“Czerwone maki” zakwitły w nocy…

10

Kolejna rocznica zwycięstwa pod Monte Cassino z 18 maja 1944 r., zbiega się w tym roku z 25. rocznicą śmierci Feliksa Konarskiego (1907-1991), twórcy wielu popularnych piosenek, ale przede wszystkim autora słów nieśmiertelnej pieśni “Czerwone maki na Monte Cassino”. Poniżej zamieszczamy fragmenty archiwalnej rozmowy z Feliksem Konarskim przeprowadzonej w Londynie, kiedy w lipcu 1989 r. występował w Londyńskim Ognisku Polskim z programem pt. "Rozmowa z Niną, czyli emigraszki". Archiwalna rozmowa z Feliksem Konarskim (pseudonim Ref-Ren):

Cała pana twórczość jest niezwykle romantyczna i sentymentalna. Skąd bierze się w panu tyle liryzmu?
Ludzie dzielą się na takich, co czują więcej, i takich, co czują mniej. Myślę, że należę do tych pierwszych – z natury jestem romantykiem. Poza tym na tułaczym żołnierskim i emigracyjnym szlaku dużo można było zobaczyć i przeżyć. Zawsze towarzyszyło mi w życiu wiele tęsknoty oraz łączącej się z nią nostalgii za ojczyzną i bliskimi ludźmi. Uczucia te bardzo wzmagają to, co nazywamy romantyzmem i sentymentem. Nigdy nie potrafiłem się zasymilować z innymi grupami narodowościowymi – całym sercem i duszą jestem Polakiem, a wszyscy Słowianie mają przecież we krwi ten liryzm, o którym pan wspomina. Przyznam, że niełatwo być romantykiem i żyć we współczesnym świecie. Ale mimo to warto nim być! Sądzę, że ludzie, którzy nie potrafią zdobyć się choćby na odrobinę sentymentu, są pozbawieni pewnej wewnętrznej radości i ciepła. Żal jest mi ich z tego powodu.

Feliks Konarski, pseud. Ref-Ren (1907-1991) – polski poeta, pisarz, aktor, pieśniarz.
Urodził się w Kijowie, gdzie skończył gimnazjum, dalszą edukację zdobywał w Warszawie. W 1934 r. przeniósł się do Lwowa, gdzie założył teatr rewiowy, z którym jeździł po całej Polsce. Przed II wojną światową napisał wiele wierszy, w tym słynne teksty popularnych piosenek: „Wiosna, wiosna jest nareszcie”, „Gdzie twój tata, smarkata” (wyk. Zula Pogorzelska), „Pięciu chłopców z Albatrosa” (wyk. chór rewelersów Eugena, Lwów, 1936), polka „Strażak” (Tu się pali jak cholera…), „Zagraj Antoś tango”.
W 1941 r. wstąpił do Armii Polskiej gen. Andersa, z którą 1 kwietnia 1942 r. wyruszył przez Persję, Irak, Palestynę i Egipt do Włoch. Podczas tej drogi stworzył teatr Polska Parada. Był autorem słów do słynnej pieśni polskiego kompozytora Alfreda Schütza „Czerwone maki na Monte Cassino”. Gdy okazało się, że odtworzenie Polski w jej przedwojennym kształcie nie jest priorytetem państw koalicji antyhitlerowskiej, napisał wiele wierszy na ten temat, np. wiersz „Jałta”.
Po wojnie pozostał na emigracji i zamieszkał wraz z żoną w Londynie, skąd często oboje podróżowali po Anglii, Szkocji, Francji i Niemczech, spotykając się z polskimi żołnierzami. W Londynie był jednym z organizatorów polskiego emigracyjnego życia artystycznego, m.in. wraz ze słynnym lwowiakiem Marianem Hemarem przygotował ponad 30 premier widowiskowych. W początkach lat 50., jednym ze swoich wierszy doprowadził do zaprzestania zagłuszania polskiej audycji zachodniej rozgłośni „Poszukiwania rodzin”, która przyczyniała się do odnajdywania zaginionych podczas wojny Polaków przez najbliższych.
W 1965 r. wraz z żoną przeniósł się na stałe do Chicago – tutaj podczas swoich rewii objeżdżał dwa razy do roku skupiska Polaków. Prowadził swój stały program radiowy, w którym eksponował kulturę przedwojenną jednocześnie wyszydzając nowe „gwiazdy” PRL, zarzucając im zagłuszanie sytuacji w powojennej Polsce – czyli powszechnego narodowego zakłamania względem władzy komunistycznej i odejście od narodowych tradycji.
Do końca życia był aktywny twórczo, zmarł 12 września 1991 r., kilkanaście dni przed planowanym wyjazdem do Polski, w której nie był od 1939 r. Żegnany przez tłumy Polaków, spoczął w żołnierskiej kwaterze obok kolegów spod Monte Cassino.
W 1990 r. został odznaczony Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski przez prezydenta RP na Uchodźstwie.

Na pana koncertach zobaczyć można sporo ludzi młodych. Jak pan sądzi, dlaczego przychodzą na pana występy?
Myślę, że w wielu przypadkach przychodzą na koncerty, ponieważ po prostu słyszeli o mnie od swoich rodziców lub dziadków. Są ciekawi, jak wygląda i śpiewa człowiek, o którym opowiadają najbliżsi. Jednak wydaje mi się także, że wielu z tych młodych ludzi przychodzi na moje muzyczne przedstawienia dlatego, bo znajdują w nich coś innego – głębszego, bardziej sensownego i znaczącego niż to, co słyszą codziennie w radiu czy dyskotece. Zawsze bardzo starałem się, aby w moich piosenkach było nie tylko dużo ciepła i melodyjności, ale także sensu i prostoty, którą najszybciej trafia się do słuchacza.
Myślę, że młodzi ludzie, gdy słyszą coś takiego, co bezpośrednio do nich przemawia, trafia do serca, nad czym nie musza się zastanawiać, aby odnaleźć sens, to chwytają taką piosenkę szybko i jest ona im bardzo potrzebna. Przykładem takiej piosenki jest „Bilet do Lwowa”, którą śpiewa Renata Bogdańska (Irena Anders). Jest to piosenka mówiąca w sposób bardzo zwyczajny o tęsknocie i marzeniach – uczuciach, które są znane każdemu człowiekowi. Dzięki temu potrafiła ona wzruszać do łez nie tylko polskich imigrantów, i to bez względu na wiek. Współczesna muzyka młodzieżowa oparta jest, w większości przypadków, na trzech-czterech ubogich akordach. Jak długo można słuchać wciąż tych samych lub podobnych dźwięków?

