Polacy w wojnie o niepodległość Stanów Zjednoczonych (cz. 1)

39

Armia Stanów Zjednoczonych jest obecnie jedną z najpotężniejszych sił zbrojnych świata. Same tylko jej siły lądowe liczą około 519 tys. żołnierzy służby czynnej. Do tego trzeba doliczyć setki tysięcy ludzi wchodzących w skład Gwardii Narodowej, rezerwy armii oraz floty, lotnictwa czy Korpusu Piechoty Morskiej. Armię amerykańską, podobnie jak społeczeństwo USA, kształtowali przybysze, nie zabrakło w niej również Polaków.

Pierwsi Polacy pojawili się na kontynencie północnoamerykańskim w październiku 1608 roku, wchodząc w skład grupy kolonistów, która przypłynęła do Jamestown w Wirginii. Wspomina o nich w swej książce „The Generale Historie of Virginia, New England and the Summer Isles with the names of the Adventurers, Planters and Governours” jeden z założycieli kolonii, kapitan John Smith.

Byli to głównie rzemieślnicy: cieśle, smolarze, dmuchacze szkła, którzy założyli w Jamestown pierwszą na terenie Ameryki Północnej hutę szkła. Pierwsze ich wystąpienie jako zwartej grupy nie miało charakteru zbrojnego, zorganizowali oni bowiem strajk przeciwko niedopuszczeniu ich (jako nie-Anglików) do głosu w ramach The Virginia House of Burgesses. Protest okazał się skuteczny, Polakom nadano prawo głosu, nakładając na nich obowiązek przyjmowania do terminu młodych kolonistów, by cenne dla kolonii umiejętności nie przepadły wraz z rzemieślnikami. Polaków przybywało i wkrótce zamieszkiwali też inne osady w Wirginii. Pomimo że raczej nie byli zawodowymi wojskowymi, musieli wraz z resztą kolonistów odpierać m.in. ataki Indian. W czasie walk w 1622 roku zapiski podają, że wśród ofiar napaści na sąsiadujące z Jamestown osady miał znajdować się Mateusz Polak (Mathew  a Polander).

Ambicje wojskowe miał natomiast Daniel Liczko (Łyczko?), zachowany zapis jego nazwiska to Litscho lub Litchoe, jeden z mieszkańców holenderskiej kolonii Nowy Amsterdam, który przybył tam przed 1650 rokiem, jako chorąży jednej z holenderskich jednostek, które stacjonowały w mieście. Wkrótce potem, pełniąc funkcję porucznika garnizonu miejskiego, zasłynął jako właściciel cenionej gospody i wyszynku. Pomimo obowiązków gospodarza miał wziąć udział w zorganizowanej w 1655 roku przez gubernatora Nowego Amsterdamu Petera Stuyvesanta wyprawie na szwedzkich osadników w Delaware. Ponoć na cześć króla polskiego Jana Kazimierza (toczącego wówczas wojny z królem szwedzkim Karolem X Gustawem) jeden z fortów strzegących Nowego Amsterdamu nosił nazwę Casimir. Jego dowódcą miał być przez pewien czas wiceburmistrz Nowego Amsterdamu, pochodzący z Polski Marcin Krygier.

