Najtrudniej pokazać jest dobro

7

W niedzielę o godz. 9 wieczorem czasu Wschodniego Wybrzeża CBS pokaże film o Irenie Sendlerowej. Rozmawiamy z reżyserem, Johnem Kentem Harrisonem.

W niedzielę o godz. 9 wieczorem czasu Wschodniego Wybrzeża stacja telewizyjna CBS pokaże nakręcony z polskim udziałem film "The Courageous Heart of Irena Sendler" (polski tytuł "Historia Ireny Sendler"). Rozmawiamy z Johnem Kentem Harrisonem, reżyserem filmu o Irenie Sendlerowej

To pierwszy amerykański film fabularny dla masowej publiczności o Polakach ratujących Żydów. Dlaczego tak późno?

 
FOTO: Erik Heinila

John Kent Harrison

Jeszcze osiem lat temu o Irenie Sendler prawie nikt w USA nie słyszał. Stała się znana dopiero, kiedy tutejsza prasa zaczęła pisać o przygotowanym przez cztery uczennice z Kansas spektaklu "Życie w słoiku", opowiadającym o jej dokonaniach podczas okupacji. A kiedy zmarła w zeszłym roku, największe dzienniki z "New York Timesem" i "Washington Post" na czele zamieściły obszerne nekrologi, raz jeszcze przypominając o tym "zapomnianym Schindlerze".
Telewizyjne firmy produkcyjne niechętnie sięgają też po mroczny temat holokaustu, który trudno zaprezentować jako rozrywkę. Do wyłożenia 11 mln dol. na "Historię" udało mi się w końcu przekonać znaną kompanię Hallmark Hall of Fame, specjalizującą się w filmach o tematyce rodzinnej. Podjęli się produkcji, ponieważ emocjonalnym rdzeniem tej historii są więzi między matkami a ich dziećmi.
Anna Mieszkowska, autorka książki o Irenie Sendler "Matka dzieci holocaustu", powiedziała mi, że żaden ze znanych polskich reżyserów nie chciał się podjąć tego tematu, ponieważ nie wierzyli, by po sukcesie "Pianisty" Romana Polańskiego mogli zainteresować nim międzynarodową publiczność. Pan nie miał takich wątpliwości?
Wojenne dokonania Sendlerowej to doskonały materiał filmowy, a poza tym tematu ludobójstwa nie da się chyba wyczerpać. Już na planie zdjęciowym polscy członkowie ekipy opowiadali mi o wojennych przejściach swoich rodzin. Mogłyby posłużyć za materiał do kolejnych kilku filmów.
Uważny amerykański telewidz dowie się z tego filmu – zapewne w większości przypadków po raz pierwszy – że Polakom ratującym Żydów groziła kara śmierci, a także, że polski rząd na uchodźstwie – jako jedyny wśród rządów okupowanych krajów – powołał do życia "Żegotę", organizację, której zadaniem była pomoc dla skazanych na "ostateczne rozwiązanie".
Jeśli już wspomina Pan o ignorancji Amerykanów, to chciałbym przypomnieć, że także w Polsce wielu Sprawiedliwych wśród Narodów Świata jest wciąż nieznanych. Nie mówi się także zbyt wiele o "Żegocie".
Postawiłem sobie za zadanie dotrzeć z moim filmem do uczniów szkół średnich oraz studentów i dlatego większość ról powierzyłem młodym aktorom, jak choćby grająca rolę główną Anna Paquin, która w czasie kręcenia "Historii" miała 26 lat, czyli była o trzy lata młodsza od Sendlerowej w momencie wybuchu wojny. Młodym ludziom, którzy z lękiem i zamętem w głowie wchodzą w dorosłość, chciałem pokazać, że wykazując odwagę w trudnych sytuacjach mogą zmienić świat – tak jak zrobiła to bohaterka mojego filmu ratując 2500 ludzkich istnień.
