Odchodzą kolejni polscy robotnicy ze strefy zero

56

Od 2001 roku do dziś zmarło już ponad 80 azbestowców, którzy brali udział w oczyszczaniu strefy zero – mówi Paweł Gruchacz, sekretarz skarbu związku zawodowego azbestowców Local 78.

W akcji ratunkowej w strefie zero i wokół niej uczestniczyło w 2001 roku kilkadziesiąt tysięcy osób, w tym co najmniej kilka tysięcy Polaków. Przy oczyszczaniu budynków na dolnym Manhattanie pracował także cały związek azbestowców – ponad 2000 osób, z czego ponad połowę stanowili ludzie z Europy Wschodniej, głównie Polacy.

Na początku pracowali po 12 godzin dziennie 7 dni w tygodniu, potem z czasem nieco mniej. Jedni pracowali kilka tygodni, inni kilka miesięcy. Niektórzy wytrzymali nie więcej niż 2-3 dni. Z kimkolwiek rozmawia się o warunkach pracy w strefie zero, zawsze pada zdanie: “Tam była tablica Mendelejewa”. Wśród unoszących się tam substancji był rakotwórczy azbest, którego używano podczas budowy WTC i tylko częściowo usunięto z wież po zamachu bombowym w 1993 roku, rtęć z tysięcy rozbitych jarzeniówek, ołów pochodzący ze zmiażdżonych komputerów i farba używana do malowania metalowych elementów budynków, a wreszcie dioksyny, jedne z najbardziej niebezpiecznych związków chemicznych. Unosiły się tam także gigantyczne ilości pyłu cementowego o bardzo zasadowym odczynie, który w połączeniu z wodą parzył błony śluzowe, przenikał do systemu oddechowego, płuc i oczu. Tylko niektórzy pracodawcy zapewnili pracownikom ze strefy zero szkolenie i zabezpieczenia. Azbestowcy byli przygotowani lepiej niż inni, ale i oni nie byli w stanie wytrzymać w maskach 12 godzin. Wielu z nich to dziś ludzie chorzy, a “ich lista się wydłuża” – mówi Józef Pogorzelski, który pracował w strefie zero przez 2,5 miesiąca, a potem czyścił z toksycznego kurzu wozy strażackie. W jakiś czas później wykryto u niego cukrzycę, bezdech senny, astmę i zmiany w płucach. Potem pojawił się także rak tarczycy, ale guz szczęśliwie udało się usunąć. Od maja 2003 roku nie jest jednak w stanie pracować.

U wielu w pierwszej kolejności pojawiły się problemy natury psychicznej – depresje i koszmary senne. Wielu korzystało wtedy, a niektórzy nadal korzystają, z pomocy kliniki zdrowia psychicznego UNITAS na Manhattanie, przez którą od 2001 roku przewinęło się ok. 700 azbestowców. Z kolei z różnego rodzaju chorób fizycznych leczono głównie w szpitalu Mount Sinai. 70 proc. osób zgłaszających się tam po pracy w strefie zero cierpiało na różnego rodzaju problemy oddechowe.

“Problem polega jednak na tym, że istnieje lista schorzeń leczonych w ramach funduszy przyznanych na leczenie osób ze strefy zero. Raka na niej nie umieszczono” – mówi Pogorzelski. Także fundusze z przegłosowanego niedawno Zadroga Bill na razie nie mają pokrywać kosztów leczenia nowotworów.
Wiele osób choruje też na serce. “Właściwie większość z tych 80 osób zmarła na zawały serca i wylewy” – mówi Paweł Gruchacz, który podkreśla, że przed 2001 rokiem także zdarzały się przypadki zgonów wśród członków związku zawodowego, ale były to przypadki sporadyczne. Local 78 co roku zamawia mszę w intencji zmarłych, która odbywa się w listopadzie w katedrze św. Patryka.

Trudno prześledzić, co się dziś dzieje z ludźmi, którzy tam wtedy pracowali i się pochorowali. Wielu, jak Pogorzelski, straciło zdolność do pracy. Niektórzy złożyli sprawy o odszkodowania pracownicze (workers’ compensation) i dziś dostają z tego tytułu jakieś skromne comiesięczne wypłaty. Ci, którzy mają zalegalizowany status, mogli ubiegać się o renty z Social Security. Niektórzy zdecydowali się na pozwy sądowe (osoby, które zajmowały się czyszczeniem budynków dookoła strefy zero sądziły właścicieli budynków lub kontraktorów). Tego rodzaju sprawy mogą się jednak ciągnąć jeszcze wiele lat. “Wielu pojechało do Polski. Często nie wytrzymywali już psychicznie” – wyjaśnia Pogorzelski.

Niektórzy nie mieli też zalegalizowanego statusu imigracyjnego i po zmianach przepisów Departamentu Bezpieczeństwa Krajowego nie byli już w stanie odnowić licencji azbestowych bez okazania stanowego dowodu tożsamości. Po prostu nie mieli tu już perspektyw” – mówi Gruchacz.

Autor: EWA KERN-JĘDRYCHOWSKA