Poza wodami nie widać tu granic

211
Prezydent Euroregionu Pomerania Krzysztof Soska Foto: Leszek Wątróbski

„Chcielibyśmy, aby pogranicze polsko-niemieckie stało się pograniczem naprawdę bardzo dobrych relacji z naszymi zachodnimi sąsiadami” – mówi Krzysztof Soska, prezydent polskiej części Euroregionu Pomerania.

Jest Pan prezydentem polskiej części Euroregionu Pomerania i prezesem Stowarzyszenia Gmin Polskich Euroregionu Pomerania. Proszę wyjaśnić, co to są euroregiony? Jaka była idea ich tworzenia?

Krzysztof Soska: – Idea współpracy lokalnych i regionalnych społeczności, wykraczających poza granice państwowe, zrodziła się w Europie Zachodniej w latach pięćdziesiątych XX wieku. Pionierami tej myśli byli mieszkańcy regionów z pogranicza norwesko-szwedzko-fińskiego, holendersko-niemieckiego oraz niemiecko-francuskiego. Najważniejszym celem współpracy transgranicznej miało być zniesienie barier wynikających z istnienia granic państwowych oraz tła historycznego i politycznego państw europejskich. Europejska Karta Regionów Granicznych i Transgranicznych, przyjęta przez Radę Europy 19 listopada 1981 roku, w swej preambule dobitnie uzasadnienia potrzebę prowadzenia współpracy transgranicznej. W dokumencie tym zdefiniowano między innymi termin “współpracy transgranicznej”. Pod pojęciem tym rozumie się współpracę przylegających do siebie regionów granicznych lub współpracę zagraniczną władz szczebla regionalnego i lokalnego, organizacji lub instytucji reprezentujących obszary graniczne.

Euroregion jest to wydzielona jednostka na obszarze minimum dwóch państw, oparta na formie współpracy transgranicznej pomiędzy regionami państw członkowskich Unii Europejskiej. W tworzeniu euroregionu uczestniczą przedstawiciele lokalnych i regionalnych władz samorządowych. W Polsce powstało 16 takich euroregionów, w tym 4 na granicy zachodniej: Pro Europa Viadrina, Sprewa-Nysa-Bóbr – położony na styku pogranicza zachodniego i południowego, polsko-czesko-niemiecki Euroregion Nysa i wreszcie Euroregion Pomerania.

Gdzie jest usytuowany i jak duży jest Euroregion Pomerania, którym Pan kieruje?

– Euroregion Pomerania został utworzony w 1995 roku. Należą do niego samorządy z Polski i Niemiec. Granice naszego euroregionu obejmują swoim zasięgiem 4 powiaty przygraniczne i 2 miasta wydzielone Meklemburgii – Pomorza Przedniego (Rügen, Nordvorpommern, Ostvorpommern, Uecker – Randow, Stralsund i Greifswald) oraz dwa powiaty Brandenburgii (Uckermark i Barnim) – wszystkie zrzeszone w Związku Komunalnym Europaregion Pomerania. Stronę polską tworzy Stowarzyszenie Gmin Polskich Euroregionu Pomerania (większość gmin zachodniopomorskich). Nasz Euroregion tworzą więc: miasto Szczecin, Stowarzyszenie Gmin Polskich Euroregionu Pomerania i niemiecki związek Kommunalgemeischaft Europaregion POMERANIA e.V. (Związek Komunalny Europaregion Pomerania). Euroregion Pomerania rozciąga się na obszarze około 41 tysięcy kilometrów kwadratowych. Aktualnie liczy ponad 3,4 miliona mieszkańców.

Euroregion Pomerania Foto: Archiwum

Historycznie w skład Euroregionu Pomerania wchodziła także południowa Skania…

– Tak. 26 lutego 1998 roku w Lund w Szwecji podpisano deklarację przystąpienia do Euroregionu Pomerania Związku Gmin Skanii. Ale w roku 2013 związek ten wycofał się z przynależności do naszego Euroregionu.

Euroregionem zarządza Rada Euroregionu. Kto ją powołuje?

– Rada Euroregionu składa się z26 członków, delegowanych po 12 przez stronę polską i niemiecką. Ze strony polskiej 6 członków powołuje Stowarzyszenie Gmin Polskich Euroregionu Pomerania oraz 6 miasto Szczecin. W jej skład wchodzi również dwóch prezydentów: Michael Sack – prezydent Euroregionu Pomerania w Niemczech i jednocześnie starosta powiatu Greifswald oraz ja. Rada dba o  transgraniczny rozwój, między innymi poprzez udział we wdrażaniu projektu „Fundusz Małych Projektów Interreg VA Komunikacja-Integracja-Współpraca”, dofinansowywanego przez Unię Europejską, wspieranie Polsko-Niemieckiej Współpracy Młodzieży oraz realizacji wielu własnych projektów.

Mieszkańców Euroregionu Pomerania łączy też długa i ciekawa historia…

– O tak.Jej początki związane były z plemionami słowiańskimi. Potem ziemie te znajdowały się we władaniu Księstwa Pomorskiego, Szwecji, Brandenburgii, Prus, Niemiec i Polski. Ten wpływ różnorodnych kultur jest wielkim atutem naszego Euroregionu w szukaniu drogi do europejskiej integracji. Wielkim też walorem Euroregionu Pomerania jest jego niepowtarzalny krajobraz, w którym najważniejszym elementem jest Morze Bałtyckie z atrakcyjnymi dla turystów, piaszczystymi plażami.

