Powstanie styczniowe 1963-1864. Bilans strat ludzkich

1522

Trzy lata temu obchodziliśmy 150. rocznicę wybuchu powstania styczniowego. Rozpoczęło się ono 22 stycznia 1863 roku, jako wyraz sprzeciwu wobec rosyjskiego zaborcy, który chcąc rozładować narastające od wielu miesięcy patriotyczne wrzenie w społeczeństwie polskim zarządził tzw. brankę, tj. przymusowy pobór do służby w carskiej armii.

Branka miała objąć 12 tys. młodych, najbardziej patriotycznych Polaków, których po wcieleniu do wojska zamierzano wysłać na 25 lat (!) w odległe rejony rosyjskiego imperium, gdzie w znienawidzonym mundurze mieli służyć i walczyć za obcą sprawę.

Obchodom rocznic powstania styczniowego każdorazowo towarzyszą namiętne spory o sens tego niepodległościowego zrywu. Krytycy powstania w swoich dywagacjach najczęściej wskazują na duże polskie straty, ludzkie i materialne, poniesione w bezpośredniej walce, jak i w skutek popowstaniowych represji. Akcentują przy tym, że był to niepotrzebny rozlew polskiej krwi.

Tak, straty poniesione przez Polaków w powstaniu styczniowym były duże. W boju poległo około 20 tysięcy powstańców (w tym niemal tysiąc zostało straconych z wyroku carskich sądów polowych), 32 tys. zostało zesłanych na Sybir lub w inne oddalone rejony carskiego imperium. Niektóre szacunki liczbę zesłanych określają na 35-40 tys. Z tej liczby ponad połowa nie wróciła do kraju. W sumie daje to liczbę 36 tys. ofiar w ciągu dwóch i pół roku trwania powstania styczniowego, tj. do momentu ujęcia ks. Brzóski, latem 1865 r. Daje to średnio 14,4 tys. poległych rocznie na obszarze Królestwa, Litwy i Ziem Zabranych, czyli wszystkich dawnych ziem I Rzeczypospolitej znajdujących się pod zaborem rosyjskim.

Krytycy powstania styczniowego, pisząc o tych stratach, zapominają, że przez 30 lat poprzedzających wybuch powstania, tj. w latach 1832-1862, do wojska rosyjskiego wcielono siłą około 200 tysięcy Polaków, i to tylko z terenów Królestwa, nie licząc Polaków z Litwy i Ziem Zabranych. Z tej liczby po 25 latach służby w armii rosyjskiej, wróciło w rodzinne strony tylko 23 tysiące. Reszta, tj. 177 tys. (5,9 tys. rocznie), zginęła za obcą sprawę w odległych rejonach rosyjskiego imperium.

Warto w tym miejscu przytoczyć wypowiedź prof. Andrzeja Nowaka z Krakowa: „Trafiły mi w ręce dane z powiatu piotrkowskiego. Stamtąd w latach 1833-1856 do wojska w głębi Rosji wzięto 11 tys. osób. Wróciło 498 osób: zniszczonych, schorowanych, okaleczonych. To pokazywało, jak funkcjonuje społeczeństwo, które się nie buntuje”.

Po powstaniu styczniowym z ziem zaboru rosyjskiego w latach 1865-1877 pobrano 119 tys. polskich poborowych, z czego wrócił co czwarty. Zginęło ponad 89 tysięcy (75%) – 7,4 tysiące rocznie. Gdzie i jak zginęli, nie wiadomo. Tak samo nieznane są miejsca ich wiecznego spoczynku. Dzisiaj właściwie nikt już o nich nie pamięta, a przecież byli to nasi rodacy.

W zaplanowanej „brance” w styczniu 1863 roku zamierzano wcielić do armii rosyjskiej 12 tysięcy najbardziej patriotycznej polskiej młodzieży. Przyjmując, że „branka” miała charakter represji politycznych, należy przyjąć, że z tych 12 tysięcy młodych ludzi po 25 latach wróciłby najwyżej co dziesiąty, czyli kraj straciłby bezpowrotnie w jednym roku, 10,8 tys. młodych Polaków. Przy czym mówimy tu tylko o Królestwie. Porównywalne liczby trzeba przyjąć na Litwę i Ziemie Zabrane, a to oznacza łącznie co najmniej 15-20 tysięcy ofiar.

Gdyby w styczniu 1863 roku nie podjęto walki zbrojnej, ziemie polskie pod zaborem rosyjskim i tak straciłyby porównywalną liczbę najbardziej aktywnych młodych ludzi. Teza, że bez powstania styczniowego „oszczędzono by polskiej krwi”, jest więc nietrafiona. Gdyby bez oporu poddano się „brance”, młodzi Polacy walczyliby w znienawidzonym rosyjskim mundurze o umocnienie carskiego systemu.

Powstańcy, którzy w 1863 r. podjęli walkę i polegli z bronią w ręku, spoczęli w polskiej ziemi. Ich imienne lub bezimienne groby, często znajdujące się w leśnych ostępach, były dla następnych pokoleń Polaków najbardziej widocznymi symbolami niezłomnej walki o wolność i niepodległość.

Wiele z tych grobów, pomimo 150 lat, które upłynęły od tamtych wydarzeń, zachowało się do dzisiaj i wbrew antypatriotycznej nagonce głównych mediów w Polsce w ostatnich latach, otoczone są troską i czcią lokalnej ludności, która swoją postawą jakby chciała przypomnieć słowa Cypriana Kamila Norwida, że „Ojczyzna – to ziemia i groby. Narody tracąc pamięć – tracą życie”.

Autor: TL/SWAP