Nowojorczycy manifestują poparcie dla Ukrainy

2

Około pół tysiąca osób wzięło udział w niedzielnej manifestacji przed konsulatem Ukrainy w Nowym Jorku. Chcieli w ten sposób wyrazić swoje wsparcie dla protestujących w Kijowie i innych miastach Ukrainy, a także oddać hołd tym, którzy zginęli w starciach ze służbami prezydenta Wiktora Janukowycza.

„Precz z Putinem!”, „Putin do diabła!” i „Sława Ukrainie!” – między innymi takie hasła skandowali uczestnicy niedzielnej manifestacji. Byli wśród nich nie tylko Ukraińcy, ale także Polacy i Amerykanie. Mieli ze sobą flagi, plakaty oraz zdjęcia osób, które straciły życie w ciągu ostatnich kilkunastu tygodni na Ukrainie.

„Uważam, że Putin miał ogromny wpływ na to, co się stało w Kijowie. Myślę, że także rosyjscy żołnierze strzelali do ludzi. Na pewno winę za to ponosi Janukowycz – pozwolił na mordowanie własnego narodu. Powinien za to ponieść najsurowszą karę” – powiedziała Marta Nawrocky-Torielli, której rodzice wyemigrowali z Ukrainy po II wojnie światowej, natomiast dziadek został wywieziony na Sybir i tam zmarł. Mimo, że ona urodziła się w Stanach Zjednoczonych, to świetnie mówi po ukraińsku, a także dobrze zna historię kraju swoich przodków.

Podobnie jak Jaroslaw Palylyk – prezes Ukrainian Congress Committee Westchester. Jego rodzice także musieli wyjechać do Stanów Zjednoczonych. „Już po raz kolejny uczestniczymy w tego typu manifestacji. W ten sposób chcemy okazać wsparcie naszym braciom i siostrom na Majdanie i w Kijowie. Mimo, że ostatnio wydarzyły się dobre rzeczy, to i tak sprawa nie jest rozwiązana do końca. Musimy mieć pewność, że Janukowycz zostanie ukarany. On nigdy nie był prezydentem, tylko terrorystą. Zabił wiele osób na Majdanie. Nikt z naszej rodziny na szczęście nie zginął, ale mamy przyjaciół, których bliscy stracili tam życie. Politycy przez lata kradli gigantyczne pieniądze – efekt to brak pracy dla zwykłych obywateli, natomiast ci, którzy mają pracę, zarabiają tak mało, że żyją na skraju ubóstwa” – powiedział Jaroslaw Palylyk.

W niedzielnej manifestacji wzięli udział przedstawiciele Polonii, zrzeszeni m.in. w Kongresie Polonii Amerykańskiej. „Ukraina jest bardzo ważnym i wielkim sąsiadem Polski. Kiedyś stanowiliśmy jedno państwo, później były próby sojuszu, łączenia. Dzisiaj jest to dla Ukrainy nadzieja na to, że wyrwie się z rosyjskiej strefy wpływów i wreszcie dołączy tam, gdzie geograficznie należy, czyli do Europy raczej niż do Azji. No i jest to wielka sprawa, którą należy wspierać” – powiedział wiceprezes KPA oddziału w New Jersey Andrzej Burghardt.

Z kolei Witold Rosowski, przewodniczący Solidarni2010, stwierdził, że to właśnie teraz odbywa się prawdziwe obalanie komunizmu. „Niestety, nie odbyło się to w sposób pokojowy, bo obalanie komunizmu nie może się odbyć w sposób pokojowy. Myśmy się szczycili, że obaliliśmy komunizm w '89' w sposób pokojowy, ale to wcale tak nie było. Mamy nadzieję, że polski naród weźmie przykład z Ukraińców i się obudzimy, tak jak obudzili się oni i zadbali o wolność swojego kraju. Oni robią to, co my powinniśmy zrobić w 1989 roku” – powiedział Witold Rosowski.

Manifestujący Polacy podkreślali, że tego typu wydarzenia pokazują, że wsparcie dla Ukrainy za granicą jest bardzo duże. „To są nasi sąsiedzi, a o sąsiadów powinno się dbać” – mówili zgodnie. „To co działo się kilka dni temu w Kijowie, to jest totalny skandal i bandyctwo, strzelali do ludzi tak, aby zabić. Odpowiedzialni za to powinni zostać natychmiast ukarani” – powiedział z kolei pan Andrzej z Nowego Jorku.
Przed konsulatem Ukrainy na Manhattanie zostały wywieszone zdjęcia ofiar protestów. Codziennie można składać tam kwiaty oraz palić świeczki.

Poparcie dla Ukraińców okazali także uczestnicy sobotniego marszu przez Brooklyn Bridge. Wzięło w nim udział kilkaset osób.

Autor: AA