Polski trener dostrzeżony przez New York Knicks

0
5

W ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy trzykrotnie pojawiał się w Nowym Jorku, by z jednej strony podnosić swoje kwalifikacje trenerskie, a z drugiej kształcić młodych zawodników i dzieci zakochane w koszykówce. Współpracę z New York Knicks nawiązał dzięki miłości do tej amerykańskiej drużyny koszykarskiej oraz dużej determinacji w dążeniu do odwiedzenia tego klubu. Dzięki swojej odwadze, ale i umiejętnościom szybko został zauważony przez zarząd New York Knicks.

Podczas szkoleń trenerskich oraz wakacyjnych obozów, na których prowadził swoje drużyny ligowe, współpracował m.in. z takimi sławami trenerskimi i kadrowymi amerykańskiej koszykówki, jak: David Fizdale, Pat Sullivan, Derek Kellogg, Don Showalter, Rod Strickland, Darrell Johnson, Blade Freeman, Allan Houston czy też John Starks. Prowadzone przez niego drużyny podczas wakacyjnych obozów szkoleniowych w letnich ligach – Junior Knicks Summer League U12 oraz Walt „Clyde” Frazier League Champion – dwukrotnie sięgały po mistrzostwo, co wywołało sensację wśród amerykańskich trenerów.

„Wydaje mi się, że obecnie gonię za swoimi marzeniami z dzieciństwa. W latach 90. zakochałem się w New York Knicks. Jest to jedyna drużyna, której całe życie kibicowałem. Jako dziecko marzyłem także, aby grać w tym klubie. Niestety później nabawiłem się kontuzji i zająłem się sprawami trenerskimi. Jednak pracując z dziećmi nadal marzyłem, żeby kiedyś przyjechać do Nowego Jorku i zobaczyć jakiś otwarty trening Knicksów” – wspomina Maksym Papacz, któremu udało się to zrealizować, a nawet osiągnąć dużo więcej. Okazało się także, że amerykańscy eksperci od koszykówki stwierdzili, że teraz za cel powinien postawić sobie pracę w NBA lub w jakimś college'u jako główny trener.

WSPÓŁPRACA Z NEW YORK KNICKS
Maksym Papacz mając już pewne doświadczenie jako trener koszykówki kilka lat temu postanowił zrealizować swoje dziecięce marzenia związane z drużyną New York Knicks. W związku z tym zaczął pisać e-maile do różnych osób związanych z tym klubem. Przez pięć lat nie otrzymał żadnej odpowiedzi. Pewnego razu postanowił nagrać indywidualny trening, który prowadzi ze swoim wychowankiem, i zaczął go dołączać do wysyłanych e-maili. Okazało się, że to był strzał w dziesiątkę.

„Nie wiem, czy właśnie to zadziałało, czy też trafiłem na właściwą osobę, ale wreszcie otrzymałem odpowiedź, że mogę przyjechać i zobaczyć, jak wyglądają obozy wakacyjno-szkoleniowe Knicksów” – wspomina młody polski trener. Niestety, okazało się, że po tej wymianie korespondencji znów nastała cisza.

„Nie otrzymałem żadnej odpowiedzi na mojego e-maila, ale ponieważ mam rodzinę w Nowym Jorku, to za wszystkie swoje oszczędności kupiłem bilet lotniczy i przyleciałem tutaj latem ubiegłego roku. Wtedy znów napisałem do tej osoby, która mi zaproponowała możliwość obejrzenia treningu, i w końcu dostałem informację, że następnego dnia mogę przyjść do Baruch College i zobaczyć przygotowania do obozu” – wspomina Maksym. Wówczas posadzono go na ławce, żeby przyglądał się pracy 20 trenerów szkolących około 100 dzieci. Po kilku godzinach uznał jednak, że jego miejsce jest na parkiecie.

„Odłożyłem notatnik, wstałem i podszedłem do trenerów i zacząłem im pomagać realizować różne zadania, i tak już zostało do końca szkolenia. Następnego dnia, gdy tylko pojawiłem się na odprawie przed treningiem, główny organizator obozu podszedł do mnie i zabrał mnie do jakiegoś biura, w którym siedzał bardzo poważnie wyglądający pan” – opowiada 27-latek dodając, że podejrzewał, że za samowolną decyzję otrzyma naganę i zostanie wyrzucony z hali sportowej. Okazało się coś zupełnie innego.

