Będziemy czy nie będziemy…

0
Foto: EPA

Hamlet jest nieśmiertelny i nie wiem, czy sam Szekspir, który za życia ani nie uważał się za myśliciela wszechczasów, ani nie cieszył się żadną przesadną sławą (czy w ogóle była mowa o jakiejkolwiek sławie?), myślał, że wypuszcza w świat tak ważnego bohatera?

Tydzień niebywałości, jak nazwałam prywatnie przełom września i października, spędziłam na dalekiej północy. Tyle pociechy ze szkoły online, do której logować się można z każdego zakątka świata, że mogłam się zabrać wraz z Młodszą 1000 km od domu i odwiedzić na studiach Starszą.

Być albo nie być uderzyło nas od pierwszego dnia wizyty. Uniwersytecka brać, która w liczbie bliskiej 20 tysięcy odpowiada za około czwartą część ludności miasta, została z początkiem semestru wpuszczona na kampus, częściowo także do sal wykładowych, ale żyje w nieustannej niepewności. Liczba zarażeń koronawirusem w hrabstwie Gallatin w Montanie wystrzeliła jak z procy, większość przypadków odnotowuje się na kampusie właśnie, i wciąż rośnie.

Jeżeli przekroczone zostaną ustalone limity, uczelnia się zamknie, co – jak zapewnia mnie Starsza – jest scenariuszem, na którym absolutnie nikomu nie zależy. Wszyscy, którzy powrócili w połowie sierpnia na kampus, mieli wybór i dokonali go świadomie rezygnując z innych dostępnych opcji. Uczelnia Starszej, obligowana zresztą przepisami, oferuje w tym roku ścieżkę online dla wszystkich zainteresowanych na każdym poziomie i kierunku. Logiczne byłoby zakładać, że ten więc, kto wrócił na kampus, nie chce się z niego przedwcześnie wynosić. Przerwa międzysemestralna i tak zaplanowana jest w tym roku na dłuższą niż normalnie.

Jeden spacer i jeden rzut oka na kampus w samym środku dnia – nie trzeba nawet bawić się w Sherlocka Holmesa i tropić wieczorne imprezy – wystarczył mi, by poczuć, jak duch Hamleta usiadł na ramieniu, a kościste ramię objęło mnie za szyję potrząsając przy uchu z drugiej strony nieśmiertelną czaszką. Gdyby niefrasobliwość i lekceważenie miały skrzydła znalazłabym się nie na kampusie, a w wiecznie zielonych lasach Gambii, jednym z ulubionych miejsc ptaków wędrownych.

– Teraz widzisz na własne oczy dlaczego jestem wściekła? – powiedziała Starsza. Wspomnienia z nauki zdalnej w ubiegłym semestrze nie należą do jej ulubionych. I dodała: – Chyba nigdy nie zrozumiem, dlaczego skądinąd myślący ludzie wybierają dokładną odwrotność tego, co leży w ich interesie.

Nim zebrałam myśli, uprzedziła mnie Młodsza.
– Bo myślą, że tak właśnie działa wolność.
Tutaj ten felieton powinien się skończyć, bo jako osoba wypowiadająca się publicznie powinnam zatroszczyć się o własny interes i nie poruszać tematów, za które się w dzisiejszych czasach wyłącznie obrywa bez względu na to, jaką prezentuje się postawę i z którą stroną trzyma. Pewien kalifornijski politolog, z którym rozmawiałam niedawno o wolności, cenzurze i autocenzurze, zaproponował mi wyjaśnienie tego kuriozum w sposób najprostszy z możliwych, choć nie za pomocą żadnej tezy, a kolejnego pytania. Brzmiało ono: Czy jakiekolwiek idee mogą być naprawdę absolutne?

Bardzo możliwe, że większość z państwa odpowie w pierwszym odruchu: oczywiście! Wolność jest takim ideałem, wolność słowa jest takim ideałem, podobnie jak prawa człowieka. Wielu dorzuci pewnie, że prawo człowieka do życia również jest ideą nie podlegającą dyskusji, więc absolutną.

Wszystko świetnie, niestety, to jest właśnie ta pułapka, w którą wpadamy dziś z głową, bo te same szczytne idee, które bronią wartości najdroższych naszemu sercu, jednocześnie sadzają nam Hamleta na ramieniu. Czy każde życie jest warte ochrony? Co z życiem okrutnego mordercy świadomego swych czynów i nie wykazującego żadnej skruchy? Czy każde słowo jest wolne? Co z mową nienawiści, która padając na podatny grunt staje się zarzewiem rękoczynów, w wyniku którego zupełnie niewinne i postronne osoby mogą stracić życie?

Jeżeli odpowiemy na te pytania kategorycznym nie, znaczy, że stosujemy jakiegoś rodzaju filtry: ideologiczne i tym samym moralne. Moralność to nic innego jak zbiór przepisów o tym, co akceptujemy, a czego nie, specyficzny kodeks organizujący nasze życie osobiste i społeczne. Najbardziej rozpoznawalne wśród tych kodeksów to kodeksy o podłożu religijnym, w wierze katolickiej oczywiście jest to Dekalog.

