O Polskę wolną i niepodległą…

0
3

Jak wyglądało pierwsze zetknięcie pańskiego ojca z wojną?
Druga wojna światowa dla mojej rodziny rozpoczęła się tragicznie. 9 września 1939 roku Ulanów – gdzie 11 marca 1926 roku urodził się mój ojciec – został zbombardowany przez Luftwaffe. Pierwsza bomba uderzyła w podwórko mojego dziadka Andrzeja Marcina Pityńskiego, zabijając jego najstarszą córkę. 14 września wojsko polskie wycofało się z Ulanowa.

Jak wyglądały początki konspiracji na terenach Ulanowa i okolic?
Już w połowie stycznia 1940 roku na terenie Stalowej Woli powstał Związek Walki Zbrojnej. W Ulanowie działała również Narodowa Organizacja Wojskowa, połączona później z Armią Krajową. Dowodził nią urodzony w Racławicach koło Niska major Kazimierz Mirecki „Żmuda”.

Pański ojciec wcześnie znalazł się w partyzantce…
Tak, jako 16-latek uciekł z domu do lasu, by wstąpić do oddziału „Ojca Jana”, gdzie odbył podchorążówkę. Przybrał pseudonim „Kula”. W roku 1943 walczył pod groblami (12 maja), pod Zdziarami (15 lipca), a także we wrześniu pod Biłgorajem i w październiku pod Dąbrowicą. 27 grudnia 1943 r. w Grabach doszło do rozbicia oddziału „Ojca Jana”, zaskoczonego i okrążonego przez Niemców. Tylko zimna krew Józefa Zadzierskiego „Wołyniaka”, który celnymi seriami z erkaemu osłaniał wycofujący się oddział, uratowała go od kompletnej klęski. Po tej akcji „Wołyniak” odszedł z oddziału „Ojca Jana” i stworzył swój własny oddział na Zasaniu.

W którym oddziale pozostał „Kula”?
W oddziale „Ojca Jana”, za to mój wujek Michał Krupa ps. „Wierzba”, później ps. „Pułkownik”, był w oddziale „Wołyniaka”.

Jak wyglądał dalszy szlak bojowy pańskiego ojca?
22 lutego 1944 roku oddział przeprowadził wraz z sowieckimi partyzantami Petra Werszyhory atak na sąd w Ulanowie, gdzie stacjonowali żołnierze Luftwaffe. W nocy z 23 na 24 kwietnia oddział przejął lotników angielskich zestrzelonych przez Niemców. Natomiast w czerwcu 1944 roku w Lasach Janowskich, na Porytowym Wzgórzu doszło do największej bitwy partyzanckiej na ziemiach polskich. Połączone oddziały Armii Krajowej (AK), Narodowej Organizacji Wojskowej (NOW), Narodowych Sił Zbrojnych (NSZ), Batalionów Chłopskich (BCH), Armii Ludowej (AL.) i partyzantki sowieckiej – w sumie trzy tysiące ludzi – zostały okrążone przez trzydzieści tysięcy Niemców. W bitwie poległo ponad tysiąc partyzantów.

„Ojciec Jan” – Franciszek Przysiężniak, pierwszy dowódca Aleksandra Pityńskiego – to jeden z dowódców podziemia niepodległościowego po zajęciu ziem polskich przez wojska sowieckie. Najpierw ukrywał się, ale wkrótce spotkała go straszna tragedia – w kwietniu 1945 roku w Kuryłówce została zabita przez UB jego 23-letnia żona Janina Przysiężniak „Jaga”; była w siódmym miesiącu ciąży. Czy może zna pan bliżej te wydarzenie?
„Ojciec Jan” pod koniec lipca 1944 roku rozwiązał oddział i ukrył broń. W grudniu 1944 roku został aresztowany przez NKWD w Jarosławiu i przekazany UB, ale dzięki fałszywym dokumentom został zwolniony. Nie angażował się w konspirację. Ale w Wielki Czwartek, 30 marca 1945 roku, UB aresztowało jego żonę. Po nocnych przesłuchaniach załadowano ją na samochód i w towarzystwie ubowców zawieziono do Kuryłówki, gdzie kazano jej wysiąść i iść do domu rodziców. Przeszła zaledwie kilkanaście metrów, gdy ubek Machaj z Niska strzelił jej w plecy z pepeszy. Ubowcy odjechali. „Jaga” żyła jeszcze, gdy pół godziny później przybył „Wołyniak” ze swoimi ludźmi. Pół godziny po przeniesieniu do domu zmarła.

