Anatomia start-upu

3

We wtorek miała miejsce polska prapremiera filmu o młodych przedsiębiorcach, którzy osiągnęli sukces prowadząc start-upy. Jego producentka Ewa Turczańska opowiada “Nowemu Dziennikowi” o jego bohaterach i o tym, co zwykły człowiek może wynieść z tego filmu.

Do kogo skierowany jest film? Do kogoś, kto miał już doświadczenie w biznesie, czy może do kogoś, kto chce dopiero zacząć swoją przygodę z przedsiębiorczością?

Film jest skierowany do startupowców, ale także do szerokiej publiczności, w tym do osób, które nie wiedzą co to jest start-up. Chciałabym, by po obejrzeniu temat był zrozumiały dla każdego. Idealną sytuacją byłoby, gdyby widzowie, szczególnie ci młodsi, pod wpływem bohaterów zainteresowali się mocniej tym tematem i spróbowali samodzielnie wystartować ze swoim przedsięwzięciem. Film ponadto skierowany jest do dużych przedsiębiorców, korporacji, by mocniej dostrzegali krążące jak satelity start-upy, z którymi współpraca mogłaby im przynieść korzyści. Odbiorcami filmu jest więc dosyć szeroka grupa. Film nie definiuje niczego. Myślę, że bardziej zachęca do dyskusji i zastanawiania się nad tym, co to jest ten start-up, i w sposób przystępny prezentuje zagadnienia młodej przedsiębiorczości.

O czym opowiada film?

Jest to pięć historii i siedmiu bohaterów. Pokazujemy ich drogę od przysłowiowego pucybuta do milionera. Wszystkie historie są zakończone sukcesem i wszystkie rozpoczęły się od zera. Chcieliśmy w ten sposób pokazać, że każdy może spróbować realizować marzenia i spełniać swoje pomysły biznesowe, wprowadzać je w życie i przekształcać później w prężnie działające przedsiębiorstwa. Jeden z bohaterów był sprzedawcą, drugi lepił pizzę w pizzeri w Anglii, inni mieli problem w znalezieniu pracy. Wszyscy nasi bohaterowie dużo osiągnęli, nie mając nic na początku. Film jest o tym, że każdy z nas, nieważne czy z dużego, czy z małego miasta, nie powinien bać się opowiadać o swoich pomysłach, o swoich pragnieniach biznesowych, tylko krok po kroku próbować je realizować i brać sprawy w swoje ręce.

Czy wśród historii są same sukcesy, czy może są też jakieś porażki, które mają czegoś nauczyć ?

Film jest tak poprowadzony, że na końcu pokazujemy duży sukces, natomiast po drodze mówimy też o tych słabych momentach, o trudnościach, o momentach przygnębienia, ale motto filmu brzmi “Nieważne – ile razy upadniesz, ważne – ile razy się podniesiesz”. Nasi bohaterowie w pewnym momencie filmu opowiadają o swoich potknięciach, niepowodzeniach i błędnych decyzjach. Ale wniosek z tego jest taki, że należy je zaakceptować – może nie należy się nimi za bardzo chwalić, ale gdzieś tę lekcję każdy z nich wyciągnął i poszedł dalej przemodelowując swój start-up wychodząc z kryzysów obronną ręką. Ogólnie przesłanie jest takie, by się nie poddawać, żeby ciężko pracować i żeby obierać jeden cel i konsekwentnie do niego dążyć i, co ważne, by otaczać się fajnymi ludźmi, bo siła tkwi w zespołach i osobach, które współtworzą te projekty. Nie zawsze się udaje i nie zawsze jest od razu sukces. W większości ten sukces przychodzi – mówiąc potocznie – po położeniu kilku projektów, ale jak wiadomo, młodzi ludzie chętniej ryzykują i działają śmielej nie patrząc na zdanie innych, tylko dążą do zrealizowania swojego pomysłu.

Według pani sukces start-upu to wiele dni pracy, wyrzeczeń, potu czy może jednak dobry pomysł i trochę szczęścia?

Szczęście na pewno sprzyja w każdym projekcie, ale jeśli pomysł skazany jest od początku na niepowodzenie, to szczęście czy ciężka praca nie pomogą. Startupowcy głównie inwestują swoją pracę i czas bądź jakieś kwoty, które otrzymają od swoich najbliższych. Ciężko na początku pozyskać im np. zewnętrznego inwestora, bo zazwyczaj jest tak, że tylko oni wierzą w swój pomysł, a sam pomysł nie wystarczy. Często spotykam się z takimi stwierdzeniami u osób, które chciałyby coś zrobić i zmienić coś w życiu, że po pierwsze, właśnie boją się tej zmiany, a po drugie, boją się opowiadać, jakie mają genialne pomysły. Ja tych pomysłów słyszałam wiele, ale tylko promil jest z nich zrealizowany. W przypadku każdego pomysłu jest ryzyko, że ktoś przyjdzie z dużym kapitałem i go zrobi szybciej i lepiej. Jednak nie ma sensu bać się opowiadać o pomyśle, bo ktoś obok nie jest w stanie zrobić kilku rzeczy naraz. Jeżeli my robimy jakiś projekt dobrze i solidnie, to jest małe ryzyko, że ktoś nam ten pomysł skradnie. Podsumowując odpowiedź na to pytanie – ważne jest, by mieć ten pomysł, nie musi być on rewolucyjny, to może być pomysł, który usprawni coś, co już istnieje, i wiele start-upów tak właśnie działa. Często jednak startupowcy to osoby, które pracują zawodowo, a gdzieś po godzinach rozwijają swoje start-upy. Oczywiście do pewnego etapu jak najbardziej tak można działać, natomiast w pewnym momencie trzeba już podjąć tę decyzję, czy zrezygnować z ciepłej posady, by zająć się swoim start-upem, czy też nie. To są te różne decyzje i wyrzeczenia. Na początku jest również mała szansa, że start-up będzie od razu przynosił zyski, natomiast w późniejszym okresie, jeśli znajdziemy inwestora i mądrze będziemy z nim współpracować, to może się nam to bardzo opłacić.

Gdzie osiągnęli sukces bohaterowie filmu? Dużo startupowców wyjeżdża m.in. do USA? Czy tam jest łatwiej?

Bohaterowie filmu osiągnęli sukces i lokalnie, i globalnie. W zasadzie w każdej historii ich myślenie było od razu globalne, i to w pewien sposób pozwoliło im na wyprzedzenie konkurentów. Te osoby korzystały oczywiście z narzędzi i możliwości, które daje polski rynek, ale także podróżowały m.in. do Doliny Krzemowej czy Nowego Jorku, by podglądać firmy, takie jak Facebook czy Google. Nasi startupowcy zobaczyli, jak środowisko w USA jest otwarte, że można wejść, porozmawiać i znaleźć wiele osób, które inspirują. Na pewno Stany Zjednoczone są pod względami technologicznymi kilka lat do przodu przed Polską, więc warto bacznie obserwować poczynania na tym rynku i starać się rozwijać globalnie własne projekty. My w Polsce jesteśmy na etapie uczenia się zasad globalnej ekspansji, rok po roku robimy to coraz lepiej, dzięki czemu zaczynamy być dostrzegani przez zagranicznych potentatów. Pod koniec 2015 uruchomiono w Polsce np. Google Campus Warsaw, a teraz otwiera się Cambridge Innowation Center.

Który z polskich start-upów, według pani, odniósł największy sukces na świecie do tej pory?

Nie mamy jeszcze takiego start-upu na miarę Facebooka czy Skype'a. To jest cel, więc może coś wystrzeli w którymś z projektów, że będzie on popularny wszędzie. Myślę, że to jest dopiero przed nami, ale jestem przekonana, że robimy dobrą pracę, by ułatwić startupowcom osiągnięcie tego celu. Mamy teraz w Polsce program “Start in Poland” organizowany przez Ministerstwo Rozwoju, widać też wolę do rozmawiania i zmieniania prawa. Na jesieni ma powstać uproszczona spółka akcyjna. Wszystko to jest u nas w sferze rozwoju i dopiero za jakiś czas zobaczymy, czy jest to dobre i czy sprawdzi się. Na pewno jest jeszcze wiele do zrobienia, by startupowcom i małym przedsiębiorcom ułatwić życie i ograniczać biurokrację, by nie spędzali oni 80 procent czasu nad papierami, tylko na działaniu.

Gdzie i kiedy będzie można obejrzeć film?

Pierwszy pokaz przedpremierowy odbył się w ostatni wtorek w jednym z warszawskich kin. Uroczysta premiera filmu odbędzie się w czwartek, 28 kwietnia, a dzień później film wchodzi do dystrybucji, na razie w Warszawie. Będzie można go obejrzeć w kinach Praha, Luna i Elektronik. Później będziemy mieli też pokazy filmu podczas różnych branżowych startupowych spotkań, m.in Google Campus Warsaw, w Open Reaktorze i innych. W ciągu maja film będzie krążył po całej Polsce, a 7 czerwca trafi na antenę TVP Programu 2.

Czy będzie można go zobaczyć w USA?

Jest pomysł, by film pokazywać w polskich ambasadach na całym świecie. Premiera miałaby się odbyć w Nowym Jorku. Dokładamy wszelkich starań, by ten plan powiódł się.

Autor: Przemek Cebula