Jacyś Polacy być może wchodzili w skład załóg szwedzkich kolonii w Nowym Świecie, bowiem Wiesław Fijałkowski podaje informację o polskim sierocie, którego rodzice mieli zginąć w czasie ataku Holendrów na Fort Krystyny w Delaware.
Szczupłość danych oraz brak jasnych kryteriów uznawania narodowości nie pozwalają powiedzieć, jak duża była polska emigracja do Ameryki Północnej w XVII i XVIII wiekach. Pewne jest jednak, że polscy osadnicy od samego początki ponosili wszelkie obowiązki związane z tworzeniem się nowych kolonii, nie wyłączając obowiązku obrony ich przed zagrożeniami zewnętrznymi.
Kiedy w XVIII wieku 13 zbuntowanych kolonii stanęło do walki, nie posiadały one żadnej zorganizowanej siły zbrojnej, zaś nieliczni po stronie amerykańskiej oficerowie byli specjalistami od walk podjazdowych z Indianami i Francuzami podczas amerykańskiego epizodu wojny siedmioletniej, a nie od toczenia regularnych bitew ze znakomicie wymusztrowaną armią brytyjską. Dlatego też olbrzymia rola przy tworzeniu się nowej armii przypadła zawodowym oficerom z Europy, takim jak von Steuben czy Kościuszko, których wiedza fachowa połączona z entuzjazmem i ofiarnością amerykańskich ochotników potrafiła zapewnić zwycięstwo zbuntowanym koloniom.
Najbardziej znane nazwiska związane w polskim udziałem w wojnie o niepodległość USA to oczywiście Tadeusz Kościuszko i Kazimierz Pułaski.

TADEUSZ KOŚCIUSZKO – „CZŁOWIEK WIEDZY I ZASŁUG”
Kościuszko pozostawał w Ameryce w latach 1776-1784. Okazał się niezwykle cennym „nabytkiem” dla Armii Kontynentalnej. Absolwent polskiej Szkoły Rycerskiej, czyli Akademii Szlacheckiej Korpusu Kadetów, był wszechstronnie wykształconym oficerem. Zwłaszcza jego wiedza w dziedzinie inżynierii wojskowej okazała się nie do przecenienia. Trudno ustalić, kiedy Kościuszko przybył do Ameryki, ale już w sierpniu 1776 roku, a więc jeszcze przed La Fayette’em, von Steubenem czy de Kalbem ofiarował swe usługi Kongresowi. Dzięki swej wiedzy (a także wyniesionej ze Szkoły Rycerskiej znajomości angielskiego) został w październiku 1776 roku mianowany inżynierem wojskowym w randze pułkownika. Fortyfikował Filadelfię, po ucieczce Kongresu do Baltimore, w grudniu 1776 roku budował umocnienia nad rzeką Delaware. Zaprzyjaźnił się z generałem Horatio Gatesem, który zlecił mu między innymi ufortyfikowanie Ticonderogi, budowę umocnień polowych przeciwko armii Burgoyne’a pod Saratogą czy stworzenie umocnień West Point. Wraz z armią Gatesa, a później Greene’a walczy na południu, biorąc udział między innymi w oblężeniu fortu Ninety Six (gdzie został ranny) oraz Charlestonu. Pozostawił po sobie dobre wspomnienie. Generał Gates pisał: „Jest on [Kościuszko] zdolnym inżynierem i jednym z najlepszych i najsubtelniejszych rysowników, jakich kiedykolwiek widziałem”. Jerzy Waszyngton pisząc do Kongresu daje taki obraz Kościuszki: „pozwalam sobie nadmienić, że inżynier armii północnej (nazwisko jego zdaje się Kościuszko) jest człowiekiem wiedzy i zasług”. Wreszcie generał Greene tak opisuje Polaka: „Między najużyteczniejszymi i najmilszymi wśród moich towarzyszy broni był pułkownik Kościuszko. Nic nie może prześcignąć jego zapału do służby publicznej ani też nie może być najużyteczniejszym nad jego uwagę, czynność i przemyślność w wykonywaniu rozmaitych przedsięwzięć podczas naszej niewielkiej, lecz ruchliwej wojaczki”.
Do kilku pochwał należy jednak dołożyć dość często cytowaną w amerykańskich opracowaniach negatywną opinię o Kościuszce pióra pułkownika Henry’ego Lee, uczestnika wojny o niepodległość i ojca późniejszego generała Konfederacji Roberta. Uważał on, że błędy Kościuszki spowodowały fiasko amerykańskiego oblężenia Ninety Six. Wypowiadał się o polskim inżynierze jako o osobie miernej i pozbawionej energii. Nowsze badania pokazują jednak, że pułkownik Lee pofolgował raczej własnej niechęci niż rzeczywistej ocenie sytuacji, nie biorąc pod uwagę niezdatności kolonistów do prowadzenia oblężeń oraz niezwykle szybkiej odsieczy, która zmusiła wojska amerykańskie do zwinięcia oblężenia.
Zwieńczeniem tego okresu współpracy Kościuszki z armią nowo powstałego państwa było nadanie mu w 1783 roku stopnia generała brygady (choć nie na podstawie promocji indywidualnej, ale w myśl generalnej zasady, że wszyscy oficerowie i żołnierze Armii Kontynentalnej po zakończeniu służby awansowali o jeden stopień) oraz przyjęcie go do Towarzystwa Cyncynata. Kościuszko otrzymał też pochwalną rezolucję od Kongresu. Co ważne dla niego, zawarł on przyjacielskie stosunki z większością dowódców wojny o niepodległość, które miały okazać się mu pomocne w przyszłości.