„Obaj panowie stwierdzili, że dzień wcześniej widzieli, co robiłem z dziećmi oraz co potrafię, i chcą mi zaoferować pracę do końca wakacji. Byłem wówczas chyba najszczęśliwszą osobą na świecie” – podkreśla młody polski trener. Po zakończeniu obozu jego szefowie poprosili Maksyma o skontaktowanie się z nimi w grudniu, żeby wspólnie mogli zaplanować kolejne wakacje, ponieważ postanowili nawiązać z nim dłuższą współpracę.

OBÓZ WAKACYJNY 2018
Zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami Maksym Papacz wysłał do zarządu New York Knicks e-maila już 1 grudnia ub. roku, że jest gotów na przyjazd.

„Okazało się, że nie tylko ja dostałem możliwość udziału w wakacyjnym cyklu obozów szkoleniowych, ale również zaproponowano, by ze mną przyjechało także dwóch młodych zawodników z UKS Gimbasket Wrocław, klubu, w którym szkolę młodzież” – wspomina 27-letni trener. Wraz z nim do Nowego Jorku przylecieli 15-letni Michał Kawalerski i 17-letni Mateusz Jakubowski. Mogli oni nie tylko zdobyć nowe doświadczenie, ale także wykazać się swoimi umiejętnościami, za które – jak się później okazało – otrzymali indywidualne nagrody. Pierwszy okazał się najlepszym obrońcą, a drugi najlepszym zbierającym podczas całej sesji.

„Również całkowicie zmienili swoje podejście do koszykówki, widząc, jak wielu jest świetnych zawodników” – dodaje Maksym i wyjaśnia, że w grupie wiekowej do 17 lat amerykańscy trenerzy nie kładą nacisku na wygrywanie, tylko na odpowiednie przygotowanie i zarażenie dzieci radością z gry w koszykówkę.

„Nie można od nich wymagać rzeczy, których nie są w stanie osiągnąć, ponieważ wówczas załamują się i zniechęcają” – podkreśla polski trener.

Z wakacyjnych obozów szkoleniowych korzystają dzieci w wieku od 7 do 17 lat. Podczas tygodniowej sesji tworzone są drużyny, w skład których wchodzą osoby o podobnym poziomie umiejętności. Codziennie biorą udział w części treningowej, wykładowej oraz w rozgrywkach zorganizowanych na zasadzie ligi. W ostatnim dniu odbywają się mecze o mistrzostwo ligi oraz obozu. Drużyny Maksyma Papacza za każdym razem dochodziły do półfinału, a dwukrotnie z rzędu wygrały rozgrywki, co było dużym zaskoczeniem dla amerykańskich trenerów.

„Nawet usłyszałem od nich, że jestem pierwszą białą osobą, której udało się to zrobić podczas wszystkich obozów szkoleniowych organizowanych przez New York Knicks” – mówi z dumą młody Polak. – Gdy obroniłem mistrzostwo, podszedł do mnie organizator letniej ligi koszykarskiej Nike Pro City i powiedział mi, że powinienem zacząć starać się o pracę w NBA lub w jakimś college'u jako główny trener” – wspomina Maksym i dodaje, że będzie do tego dążył w przyszłości. Być może zalążkiem tego celu było zaproszenie go na wewnętrzne szkolenie trenerów New York Knicks, które odbyło się w październiku.

NEW YORK KNICKS FAMILY
„Po otrzymaniu wiadomości zawierającej propozycję skorzystania z październikowego szkolenia wysłałem e-maila z pytaniem o szczegóły do Craiga Alfano, który mną zarządzał podczas moich dwóch wcześniejszych pobytów, gdy byłem trenerem na obozach wakacyjnych. Stwierdził on, że skoro dostałem taką ofertę, to warto z niej skorzystać, ponieważ na tego typu szkolenia zapraszani są tylko ludzie blisko związani z klubem i tworzący tzw. rodzinę New York Knicks” – opowiada Maksym, który postanowił wykorzystać kolejną szansę, jaką daje mu życie. Po przylocie do Nowego Jorku, bardzo szybko przekonał, że było to coś wyjątkowego, w dodatku był jedyną osobą spoza Stanów Zjednoczonych, która miała okazję brać udział w tym wydarzeniu.

„Mieliśmy możliwość uczestniczenia w treningu Knicksów w Madison Square Garden oraz w ich wewnętrznym szkoleniu, które się tam odbywało. Tematyka dotyczyła tego, jak prowadzić dzieci, aby rozumiały schematy, które później są wykorzystywane w dorosłym życiu, czyli redukcji luki istniejącej pomiędzy NBA a szkoleniem młodzieży.

„Bardzo często istnieje duża różnica w sposobie prowadzenia zajęć przez trenerów college'ów, uniwersytetów, drużyn NBA oraz osoby szkolące dzieci w szkołach średnich czy też na ich pierwszych etapach edukacji – wyjaśnia Maksym i dodaje, że wykłady odnosiły się głównie do istoty bycia trenerem. – Nie było narzucania formy pracy nad techniką czy taktyką. Nie było wychwalania się osiągnięciami swoich wychowanków. Było za to rzeczowe podejście do roli człowieka, który sprawuje kontrolę nad rozwojem młodego zawodnika” – wspomina nasz rozmówca. – Słowo 'trener' w Stanach Zjednoczonych niesie za sobą bagaż odpowiedzialności większej niż posiada nauczyciel, wychowawca czy nawet ksiądz. Większość czasu poświęcona była na uwrażliwienie i uzmysłowienie nam, jak nadzwyczajnie uzdolnionym psychicznie, jak niebywale czułym, wrażliwym, ale również stanowczym oraz wymagającym człowiekiem musi być trener” – podkreśla Maksym Papacz.

Na warsztatach codziennie pojawiali się także różni zawodnicy NBA, którzy poprzez rozmowy mieli za zadanie ukierunkować myślenie uczestników szkolenia. Poza tym przez dwa i pół tygodnia Polak miał okazję poznać wielu trenerów akademickich, a także Dona Showaltera, głównego szefa reprezentacji Stanów Zjednoczonych ds. prowadzenia trenerów i zarazem głównego trenera kadry USA U17. Zajęcia odbywały się w różnych miejscach: w Madison Square Garden, w Baruch College oraz w Yonkers. Na zakończenie szkolenia otrzymał także zaproszenie na wspólny obiad z trenerami LIU Brooklyn Blackbirds oraz obejrzenie ich wewnętrznego treningu. Dostał także zielone światło do uczestniczenia jako trener w przyszłorocznych wakacyjnych obozach szkoleniowych organizowanych przez  New York Knicks.

MAKSYM PAPACZ
Ma 27 lat i jest absolwentem Akademii Wychowania Fizycznego we Wrocławiu. Przez pewien czas grał jako zawodnik koszykówki, lecz ze względu na problemy zdrowotne związane z więzadłem w kolanie musiał porzucić czynne uprawianie tego sportu. W związku z tym, po zdobyciu odpowiednich kwalifikacji, zajął się trenowaniem dzieci i młodzieży od 10 do 18 lat. Maksym Papacz jest pomysłodawcą i trenerem projektu Basketball Improve oraz nauczycielem wychowania fizycznego w Sportowej Szkole Podstawowej nr 72 we Wrocławiu, w której prowadzi 12-osobowe zespoły na poziomie różnych roczników. Poza tym jest trenerem koszykówki w Uczniowskim Klubie Sportowym Gimbasket Wrocław. Jest także trenerem koszykówki New York Knicks podczas letnich obozów koszykarskich dla Junior Knicks. Do niedawna we Wrocławiu prowadził także swoją drużynę złożoną z 12-letnich zawodników.

Obecnie, od ostatniego sezonu, zajmuje się przede wszystkim szkoleniem indywidualnym. „Dostaję pod opiekę utalentowane dziecko i moim zadaniem jest podniesienie jego umiejętności na jeszcze wyższy poziom” – wyjaśnia młody trener. Zajęcia indywidualne z młodymi sportowcami prowadzi w godzinach popołudniowo-wieczornych oraz w weekendy.

„Są to dzieci, które grają w różnych klubach z trenerami, ale korzystają z moich usług, żeby jeszcze bardziej podnieść swój poziom techniczny. Jest to już bardzo profesjonalny trening w wieku 12-13 lat. Chciałem zaoferować taką możliwość dzieciom w Polsce, żeby wykorzystać sprawdzone amerykańskie metody oraz pokazać, że można trenować nieco inaczej niż do tej pory” – wyjaśnia Maksym.

W przyszłym roku Maksym Papacz zamierza odbyć odbyć jeszcze jeden cykl trenerski podczas wakacyjnych obozów szkoleniowych, na które dodatkowo będzie chciał zabrać także kilkoro dzieci z Polski, żeby zobaczyły, jak wyglądają treningi w USA.

„Już mam chętne cztery osoby, których rodzice są bardzo zdeterminowani, by wysłać dzieci na taki obóz – zdradził Maksym. – Planuję także w przyszłym roku zorganizować swój dziesięciodniowy, kameralny obóz koszykarski dla kilkunastu osób, by przekazać im jak najwięcej wiadomości oraz umiejętności” – mówi młody trener.

Autor: WOJTEK MAŚLANKA