Chłodne spotkanie prezydenta Dudy z burmistrzem Fulopem

0
13

Obecność pary prezydenckiej w Jersey City była jednym z etapów pierwszego dnia pięciodniowej wizyty głowy polskiego państwa w USA. W jej trakcie Andrzej Duda weźmie udział m.in. w debacie w Radzie Bezpieczeństwa ONZ oraz spotka się z Polonią w Chicago. Odwiedziny pomnika, upamiętniającego 22 tys. ofiar zbrodni katyńskiej, nabrały szczególnego wymiaru w związku z problemami, jakie narosły wokół niego w ostatnich tygodniach. Były również wyjątkowe z tego powodu, że prócz prezydenckiej pary swoją obecność przy monumencie zapowiedział także burmistrz Jersey City Steven Fulop. Faktycznie, w środowe popołudnie, 16 maja, przy pomniku Katyń 1940 doszło do spotkania obu polityków, które, jak się okazało, było krótkie i oziębłe.

Po złożeniu wieńców przez prezydenta i włodarza Jersey City doszło między nimi do krótkiej rozmowy i uścisku dłoni. Obaj także wymienili się prezentami – Steven Fulop podarował Andrzejowi Dudzie miniaturę pomnika Katyń 1940, wykonaną przez jego twórcę w 1988 roku, którą Andrzej Pityński przekazał przed laty władzom Jersey City, a polski prezydent wręczył burmistrzowi tego miasta anglojęzyczną książkę dotyczącą monumentu, który chce on przesunąć w inne miejsce.

Krótką rozmowę obu polityków zrelacjonował reporterowi „Nowego Dziennika” konsul generalny Maciej Golubiewski, który podkreślił, że była ona bardzo krótka i niezbyt ciepła.

„Pan prezydent był bardzo stanowczy i bardzo poważny. Wyraził opinię, że życzyłby sobie, żeby ten pomnik tutaj pozostał, ale jeżeli musi być przeniesiony, to powinien się znaleźć w optymalnie godnym miejscu, i takie zapewnienie złożył mu burmistrz” – wyjaśnił konsul generalny. Dodał, że Steven Fulop zauważył i stwierdził, że Polacy są bardzo dumnym i honorowym narodem, i był zdziwiony, że aż tak duży nacisk kładziemy na tę kwestię.

W związku z tym, że podczas tej wizyty prezydent Polski nie miał w programie spotkania z Polonią nowojorską, jej przedstawiciele udali się do Jersey City, by go zobaczyć. Niestety, byli zbulwersowani sposobem, w jaki zostali potraktowani przez ochronę. Byli odgrodzeni podwójnym rzędem barierek, uniemożliwiającym wejście na Exchange Place, i w dodatku przesunięci w narożnik oraz na schody sąsiadującego z nim budynku. W okolice pomnika nie zostało wpuszczonych wiele osób, które rzekomo miały być obecne na uroczystości.

W związku z tym w grupie ludzi odgrodzonych od jej centralnego miejsca znaleźli się zarówno ci, którzy przyjechali spotkać się z prezydentem lub wyrazić niezadowolenie z decyzji burmistrza Jersey City o przesunięciu pomnika, jak i ci, którzy prowadzili z nim negocjacje. Wśród nich byli m.in. Krzysztof Nowak, prezes Komitetu Pamięci Zbrodni Katyńskiej, oraz jego członkini Bożena Urbankowska, przedstawiciele SWAP, a nawet sam mistrz Andrzej Pityński, twórca pomnika. Został on dopiero wpuszczony na odgrodzony teren po interwencji prezydenta Andrzeja Dudy oraz dokładnym sprawdzeniu i wylegitymowaniu przez agentów Secret Service.

„Nie wiem, czyja to jest wina, że nie znaleźliśmy się na liście, my, którzy walczymy, nadstawiamy karku i jesteśmy atakowani ze strony różnych grup polonijnych, jak i przez miasto – mówiła z rozgoryczeniem Bożena Urbankowska. – Wywalczyliśmy to, że ten pomnik będzie stał kilka kroków dalej, a dzisiaj nikt z nas nie mógł być obok niego. Nie rozumiem tego i brak mi słów” – dodała członkini Komitetu Pamięci Zbrodni Katyńskiej.

Sposób, w jaki zostali potraktowani przedstawiciele Polonii – którzy dwa lata temu podczas wizyty prezydenta Andrzeja Dudy przy pomniku Katyń 1940 mogli stać obok głowy polskiego państwa na wyciągnięcie ręki – bardzo ich oburzył. W związku z tym wszyscy głośno zaczęli skandować: „Wstyd”, a także „Pomnik musi tutaj zostać”, „Fulop, przeproś”, „Fulop to świnia”. Byli i tacy, którzy przyjechali do Jersey City, by przypomnieć Andrzejowi Dudzie niespełnione obietnice wyborcze. W związku z tym pojawiło się m.in. hasło: „Panie prezydencie, wstaw się za nami emerytami”.

Podczas odjazdu pary prezydenckiej z Jersey City Polonusi odśpiewali polski hymn narodowy. Wielu z nich miało później pretensje, że Andrzej Duda nie wygłosił żadnego przemówienia. „Wypadało, żeby prezydent powiedział do Polonii chociaż parę słów, żeby zachęcił do jedności” – podkreślali niektórzy. „Powinien przejść się te 60 metrów i zobaczyć to śmierdzące miejsce, które ma być godnym placem dla pomnika upamiętniającego śmierć naszych żołnierzy” – mówili inni.

„Plan prezydenta był taki, żeby tylko złożyć kwiaty” – wyjaśniał po zakończeniu wizyty ambasador Piotr Wilczek.

„Prezydent przyszedł tutaj przede wszystkim, żeby złożyć kwiaty pod pomnikiem i oddać hołd pomordowanym. Cała sprawa pomnika i jego losów była tutaj drugorzędna” – studził emocje także konsul generalny.

Maciej Golubiewski w rozmowie z „Nowym Dziennikiem” poinformował również, że burmistrz Steven Fulop pojawił się na tej uroczystości na własne życzenie. „Nie można było mu tego zabronić, ponieważ jest u siebie, jest na swoim terenie” – podkreślał reprezentant polskiego rządu w Nowym Jorku.

W środę, 16 maja, podczas pierwszego dnia wizyty pary prezydenckiej w Nowym Jorku, prócz wizyty w Jersey City, Andrzej Duda spotkał się w Konsulacie Generalnym RP na Manhattanie z przedstawicielami organizacji żydowskich, a także odwiedził siedzibę Stowarzyszenia Weteranów Armii Polskiej w Ameryce.

Więcej w wydaniu papierowym gazety.

Autor: WOJTEK MAŚLANKA