Po utracie żony i nienarodzonego dziecka Franciszek Przysiężniak objął dowództwo oddziałów leśnych okręgu „San”. 7 maja 1945 roku jego oddział stoczył jedną z największych bitew podziemia niepodległościowego, rozbijając kolumnę oddziałów NKWD pod Kuryłówką koło Leżajska, w której zginęło 57 enkawudzistów. W bitwie tej, w oddziale „Wołyniaka”, wziął udział pański ojciec. Został wówczas ranny. Co panu o tym opowiadał?
Ojciec wziął udział w tej bitwie jako dowódca drużyny i erkaemista. Wojska sowieckie próbowały okrążyć oddział „Wołyniaka” w Kuryłówce. Na pomoc pospieszyły stacjonujące niedaleko oddziały partyzanckie „Majki” i „Radwana”. Zrobił się kocioł w kotle. Oddział „Wołyniaka” bronił się okrążony przez Sowietów, którzy z kolei byli okrążeni przez oddziały „Majki” i „Radwana”. Wywiązała się śmiertelna walka. Armia Czerwona poniosła klęskę, oprócz zabitych miała setki rannych, straciła też wiele samochodów pancernych. 8 maja – w odwecie za tę klęskę – wzmocnione wojska sowieckie spacyfikowały Kuryłówkę. Wioskę spalili, zastrzelili wiele osób, w tym kobiety i dzieci, a kilka związali drutem kolczastym, oblali benzyną i żywcem spalili.

Ranna została też sanitariuszka Stefania Krupa „Perełka”. Rannych „Kulę” i „Perełkę” położono na jednej furmance i wywieziono z pola bitwy. Tak poznali się pańscy rodzice. Gdzie i kiedy urodziła się pańska mama?
Tak właśnie zaczęła się ich partyzancka miłość, której owocem jestem ja, Andrzej Piotr Pityński. A Stefania Pityńska z domu Krupa urodziła się w Kuryłówce 6 września 1925 roku.

W jakich okolicznościach zawarli sakrament małżeństwa?
Partyzancki ślub Aleksandra i Stefanii odbył się w nocy 20 stycznia 1946 roku w kościele w Tarnawcu, pół kilometra od Kuryłówki, a uczta weselna – w domu Krupów w Kuryłówce. Erkaemy grały na wiwat przez całą noc. Następnego dnia KBW i UB było już Kuryłówce.

A 15 marca 1947 roku urodził się pan…
Tak, urodziłem się w domu mojego dziadka, bez lekarza i pielęgniarek. Odebrała mnie babcia.

Niespełna miesiąc wcześniej, 22 lutego 1947 roku, ogłoszono amnestię. Aleksander Pityński ujawnił się w kwietniu. Jak pan sądzi, czy głównym powodem jego ujawnienia były pańskie narodziny?
Z pewnością moje przyjście na świat było głównym powodem ujawnienia się ojca.

Jednakże, pomimo ujawnienia się, zaledwie tydzień później Aleksander Pityński został aresztowany i poddany torturom w ubeckich kazamatach w Nisku. Jak do tego doszło?
Tydzień po ujawnieniu się ojca na rynku w Ulanowie był jarmark. Ojciec pomagał swojemu ojcu rozładować wóz ze zbożem. W pewnym momencie podbiegł do furmanki ubek w cywilu, z pistoletem w ręce, i krzyknął do Aleksandra: ręce do góry, bandyto! Ojciec błyskawicznie skoczył z furmanki na głowę ubeka, wyrwał mu pistolet i trzasnął go nim w głowę. Ubek padł nieprzytomny, a ojciec ostrzeliwując się umknął obławie. Wtedy zaczęło się polowanie na niego. Burmistrz, naciskany przez UB, prosił tatę o oddanie ubekom pistoletu i oddanie się w ich ręce, gdyż w przeciwnym razie aresztują całą rodzinę, dwie siostry, brata i rodziców. Mama ciągle się ukrywała. Gdy mój ojciec z burmistrzem pojawił się na posterunku w Ulanowie, natychmiast został skuty i zawieziony na UB do Niska. Ubecy bez słowa zaczęli go bić pałkami. Stracił przytomność. Ocknął się w wannie z lodowatą wodą. W końcu wywlekli go półżywego i rzucili do piwnicy. Co noc wleczono go na piętro do pokoju z zakratowanymi oknami.
Podczas jednego z takich przesłuchań, gdy czterech ubeków biło go pałkami, z bólu zerwał pęta na nogach i głową staranował siedzącego za stołem ubeka Krawczyńskiego, który został przywalony stołem. Przywiązanym do pleców drągiem i głową bił pozostałych ubeków. Wszyscy uciekli z pokoju, barykadując drzwi.
Po trzecim uderzeniu głową w drzwi ojciec stracił przytomność. Ocknął się w piwnicy. Postanowił zastosować głodówkę. Po trzech dniach zaczął majaczyć, poprosił o księdza, przygotowywał się na śmierć. Ksiądz przyszedł, jednak w trakcie spowiedzi ojciec zorientował się, że to ubek w sutannie. Złapał deskę i kilkakrotnie zdzielił nią ubeka, łamiąc mu rękę. Od tamtej pory już nikt do niego nie przychodził. Z głodu stracił przytomność.
Ocknął się na podłodze ciężarówki. Leżał okręcony kocem. Czterech ubeków komenderowanych przez porucznika Krawczyńskiego wiozło go do więzienia na zamku w Rzeszowie. Po drodze zatrzymali się w lesie, wywlekli z ciężarówki okręconego kocem ojca i przywiązali do drzewa, po czym pijąc wódkę z butelki strzelali do niego na zmianę z pistoletów jak do tarczy, a on modlił się w duchu, żeby go trafili, aby wreszcie skończyła się udręka.
Na zamku w Rzeszowie wezwano lekarza. Gdy ten zobaczył ojca, zaczął krzyczeć na ubeków: coście mi tutaj przywieźli – trupa?! To wy będziecie odpowiedzialni za jego śmierć, nie ja!
Na UB w Nisku ojciec przesiedział sześć miesięcy, a cztery miesiące w więzieniu na zamku w Rzeszowie. W końcu wrócił.

Jak dalej potoczyły się losy pańskiego ojca? Czy władze komunistyczne dały mu spokój?
Nie, przeciwnie – zaczęła się ubecka karuzela. Jako dziecko „bandytów” przechodziłem wraz z nimi gehennę. Rewizje były częste i brutalne, zawsze nad ranem. Na zawsze utkwiła mi w pamięci jedna zimowa noc tuż przed Bożym Narodzeniem. O czwartej rano rozbili kolbami pepesz drzwi do domu i wywlekli nas w piżamach na zaśnieżone podwórko. Stałem z dziadkiem boso w śniegu, księżyc był w pełni. Wtedy zobaczyłem mojego ojca, tylko w białych kalesonach, ze skutymi rękami do tyłu, z zaciśniętymi pięściami, bitego przez sześciu ubowskich zbirów pałkami i kolbami pepesz po głowie, po plecach, po nogach. Krew bryzgała na wszystkie strony. Dziadek trzymał mnie kurczowo za ramię, nie płakał i mnie też nie wolno było płakać, choć serce o mało nie pękło z bólu. Potem wrzucili sponiewieranego tatę do milicyjnej suki i znowu go długo nie widziałem. Wtedy po raz ostatni w swoim życiu płakałem.