Rola Paquin wywoła zapewne sprzeczne reakcje ze strony polskich odbiorców. Obdarzoną łagodnym spojrzeniem Sendlerową gra niezwykle twardo, z zaciśniętymi ustami. W jej ujęciu Sprawiedliwa to skupiona na swej misji żołnierka, która czasem brutalnie rozwiewa resztki złudzeń żydowskich przyjaciół z getta – mówi im: "obozy przesiedleńcze to tak naprawdę fabryki śmierci", "jeśli odłożymy do jutra zabranie Pani dziecka, wszyscy już możecie nie żyć".
Nakręciłem ponad 20 filmów kostiumowych i wiem, jak łatwo wpaść w pułapkę sentymentalizmu. Twardość głównych bohaterów była dla nas ochroną przed przesłodzeniem. Zresztą zarówno Anna Mieszkowska, jak i Elżbieta Ficowska, założycielka Stowarzyszenia "Dzieci Holokaustu" mówiły mi, że Irena musiała zachowywać w rozmowach z matkami z getta zimną krew. Nie dziwi mnie to, ponieważ kobieta, która łatwo rozklejałaby się, nie byłaby w stanie wyprowadzić aż tylu dzieci. Dlatego zachowałem w filmie opisaną przez Mieszkowską scenę, w której Irena mówi jednej z matek, że będzie musiała rozdzielić rodzeństwo, ponieważ rozmawialiby ze sobą w jidysz, i to by ich wydało.
Żydowskie matki powierzające Irenie swoje dzieci musiały w jeszcze większym stopniu ukrywać swoje uczucia, by przekonać swe pociechy, że należy się rozstać, że tak trzeba, że muszą być silne, by przetrwać.
W tym filmie jest co najmniej kilka innych mocnych ról – grającą matkę Sendlerowej Marcię Gay Harden (Oscar za rolę żony Jacksona Pollocka w filmie biograficznym wyreżyserowanym przez Eda Harrisa –przyp red.) – można rzeczywiście wziąć za Polkę z tego pokolenia. Bardzo dobra jest też Maja Ostaszewska w roli Jadwigi, współpracownicy Ireny z podziemia, oraz Danuta Stenka jako Hanna Rozenfeld, serdeczna przyjaciółka Sendlerowej, która po wielkich wahaniach decyduje się w końcu na rozstanie ze swą córką Karoliną.
Stenka to znakomita aktorka i cieszę się, że zagrała w tym filmie, mimo że jest to rola drugoplanowa. Kilka dni temu odwiedziła mnie, pokazałem jej fragmenty filmu, w których się pojawia. Scena, w której rodzina Rozenfeldów żegna się z Karoliną, rzeczywiście rozdziera serca.
Na koniec filmu na kilka minut pojawia się dokumentalne ujęcie z 95-letnią Ireną Sendlerową mówiącą przy okazji Dnia Matki cztery lata temu o "bohaterstwie żydowskich matek, które rozstały się ze swymi dziećmi, by im uratować życie, oraz odwadze polskich matek, które przyjęły je na wychowanie, ryzykując życie swoich rodzin".
Takie było życzenie producenta filmu i bardzo się cieszę, że miliony Amerykanów zobaczą, jak wyglądała pani Irena. Poprzednia scena połączenia po uwolnieniu z Pawiaka bohaterki "Historii" z wyprowadzonym przez nią wcześniej z getta przyszłym mężem Stefanem Zgrzembskim – w filmie występuje jako Stefan Kowalski – to niejako mitologiczne zakończenie.
No właśnie, porozmawiajmy o tej mitologii. W Pana filmie historyczna prawda o holokauście spotyka się z hollywoodzką konwencją. "Historia Ireny Sendler" to pod względem gatunkowym wojenny melodramat, tyle że o odwróconych rolach "męskie-żeńskie", bo to Irena jest dokonującą niezwykłych wyczynów żołnierką, która po kolejnych wyprawach do getta i torturach na Pawiaku odnajduje się z ukazanym w tle Stefanem. Pojawia się także inny stereotyp z hollywoodzkich filmów o shoah Żydów idących biernie na rzeź. Takie gatunkowe stereotypy ułatwią zapewne odbiór filmu przez amerykańską publiczność, czy jednak nie trywializują prawdy o holokauście?
