4 czerwca 1989 r. skończył się w Polsce komunizm!

138

Tytuł jest cytatem zdania wypowiedzianego w październiku 1989 r. przez Joannę Szczepkowską, wówczas młodziutką aktorkę, przy okazji udzielania wywiadu w programie informacyjnym telewizji w porze największej oglądalności. Słowa transmitowane przez reżimową stację telewizyjną radośnie uświadomiły społeczeństwu polskiemu skalę zmian, zapoczątkowanych czerwcowymi wyborami.

Wspomniane wybory (4 i 18 czerwca 1989 r.) były pierwszymi, częściowo wolnymi głosowaniami w Polsce od czasów II Rzeczypospolitej. Do ustalenia takiej formuły głosowania doszło z inspiracji władz PRL w czasie rozmów przy okrągłym stole z opozycją i przedstawicielami Kościoła katolickiego. Władze PRL w nadchodzących wyborach zagwarantowały sobie obsadę co najmniej 65% miejsc w Sejmie. O pozostałe 35% mandatów poselskich i 100% mandatów senatorskich miała toczyć się wyborcza walka o charakterze demokratycznym. Stało się tak, gdyż władze komunistyczne pod presją nadciągającego potężnego gospodarczego kryzysu postanowiły podzielić się z opozycją odpowiedzialnością za rządzenie, równocześnie nie oddając władzy. Kryzys jak rak toczył także imperium sowieckie. Nasz kraj od 1944 r. na mocy decyzji jałtańskich był w orbicie wpływów Kremla. Osłabienie kontroli ze strony Moskwy stworzyło niepowtarzalną szansę na zmianę tragicznego losu naszej ojczyzny. Dodatkowo komunizm od dawna już w Polsce był ideologią i systemem wyczerpanym, martwym, utrzymywanym jedynie przez więzi władzy.

Sytuacja w kraju z powodu narastających trudności stawała się coraz bardziej napięta, pogłębiała się radykalizacja nastrojów społecznych, szczególnie wśród młodzieży, a z drugiej strony postępowała erozja obozu władzy, kruszyły się w przyspieszonym tempie owe zewnętrzne i wewnętrzne więzi władzy. Wybuchały strajki w zakładach pracy. Dochodziło do serii wystąpień ulicznych z udziałem studentów i uczniów. Toczyły się walki uliczne z siłami porządkowymi milicji, wznoszono barykady. Np. w Krakowie demonstranci zorganizowali happening z okazji święta Armii Czerwonej, w czasie którego niesiono portret Gorbaczowa z wymalowaną na czole tarczą strzelniczą. Przed krakowskim konsulatem sowieckim młodzież demonstrowała pod hasłami „Sowieci do domu”. Strona rządowa zdawała sobie sprawę, że sytuacja drastycznie zmienia się na niekorzyść władz i należy oczekiwać niekontrolowanego gwałtownego wybuchu niezadowolenia społecznego. Powtórka stanu wojennego była wykluczona. Dlatego pokonując duże opory we własnym obozie politycznym gen. Wojciech Jaruzelski złożył ofertę opozycji solidarnościowej.

Opozycja na czele z Lechem Wałęsą zgodziła się podjąć wyzwanie i współuczestniczyć w rządzeniu państwem za cenę reaktywacji związku Solidarność i wdrożenia reform politycznych zmieniających ustrój autorytarny państwa na demokratyczny. Wprawdzie najbliższy parlament miał być tylko częściowo powoływany w wolnych wyborach, jednak miała być to sytuacja przejściowa i następny miał być już ukształtowany w sposób całkowicie w duchu demokracji. Strona rządowa była przekonana, że wygra zdecydowanie wybory i dopuszczona do współrządzenia opozycja odegra rolę jedynie fasadową, spełniając funkcję piorunochronu dla gwałtownych emocji społeczeństwa.

Do kampanii wyborczej zarówno Komitet Obywatelski, jak i władze PRL podeszły niezwykle starannie. Strategia opozycji była bardzo dokładnie przemyślana. Strona solidarnościowa do wyborów utworzyła Komitet Obywatelski na czele z Lechem Wałęsą. Na listy wyborcze zgłoszono głównie działaczy związkowych oraz przedstawicieli inteligencji katolickiej. Kandydatów prezentowano jako „drużynę Lecha Wałęsy”. Startujący kandydaci zostali uwiecznieni na plakatach wyborczych wspólnie z Lechem Wałęsą, co zapewniało im wiarygodność i stwarzało czytelny przekaz o jedności w szeregach opozycji.

Kampania wyborcza koalicji PZPR, ZSL, SD i Pax, pomimo zdecydowanie większych możliwości, była zorganizowana mniej perfekcyjnie. Strona koalicyjno-rządowa naiwnie sądziła, że wybory będą miały charakter niekonfrontacyjny i dojdzie do współdziałania obozu władzy i opozycji. Bez powodzenia liczono także na neutralność Kościoła. Nie było zgody w kwestii wystawionych kandydatów, dla pobudzenia aktywności dołów partyjnych postanowiono o konkurowaniu od 2 do 5 kandydatów o każde miejsce koalicyjne. Spowodowało to spore zamieszanie i obniżyło skuteczność kampanii. Działania prowadzono mało energicznie, spotkania wyborcze były nudne i nie wnosiły niczego ożywczego. PZPR, dysponując Służbą Bezpieczeństwa, dodatkowo prowadziła działania zastraszające kandydatów opozycji i dezinformowała społeczeństwo za pomocą oszczerczych plakatów, rzekomo wytworzonych przez KO Solidarność.

Po głosowaniu w dniu 4 czerwca 1989 r. okazało się, że Komitet Obywatelski „Solidarność” odniósł dominujące zwycięstwo. Ze 161 miejsc w Sejmie w pierwszej turze opozycja zdobyła 160, a pozostały kandydat przeszedł do drugiej tury. Ze 100 miejsc w Senacie w pierwszej turze kandydaci Solidarności obsadzili 92 miejsca, o pozostałych mandatach również miała rozstrzygnąć druga tura. Natomiast partyjni kandydaci, zajmujący 65% miejsc zagwarantowanych okrągłym stołem nie otrzymali więcej niż kilka procent głosów i o swoje mandaty musieli walczyć w drugiej turze. Upokarzającą klęskę ponieśli prominentni kandydaci listy krajowej, z której tylko 2 na 35 startujących uzyskało więcej, niż wymagane 50% głosów.

Klęska komunistów wywołała w ich obozie chaos. Nic nie poszło tak, jak sobie zaplanowali. Przegrali nawet w środowiskach składających się wyłącznie z ich ludzi – PZPR, placówkach dyplomatycznych, służbach bezpieczeństwa. Świadczyło to o rozkładzie systemu. Komuniści znaleźli się w klinczu. Nie mogli unieważnić wyborów, spodziewając się w ciągu kilkunastu najbliższych tygodni nadejścia gospodarczego krachu. Nie byli zdolni samodzielne stawić czoła kryzysowi i wybuchowi społecznego niezadowolenia. Władze zdecydowały się na wymuszenie u decydentów opozycji zgody na niezgodną z prawem zmianę ordynacji w trakcie wyborów, by umożliwić wybór działaczy PZPR.

Druga tura wyborów odbyła się 18 czerwca 1989 r. Solidarność zdobyła ostatni, brakujący mandat poselski, dzięki czemu osiągnęła 100% możliwych do obsadzenia miejsc w Sejmie. Z ośmiu miejsc w Senacie opozycja zdobyła siedem. Jedyny mandat w Senacie, który nie przypadł Solidarności, zajął Henryk Stokłosa, kandydat niezależny.
Frekwencja drugiej tury wyborów wyniosła zaledwie 25% – wobec wejścia do Sejmu niemal wszystkich kandydatów Solidarności w pierwszym głosowaniu, wyborcy stracili zainteresowanie walką partyjnych kandydatów. Było to kolejne upokorzenie dla elity PZPR, gdyż posłowie koalicyjni w świadomości społecznej stali się politykami drugiej kategorii. Wyniki unaoczniły wszystkim, że PZPR utraciła legitymację do rządzenia i ma przeciw sobie ogromną większość społeczeństwa.

23 czerwca 1989 r. nowo wybrani posłowie i senatorowie opozycji utworzyli Obywatelski Klub Parlamentarny (OKP). Obie izby parlamentu miały dokonać wyboru prezydenta. PZPR promowała na urząd gen. Wojciecha Jaruzelskiego, na co początkowo nie było zgody opozycji oraz posłów ZSL i SD. Groziło to zawaleniem się całej konstrukcji ustrojowej wypracowanej przez stronę rządową. W „Gazecie Wyborczej” ukazał się tekst Adama Michnika „Wasz prezydent, nasz premier”, ujawniając ścieranie się różnych poglądów w OKP. Podziałało to na ówczesną scenę polityczną jak piorun z jasnego nieba, przyśpieszając rozwój sytuacji. W wyniku gorączkowych, zakulisowych negocjacji władz PZPR z OKP, przedstawicielami Kościoła i koalicjantami 19 lipca Zgromadzenie Narodowe wybrało Wojciecha Jaruzelskiego na prezydenta. Kandydatura generała przeszła w parlamencie zaledwie jednym głosem, powtórnie ujawniając słabość dotychczasowej elity rządzącej, głębokie podziały wśród jej przedstawicieli i brak lojalności wobec swego lidera Wojciecha Jaruzelskiego.

PZPR, ratując pośpiesznie swoje malejące wpływy, na stanowisko premiera wysunęła kandydaturę gen. Czesława Kiszczaka. Lech Wałęsa, który nie ubiegał się o fotel senatorski i poselski stał się najbardziej wpływowym politykiem w Polsce, stojącym ponad podziałami i rozgrywkami. Poparcie społeczne dla jego osoby ostro poszybowało w górę, osiągając w kwietniu 82% i wciąż rosło. Wałęsa stał się przywódcą i autorytetem dla większości polskiego społeczeństwa. Przewodniczący Solidarności zdecydowanie odrzucił pomysł PZPR, oświadczając, że czas, by władzę w Polsce przejęły siły cieszące się zaufaniem narodu. Sejm zastosował się do wezwania Wałęsy i odrzucił projekt rządu Kiszczaka. Jarosław i Lech Kaczyńscy, będący wówczas senatorami OKP, wystąpili z propozycją zawiązania koalicji z ZSL i SD, dzięki czemu opozycja zdystansowałaby PZPR i uzyskała realny wpływ na decyzje polityczne. Lech Wałęsa zaakceptował propozycję braci Kaczyńskich i, po trwających trzy tygodnie ustaleniach, stworzono pierwszy niekomunistyczny rząd Tadeusza Mazowieckiego. Były próby niedopuszczenia do powołania rządu Mazowieckiego ze strony niektórych działaczy PZPR, szukano także pomocy na Kremlu, lecz pomysły te nie otrzymały poparcia Gorbaczowa, który wręcz przestrzegał przed wprowadzeniem stanu wyjątkowego i sugerował szukanie politycznych rozwiązań.

12 września Sejm przegłosował ustanowienie nowego rządu bez jednego głosu sprzeciwu. W expose Mazowiecki zapowiedział zmiany w ustroju państwa, jednak unikał otwartego konfliktu z PZPR. Na 24 członków gabinetu Tadeusza Mazowieckiego połowa wywodziła się z Solidarności, po 4 z ZSL i PZPR, 3 z SD, jeden był bezpartyjny. Rząd cieszył się ogromnym poparciem społecznym – po trzech miesiącach jego urzędowania 90% społeczeństwa deklarowało dla rządu swoje poparcie. Dzięki temu możliwe stało się przeprowadzenie trudnych i bolesnych dla społeczeństwa zmian politycznych i gospodarczych, w tym zduszenie hiperinflacji i wdrożenie szokowego planu prof. Leszka Balcerowicza. Motorem przeprowadzanej transformacji ustrojowej był rząd, na nim spoczywał ciężar przygotowania przełomowych ustaw. Następne tygodnie i miesiące okazały się demontażem systemu komunistycznego. Dyktatura upadła i Polska wkroczyła na drogę demokracji, stopniowo zrzucając zależność od Moskwy, odzyskując suwerenność i z czasem przezwyciężając kryzys gospodarczy. Polska w 1989 r. odzyskiwała odebrane czterdzieści pięć lat wcześniej prawo do suwerenności i wolności, zapoczątkowując drogę do „jesieni ludów”, zmieniając mapę polityczną Europy.

Była amerykańska sekretarz stanu Condoleezza Rice oświadczyła w wywiadzie przeprowadzonym przez Polską Agencję Prasową, że nie ma wątpliwości, iż wybory 4 czerwca 1989 r. w Polsce były kamieniem milowym w procesie demontażu komunizmu i upadku bloku sowieckiego. „Wybory w Polsce i wcześniej rozmowy okrągłego stołu to był kluczowy moment w procesie prowadzącym do upadku komunizmu. Zimna wojna zaczęła się w Polsce i zakończyła w Polsce. Kiedy rząd komunistyczny w istocie zgodził się, że będzie musiał oddać władzę, uznaliśmy w USA, że to jest początek końca komunizmu w Europie Środkowo-Wschodniej. Polska miała kluczowe znaczenie i podjęła najważniejsze kroki” – powiedziała Rice.

Przebywający kilka dni temu z wizytą w Polsce prezydent USA Barack Obama, podczas wystąpienia na placu Zamkowym w czasie oficjalnych obchodów 25. rocznicy wyborów z 4 czerwca 1989 roku, powiedział: „Władze komunistyczne sądziły, że uprawomocnią swoje rządy i osłabią opozycję, a tymczasem miliony Polaków poszły od urn. Po przeliczeniu głosów okazało się, że wolność odniosła miażdżące zwycięstwo”. Amerykański prezydent podkreślił, że wybory z 1989 r. były początkiem końca komunizmu, nie tylko w Polsce, ale w całej Europie, a obrazy z tamtego okresu na zawsze pozostaną w pamięci: „Ludzie na ulicach Budapesztu, Bukaresztu, Węgrzy i Austriacy przecinający drut kolczasty, żywy łańcuch demonstrantów w republikach bałtyckich, Czesi i Słowacy w dniach aksamitnej rewolucji, mieszkańcy wschodniego Berlina wdrapujący się na mur”. Według Baracka Obamy nie wolno nigdy zapomnieć, iż iskra dla dużej części rewolucyjnych zmian w Europie w 1989 roku przyszła z Polski. „Zwycięstwo wyborów 1989 roku nie było rzeczą pewną. Było ukoronowaniem stuleci walki Polaków (…), pokoleń Polaków, którzy powstawali walcząc o niepodległość. Żołnierzy, którzy odpierali inwazję ze wschodu i z zachodu” – powiedział. Były to słowa, które szczególnie poruszyły tłumy zgromadzonych mieszkańców Warszawy.

Autor: Piotr Potomski – Dr nauk humanistycznych w specjalności historia. Nauczyciel historii oraz wykładowca prawa konstytucyjnego w Akademii Humanistyczno-Ekonomicznej. Członek Instytutu gen. Grota Roweckiego w Lesznie. Współpracuje z Instytutem Pamięci i Muzeum im. gen. Sikorskiego w Londynie. Zajmuje się historią najnowszą i historią wojskowości. Biograf gen. Stanisława Maczka oraz autor licznych artykułów naukowych i publicystycznych.

Autor: Piotr Potomski