KAZIMIERZ PUŁASKI – „SZCZEROŚĆ I ODWAGA”
Drugi z najbardziej znanych polskich uczestników tych zmagań, Kazimierz Pułaski, nie cieszył się tak dobrą reputacją jak Kościuszko. Uczestnik wymierzonej w rosyjską ingerencję w sprawy polskie Konfederacji Barskiej był przedstawiany przez agentów carycy Katarzyny w całej Europie jako „królobójca”. Nie był zawodowym oficerem (choć wywodził się z rodu o silnych tradycjach wojskowych), swe doświadczenie zdobywał na polach bitew z wojskami rosyjskimi w latach 1768-1772. Zdolny dowódca kawalerii, wsławił się też obroną kilku twierdz między innymi Jasnej Góry. Zdaniem dowódców rosyjskich (w tym słynnego Iwana Drewicza, którego okrucieństwa przeszły potem do ludowych piosenek) Pułaski był jednym z najzdolniejszych dowódców konfederackich. Z kolei współpracujący z konfederatami Charles Dumouriez, późniejszy słynny generał rewolucyjny, chwalił Pułaskiego za szczerość i odwagę, ganił natomiast brak dyscypliny w jego wojsku.
Pułaski nie mogąc sobie znaleźć miejsca w Europie (w Polsce groziło mu porwanie przez władze rosyjskie i wywózka na Syberię) przybył do Ameryki w lipcu 1777 roku. Pomimo że nie znał angielskiego, zaoferował swoje usługi Kongresowi, proponując utworzenie oddziałów kawalerii, nad którymi miałby objąć samodzielne dowództwo.
Nie czekając na nominację brał udział w bitwie pod Brandywine, wykonywał też zadania zwiadowcze na rzecz armii Waszyngtona pod Warren Tavern. Ostatecznie otrzymał we wrześniu od Kongresu stopień generała brygady i dowództwo „lekkich dragonów”. Brak funduszy i problem z brakiem doświadczonych kawalerzystów i zdatnych do służby wierzchowców wypełniły większą część pobytu Pułaskiego w Ameryce, poczynając od zimy 1777-1778 spędzonej w Trenton, niedaleko stojącego w Valley Forge Waszyngtona. Na wiosnę 1778 roku Pułaski uzyskał zgodę Kongresu na utworzenie niezależnego „legionu” pod własnym dowództwem. Miał on się składać z lansjerów i lekkiej piechoty, a specjalizować się w „małej wojnie”, zwiadach, podjazdach, szarpaniu przeciwnika.
Na jego czele stoczył serię potyczek, m.in. pod Egg Harbour, potem – po kilku miesiącach bezczynności przeniesiony do Karoliny Południowej – pod Charlestonem, Farr’s Plantation i wielu innych, ciągle ścierając się na rekonesansach z patrolami wroga. Jego ludziom ciągle brakowało zaopatrzenia, Kongres nie płacił, jednocześnie awanturując się z Pułaskim o wadliwie prowadzone rachunki.
Wreszcie ciągnie ze swoim oddziałem pod Savannah, gdzie 9 października 1779 roku rzuca się wraz z adiutantami, by podtrzymać załamujące się natarcie. Ciężko ranny odłamkiem kartacza, zostaje przetransportowany na statek, który ma go zawieźć do Charlestonu. Po drodze umiera 11 października 1779 roku.

