Polska jest silna rodakami rozsianymi po świecie i musi wykorzystać ten potencjał

155
Krzysztof Robert Górski: "Sprawy Polaków za granicą i Polonii są moim priorytetem" FOTO: Z ARCHIWUM K.R. GÓRSKIEGO

"Fakt, że na listę warszawską mogą głosować również obywatele polscy zamieszkali za granicą, traktuję jako zobowiązanie do pracy na rzecz zarówno pierwszych, jak i drugich. Polacy poza granicami kraju, również ci bez polskich paszportów, mają prawo do wsparcia państwa polskiego we wszystkich wymiarach swojej egzystencji" – mówi Krzysztof Robert Górski, kandydat na posła do Sejmu RP z listy PiS.

Wydanie specjalne „Nowego Dziennika” na Paradę Pułaskiego 2019 było współfinansowane ze środków Konsulatu Generalnego RP w Nowym Jorku.

Jak zetknął się pan ze Stanami Zjednoczonymi?

Jak większość moich rodaków w ojczyźnie byłem zainteresowany Ameryką od wczesnej młodości i szukałem wiedzy o tym kraju. W Stanach mieszkają moi krewni, co powodowało, że w domu rodzinnym pojawiał się ten temat. Niebagatelną rolę w zwiększaniu tej ciekawości odegrała propaganda komunistyczna, cały czas starająca się zohydzić Stany. W niektórych momentach przybierało to postać wściekłych i prymitywnych ataków, jak chociażby w czasie stanu wojennego. Odniosło to skutek odwrotny do zamierzonego, a do świadomości społecznej przedostała się prawda, że USA są rzecznikiem polskiej walki o wolność, zaś środowiska polonijne skutecznie utwierdzają władze Stanów w tej postawie.

A potem wylądował pan w Waszyngtonie…

Tak, pierwszy raz na zaproszenie rządu amerykańskiego dla organizacji pozarządowych o antykomunistycznym rodowodzie, a następnie w 1997 roku otrzymałem stypendium na Uniwersytecie Georgetown, gdzie zgłębiałem strategię polityczną i stosunki międzynarodowe. To była bardzo ważny i ciekawy okres mojego życia i z pewnością wywarł głęboki wpływ na moje dalsze losy. Była to też okazja do poznawania Polonii amerykańskiej, interesująca tym bardziej, że byłem związany ze Stowarzyszeniem „Wspólnota Polska”, w którym zajmowałem się Polakami na Wschodzie, wciąż walczącymi o zachowanie narodowej tożsamości w warunkach utrudniania lub uniemożliwiania im tego przez władze krajów, które zamieszkują. Ale to już dosyć daleko od problematyki amerykańskiej. Miałem wówczas okazję odbycia stażu w Kongresie (Komisji Bezpieczeństwa) i Centrum Strategicznym Stosunków Międzynarodowych (CSIS).

Jakie wyniósł pan wrażenia z tego pobytu?

Było ich bardzo wiele i bardzo różnych. Jedno z nich związane jest z Muzeum Imigracji na Ellis Island. Podczas zwiedzania go, starałem się zrozumieć rodaków i innych emigrantów w tamtych czasach. To oczywiście inna demograficznie grupa niż pokolenia Polaków przybyłych w późniejszych dekadach, ale musimy spojrzeć na całe dziedzictwo.

Przyjrzyjmy się więc pana osobistej historii.

Chyba nie można jej oderwać od losów wspólnoty, w której żyję. Wychowałem się w domu o silnej tradycji patriotycznej, w którym ideały wolności i niepodległości w połączeniu z katolicyzmem były zawsze głównym drogowskazem życiowym. Przyświecały mi w czasach wczesnej młodości, gdy starałem się być jak najbliżej środowisk sprzeciwiających się sowieckiej dominacji i wspierających narodowe aspiracje, byłem również członkiem do Konfederacji Polski Niepodległej, gdzie dyskutowaliśmy, jaka będzie przyszłość Polski, i w różnych formach pracowaliśmy dla suwerenności naszej ojczyzny. Później zostałem działaczem Zjednoczenia Chrześcijańsko-Narodowego, aby w roku 2002 związać się z Prawem i Sprawiedliwością. Od początku aktywności zawodowej jestem członkiem NSZZ Solidarność. Z tego pierwszego okresu płynie szczególna duma, gdyż za działalność w opozycji antykomunistycznej zostałem odznaczony przez śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski.

A poza działalnością ściśle polityczną?

Służba publiczna ma różne wymiary. Bardzo ważne dla mojego rozwoju były okresy, gdy miałem udział w tworzeniu administracji rządowej odrodzonej Rzeczypospolitej. Tak było w Biurze Bezpieczeństwa Narodowego, Ministerstwie Spraw Zagranicznych, Ministerstwie Łączności, Rządowym Centrum Studiów Strategicznych, wreszcie na stanowisku wiceprezesa Urzędu Mieszkalnictwa i Rozwoju Miast. Dzisiaj pracuję w Poczcie Polskiej, a więc firmie związanej ściśle z funkcjonowaniem państwa polskiego, jako dyrektor odpowiedzialną za współpracę międzynarodową.

Inne ciekawe doświadczenia związane z pana działalnością publiczną?

To oczywiście mój ukochany samorząd. Przez wiele lat (pięć kadencji) byłem radnym, Najpierw Rady m. st. Warszawy, a potem Rady Dzielnicy Śródmieście. Te funkcje dawały mi największą satysfakcję, bo tutaj było najwięcej kontaktu z ludzkimi sprawami i możliwości pomocy w trudnych życiowych sytuacjach. Tutaj czułem najbardziej życzliwość i wdzięczność lokalnej społeczności, co było dla mnie napędem do dalszej aktywnej działalności. Zajmuję się szczególnie sprawami warszawskiej Starówki, kierując też Stowarzyszeniem Mieszkańców Starego i Nowego Miasta. Ważnym naszym osiągnięciem jest przeforsowanie programu ochrony i rewitalizacji tego drogiego warszawiakom, i nie tylko im, obszaru stołecznego miasta.

Jest pan zakorzeniony w historii i patriotycznej tradycji, ale start w wyborach do Sejmu to głównie orientacja na przyszłość. Co chciałby pan osiągnąć w przypadku powodzenia w wyborach?

Jeżeli spełni się to moje marzenie – z pewnością nie zabraknie mi pól aktywności. Fakt, że na listę warszawską mogą głosować również obywatele polscy zamieszkali za granicą, traktuję jako zobowiązanie do pracy na rzecz zarówno pierwszych, jak i drugich. Polacy poza granicami kraju, również ci bez polskich paszportów, mają prawo do wsparcia państwa polskiego we wszystkich wymiarach swojej egzystencji.

Wygląda to na bardzo ambitny plan, który z pewnością wymaga konkretyzacji…

Tak jak zróżnicowane są społeczności polskie w różnych miejscach globu, ze względu na odmienność warunków, w jakich się znajdują, tak też trzeba dobierać różne instrumenty działania. Nie da się tego zrobić bez bliższego poznania tych społeczności, ich problemów, smutków, ale i radości. Czego jestem pewien, to fakt, że ich wspólnym mianownikiem jest miłość do ojczyzny, przywiązanie do patriotycznych i religijnych tradycji. Oddając staremu krajowi te uczucia z pewnością oczekują także tego, że Matka o nich nie zapomni. To, że wspominam o tych sprawach, nie oznacza, że uciekam od odpowiedzi na pytanie o moje propozycje dla Polonii amerykańskiej.

Spróbujmy więc wspólnie dokonać przeglądu tych zagadnień. Zacznijmy od miejsc, gdzie Polak zamieszkały za granicą jest najbliżej polskiego państwa. Chodzi mi o polskie placówki dyplomatyczne i konsularne.

Uwarunkowania geograficzne i finansowe sprawiają, że nie jest łatwo rozwiązać problem łatwego dostępu do polskich służb konsularnych, ale nie można uciekać od tego wyzwania. Ich praca stale się modernizuje, chociaż tempo tego procesu nie jest do końca zadowalające. Z pewnością jest sporo do zrobienia dla odbiurokratyzowania polskich placówek, co powinno w jakimś zakresie rozwiązać problem.

Co jeszcze wpisał pan do swojej deklaracji wyborczej?

Zagadnienie, które praktycznie łączy wszystkie społeczności polskie na całym świecie i stanowi o przetrwaniu narodu. Patriotyzm, poczucie tożsamości narodowej nie mogą być utrzymane i krzewione bez podłoża edukacyjnego i kulturowego. To niezaprzeczalne i ogromne wyzwanie, i zobowiązanie naszej Najjaśniejszej Rzeczypospolitej wobec rodaków zamieszkujących poza granicami. Zaangażowanie w tej sprawie czynników rządowych, parlamentarnych oraz organizacji pozarządowych musi, poprzez właściwą koordynacje działań, przynosić skutek lepszy niż obecny i tej sprawy pod żadnym pozorem „odpuścić” nie można.

Jest jeszcze sprawa opodatkowania emerytur.

Wiem, że jest bardzo ważna i jest niesprawiedliwe, aby osoby wracające na emeryturę do Polski płaciły nadmierny haracz. Jak każda sprawa mająca jednocześnie swój wymiar relacji międzynarodowych i finansów nie jest prosta. Drogowskazem dla działań polskiej administracji i przedstawicieli parlamentu jest zapewnienie godnego korzystania z owoców wcześniej wykonywanej pracy bez dyskryminacji i niesprawiedliwych obciążeń. Będzie to drogowskaz dla mnie jeśli zostanę posłem.

Czy Polacy za granicą powinni mieć swego przedstawiciela w polskim parlamencie?

Szkoda, że to się wcześniej nie stało. Chciałbym, aby była to jedna z pierwszych decyzji w nowej kadencji. Chętnie podejmę tę sprawę. I na pewno będę się starał o ułatwienia dla polonijnego biznesu, bo jest to nam potrzebne.

Zbliżamy się do końca kampanii wyborczej. Czy wierzy pan w sukces?

Dlatego startuję. Mam godnych kontrkandydatów z mojej partii, ludzi tak jak ja motywowanych dobrem publicznym. Mam swojego kandydata do Senatu, którym jest prof. Marek Rudnicki. Bez względu na końcowy wynik cieszę się, że moją kandydaturę popierają tak znakomite osobistości jak sędzia Bogusław Nizieński – niezłomny w walce o sprawiedliwe rozliczenie czasów reżimu komunistycznego, Ewa Błasik – walcząca o prawdę o katastrofie smoleńskiej, Ryszard Czarnecki – broniący polskich interesów w Parlamencie Europejskim, Andrzej Kropiwnicki – wybitny działacz Solidarności, i Teresa Berezowska – wieloletnia działaczka polonijna. Jestem im ogromnie wdzięczny.

ROZMAWIAŁ ADAM BERNATOWICZ