CNN wyprodukowała paszkwil o Polsce

6

Polska na krawędzi rozpadu, wkraczająca w dyktaturę oraz stosująca cenzurę – tak przedstawił nasz kraj w reportażu CNN, przekręcając fakty, stosując skróty myślowe i wyolbrzymienia oraz manipulując materiałem filmowym. "Wydarzenia w Polsce przybrały bardzo brzydki obrót" – mówi grobowym głosem autor reportażu Fareed Zakaria.

Trzyminutowy materiał Fareeda Zakarii rozpoczyna się przedstawieniem Polski jako pioniera wolności w Europie Wschodniej. Widzimy obrazki „Solidarności”, słyszymy, że po 1989 r. gospodarka Polski rozwijała się szybciej niż jakiegokolwiek innego kraju europejskiego, a nasz kraj stał się modelowym członkiem Unii Europejskiej oraz sprzymierzeńcem NATO.

Sielankowy obraz Polski dramatycznie przerywa komentarz Zakarii: “Niestety, wydarzenia w Polsce przybrały bardzo brzydki obrót”. W tle natomiast widzimy Jarosława Kaczyńskiego i Beatę Szydło cieszących się z ostatnich wyborów parlamentarnych, po których – zdaniem autora – zaczynają się dziać niepokojące rzeczy.

Siejącym grozę głosem narrator przytacza sprawę Trybunału Konstytucyjnego. „W prawnie wątpliwym posunięciu Parlament unieważnił powołanie pięciu sędziów, tak aby mogli zostać zastąpieni tymi, których typowała rządząca partia” – mówi Zakaria, a w tle też słychać głos prof. Andrzeja Zolla: „To antydemokratyczny marsz w kierunku dyktatury”.

Autor programu mówi też o ułaskawieniu Mariusza Kamińskiego, byłego szefa CBA, tłumacząc widzom, że Kamiński został za poprzedniej administracji skazany na trzy lata za nadużycie władzy (ale już nie wyjaśnia, że wyrok był nieuprawomocniony), a nowy prezydent go ułaskawił, aby móc go mianować na ministra. W ten sposób daje widzom do zrozumienia, że nowa władza w Polsce ułaskawiła i dała stanowisko przestępcy.

Nowego ministra kultury prof. Piotra Glińskiego autor programu oskarża o wprowadzanie cenzury w stylu sowieckim, bo zakazał wystawiania sztuki “Śmierć i dziewczyna”, nie wspominając jednak, że na scenie miało dojść do aktu seksualnego. Autor krytykuje ministra za odrzucenie sztuki „napisanej przez noblistę”, ale nie wyjaśnia innych okoliczności np. moralnych, czy kwestii katolickich.

Dalej Zakaria opowiada amerykańskim widzom, że Prawo i Sprawiedliwość wycofało obietnicę, którą wcześniej Polska złożyła – przyjęcia tysięcy migrantów, a antyimigracyjna retoryka „wyzwala ciemne siły w Polsce”. Wtedy na ekranie widać scenę z palenia kukły Żyda na wrocławskim rynku (która nota bene nie była niczym innym jak zwykłą prowokacją [przp. red.]).

„To wszystko bardzo zaskakujące i szokujące, bo przez ostatnie dziesięć lat Polska była filarem stabilności w Europie, jej gospodarka wzrosła o 50 proc., tam inwestują takie firmy jak Ikea, Volkswagen i Amazon” – mówi Zakaria, dodając, że chociaż Beata Szydło jest oficjalnie premierem, to „mówi się, że lider PiS Jarosław Kaczyński tak naprawdę rządzi. To Kaczyński wyraził podziw dla Viktora Orbana, premiera Węgier, który ograniczył wolność wypowiedzi i żelazną ręką trzyma prasę w swym kraju” – mówi autor reportażu, dodając, że „Polska tak jak jej sąsiad” – tu błędnie nazywając Węgry sąsiadem – zmierza w stronę nieliberalnej demokracji”.

Reportaż Fareeda Zakarii to nie obiektywna krytyka komentatora spraw międzynarodowych, ale jednostronny i manipulowany zbiór materiałów, a cały reportaż utrzymany jest w tonie grozy.

Tuż po niedzielnej emisji programu do redakcji „Nowego Dziennika” zaczęły dobiegać głosy oburzenia od widzów. „To straszny paszkwil. Byłem zniesmaczony jak go oglądałem. PiS został wybrany w demokratycznych wyborach, poza tym rządzi dopiero miesiąc, trzeba mu dać czas na wykazanie się – mówi dr Tomasz Bojko z północnego New Jersey. – Co innego krytykować decyzje jednostki… Ale żeby od razy obrzucać błotem cały kraj? Ten program jest bardzo jednostronny, pokazuje wyrwane z kontekstu demonstracje, sugerując, że Polska się rozpada i staje się faszystowskim krajem. Tymczasem tego rodzaju demonstracje na całym świecie mogą się zdarzyć”.

Międzynarodowe liberalne media z niechęcią patrzą na zmiany na scenie politycznej w Polsce. Nasz kraj był krytykowany już z kilku stron w Europie, jednak reportaż CNN jest wyjątkowo niesmaczny.

„Ze zdziwieniem i zaskoczeniem przyjęliśmy tezy jakie zaprezentowane zostały w ostatnim programie GPS na antenie stacji CNN oraz w artykule autorstwa J. Diehla na łamach Washington Post. — brzmi oświadczenie rzecznika Ministerstwa Spraw Zagranicznych Artura Dmochowskiego, przesłane do „Nowego Dziennika” przez Ambasadę RP w Waszyngtonie. – Prezentują one nieprawdziwy oraz jednostronny przekaz na temat sytuacji w Polsce, niemający pokrycia w faktach. Mamy nadzieję, że w przyszłości obie redakcje będą starały się prezentować odbiorcom materiały nie odbiegające tak daleko od rzeczywistości, a także różnorodne stanowiska i bardziej zrównoważone opinie. Tego wymaga przecież rzetelne i obiektywne dziennikarstwo. Ministerstwo Spraw Zagranicznych będzie domagać się od obu redakcji możliwości przedstawienia w nich polskiego stanowiska wobec stawianych zarzutów i nieprawdziwych informacji”.

Autor: