Mobilizacja – dwa dni do wojny

171
Obwieszczenie o mobilizacji w Polsce, 1939 FOTO: WIKIPEDIA.ORG

Osiemdziesiąt lat temu, 30 sierpnia 1939 roku – dekretem prezydenta RP Ignacego Mościckiego – zarządzono w Polsce powszechną mobilizację. Był to ostatni element przygotowywania Wojska Polskiego do odparcia spodziewanej niemieckiej agresji.

W komunikacie prezydenta polecono, że „winni stawić się do służby powszechnej: oficerowie, podchorążowie, podoficerowie, szeregowcy, wszyscy bez względu na wiek, kategorię zdrowia i rodzaj broni”.

Zanim zarządzono jawną mobilizację powszechną, realizowano tzw. mobilizację alarmową (kartkową), która rozpoczęła się w marcu 1939 roku, a polegała na powoływaniu imiennym rezerwistów. Odbywała się ona tzw. systemem kartkowym, w którym poszczególne grupy oddziałów oznaczone były odpowiednimi kolorami. Najszybciej mobilizowana była grupa zielona, w której skład wchodziły jednostki przygraniczne stacjonujące na wschodzie, zachodzie i północy kraju. Obejmowała Korpus Ochrony Pogranicza, Straż Graniczną i Policję Państwową. Grupa czerwona obejmowała wielkie jednostki piechoty na granicy wschodniej, niebieska – jednostki piechoty stacjonujące na granicy z Niemcami, żółta stanowiła odwód osłony i obejmowała większość jednostek kawalerii, oddziały pozadywizyjne oraz część oddziałów piechoty, stacjonujących w głębi kraju, przeznaczonych do wzmocnienia w drugim rzucie osłony dowolnej granicy. Grupę czarną stanowił Korpus Interwencyjny, przeznaczony do wzmocnienia sił w strefie zagrożonej granicy.

Narastające napięcie w stosunkach polsko-niemieckich spowodowało, że 30 sierpnia ogłoszono mobilizację jawną, wyznaczając ją na 31 sierpnia. Komunikat obwieszczono w miejscach publicznych (jak np. słupy ogłoszeniowe), w prasie i radiu. Wszyscy obywatele posiadający przydziały mobilizacyjne mieli się zameldować w jednostkach. Według szacunków, do wojska miało stawić się około 1 mln 350 tysięcy żołnierzy. Faktycznie udało się zmobilizować 900 tysięcy.

W stolicach europejskich natomiast – Berlinie, Londynie i Paryżu – trwały jeszcze gorączkowe rozmowy i spotkania dyplomatyczne. Próbowano skłonić władze polskie do ustępstw w sprawie Gdańska i Pomorza, by za wszelką cenę nie dopuścić do wybuchu wojny. Hitler jednak zdecydowanie wkroczył już na drogę konfliktu zbrojnego. Polacy musieli stanąć do walki, bo jak maju oświadczył w Sejmie Józef Beck, polski minister spraw zagranicznych: „Pokój jest rzeczą cenną i pożądaną. Nasza generacja skrwawiona w wojnach na pewno na pokój zasługuje. Ale pokój, jak prawie wszystkie sprawy tego świata, ma swoją cenę. Wysoką, ale wymierną. My w Polsce nie znamy pojęcia pokoju za wszelką cenę. Jest jedna tylko rzecz w życiu ludzi, narodów i państw, która jest bezcenna. Tą rzeczą jest honor”.