Kapusiom grozi deportacja

0
2

Do tej pory odszukanie dokumentów świadczących o współpracy z SB, UB czy też innymi służbami komunistycznymi ludzi działających w środowisku polonijnym sprawiało historykom wiele trudności i było wręcz syzyfową pracą. Ma to związek z tym, że tajni współpracownicy działający poza granicami Polski zostali objęci tzw. klauzulą Kiszczaka, która spowodowała, że m.in. dokumenty na ich temat – podobnie jak te związane z działaniami wywiadu PRL – zostały wyłączone ze zbiorów IPN w postaci tzw. archiwum wyodrębnionego, do którego dostępu nie mają nie tylko historycy, ale nawet pracownicy naukowi tego instytutu. Są one pod szczególną ochroną Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego i tylko za jej zgodą można się do nich dostać, co w praktyce, ze względu na dobro państwa, oznacza ich całkowitą blokadę.

„Oficjalne są one utajnione z tego powodu, że ich upublicznienie rzekomo zagrażało bezpieczeństwu Polski. To jest oczywiście bzdura – twierdzi dr Marek Ciesielczyk, historyk badający m.in. infiltrację Polonii przez PRL-owskie służby wywiadu oraz autor książki „Polonijni agenci Służby Bezpieczeństwa”. – Utajnienie tych dokumentów służyło przede wszystkim chronieniu kapusiów komunistycznych, którzy działali na terenie Stanów Zjednoczonych, ale także w innych krajach. Oczywiście ludzie ci mogli również współpracować z Urzędem Ochrony Państwa, przez co ich ujawnienie mogło zagrażać bezpieczeństwu tychże agentów UOP. Jednak to był tylko pretekst służący do stworzenia zbiorów wyodrębnionych i chronieniu najważniejszych współpracowników. Mam nadzieję, że w końcu, zgodnie z zapowiedzią obecnej władzy, zostaną one udostępnione historykom” – mówi Ciesielczyk w rozmowie z „Nowym Dziennikiem”.

Badacz infiltracji Polonii przez PRL-owskie służby uważa jednak, że również te zbiory objęte tzw. klauzulą Kiszczaka nie zawierają wszystkich dokumentów na temat najważniejszych współpracowników. „Jestem przekonany, że część dokumentów na pewno znajduje się tylko i wyłącznie w Moskwie, w archiwach byłego KGB. Poza tym myślę, że wielu byłych kapusiów pewnie nadal współpracuje z rosyjskimi służbami specjalnymi, więc dlatego ciągle są dobrze chronieni” – twierdzi historyk.

Odtajnienie tzw. archiwum wyodrębnionego, zawierającego dokumenty dotyczące działań agenturalnych wśród Polonii, staje się bardziej realne po grudniowych zapowiedziach ministra obrony narodowej Antoniego Macierewicza wyłączenia z tzw. zbioru zastrzeżonego IPN dokumentów będących w gestii jego resortu.

„Macierewicz obiecał odtajnienie archiwów dotyczących służb wojskowych, ale znaczna część ich operacji została przeprowadzona za granicą, więc na pewno wśród nich znajdą się także ciekawe przypadki związane z Polonią – podkreśla Marek Ciesielczyk. –Liczę na to, że zostaną także odtajnione dokumenty dotyczące działalności Departamentu I SB, czyli tzw. zagranicznego wydziału SB, i wtedy będziemy mogli poznać nazwiska znanych ludzi, którzy współpracowali ze Służbą Bezpieczeństwa” – wyjaśnia historyk.

CO GROZI KONFIDENTOM?
Wbrew pozorom w Stanach Zjednoczonych osoby współpracujące z komunistycznymi służbami mogą ponieść surowszą karę niż konfidenci nadal mieszkający w Polsce. Oczywiście chodzi o rezydentów amerykańskich, czyli osoby posiadające stały pobyt (zieloną kartę) lub obywatelstwo. Ma to związek z oświadczeniami dotyczącymi ich przeszłości składanymi podczas przyrzeczenia oraz procesu naturalizacji. Wymagają one podania informacji o ewentualnej współpracy z obcym wywiadem, a do takiego zaliczane są komunistyczne służby, niezależnie od tego, czy współpracowało się z nimi na terenie Polski, poza jej granicami czy też podczas pobytu w USA. W związku z tym zatajenie informacji o ewentualnej współpracy z PRL-owskimi służbami może pociągnąć za sobą poważne konsekwencje.

„W Stanach Zjednoczonych sytuacja jest o wiele prostsza niż w Polsce, gdzie przez ostatnich 25 lat praktycznie w związku ze współpracą z SB czy UB nikomu z głowy nie spadł nawet włos, a ewentualne jej ujawnienie związane było najwyżej z potępieniem natury moralnej – mówi Marek Ciesielczyk. – Współpraca z obcym wywiadem jest na terenie Stanów Zjednoczonych uważana za przestępstwo i w związku z tym ze strony amerykańskiego wymiaru sprawiedliwości należy się spodziewać poważnych konsekwencji w postaci procesów, skazania, odebrania obywatelstwa, deportacji, a nawet konfiskaty majątku” – uważa autor książki „Polonijni agenci Służby Bezpieczeństwa”.

Dowodem na takie działania amerykańskich służb w stosunku do osób naturalizowanych, które zataiły informacje o współpracy z obcymi służbami, nawet na terenie innych krajów, jest odebranie amerykańskiego obywatelstwa pewnemu Chińczykowi, który nie przyznał się do swojej przynależności do partii komunistycznej.

„Jeżeli to było powodem utraty obywatelstwa, które wcześniej otrzymał, to tym bardziej współpraca z obcym wywiadem grozi takimi konsekwencjami” – podkreśla dr Ciesielczyk.

W podobnym tonie wypowiada się adwokat imigracyjny, mec. Jerzy Sokół, który co prawda nie odwołuje się wspomnianego powyżej przykładu, ale powołuje się na amerykańskie prawo.

„Podczas procesu naturalizacji każda osoba wypełnia wiele dokumentów oraz przed oficerem imigracyjnym, pod przysięgą, zapewnia, że wszystkie oświadczenia i odpowiedzi na pytania zawarte w formularzu są prawdziwe. Tak więc kłamstwo może być podstawą do odebrania obywatelstwa przyznanego na fałszywych przesłankach” – stwierdził mec. Jerzy Sokół. Adwokat imigracyjny dodał również, że takie działania, mimo że stosowane są w wyjątkowych sytuacjach, miały już miejsce. „Najbardziej znane przypadki odebrania obywatelstwa i wydalenia z kraju związane były z uczestnictwem w zbrodniach ludobójstwa czy też z przynależnością do organizacji uznanych za zbrodnicze, jak np. SS” – wyjaśnia mec. Sokół.

Zarówno adwokat imigracyjny, jak i historyk zgodnie podkreślają, że rozpoczęcie takiego procesu musiałoby wynikać z jakieś inicjatywy zewnętrznej, działania i nacisków jakichś grup, organizacji lub konkretnego doniesienia do prokuratury, tak jak to miało i ma miejsce w przypadku ścigania zbrodniarzy wojennych.

W związku z tym samo ujawnienie, a nawet udowodnienie współpracy z SB, UB czy też innymi służbami specjalnymi w Polsce nie ma mocy sprawczej w Stanach Zjednoczonych. Wiadomość ta w jakiś sposób musi dotrzeć do amerykańskich władz imigracyjnych lub prokuratury.

„Brak stosownej reakcji ze strony środowiska polonijnego może być przeszkodą do poniesienia konsekwencji przez kapusiów, którzy mieszkają teraz na terenie USA – uważa dr Ciesielczyk. – Jeżeli ktoś fizycznie przekaże takie informacje wraz z dokumentami potwierdzającymi współpracę agenturalną, to – jak sądzę – prokuratura amerykańska doprowadzi do procesu oraz skazania takiej osoby, a wcześniej władze imigracyjne rozpoczną prace odbierania obywatelstwa, czy też stałego pobytu i ewentualnej deportacji” – prognozuje historyk, który zdradził, że podczas niedawnej wizyty w Chicago zachęcał różne organizacje, włącznie z władzami KPA, by miały to na uwadze.

KTO DONOSIŁ W METROPOLII NOWOJORSKIEJ
Jeżeli zgodnie z zapowiedzią ministra obrony narodowej Antoniego Macierewicza w najbliższym czasie zbiory utajnione w archiwum wyodrębnionym zostaną udostępnione historykom, to być może niebawem będziemy mogli poznać nazwiska wielu polonijnych kapusiów. Dr Marek Ciesielczyk po ubiegłorocznych spotkaniach w Nowym Jorku i New Jersey zaczął już sprawdzać nazwiska osób, które mogły w przeszłości współpracować z PRL-owskimi służbami.

„Jeżeli tylko będę miał dostęp do tych dokumentów ze zbiorów do tej pory zastrzeżonych, to najprawdopodobniej po wakacjach będę mógł pojawić się w Nowym Jorku i coś więcej powiedzieć na temat kapusiów tam działających – twierdzi dr Ciesielczyk. – Ten okres kilku miesięcy jest związany z tym, że te dokumenty muszą się najpierw znaleźć w IPN-ie, następnie trzeba je zamówić, co trwa kilka tygodni, no i w końcu potrzebny jest czas na dokładne poszukiwanie i analizę informacji dotyczących Polonii nowojorskiej”.

KAPUSIE SĄ NADAL GROŹNI
Byli współpracownicy służb komunistycznych żyjący obecnie na terenie Stanów Zjednoczonych – jak twierdzi dr Marek Ciesielczyk – mogą nadal działać na szkodę Polski, Polonii, a nawet Stanów Zjednoczonych. Może się to wiązać z presją i szantażowaniem ich przez byłych przełożonych, oficerów ich prowadzących w przeszłości lub służby będące w posiadaniu wiedzy lub dokumentów świadczących o ich współpracy. Jest to tym bardziej groźne, że – jak podkreśla badacz infiltracji Polonii przez PRL-owskie służby – współpracownikami byli często znani ludzie, w dodatku pełniący poważne funkcje lub zajmujący wysokie stanowiska. Poza tym istotnym podkreślenia jest fakt, że sytuacja taka może mieć miejsce nie tylko w przypadku oficjalnych współpracowników, ale także osób, które nie podpisały formalnego zobowiązania do współpracy, a w przeszłości były tzw. kontaktami operacyjnymi lub informatorami.

„Tacy ludzie, a zwłaszcza ważni tajni współpracownicy, mogli nawet zostać przechwyceni przez inne wywiady, np. rosyjski, chiński itd., dla których mogą teraz pracować na terenie Stanów Zjednoczonych i mogą być groźni nie tylko dla środowiska polonijnego, ale także dla instytucji amerykańskich” – podkreśla dr Ciesielczyk.

Autor: WOJTEK MAŚLANKA