Amerykańska konstytucja, która dla części Amerykanów stoi na równi z Dekalogiem, w tym jej szalenie popularne pierwsze poprawki traktujące o wolności, przedstawia wolność raczej w jej absolutnym wydaniu. Daje nam wolność do wiary i od wiary. Gdyby obowiązywała w Europie, teoretycznie dawałaby Ukrainie prawo do stawiania pomników mordercom naszych przodków na Wołyniu. Odmówienie uczniowi wypuszczenia z sali, gdzie odbywa się prelekcja osoby duchownej (niedawne wydarzenie w jednej z polskich szkół) byłoby uznane za jawne złamanie obywatelskich praw gwarantowanych przez konstytucję.

Summa summarum, jeśli wolność jest ideą absolutną, wówczas to, co dla jednych jest przejawem zdrowego rozsądku (nie czyń drugiemu co tobie niemiłe), „instynktownym” pojmowaniem moralności (nie zabijaj drugiego człowieka), czy choćby najzwyczajniej w świecie „człowieczeństwem” – tym, co odróżnia nas od zwierząt – dla innych może być i jest (polecam tu wątek cancel cultury) próbą cenzurowania ich wolności i ich kodeksów moralności.

Bez oceniania, ile nasze współczesne czasy z ich dążeniem do przywrócenia wszystkiemu i wszystkim praw i godności, służą nam, bądź nie służą, trudno nie zgodzić się z postulatem (dla bezpieczeństwa zaznaczam: postulat czyli czyjaś OPINIA), że zarówno ograniczenie wolności, jak i cenzura mają w naszym życiu swoje miejsce. Czym wracamy na grząski teren dyskutowania o pandemii.

Noszenie maseczek i zalecenia trzymania się od siebie na dystans to bez wątpienia przejaw cenzury i regulacji, które jak najbardziej można odbierać jako przycinanie naszego prawa do wolności. Niestety, praktyka tychże idei wolności sprawiła właśnie, że prezydent najpotężniejszego kraju na świecie wylądował w szpitalu. A ponieważ nie jest człowiekiem ani pierwszej młodości, ani idealnego zdrowia, w chwili gdy to piszę, musimy brać pod uwagę każdy scenariusz. Czy ograniczenie w obecnej chwili naszych wolności w myśl idei wyższego rzędu: ochrony naszego życia i zdrowia, nie miałoby sensu? Tym bardziej, że wraz z chorobą prezydenta upadła, tak mi się wydaje, teoria o tym, że żadnej pandemii nie ma, a kto w nią wierzy jest ograniczony na umyśle. Prezydent Trump tweetuje ze szpitala hołdy dziękczynne personelowi medycznemu, który w pandemię jak najbardziej wierzy, a w czasie, gdy sam prezydent Trump się z niej wyśmiewał, tenże personel pracował 24/7 nad protokołem leczenia, z którego prezydent obecnie korzysta.

Zdaję sobie sprawę, że sytuacja, w jakiej znalazł się Donald Trump, a wraz z nim masa innych polityków (jest sobota 3 października i obserwuję niemal lawinowe schodzenie neswów o tym, kto jeszcze w D.C. został pozytywnie zdiagnozowany na obecność koronawirusa) jest szalenie niekomfortowa, zdrowotnie, a zwłaszcza ideologicznie. Pytanie: być czy nie być, pytanie o granice wolności, a nade wszystko o stawianie granic ideałom, otacza każdego z nich, oby zbytnio nie straszyło trupią czaszką.

Na dalekiej północy, gdzie z okien patrzę sobie na łąkę ze stadem bawołów, a czasami widzę nawet prawdziwego kowboja na koniu (bez lassa, to tylko szkółka jeździecka) aż kusi, żeby o wszystkim zapomnieć. O to jednak chodzi, by tego nie czynić. By pozostać zaangażowanym. By czuwać, obserwować, wyciągać wnioski, jeśli trzeba zmieniać zdanie i nastawienie. Podobno, czego uczą nas przysłowia istniejące w większości języków świata, tylko głupcy nigdy nie zmieniają zdania.

– Wiem, kto na pewno właśnie zmienił zdanie – powiedziała dziś rano Starsza. – Koledzy z domu naprzeciwko mojego akademika. Nie noszą maseczek, non stop imprezują w dużym gronie, a podczas wtorkowej debaty wywiesili flagę z napisem „Freedom”. Właśnie wszystkich pozytywnie zdiagnozowano.

Mam nadzieję, że w imię wspólnego dobra i to w wymiarze globalnym, w końcu potraktujemy pandemię tak jak na to zasługuje, z pokorą i szacunkiem, jak godnego przeciwnika, bo tylko wtedy otworzymy przed sobą drzwi do wygranej w tej bitwie.