Czy w szkole spotykały pana przykrości, dlatego że był pan synem Aleksandra Pityńskiego? Czy nazywano pana synem bandyty?
Liceum ogólnokształcące to najtrudniejszy okres w moim życiu. Komunistyczny aparatczyk, nauczyciel Michał Maziarz, postawił sobie za cel zniszczyć naszą rodzinę. Na zebraniu rady pedagogicznej krzyczał: komu chcecie dać maturę? Bandycie?
Ale to już był rok 1964. Maturę zdałem bez problemów. Złożyłem papiery na studia do szkoły oficerskiej Marynarki Wojennej, zostały jednak one odrzucone z powodu przynależności moich rodziców do AK-NOW i NZW. Za to tydzień potem otrzymałem wezwanie do Wojskowej Komisji Uzupełnień w Nisku, z przydziałem do saperów. Ale wtedy już uczyłem się dalej w technikum. Po dwóch latach uzyskałem dyplom technika. Po dwóch latach uzyskałem dyplom technika melioranta.

W grudniu 1967 roku UB, MO i ORMO zorganizowały przeciwko panu prowokację.
Kilku ormowców zaatakowało mojego tatę przed gospodą w Ulanowie. Jeden z ormowców dał mi znać: ojca ci biją! Pobiegłem do gospody. Szybko rozprawiłem się z czterema podpitymi już ormowcami, ale w tym czasie do akcji wkroczyli dwaj milicjanci z psem.
Po miesiącu odbył się sąd pokazowy, po raz pierwszy i ostatni w Ulanowie. Oczywiście przyprowadzono mnie w kajdankach w eskorcie uzbrojonego milicjanta. Sądzono przecież ulanowskiego chuligana. To miał być koniec mojej kariery. Wtedy postanowiłem zniknąć z Ulanowa.

Po prowokacji ulanowskiej przeniósł się pan do Krakowa.
Dostałem się do Studium Nauczycielskiego w Krakowie. Po roku zdałem pomyślnie egzaminy wstępne na wydział rzeźby krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych. Ulanowa unikałem, tam zaś krążyła fama, że cały czas siedzę w więzieniu.

Po wprowadzeniu stanu wojennego w Polsce pański ojciec został internowany. Czyżby zagrażał socjalistycznej ojczyźnie?
Ojciec został internowany z takiego właśnie paragrafu – miał rzekomo zagrażać Polsce Ludowej i nawoływać do zamieszek, stosując groźby wobec władzy lokalnej. Z opowiadań kolegów z Ulanowa wiem, że kiedyś po mszy świętej, jeszcze przed stanem wojennym, mówił przed kościołem, że jak coś się ruszy, to pół Ulanowa uzbroi.

Kiedy zmarli pańscy rodzice?
Mój ojciec Aleksander Pityński zmarł 16 grudnia 1994 roku, mama Stefania Pityńska zmarła 15 grudnia 1997 roku.

Czy otrzymali jakieś odznaczenia?
Ojciec skończył wojnę jako porucznik Wojska Polskiego. Został trzykrotnie odznaczony Medalem Wojska Polskiego, ponadto – Krzyżem Walecznych, Krzyżem Partyzanckim, Krzyżem AK i Odznaką „Burza”. Mama, awansowana do stopnia podporucznika, odznaczona została Krzyżem Walecznych, Krzyżem AK i Medalem Wojska Polskiego.

Niejeden mógłby panu pozazdrościć takich rodziców…
Dziękuje Bogu, że przyszedłem na świat w rodzinie partyzantów Narodowego Zjednoczenia Wojskowego. Uczyłem się od nich, co znaczy „Bóg, Honor i Ojczyzna”. Jestem dumny z moich rodziców i mojej rodziny, która walczyła o Polskę wolną i niepodległą, bez komuny i jej sługusów.

ROZMAWIAŁ: KAJETAN RAJSKI

Rozmowa ukazała się w dwumiesięczniku „Polonia Christiana” pt. „O Polskę wolną i niepodległą, bez komuny i jej sługusów”.

Autor: KAJETAN RAJSKI