Wprowadzam studentów w kulturę i historię Polski

0
0
Beth Holmgren – profesor i kierownik katedry Studiów Słowiańskich i Euroazjatyckich na Duke University; związana również z Wydziałem Teatrologii i Wydziałem Studiów Praw Kobiet. Od lat zajmuje się badaniami nad historią Polski XX wieku. Wielokrotnie podróżowała do Polski, gdzie prowadziła badania naukowe i świetnie nauczyła się władać językiem polskim.
W 2012 r. wydała książkę pt. “Madame Modjeska: On Tour in Poland and America” (Indiana University Press), która zdobyła cztery prestiżowe nagrody w Stanach Zjednoczonych. Książka ta oparta na gruntownych badaniach archiwalnych w USA i w Polsce przedstawia życie znanej polskiej aktorki Heleny Modrzejewskiej, która w Stanach Zjednoczonych jako Helena Modjeska zyskała status największej gwiazdy teatru amerykańskiego przełomu XIX i XX wieku.
Beth Holmgren zajmuje się także badawczo sprawami popkultury i udziału w niej kobiet polskich, rosyjskich i bałkańskich, co znalazło odbicie w jej najnowszej książce pt. “Transgressive Women in Russian and East European Cultures: From the Bad to the Blasphemous”, współredagowanej z Yaną Hashamovą i Markiem Lipovetskym, opublikowanej w listopadzie 2016 r.
Obecnie Beth Holmgren pracuje nad dwoma projektami – biografią dziewczyny pochodzenia żydowskiego, która walczyła w powstaniu warszawskim i “How the Cabaret Went to War”, książką o doświadczeniach profesjonalnych artystów kabaretowych, jak Hanka Ordonka, Feliks Konarski czy Henryk Wars, w polskim II Korpusie armii Andersa podczas II wojny światowej. W tym temacie prowadziła rozległe badania w archiwum Instytutu Piłsudskiego w Ameryce. Prof. Holmgren jest stałym współpracownikiem periodyku pt. “Cosmopolitan Review”, który jest przeglądem spraw polskich w języku angielskim. Publikuje w nim interesujące artykuły dotyczące polskiej historii i kultury.
W ubiegłym tygodniu Instytut Józefa Piłsudskiego w Ameryce wręczył jej Wacław Jędrzejewicz History Award, w uznaniu jej wkładu w badania historii Polski XX wieku oraz edukację historyczną w Stanach Zjednoczonych dotyczącą historii polskiego teatru i kabaretu.

Skąd u pani zainteresowanie Polską, jej historią i ludźmi? Pani nazwisko nie zdradza polskich korzeni…
Nie mam żadnych polskich przodków, a przynajmniej o nich nie wiem. Moje zainteresowanie wschodnią Europą zaczęło się na studiach, od rosyjskiej kultury i historii. Kraj ten ma wspaniałych, głęboko introspekcyjnych pisarzy i fascynujących aktywistów politycznych. Wtedy też zaczęłam się uczyć polskiego, jako „uzupełnienia” do rosyjskiego, i zakochałam się w tym języku – intelektualnie.

Uczyłam się polskiego, żeby móc czytać dzieła wielkich polskich pisarzy i tych, którzy polemizowali z Rosjanami – Mickiewicza, Prusa, Gombrowicza, Witkacego, Herlinga-Grudzińskiego, Kapuścińskiego. Nadal uwielbiam poszczególnych rosyjskich pisarzy i artystów, i oczywiście moich rosyjskich przyjaciół, ale odkryłam silniejszą bliskość z polskimi pisarzami, myślicielami i artystami, tymi katolickimi i żydowskimi.

Po polsku mówi pani bardzo dobrze. Jak to jest uczyć się naszego języka?
Zanim się zaczęłam uczyć polskiego, już dobrze władałam językiem rosyjskim. Mój pierwszy nauczyciel polskiego był świetny i przyzwyczaił mnie do wyjątków w języku polskim, których jest zdecydowanie za wiele. Nauczył mnie doceniać nieregularności języka polskiego, tak jakby przypadki w odmianie rzeczownika były przesiąknięte duchem szlacheckiego liberum weto.

Dużo czasu spędziłam w Polsce. Język polski jest dla mnie jakimś cudem – bogaty w historię, wzniosły, delikatny, a zarazem ekscentryczny, nadający się zarówno do ostrych polemik, jak do rozmów z dziećmi, ale nigdy do melodramatów. Po polsku mówię do mojego psa i do siebie. Oboje rozumiemy, co chcę przekazać.

Jednym z tematów, którymi się pani zajmuje, jest Helena Modrzejewska, której poświęciła pani książkę – „Madame Modjeska: On Tour in Poland and America”, która dostała już kilka nagród. Z jakim przyjęciem spotkała się ta książka i postać Modrzejewskiej w środowisku akademickim w Stanach?
Moje zainteresowanie Heleną Modrzejewską zawdzięczam Annie Frajlich-Zając, która kiedyś poprosiła mnie o przygotowanie referatu na temat Sienkiewicza. Pisząc o Sienkiewiczu, natrafiłam na postać Modrzejewskiej. Zaskoczyło mnie, że tak niewiele wiedziałam o niej. To jednak wydaje się być ustalonym kanonem w polskiej kulturze, a przynajmniej w tym, jak jest ona wykładana tutaj w Ameryce – wiele się mówi o słynnych pisarzach i poetach, ale nie o tych, którzy stworzyli o wiele bardziej efemeryczną, ale – w ich czasach – emocjonalnie silną i wpływową sztukę w teatrze i filmie.

Modrzejewska również przetarła dla mnie ścieżkę do świata polskich artystek, które są pomijane w nauce, po obu stronach oceanu. Jednak w trakcie swojej kariery Modrzejewska była bardzo słynna w Stanach Zjednoczonych. Była kobietą-instytucją. Była ogromnie wpływowa i wytyczała standardy w Polsce, gdzie po jej wyjeździe na Zachód chciano ją zaangażować jako dyrektorkę największych teatrów, co było nietypową pozycją dla kobiety pod koniec XIX w.

Myślę, że Modrzejewska pozostała inspirującą i wielką postacią dla tych w południowej Kalifornii, którzy dbają o dom oraz spuściznę po niej jako artystce oraz obywatelce Kalifornii. Była wspaniałą aktorką i grała całe życie, oddana idei kulturowego wzbogacania każdej społeczności, przed którą występowała. Była świetna, jeśli chodzi o mówienie o powołaniu na scenę.

Moja książka, razem z filmem o niej nakręconym przez Basię i Leonarda Myszynskich oraz nieustannym wysiłkom podejmowanym przez Fundację Heleny Modrzejewskiej i wieloma klubami noszącymi jej imię, utrzymuje pamięć o niej.

Myślę też, że naukowcy, zajmujący się amerykańskimi pisarkami i aktorkami w erze wiktoriańskiej będą obejmować ją swoimi badaniami skupiającymi się na roli kobiet w rozwoju amerykańskiej kultury, szczególnie teraz, gdy coraz więcej materiałów jest dostępnych w języku angielskim.

Czy w amerykańskim świecie akademickim jest zainteresowanie sprawami związanymi z Polską? Nasz kraj wydaje się być odległy dla Amerykanów, a poza tym przez 50 lat reżimu komunistycznego mało było przepływu informacji między Ameryką i Polską…
Spędziłam ostatnie 20 lat życia próbując wprowadzić amerykańskich naukowców, a szczególnie amerykańskich studentów, w świat kultury i historii Polski. Niewielu studentów jest zainteresowanych uczeniem się języka polskiego do takiego stopnia, żeby móc czytać literaturę polską. Jednak jeżeli uda się studentów namówić na zajęcia dotyczące Europy Wschodniej (nie Rosji, ale krajów, które tworzą ten fascynujący tygiel kulturowy pomiędzy tym co kiedyś było imperium Prus, Austro-Węgier i Rosji), to wtedy rozwijają głębokie zainteresowanie burzliwymi dziejami Polski.

Moi studenci na Duke University są zafascynowani polskim filmem, który ja z kolei zaczynam postrzegać jako „drugi rząd” w powojennej, komunistycznej Polsce. Filmy Wajdy, Kieślowskiego, Munka, Kawalerowicza, Holland i tych młodszych reżyserów (Borysa Lankosza, Małgorzaty Szumowskiej, Pawła Pawlikowskiego) przyciągają i fascynują moich studentów swoim przesłaniem historycznym oraz sztuką kinematograficzną. Film polski w tym przypadku stanowi bramę do polskiej historii i kultury.

Zabiera pani też głos w sprawach polityczno-społecznych, stąd chciałam zapytać, czy – biorąc pod uwagę geopolityczną sytuację Polski (związaną z Rosją, Unią Europejską, kryzysem migracyjnym w Europie) oraz obecny klimat polityczny w kraju – amerykańscy naukowcy i generalnie ludzie w USA bardziej interesują się Polską?
Powiedziałabym, że więcej studentów oraz naukowców zaczęło się interesować historyczną rolą Polski jako kraju, w którym największa społeczność Żydów aszkenazyjskich osiadła i rozwijała się w różnych kierunkach, od oświecenia żydowskiego (Haskalah) do chasydyzmu.

Te wielowarstwowe relacje między chrześcijanami a żydami w Polsce coraz bardziej intrygują naukowców amerykańskich. Moim zdaniem ważne jest, aby docenić i uczyć na temat moralnej i kulturowej złożoności tych relacji. Odnawiające się zainteresowanie żydowskim życiem i kulturą wśród młodych  pokoleń i pedagogów w Polsce fascynuje również amerykańskich naukowców i studentów.

Ważne jest, aby amerykańscy studenci zrozumieli, jak skomplikowane i heterogeniczne są inne narody – jeśli chodzi o wpływy historyczne, etniczne i religijne różnice, oraz zmieniająca się polityka – szczególnie narody europejskie, które nie są ujęte w programie nauczania w szkołach amerykańskich, bo nie zaliczają się ani do zachodniej Europy ani do Rosji.

Obecnie pracuje pani nad książką o żydowskiej dziewczynce, która walczyła w powstaniu warszawskim, oraz inną, pt. „How the Cabaret Went to War”. Czy może pani przybliżyć naszym czytelnikom te dwa projekty?
Jeden to wynik wysiłków, o których wcześniej wspomniałam, czyli pokazywania, jak skomplikowana potrafi być ludzka tożsamość. To biografia niezwykłej i cudownej kobiety. Obecnie książka jest redagowana i przygotowywana do publikacji.

Opisuję w niej jak zasymilowanej żydowskiej dziewczynie, urodzonej warszawiance, wychowanej w kulcie Piłsudskiego (widziała go, gdy była małą dziewczynką), udaje się przeżyć holokaust – dzięki herkulesowym wysiłkom rodziny i grona oddanych chrześcijańskich przyjaciół – oraz dołączyć do polskiego ruchu oporu. Gdy miała zaledwie 16 lat, walczyła jako sanitariuszka w powstaniu warszawskim.

Druga książka, nad którą pracuję, poświęcona jest tak zwanym czołówkom teatralno-rewiowym funkcjonującym w trakcie II wojny światowej, w II Korpusie gen. Władysława Andersa, który przebył długą drogę ze Związku Radzieckiego przez Bliski Wschód do Włoch. W tych oddziałach występowali artyści z warszawskiego i lwowskiego kabaretu – kosmopolityczni, niezwykle utalentowani artyści, którzy byli prawdziwymi gwiazdami w czasach II Rzeczypospolitej.

Jestem zafascynowana tym, w jaki sposób II Korpus i ci obywatele Polski, którzy migrowali z nim, walczyli o rekonstrukcję polskiej tożsamości narodowej, z myślą o młodszym pokoleniu, które tylko pamiętało traumatyczną deportację oraz tułaczkę po obczyźnie.

Ci narodowi celebryci w czołówkach teatralno-rewiowych, podróżujący z oddziałami żołnierzy i występujący dla oficerów, żołnierzy, wolontariuszek, obywateli polskich na wygnaniu i lokalnej publiczności, pomogli zredefiniować polskość jako bardziej światową, współczesną i metropolitalną. Wkomponowali swoją wielką miłość do miasta (szczególnie Warszawy i Lwowa) w pamięć i nostalgię za ukochaną, zagrożoną ojczyzną.
Korzystając z okazji chciałam zwrócić się do czytelników „Nowego Dziennika” z prośbą: jeżeli ktokolwiek pamięta te teatralne oddziały rewiowe, jak występowały dla żołnierzy w czasie II wojny światowej, chciałabym z nimi porozmawiać.

Autor: Aleksandra Słabisz