INNI POLACY W ODDZIAŁACH AMERYKAŃSKICH
Wraz z Pułaskim walczyło kilku polskich oficerów. Niektórzy z nich, jak płk Michał Kowacz, weteran wojny siedmioletniej, poległy pod Charlestonem, czy kpt. Jan Zieliński, poległy pod Savannah, oddali życie za wolność nowo powstałego kraju. Inni, jak nieznany z imienia kapitan Kotkowski (były konfederat barski) czy Karol Litomski (przypuszczalnie adiutant Pułaskiego), kapitan Józef Baldesqui (Baldeski – jego nazwisko występuje tylko w pisowni francuskiej, trudno więc ustalić, czy był Polakiem) lub kapitan Fryderyk Paschke, przeżyli wojnę. Niektórzy, jak Karol Litomski wzięli udział w wojnach napoleońskich, los innych (np. Paschkego) pozostaje nieznany.
Przypuszczalnie około 110-120 osób, Polaków lub Amerykanów polskiego pochodzenia, służyło w Armii Kontynentalnej i milicjach stanowych. Byli wśród nich członkowie osiadłego w XVII wieku rodu Zabriskich (Zaborowskich), a także potomkowie innych rodzin z Massachusetts, Pensylwanii, Nowego Jorku.
Polacy wchodzili też w skład formacji znanej jako Volontaires Etrangers de la Marine, dowodzonej przez księcia de Lauzun. Służyć w niej miało co najmniej trzech polskich oficerów – kapitan Jan Kwiryn Mieszkowski oraz porucznicy Michał Grabowski i Jerzy Uzdowski. Wrócili oni do Francji, by potem wziąć udział w rewolucji francuskiej. Przeżyli ją Mieszkowski, zmarły w 1819 roku, oraz Grabowski do 1814 mieszkający w Paryżu.
Wreszcie trzeba wspomnieć o tych, którzy pomagali zaopatrywać walczące kolonie. Jednym z nich był kaper Feliks Mikłaszewicz, kapitan statków „Scotch Trick” i „Prince Radzivill” (sic!). Ta druga nazwa wskazuje na to, że być może mamy do czynienia z byłym konfederatem barskim, który uciekając przed prześladowaniami rosyjskimi schronił się aż w Ameryce. Operując z Bostonu Mikłaszewicz napadał na angielskie statki w latach 1782-1783. Po wojnie pozostał w Stanach Zjednoczonych, gdyż mamy informacje o transakcjach handlowych z jego udziałem. Niewielką flotę zbuntowanych kolonii zaopatrywał między innymi mieszkający w Charlestonie kupiec Samuel Hrabowski.
Gwoli uczciwości wypada dodać, że Polacy występowali też po stronie angielskiej wierząc, że walczą  przeciw „buntownikom” w obronie świętych i nienaruszalnych praw Korony Brytyjskiej do swych kolonii. Byli wśród nich Paweł Grabowski herbu Topór, pułkownik armii Rzeczypospolitej, oficer armii rosyjskiej. Był jedynym Polakiem o jakim wiadomo, który zaciągnął się jako ochotnik do armii angielskiej (był adiutantem generała sir Henry’ego Clintona). Poległ na polu chwały 5 października 1777 roku. Wśród angielskich inżynierów i topografów wojskowych pracował uznawany za Polaka Karol Błaszkowicz, wreszcie po stronie lojalistów walczyli John i Albert Zabriski.

CDN – ZA TYDZIEŃ

Autor – Michał Chlipała – absolwent prawa i historii Uniwersytetu Jagiellońskiego, pracownik Muzeum Narodowego w Krakowie. Interesuje się historią prawa i historią wojskowości. Fascynuje się rekonstrukcją historyczną oraz wargamingiem.

Autor: Michał Chlipała