby po to, aby poczuć panującą tam atmosferę i przejść się pomiędzy rzeszą przebierańców, której nie doświadczymy nawet w Halloween.

THAT’S (NOT) ALL FOLKS!

Na koniec warto może wspomnieć o tym, że Comic Cony od paru dobrych lat nie są wyłącznie domeną Stanów Zjednoczonych i zawitały również do Europy, w tym do Polski. Od 2017 roku w Ptak Warsaw Expo w Nadarzynie odbyło się już pięć imprez pod szyldem Warsaw Comic Con. Jednak na szczególną uwagę zasługują polskie konwenty fantastyki, z których najstarszy – Polcon – odbył się w Błażejewsku koło Poznania w 1985 roku. Konwenty te odbiegają nieco formą od typowego Comic Con – są skromniejsze i w mniejszym stopniu nastawione na konsumpcjonizm. Skupiają się raczej na szeroko pojętej fantastyce, towarzyskich grach fabularnych, japońskiej mandze i animie, wielotematycznych prelekcjach z zakresu filmu, gier, literatury i nauki, a w mniejszym stopniu na tworach popkultury amerykańskiej. Obecnie wielką popularnością cieszy się wspomniany wcześniej Polcon (organizowany co roku w innej miejscowości) oraz poznański Pyrkon, na którym tegoroczna frekwencja przekroczyła 50 tysięcy uczestników.

Było sobie troje klaunów – w centrum żeńska wersja Jokera, czyli arcywroga Batmana, po bokach filmowe adaptacje krwiożerczego Pennywise z powieści Stevena Kinga „To”; z lewej wersja z roku 1990, z prawej ta najnowsza, sprzed 2 lat FOTO: JANUSZ M. SZLECHTA/NOWY DZIENNIK

Zarówno nowojorski konwent komiksowy, jak i nasze polskie odpowiedniki tego typu wydarzeń świadczą o jednym – chcemy czuć się częścią czegoś większego, pozytywnego i od czasu do czasu oderwać się od szarej codzienności. I gdzie można uczynić to lepiej niż w towarzystwie obcych, ale jakże barwnych i przyjaźnie nastawionych konwentowiczów dzielących te same zamiłowania. Zatem widzimy się za rok na Comic Con w Nowym Jorku!

Współpraca: Janusz M. Szlechta