Napisał pan setki piosenek. Jest wśrod nich wiele niezapomnianych przebojów śpiewanych przez największe gwiazdy polskiego kabaretu, estrady i filmu – wystarczy wspomnieć, choćby takie nazwiska, jak Hanka Ordonówna, Andrzej Bogucki, Mieczysław Fogg, Zula Pogorzelska, Eugeniusz Bodo… Jednak największą sławę przyniosły panu „Czerwone maki na Monte Cassino”. Jak powstała ta pieśń?
Równoczesnie z utworzeniem II Korpusu gen. Andersa powstał duży wojskowy zespół artystyczny pod nazwą Polska Parada. Występowało w nim wielu znanych przedwojennych artystów. Byłem w tej grupie także i ja. Niejednokrotnie dawaliśmy koncerty dla żołnierzy na samej linii frontu. Z bliska widziałem tragedię i grozę wojny. W pamiętny wieczór, 17 maja 1944 r., dzień przed wielką bitwą, występowaliśmy w pobliżu miasteczka Cassino. Wszyscy zdawali sobie sprawę, że od bitwy, która wkrótce ma się rozpocząć, zależy nas los i nasza przyszłość…
Gdy po występie w pospiechu wracaliśmy ciężarówkami na tyły, walka już się rozpoczęła – góra klasztorna dosłownie zionęła ogniem. Gdy przyjechaliśmy na miejsce zakwaterowania, w położonym o jakieś 80 km od Cassino, Campobasso, nie mogłem zasnąć, mimo ogromnego zmęczenia. Co chwila podchodziłem do okna i patrzyłem na błyski artyleryjskiego ognia w oddali. Na ciemnym niebie tworzyły się od tych wybuchów ogromne białe smugi. W głowie miałem mnóstwo przeróżnych myśli.
Wreszcie położyłem się na łóżku i zamknąłem oczy, zapadłem w półsen. I właśnie wówczas nagle zaczęły mi się układać pierwsze linijki tekstu „Czy widzisz te gruzy na szczycie/ Tam wróg twój się ukrył jak szczur/ Musicie, musicie, musicie/ Za kark wziąć i strącic go z chmur…”. Podniosłem się i zacząłem zapisywać to, co układało się w myślach. Zanotowałem dwie zwrotki i zaraz potem, w środku nocy, obudziłem Fredka (Alfreda Schütza). Byłem jak w gorączce. Pokazałem mu tekst i kazałem pisać muzykę. On patrzył na mnie jak na wariata, ale usiadł przy pianinie i… zaczęła układać się melodia – powstawała bardzo szybko i jakby bardzo naturalnie. Wkrótce obudziłem resztę zespołu i jeszcze w nocy zrobiliśmy pierwszą próbę… Można by zatem powiedzieć, że „Czerwone maki” zakwitły w nocy…
Na drugi dzień rano, około 9, wyjechaliśmy ponownie w kierunku Cassino… Po drodze, zbliżając się do wyznaczonego odcinka, ujrzałem samotny grób żołnierski – krzyż, a pod nim wiązankę czerwonych maków w łusce od pocisku. Pomyślałem sobie wtedy: ileż to nowych krzyży przybyło tylko w ciągu tej jednej nocy! Wyjąłem z kieszeni notes i jeszcze jadąc w ciężarówce dopisałem kolejną, trzecią zwrotkę. Kiedy przyjechaliśmy na miejsce, zaczęli schodzić się wyczerpani, zakurzeni i poranieni po nocnej walce żołnierze. W pobliżu nas było ich może 30-40… Wkrótce nadeszli też inni. Przyjechał generał Anders z oficerami i odbył się koncert polowy, aby uczcić zwycięstwo… Feliks Fabian na kawałku kartonu przybitego do kija napisał dużymi literami tekst refrenu „Czerwonych maków”, bo chcieliśmy, żeby żołnierze śpiewali z nami. A gdy już śpiewaliśmy, to łzy przesłanialy oczy absolutnie każdemu…
Pierwszym solistą, który śpiewał “Czerwone maki”, był Gwidon Borucki. Potem jednak został przeniesiony z naszej artystycznej grupy na inny odcinek frontu. W rezultacie, gdy w 1946 roku nadarzyła się pierwsza okazja nagrania tej pieśni na płytę, zaśpiewał ją w studiu wytworni płytowej w Mediolanie Adam Aston. Znana jest także z tego okresu wersja Radia BBC, gdzie ostatnią zwrotkę Aston śpiewa po włosku.

Tego pierwszego wykonania „Czerwonych maków” na pewno nie da się zapomnieć, ale grupa teatralna II Korpusu, czyli Polska Parada, miała także wiele innych znaczących występów…
Dużo radości i artystycznej satysfakcji dostarczył mi udział Polskiej Parady w Festiwalu Muzyki Międzynarodowej w Rzymie w 1945 roku. Brało w nim udział wiele znakomitych alianckich zespołów wojskowych. Jednak mimo ogromnej konkurencji Polska Parada wybiła się na czoło i zdobyła pierwsze miejsce. Orkiestra Henryka Warsa, polscy soliści i prezentowany repertuar podobali się ogromnie. Dla całego zespołu był to niesamowity sukces, nie tylko artystyczny, ale także propagandowo-polityczny. O polskiej armii i jego zespole teatralnym zaczęto mówić bardzo dużo…

Jak potoczyły się pana losy po zakończeniu II wojny światowej?
Po demobilizacji, podobnie jak większość żołnierzy z armii gen. Andersa, osiadłem w Anglii. Tutaj pisałem piosenki, wystawiałem w teatrze Ogniska Polskiego swoje programy, współpracowałem z Marianem Hemarem i innymi twórcami i artystami emigracyjnego życia kulturalnego. Przez pewien czas przebywałem także w Paryżu. Na początku lat 60., razem z żona Niną Oleńską, wyjechałem do USA. Zamieszkaliśmy w Chicago. Założyłem tam kilkuosobowy Teatr Ref-Rena, który funkcjonuje do dziś wystawiając kameralne programy rewiowo-kabaretowe.
Przez cały czas pobytu w Stanach Zjednoczonych, ściśle współpracuję z wieloma środowiskami emigracyjnymi. Piszę piosenki, całe programy rozrywkowe, teksty powitań i pożegnań na wielkie i mniejsze okazje – między innymi swoim specjalnym wierszem witałem Jana Pawła II, gdy przyjechał do Ameryki. Nie mam czasu się nudzić, zarówno jako twórca, jak i wykonawca.

Występował pan w wielu krajach, przed różną publicznością… Czy miał pan propozycje występów w Polsce i czy ma pan kontakt z krajem?
Miałem takie propozycje i otrzymuję je nadal. Na przykład ostatnio zwróciła się do mnie Telewizja Polska z propozycją zrobienia programu z moim udziałem. Jednak nie zgodziłem się na to. W życiu trzeba wybrać jedną drogę, mieć ustalony i klarowny punkt widzenia… Nie mam nic przeciwko temu, aby w polskiej telewizji lub w radiu prezentowano moją twórczość, ale osobiście nie chcę podpisywać żadnych umów o współpracy z instytucjami, które są komunistycznymi agendami. Dlatego nigdy nie występowałem w powojennej Polsce i wydaje mi się, że już to nie nastąpi.
Mimo oddalenia od ojczyzny i tego, że nie mam już w Polsce żadnej rodziny, utrzymuje prywatny kontakt z wieloma polskimi artystami… Niejednokrotnie spotykamy się, gdy goszczą z występami w Ameryce. Do osób takich należą między innymi: Mieczysław Fogg, Jerzy Połomski, Wojciech Młynarski, wykonawcy z Kabaretu Dudek z Edwardem Dziewońskim na czele i wielu innych. Moje myśli są zawsze bardzo blisko Polski i spraw, które jej dotyczą.

Panie Feliksie, co na zakończenie chciałby pan powiedzieć swoim rodakom?
Oni wszyscy chyba dobrze wiedzą, co chciałbym im powiedzieć, a jednocześnie czego chciałbym każdemu życzyć… Życzę zatem pogody ducha! To wielka siła, która pomaga żyć i sprawia, że świat jest lepszy. Żyjmy z uśmiechem na ustach i życzliwością w sercach, a będziemy się wolniej starzeć i mniej chorować.

*************************************************************************

Cała rozmowa z Feliksem Konarskim znajduje się na stronie: StefanBatoryOceanLiner.weebly.com. Jest to portal dedykowany polskim transatlantykom, w tym „Batoremu”, który służył podczas II wojny światowej jako transportowiec wojskowy i miał swój wkład w kampanię włoską, której częścią była bitwa pod Monte Cassino.

Autor: ROZMAWIAŁ: PIOTR GRAJDA