Losy romansu Ireny ze Stefanem oparte są na faktach. "Happy end" w części fabularnej – jeśli rzeczywiście można w ten sposób to zakończenie potraktować – podyktowany był głównie potrzebą udramatyzowania filmowej narracji. Nie sądzę, aby wątek miłosny trywializował prawdę o dokonaniach Ireny. Poza tym ta historia jest tak mroczna, że widz zasługuje na chwilę ulgi, gdyż w innym przypadku ten bezmiar ludzkiej tragedii byłby nie do zniesienia. Jeśli zaś chodzi o zbiorowy portret mieszkańców warszawskiego getta, chciałem w jakiś sposób wytłumaczyć widzowi, dlaczego tylko znikoma liczba z nich zdecydowała się na ucieczkę czy na walkę zbrojną w powstaniu.
Widzowie w Polsce zapewne będą czuli na niektóre historyczne nieprawidłowości – gestapo przychodzi np. aresztować Irenę w dzień, a nie w nocy, jak to mieli w zwyczaju, warszawskie getto przypomina momentami bardziej wiktoriański Londyn, a Irena spisuje żydowskie nazwiska wyprowadzonych dzieci eleganckim piórem, a nie kopiowym ołówkiem, jak to miało miejsce w rzeczywistości. Nie wspomina Pan też o jej przynależności do przedwojennego PPS-u z jego etosem troski o "skrzywdzonych i poniżonych".
Wierność tej tradycji pojawia się we wspomnieniu o ojcu Ireny. Na wiele scen zasugerowanych przez producentów się nie zgodziłem, jak np. na pomysł zbliżenia na krzyżyk na szyi Ireny. Wiedziałem, że wiara Sendlerowej miała niezwykle osobisty, dyskretny charakter i nie chciałem postaci typowej Polki-katoliczki. Bardzo mi zależy na polskiej publiczności. Mam nadzieję, że pana rodacy nie poczują się urażeni, że za Warszawę posłużyła Ryga.
A dlaczego kręciliście na Łotwie?
Warszawa została tak zniszczona podczas wojny, że nie byłem w stanie nakręcić ani jednego ujęcia z perspektywy całej ulicy z gmachami użyteczności publicznej. Tymczasem w Rydze udało nam się uzyskać klimat Warszawy z czasu okupacji.
Czy nie obawia się Pan zarzutów np. pod adresem sceny, w której żywiący mieszkańców getta ksiądz Godlewski sugeruje Irenie stworzenie siatki Polaków ratujących Żydów. Nie ma dla niej potwierdzenia w faktach.
Być może taka rozmowa nie miała miejsca, ale pani Irena rzeczywiście miała kontakty z dwoma księżmi działającymi w getcie, w tym księdzem Godlewskim, który przed wojną był antysemitą, ale kiedy stał się świadkiem mordów popełnianych na Żydach, zaczął im pomagać. Mogą pojawić się takie zarzuty, ale ja przeżyłem prawdziwy wstrząs, kiedy w instytucie Yad Vashem w Jerozolimie przestudiowałem pełną listę osób, którym przyznano tytuł Sprawiedliwego wśród Narodów Świata. Po pierwsze, zorientowałem się, że ponad połowa z nich to Polacy, w tym rodziny rozstrzelane przez Niemców razem z własnymi dziećmi. Po drugie, znalazłem na niej setki nazwisk księży i zakonnic. Z tego co wiem, wielu z nich nie otrzymało do dzisiaj tytułu Sprawiedliwych.
Sprawdziłem wskaźniki oglądalności CBS w niedzielę wieczorem i wygląda na to, że "Historię Ireny" obejrzy co najmniej 6 do 10 milionów Amerykanów. Zapowiada się więc medialne wydarzenie, które nie miałoby miejsca bez Pana pasji.
Ja natomiast dziękuję za interesującą rozmowę.
ROZMAWIAŁ: ZBIGNIEW BASARA

Autor: