Bitwa warszawska 1920

48

Polski plan przyjęcia bitwy zakładał istnienie dwóch składowych czynników, tworzących razem nierozerwalną całość: obronę Warszawy i atak znad Wieprza. Najważniejsze dla bitwy było uderzenie armii manewrowej znad Wieprza, przeprowadzone przez Naczelnego Wodza Marszałka Polski Józefa Piłsudskiego. Stamtąd przyszło świetne zwycięstwo, decydujące o zachowaniu niepodległości przez Polskę i przekreślające plany bolszewików rozprzestrzenienia rewolucji w Europie.

Bolszewicy po dokonaniu puczu w Rosji w październiku 1917 r. byli przekonani, że rewolucja w jednym kraju nie przetrwa i należy dążyć do zrewoltowania krajów europejskich. Największe nadzieje w planach Lenina budziły Niemcy – serce Europy, wysoko uprzemysłowiony kraj, który poniósł klęskę w wojnie i był owładnięty ostrym kryzysem gospodarczym oraz niepokojami społecznymi. Eksport rewolucji do Niemiec wydawał się w zasięgu bolszewików. Jednak, aby tego dokonać,  należało najpierw pokonać, dopiero co odrodzoną, ze 123 letniej niewoli Polskę. Pobić i ujarzmić, gdyż społeczeństwo nad Wisłą okazywało się niezwykle odporne na wpływy komunistycznej propagandy. Bolszewicy oceniali, że Rzeczpospolita borykająca się z trudnościami finansowymi i gospodarczymi, uwikłana w walki o granice z sąsiadami stanie się ich łupem na drodze podboju militarnego. Po zdecydowanym zwycięstwie w wojnie domowej bolszewicy rozpoczęli polityczne i militarne przygotowania do wojny z Polską. 10 marca 1920 r. głównodowodzący siłami zbrojnymi Rosji Sowieckiej Siergiej Kamieniew zatwierdził plan uderzenia na Zachód poprzez Polskę. Rozpoczęto koncentrację wojsk na Białorusi i wydano rozkaz do działań partyzanckich na zapleczu wojsk polskich.

Naczelnik Państwa i głównodowodzący Wojska Polskiego Józef Piłsudski, dostrzegając niebezpieczeństwo, dążył do stworzenia na Wschodzie federacji niepodległych państw, które odgrodziłyby Rzeczpospolitą od Rosji. Strefą odgradzającą miały się stać narodowe państwa: Estonia, Łotwa, Litwa, Białoruś i Ukraina, działające w ścisłej federacji z Polską. Niestety, zarówno Estonia, Łotwa, jak i Litwa odmówiły współpracy, natomiast Białoruś przekształciła się w jedną z republik sowieckich. Jedynie Ukraina Semena Petlury została sojusznikiem Polski.

Szczegółowych informacji o sowieckich przygotowaniach wojennych dostarczył polski wywiad wojskowy, przede wszystkim z nasłuchów radiowych. Od momentu gdy kryptolodzy złamali sowiecki szyfr, przegrupowania, koncentracje i przebieg działań Armii Czerwonej były znane polskiemu dowództwu. To właśnie na podstawie danych wywiadowczych o przygotowaniach do ofensywy Armii Czerwonej, Piłsudski podjął decyzję o przystąpieniu do wojny prewencyjnej. Wspierając atamana Petlurę w utworzeniu niepodległej Ukrainy, armie polskie wzięły udział w wyprawie kijowskiej, wypierając zaskoczone sowieckie oddziały za Dniepr.

Nadal wśród zachodnich i rosyjskich historyków panuje przekonanie, że atak ten był polityczno-wojskową awanturą Piłsudskiego, a Rosja bolszewicka padła ofiarą zaborczości sąsiada. Dopiero niedawno polskim historykom udało się ponad wszelką wątpliwość udowodnić, że była to wojna prewencyjna.

Polsko-ukraińskie sukcesy wzmogły mobilizację strony sowieckiej. Armia Czerwona nie została rozbita i wkrótce przystąpiła do ofensywy na Białorusi i Ukrainie, wymuszając odwrót wojsk polskich na 1000 kilometrowym froncie. Siłami bolszewickimi na Białorusi dowodził Michaił Tuchaczewski (Front Zachodni) a na Ukrainie Aleksander Jegorow (Front Południowo-Zachodni). Przy bierności ludności ukraińskiej atamanowi Petlurze nie udało się zbudować niepodległego państwa. Walczące siły polskie okazały się niewystarczające, a szczególnie uciążliwa była mobilna formacja 1. Armii Konnej Siemiona Budionnego, która po wdarciu się na polskie tyły, niszczyła i dezorganizowała zaplecze. Unikając okrążenia, oddziały polskie wycofywały się. Na szybkość odwrotu wpływało niedoświadczenie i słabe wyszkolenie młodych żołnierzy polskich, niedawnych rekrutów, w starciu z zaprawionymi w walkach czerwonoarmistami.

2 lipca 1920 r. Tuchaczewski wydał rozkaz do czerwonoarmistów, ujmując obrazowo cel ofensywy: poprzez „trupa Białej Polski prowadzi droga ku ogólnoświatowej pożodze (…). Na Wilno, Mińsk i Warszawę! Naprzód marsz!” Sowieci po wkroczeniu na etnicznie polskie ziemie, 30 lipca w Białymstoku zainstalowali Tymczasowy Komitet Rewolucyjny Polski z komunistą Julianem Marchlewskim na czele. Wydano komunikaty wzywające polskich żołnierzy do buntu i rozpoczęto formowanie Polskiej Armii Czerwonej, do której zgłosiło się zaledwie 176 ochotników. Feliks Dzierżyński z czekistami rozpoczął tępienie „wrogów ludu”, wprowadzając rządy terroru. Szykowano się do utworzenia Polskiej Republiki Sowieckiej. Działania Armii Czerwonej skupiały się w marszu na Warszawę oraz w kierunku dolnej Wisły, wzdłuż granicy z Prusami Wschodnimi. Siły sowieckie liczyły 130 tysięcy żołnierzy.

Trudna sytuacja doprowadziła do mobilizacji sił własnych i starania o uzyskanie pomocy zagranicznej. Sejm RP podjął uchwałę o poborze do wojska dwóch roczników. Sformowano nowy rząd Władysława Grabskiego, z którego inicjatywy powołano Radę Obrony Państwa. Ten nadzwyczajny organ pod przewodnictwem Józefa Piłsudskiego, złożony z przedstawicieli parlamentu, rządu i armii koordynował i decydował o prowadzonej wojnie. Kontrolował również poczynania Piłsudskiego jako naczelnego wodza, gdyż porażki militarne wzmogły krytycyzm ugrupowań prawicowych wobec jego umiejętności dowódczych. Wystąpiono z apelem do społeczeństwa o wstępowanie na ochotnika do wojska. W wyniku zaciągu ochotniczego do służby zgłosiło się ponad 100 tys. osób, przepełnionych patriotyzmem i wiarą w zwycięstwo. Masowo zgłaszała się młodzież. Mnożyły się dobrowolne ofiary na Fundusz Obrony Państwa i potrzeby armii. Wyrazem konsolidacji państwa stało się powołanie Rządu Obrony Narodowej, złożonego z przedstawicieli wszystkich liczących się partii z Wincentym Witosem i Ignacym Daszyńskim na czele. Zabiegi o pomoc zagraniczną okazały się mniej owocne. Od mocarstw uzyskano raczej moralne wsparcie, lecz w zamian żądano od Polski spełnienia niezwykle trudnych warunków.

Z dnia na dzień pogarszała się sytuacja militarna Polski. Klęska stawała się coraz bardziej realna. Również położenie armii polskich na początku sierpnia 1920 r. mogło się wydawać beznadziejne. Zdawało się, że rezultatem długotrwałego odwrotu jest wyczerpanie fizyczne i upadek ducha wojsk walczących. Jednak pomimo znacznych strat, w oddziałach nie utracono zdolności bojowej i siły wojska zaczęły rosnąć dzięki napływowi ochotników oraz pomocy w sprzęcie wojskowym z Francji, osiągając liczbę 170 tysięcy ludzi. W przededniu bitwy jednak stosunek wojsk biorących w niej bezpośredni udział był niekorzystny dla strony polskiej. Wynosił w przybliżeniu 2:3.

W pierwszej dekadzie sierpnia 1920 r. w naczelnym dowództwie opracowano rozkaz, na podstawie którego rozpoczęło się przegrupowanie sił polskich. Rozkaz zakładał związanie nieprzyjaciela walką na linii Wisły przy równoczesnym uderzeniu znad Wieprza w kierunku północno-wschodnim silnej grupy, która, wchodząc w lukę między sowieckimi frontami, stworzyłaby zagrożenie strategiczne dla Tuchaczewskiego, zmuszając go do odwrotu. Tak narodził się plan bitwy warszawskiej, stwarzający szansę uniknięcia klęski, oznaczającej utratę niepodległości.

W momencie naporu wojsk sowieckich, ciężar obrony stolicy spoczywał na wojskach Frontu Północnego gen. Józefa Hallera, które przy ogromnych stratach zażegnały kryzys i załamały 14-15 sierpnia 1920 r. frontalny atak wojsk bolszewickich, w składzie dwóch armii. Od 16 do 21 sierpnia bohaterski atak na pozycje sowieckiej 15. i 3. armii nad Wkrą przeprowadziła 5. armia pod dowództwem gen. Władysława Sikorskiego. Udało jej się wbić klinem pomiędzy dwie armie, dezorganizując ich ugrupowanie. Odcięta od swego sztabu sowiecka 4. armia w ogóle nie weszła do bitwy, a armie 3. i 15. usiłując przywrócić sprawność bojową, musiały cofnąć się ponad 15 km. Działanie armii Sikorskiego uniemożliwiło nieprzyjacielski marsz ku Wiśle i atak na stolicę od północy. Ciężkie walki na środkowym odcinku frontu, gdzie dowodzona przez gen. Franciszka Latinika 1. armia oraz 2. armia z gen. Bolesławem Roją na czele z determinacją broniły się przed atakami sowieckiej 16. armii, odciągnęły uwagę bolszewików od kierunku południowego. Tam wreszcie 16 sierpnia rozpoczęło się rozstrzygające kontruderzenie znad Wieprza, w składzie pięciu dywizji piechoty i brygady kawalerii, dowodzone osobiście przez Piłsudskiego. Autorstwo planu tego posunięcia jest sporne, przypisuje się je także szefowi sztabu gen. Tadeuszowi Rozwadowskiemu lub też francuskiemu gen. Maximowi Weygandowi, pełniącemu rolę doradcy. Bezsporne jednak jest, że decyzję podjął i wykonał osobiście Naczelny Wódz Józef Piłsudski. Siły polskiego kontruderzenia rozbiły trzon ofensywny Armii Czerwonej i przeszły do zdecydowanego natarcia, dezorganizując zaplecze bolszewickiego Frontu Zachodniego. Rezultaty tego uderzenia okazały się piorunujące. Armia Czerwona utraciła główną linię zaopatrzenia i ewakuacji Warszawa – Mińsk – Brześć. Zmusiło to bolszewickie dowództwo do natychmiastowego rozpoczęcia odwrotu spod Warszawy, wobec groźby całkowitego rozbicia ich sił. Również oddziały, które dotarły aż pod Włocławek ruszyły do odwrotu, który zamienił się w ucieczkę. Grupa Piłsudskiego przerwała front sowiecki pod Kockiem, zajęła Podlasie i wyszła na tyły wojsk Michaiła Tuchaczewskiego. Atakowane od południa i zachodu oddziały bolszewickie zostały zmuszone do przekroczenia granicy pruskiej, część wojsk wycofała się na wschód. Wielką zasługę dla zwycięstwa miały działania polskiego wywiadu, wzmocnione  złamaniem sowieckich szyfrów, dzięki którym kierunki większości natarć Armii Czerwonej nie stanowiły dla polskiego dowództwa tajemnicy. W ciągu 10 dni cztery sowieckie armie zostały rozgromione i tylko szczątki wycofały się za Niemen. Straty polskie  oblicza się na ok. 4,5 tys. poległych, 22 tys. rannych i 10 tys. zaginionych. Straty Armii Czerwonej – ok. 25 tys. poległych oraz 66 tys. jeńców i 45 tys. internowanych w Prusach Wschodnich.

31 sierpnia pod Komarowem, niedaleko Zamościa, Konarmia poniosła jedyną w swej historii klęskę w bitwie z kawalerią polską. Dopełnieniem zwycięstwa w bitwie warszawskiej była bitwa nad Niemnem stoczona 20-28 września 1920 r. Późniejsze operacje, aż do zawieszenia broni 12 października, były wykorzystaniem decydującego zwycięstwa pod Warszawą.

Niespełna trzydziestoletni kpt. Charles de Gaulle, późniejszy generał i prezydent Francji, jako przedstawiciel brytyjsko-francuskiej Misji Wojskowej, podczas pobytu w Polsce w dzienniku z datą 20 sierpnia 1920 r. zapisał: „Tak, to jest zwycięstwo, zwycięstwo kompletne, triumfujące. Z armii rosyjskich, które groziły Warszawie, niewiele, co powróci. Mimo szybkości, z jaką uciekały, Polacy je przeganiali i zachodzili od tyłu. Nieprzyjaciel jest rozproszony grupami w lasach, skąd się go wyciąga. Niektóre oddziały bierze się do niewoli na terenach, po których walki przetoczyły się już cztery lub pięć dni temu”.

W ZSRS długo analizowano przyczyny klęski w wojnie z Polską. W ostrej dyskusji ścierały się dwa poglądy. Tuchaczewski twierdził, że o przegranej zadecydowały błędy popełnione przez Budionnego i Stalina, którzy nie wsparli wojsk Frontu Zachodniego siłami Konarmii. Stalin i Budionny oskarżenia te odrzucali, wskazując źródła klęski w decyzjach Tuchaczewskiego. Podawanie w wątpliwość geniuszu Stalina kosztowało Tuchaczewskiego życie; zginął jako jeden z pierwszych w okresie wielkich czystek w Armii Czerwonej w 1937 r. Wraz z nim stracono wszystkich wyższych dowódców, którzy popierali jego pogląd na temat przyczyn klęski w wojnie z Polską.

Zwycięstwo nad bolszewikami w bitwie warszawskiej 1920 r. niewątpliwie ocaliło Europę, a Polsce zapewniło 19 lat niepodległego bytu. W tym okresie zdążyło się dokonać zjednoczenie narodu z trzech różnych zaborów oraz doszło do moralnego zjednoczenia wszystkich warstw społecznych w poczuciu odpowiedzialności za losy państwa. Wojsko Polskie potrafiło maksymalnie zmobilizować swoje siły i przeprowadzić skuteczny manewr nokautujący nieprzyjaciela. W połączeniu z bohaterstwem wielu dowódców i żołnierzy oraz zdolnością społeczeństwa do największych ofiar zaowocowało wielkim sukcesem militarnym. Także pod względem wojskowym Bitwa Warszawska stała się dziełem sztuki wojennej, docenianym przez uznanych teoretyków. Wrażenie w społeczeństwie było tak wielkie, że zaczęto mówić o „cudzie nad Wisłą”. Bolszewickie plany marszu do Niemiec po „trupie Polski” nie ziściły się.

Autor: Piotr Potomski