Hillary Clinton o swoich emailach – to kwestia wygody

8

Usunęła połowę emaili z czasów, gdy była sekretarzem stanu. Twierdzi, że była to korespondencja prywatna dotycząca np. lekcji jogi, ślubu córki i pogrzebu matki. Zapewnia, że służbowe emaile przekazała Departamentowi Stanu. Sceptycy jednak mają wiele zastrzeżeń do zapewnień Hillary Clitnon.

O emailach Hillary Clinton, która jest potencjalną kandydatką do fotela prezydenckiego, w ostatnich dniach wrze w amerykańskiej prasie. Zarzuca się jej, że jako szefowa dyplomacji korzystała z prywatnego konta i serwera do korespondencji służbowej, a w ten sposób mogła narazić bezpieczeństwo państwa.

Przez kilka dni Clinton milczała na ten temat, ale we wtorek na konferencji prasowej w siedzibie ONZ w Nowym Jorku postanowiła odnieść się do stawianych jej zarzutów. Powiedziała, że zdecydowała się na korzystanie z prywatnego emaila, myśląc, że będzie jej łatwiej mieć przy sobie jedno urządzenie do spraw prywatnych i rządowych.

„Uznałam to za kwestię wygody. Teraz patrząc wstecz sądzę, że słuszniejsze mogło być posiadanie tych dwóch urządzeń od samego początku” – powiedziała. Zapewniła, że przestrzegała wszelkich zasad dotyczących jawności maili służbowych, oraz że umożliwiła Departamentowi Stanu dostęp do wiadomości o tematyce służbowej.

W czasie, gdy Clinton została sekretarzem stanu żadne przepisy nie zabraniały pracownikom federalnym używania prywatnych kont emailowych w celach służbowych. W październiku 2009 r., 10 miesięcy po tym jak rozpoczęła kadencję, National Archives and Records Administration wydało nowe rozporządzenia, w których wyraźnie zostało określone, że agencje i pracownicy mogą używać prywatnych systemów emailowych, ale muszą zachowywać i przekazywać służbowe informacje odpowiednim komórkom rządowym”.

Emaile Hillary Clinton były zachowywane na jej prywatnym serwerze, nie rządowym. „Serwer ten został ustawiony na posesji chronionej przez służby specjalne. Nie doszło tam do żadnego incydentu zagrażającego jego bezpieczeństwu” – powiedziała była sekretarz stanu zapewniając, że tajne informacje i dokumenty przekazywała innymi drogami niż email.

Clinton podkreśliła też, że wiadomości wysłane na rządowe skrzynki jej współpracowników były automatycznie zachowywane. Nic nie mówiła jednak o emailach wysyłanych do osób spoza systemu rządowego.

W grudniu, prawie dwa lata po opuszczeniu stanowiska sekretarza stanu, Clinton przekazała około 30 490 emaili Departamentowi Stanu. Wraz z elektronicznym ich zapisem przekazała również 55 000 stron z wydrukami tych emaili. Ujawniła jednak, że usunęła dużą część emaili (prawie 32 000), które – jej zdaniem – miały charakter prywatny i dotyczyły np. ślubu córki czy pogrzebu matki. „Myślę, że wszyscy to rozumieją” – powiedziała.

Jednak to, że Clinton sama lub przy pomocy jej zaufanych pracowników zdecydowała które emaile usunąć, a które przekazać władzom, wzbudziło krytykę i podejrzenia.
Sceptycyzm wzbudziły jej argumenty dotyczące „wygody”. W ubiegłym miesiącu na konferencji w Dolinie Krzemowej miała przy sobie kilka urządzeń elektronicznych, w tym dwa rodzaje iPadów, iPhone i BlackBerry.

Kontrowersje wokół emaili Clinton wykorzystują republikańscy ustawodawcy, którzy z ramienia komisji kongresowej prowadzą śledztwo w sprawie ataku na misję amerykańską w Bengazi w Libii w 2012 r. „Ponieważ sytuacja zaistniała wokół sekretarz Clinton rodzi więcej pytań niż odpowiedzi, Select Commitee nie ma wyboru. Będziemy ją przesłuchiwać co najmniej dwa razy” – powiedział Trey Gowdy, republikanin z Karoliny Południowej, który jest przewodniczącym tej komisji.

W środę agencja Associated Press złożyła pozew przeciwko Departamentowi Stanu w celu zmuszenia jej do ujawnienia korespondencji emailowej i dokumentów rządowych z czasów, gdy Clinton była sekretarzem stanu. Wcześniej AP kilkakrotnie zwracało się do Departamentu Stanu o te dokumenty na mocy U.S. Freedom of Information Act.

Autor: