Życie w zawieszeniu

11

„Często budzę się w nocy z myślą, co dalej? Czy będę deportowana?" – mówi 30-letnia Wiktoria. Jest jedną z kilkuset tysięcy osób, korzystających z programu DACA. We wrześniu ub. roku program został zakończony, a politycy mieli czas do marca 2018, by zaproponować coś w zamian. Nie udało się. Żadna z propozycji nie zyskała aprobaty większości polityków, w tym prezydenta Trumpa. Trwa zbieranie podpisów pod petycją, która ma doprowadzić do jeszcze jednej debaty w sprawie zmiany prawa imigracyjnego, przed wakacyjną przerwą.

Na zlecenie ABC News i „Washington Post” przeprowadzono sondaż, z którego wynika, że zdecydowana większość Amerykanów, bo 87 proc., popiera przyznanie stałych dokumentów tzw. marzycielom. Warunek, to czysta kartoteka kryminalna i ukończenie edukacji na poziomie co najmniej szkoły średniej.

„TWIERDZĄ, ŻE SIĘ BUNTUJEMY”

Dyskusja nad przyszłością młodych imigrantów trwa od miesięcy, także wśród polityków Partii Republikańskiej. Mając większość zarówno w Senacie, jak i w Izbie Reprezentantów, to od nich, w dużej mierze, zależy przyszłość imigrantów przywiezionych na teren USA, kiedy byli dziećmi. W maju grupa kongresmanów tej partii, na czele której stanęli Will Hurd z Teksasu, Jeff Denham z Kalifornii i Carlos Curbelo z Florydy, rozpoczęła zbieranie podpisów pod tzw. discharge petition. Dokument ten pozwala na przedstawienie w Izbie Reprezentantów ustawy, bez konieczności wcześniejszego zatwierdzenia jej przez komitet danego ugrupowania. Politycy chcą zaprezentować cztery projekty ustaw imigracyjnych, w każdej jest mowa o stałych dokumentach pobytowych dla marzycieli. Przed dziesięciodniową przerwą na Kapitolu, związaną z Memorial Day, politycy zebrali 213 podpisów. Brakuje im jeszcze pięciu, by uzyskać bezwzględną większość. W ub. tygodniu petycję poparli m.in. Tom Reed z Nowego Jorku, Brian Fitzpatrick z Pensylwanii, a także liderka demokratycznej mniejszości w Izbie Reprezentantów Nancy Pelosi. Jeśli dokument zostanie zatwierdzony, jeszcze w czerwcu dojdzie do dyskusji w Izbie Reprezentantów nad przyszłością tysięcy młodych imigrantów od miesięcy żyjących w zawieszeniu. „Część kolegów twierdzi, że buntujemy się przeciwko naszej partii, zbierając podpisy pod petycją. To nie jest prawda. Chcemy tylko doprowadzić do debaty, która zakończy się jakimś sensownym rozwiązaniem przede wszystkim dla imigrantów przywiezionych do USA jako dzieci” – powiedział w wywiadzie dla CNN kongresman Carlos Curbelo z Florydy.

Eksperci zwracają uwagę, że ewentualne zatwierdzenie „discharge petition” nie daje gwarancji, że dojdzie do jakiegoś konkretnego rozwiązania legislacyjnego. „Tego typu petycja jest narzędziem używanym najczęściej przez partię, która ma mniejszość w Kongresie dla zilustrowania, co by zrobili jej politycy, gdyby to ich ugrupowanie rządziło – mówi Gregory Koger, profesor politologii na Uniwersytecie Miami. – W tym wypadku jest to o wiele bardziej skomplikowana sprawa, bo inicjatywa wyszła od strony kongresmanów ugrupowania, które ma większość. Dlatego można się spodziewać, że spiker Izby Reprezentantów, będzie próbował zrobić wszystko, by jego partyjni koledzy nie złożyli podpisu pod dokumentem – uważa Koger. – Jeśli jesteś demokratą ,na przykład z Kalifornii, nie musisz zabiegać o sympatię Paula Ryana. Natomiast jeśli jesteś republikaninem, to niechętnie zakwestionujesz stanowisko spikera Izby Reprezentantów, by nie narazić na szwank reputacji partii”.

Stanowisko Paula Ryana w sprawie petycji jest jasne – według niego jest to tylko marnowanie czasu. Takiego samego zdania jest prezydent Donald Trump. W czwartek, 24 maja, na antenie Fox News powtórzył, że jakakolwiek ustawa zawierająca nowe regulacje w sprawie DACA musi zawierać “cały pakiet zmian imigracyjnych”. Chodzi nie tylko o budowę muru na południowej granicy, ale też ostrzejsze prawo imigracyjne, które ma – w opinii prezydenta – uniemożliwić przestępcom dostanie się na teren USA. Trump jest też zwolennikiem zakończenia tzw. migracji łańcuchowej, która, jak podkreśla, pozwala legalnym imigrantom sprowadzić rodziny i krewnych, nawet wtedy, gdy są to pracownicy niewykwalifikowani, i po przyjeździe do USA zaczynają od razu korzystać ze świadczeń opieki społecznej. Prezydent Trump od miesięcy powtarza, że “nie zrobi krzywdy marzycielom”, ale ustawa, która ich ochroni, musi być “sensowna, gwarantująca bezpieczeństwo obywatelom USA”.

EMIGRACJA TO NIE KAPRYS

Jak wynika z danych Immigration and Customs Enforcement, w Stanach Zjednoczonych mieszka 11,3 mln osób, które nie posiadają ważnych dokumentów pobytowych. 3,6 mln to imigranci, którzy przekroczyli granicę USA przed swoimi osiemnastymi urodzinami, a 1,8 mln – przed ukończeniem 16. roku życia. To właśnie ta ostatnia grupa kwalifikuje się do DACA. W ciągu pięciu lat trwania programu skorzystało z niego ok. 800 tys. osób, obecnie zarejestrowanych jest 690 tys. imigrantów, w tym kilka tysięcy Polaków. Wśród nich 30-letnia Wiktoria, która przyleciała do Stanów Zjednoczonych, gdy miała 14 lat, razem z bratem. Legalnie, mając wizę turystyczną. Od początku wiedzieli, że przynajmniej na jakiś czas będzie to podróż w jedną stronę. “W Nowym Jorku od roku mieszkali już nasi rodzice. Mama bardzo chciała mieć mnie i mojego brata przy sobie. Wychowywanie na odległość, nawet jeśli opiekunami zostają kochający dziadkowie, różnie się kończy. Stąd decyzja o naszej wyprowadzce, i to pomimo że ja bardzo tego nie chciałam – przyznaje Wiktoria. – Tak sobie w ogóle myślę, że 14 lat to jest to fatalny wiek dla dziecka na zmianę otoczenia. Rodzice mieli ze mną duży kłopot, bo w ogóle nie potrafiłam się odnaleźć w nowej rzeczywistości. Nie chodziło tylko o tęsknotę za bliskimi w Polsce, ale też i o barierę językową i brak znajomych. Buntowałam się, nie chodziłam do szkoły. I jeszcze w dodatku wiedziałam, że nie mogę pojechać do Polski, nawet na chwilę. To były straszne miesiące i trudno to będzie zrozumieć komuś, kto od początku miał legalne dokumenty”.

Wiktoria wciąż na nie czeka. Jeszcze rok temu, kiedy Donald Trump przeprowadzał się do Białego Domu, miała nadzieję, że spełni jedną ze swoich obietnic wyborczych i nie pozwoli zrobić krzywdy marzycielom. „Dochodzą do mnie głosy, że imigranci boją się wychodzić na ulicę, bo rzekomo odbywają się masowe łapanki. Ja tego nie doświadczyłam ani nikt z moich bliskich. Nie sądzę, że prezydent Trump ‚poluje’ na takie osoby jak my. Bardziej chodzi mu pewnie o przestępców i jeśli z nimi zrobi porządek, to nam się będzie tylko lepiej żyło. Mam nadzieję, że programu DACA nie zniesie, a jeśli tak zrobi, to zastąpi go podobnym rozporządzeniem” – mówiła Wiktoria w styczniu ub. roku, w rozmowie z “Nowym Dziennikiem”. Teraz traci już cierpliwość. „Moje dokumenty są ważne jeszcze przez niecałe dwa lata. Przedłużyłam je pod koniec 2017 r. Ulgi nie ma, bo wciąż nie wiemy, co z nami będzie. Myślałam, że do tego czasu będę już miała zieloną kartę, bo wprowadzą nowy program, który to umożliwi, a tymczasem wciąż żyjemy w zawieszeniu. Nikt nie wie, co będzie dalej, jakie są plany – żali się Wiktoria. – Prezydent obiecywał, że się nami zajmie, a ja mu uwierzyłam. Przecież jego żona jest imigrantką, a on jest z pochodzenia Niemcem. Sądziłam, że podejdzie do nas z sercem i zrozumieniem. Teraz straciłam już cierpliwość i wiarę w polityków. Walczą, ale na pewno nie o nasze dobro, tylko o własne interesy”.

Emigracja Wiktorii nie była kaprysem ani chęcią doświadczenia jakiejś przygody. Zdecydowali za nią rodzice, którzy wyjechali z Polski, bo musieli. Bo nagle od swoich szefów w Polsce dowiedzieli się, że ich zakłady zostaną zamknięte, a znalezienie nowej pracy było trudniejsze niż przeprowadzka za ocean. Taka była i wciąż pewnie jest rzeczywistość w wielu regionach naszego kraju. W Stanach mieli znajomych, którzy pomogli im znaleźć pracę i mieszkanie. Stworzyli tutaj nowy dom i ściągnęli dzieci. Przez lata starali się wyrobić legalne dokumenty, ale bez powodzenia. W pewnym momencie zostali nawet oszukani przez kogoś, kto podawał się za adwokata. „Na szczęście mój brat zakochał się w obywatelce, już są po ślubie i rozpoczął procedurę sponsorowania rodziców – mówi Wiktoria. – Za jakiś czas powinni dostać legalne dokumenty, w końcu. Z naszej najbliższej rodziny niepewna jutra jestem tylko ja” – dodaje.
Wiktoria stara się o tym nie myśleć na co dzień. Ma pracę w hotelu na Manhattanie, dobrą pensję i przez najbliższe miesiące prawo do legalnego pobytu w USA. „Próbuję patrzeć na sprawę pozytywnie. A może, podobnie jak brat, uda mi się znaleźć fajnego obywatela i nie będę musiała kombinować – wyraża nadzieję. – Zobaczymy, co życie przyniesie. Zdarzają się jednak nieprzespane noce, kiedy w głowie pojawia się ta nieprzyjemna myśl o życiu w zawieszeniu, trochę jak w więzieniu, bo odkąd przekroczyłam granicę USA 14 lat temu, nie mogę nigdzie wyjechać”.

WŚRÓD PROPOZYCJI – USA ACT

We wrześniu ub. roku prokurator generalny Jeff Sessions ogłosił zakończenie programu DACA. Prezydent Trump dał czas Kongresowi do marca br. na wypracowanie alternatywnych przepisów. Mimo że termin już minął, porozumienia wciąż brak. Osoby, które były objęte programem przed wrześniem 2017 r., mogą odnawiać dokumenty, natomiast nie są przyjmowane nowe wnioski. W lutym br. w Senacie przedstawione zostały dwie propozycje ustaw, które miały zadowolić zarówno demokratów, jak i republikanów i zyskać aprobatę prezydenta, ale ostatecznie przepadły. Politycy obu partii przekonują, że od miesięcy trwają spotkania, na których dyskutowany jest pakiet reform imigracyjnych, w tym przyszłość marzycieli.

Wśród propozycji jest USA Act – ponadpartyjna ustawa, która ma 25 sponsorów z Partii Republikańskiej i 25 z Partii Demokratycznej. Poparł ją m.in. senator John McCain z Arizony. Ma zapewnić drogę do obywatelstwa osobom, które przyjechały do USA przed 18. urodzinami i spełniają kilka innych warunków, przede wszystkim nie popełniły żadnego wykroczenia ani przestępstwa. Podstawowym założeniem ustawy jest jednak poprawa bezpieczeństwa na południowej granicy Stanów Zjednoczonych. Przeciwnicy USA Act twierdzą, że ustawa jest amnestią dla nielegalnych imigrantów i część polityków już zapowiada, że będzie przeciwna jej wprowadzeniu. Tymczasem kilku darczyńców kampanii prezydenckiej Donalda Trumpa zapowiada, że wycofają się z finansowania Partii Republikańskiej, jeśli wkrótce nie pojawi się sensowne rozwiązanie, pozwalające marzycielom dostać legalne dokumenty. Wśród nich jest David MacNeil, przedsiębiorca z Chicago, który przekazał na ostatnią kampanię prezydencką ponad milion dolarów. Urodził się w Kanadzie, jakiś czas temu dostał obywatelstwo USA.

Jedna z jego czołowych pracownic w firmie WeatherTech ma legalne dokumenty dzięki DACA. „Jest w mojej firmie kluczową postacią. To byłaby katastrofa, gdybym musiał ją zwolnić. Politycy powinni przestać się bawić i przeciągać linę na swoją stronę. Na ich sensowną decyzję czekają tysiące młodych, zdolnych imigrantów, którzy świetnie sobie radzą w USA. Kształcą się i spełniają się zawodowo, mimo że wielu z nich drży o swoją przyszłość – uważa przedsiębiorca. – Jeśli chcecie wiedzieć, jak się czują, to wyobraźcie sobie, że budzicie się o 3 nad ranem z myślą: czy zostanę deportowany?” – mówi David MacNeil.

Autor: Anna Arciszewska