Pomerania dosłownie oznacza ląd nad morzem. A morze łączy ludzi. Środkową i południową część obszaru Euroregionu zajmują rozległe jeziora i rzeki, z których najważniejszą jest Odra wraz ze swoim zalewem. Przez wiele lat rzeka ta była dzielącą nas granicą. Dzisiaj jest świadkiem wielu wspólnych przedsięwzięć i projektów. Euroregion zbliża do siebie kultury, łączy siły i pomysły oraz buduje drogi ku ich realizacji. Takie same wybrzeża, takie same krajobrazy, wspólne morze, nawet wspólna przeszłość językowa. Poza wodami nie widać tu granic. Ludzie przez długie lata wierzyli jedynie, że są dla siebie obcy tylko dlatego, że zbyt mało wiedzieli o sobie. Tak działo się od tysiącleci… I tu właśnie rozpoczyna się praca Rady Euroregionu, która jest zbudowana na prawdzie.                                                                               

Jakie cele stawia przed sobą Rada Euroregionu  Pomerania?

– Najważniejszym z nich jest budowanie dobrych relacji sąsiedzkich z wykorzystaniem środków europejskich. I to jest klucz jeśli chodzi o nasze funkcjonowanie. Kolejnym zadaniem jest realizacja wspólnych projektów takich, jak na przykład dofinansowanie naszej współpracy poprzez program Interreg. A obszary wsparcia rozciągają się wzdłuż północnego odcinka polsko-niemieckiej granicy, po obu stronach Odry i jej ujścia, pomiędzy ścisłym obszarem powiązań metropolii Berlina na południu i Bałtykiem na północy. W centrum obszaru wsparcia położona jest stolica naszego województwa – miasto Szczecin, liczące ponad 400 tysięcy mieszkańców. Szczecin jest zdecydowanie największym miastem i centrum urbanistycznym regionu. Obszar ten cechuje niska gęstość zaludnienia, wynosząca 70 mieszkańców na kilometr kwadratowy; w niemieckiej części wynosi ona 65, a w polskiej 74 mieszkańców na km2. Gęstość zaludnienia jest w obu obszarach wsparcia zdecydowanie niższa niż średnia naszych państw (w Polsce przypada 123 mieszkańców na kilometr kwadratowy, a w Niemczech 229).

Istnieją dwa nurty programu Interreg: duży i mały. Jak to wygląda w praktyce?

– Z dużego realizowane są większe projekty o charakterze często infrastrukturalnym, czyli projekty inwestycyjne. One zawsze muszą mieć w sobie efekt transgraniczny. Przykładem tego jest np. marina miejska w Szczecinie na Wyspie Grodzkiej – w pełni wyposażony, nowoczesny i ekologiczny port jachtowy, oferujący wszystko to, czego potrzebują żeglarze. Dla naszych gości mamy tam do dyspozycji 49 miejsc rezydenckich i 25 miejsc dla jachtów odwiedzających. Szczecińska marina służy żeglarzom polskim i niemieckim. Jest ona elementem infrastruktury zachodniopomorskiego szlaku żeglarskiego. Marina jest inwestycją zrealizowaną po naszej polskiej stronie.

Szczecińska miejska marina na Wyspie Grodzkiej Foto: Leszek Wątróbski

Aktualnie realizowany jest kolejny projekt transgraniczny –  Muzeum Techniki Komunikacji w Szczecinie.

– Dotyczy on rozbudowy części edukacyjnej oraz częściowo wystawienniczej naszego muzeum. W jego ramach następuje rewitalizacja starej kamienicy. Podobna rozbudowa, w ramach programu wsparcia Interreg, prowadzona jest po niemieckiej stronie w Muzeum Otto Lilienthala w Anklam, gdzie realizowana jest dodatkowa ekspozycja lotnicza. Jest to jakby element sieciowania oferty turystycznej i muzealnej na naszym polsko-niemieckim pograniczu

A na co wydawane są fundusze z małego wsparcia programu Interreg?

– W mojej ocenie sercem działania naszego Euroregionu i wykorzystywania środków europejskich są właśnie małe projekty programu Interreg. Są to tzw. projekty miękkie. Fundusze są tu zdecydowanie mniejsze. I wydawane są głównie na spotkania. Mamy wiele przykładów takiego właśnie wsparcia. Dotyczą one współpracy szkół, klubów seniora, organizacji projektów związanych z kulturą itd. I to są te właśnie najważniejsze rzeczy. To jest też przełamywanie licznych barier istniejących jeszcze na pograniczu. A największą z nich jest oczywiście bariera językowa. To się na szczęście bardzo szybko zmienia, chociaż nadal dominuje tu język angielski, a nie naszych niemieckich sąsiadów.

Projekt „Spotkajmy się na granicy” Foto: Archiwum

Ma Pan na myśli realizację projektu pod nazwą „Nauczanie języka sąsiada – od przedszkola do zakończenia edukacji. Wspólnie żyć i uczyć się w Euroregionie Pomerania”?

– Tak. Jest to naprawdę duży projekt. Jego realizacja potrwa do końca roku 2022. W projekcie uczestniczy około 1500 dzieci po polskiej stronie. Nie dysponujemy jeszcze danymi strony niemieckiej. Te proporcje są oczywiście na naszą korzyść. Zdecydowanie bowiem więcej dzieci uczy się języka niemieckiego po stronie polskiej. Pomimo tych dysproporcji w liczbie dzieci i poziomie kompetencji językowych, udało się nam połączyć polskie i niemieckie placówki w pary tandemowe, a zgodnie z kalendarzem organizowane są warsztaty międzykulturowe dla rodziców.

Niezmiernie trudne były początki tego projektu. Złożyły się na nie między innymi: pandemia trwająca od grudnia 2020 roku i zamknięte placówki w Niemczech oraz brak nauczania języka polskiego w większości niemieckich placówek czy niemożność zorganizowania szkoleń dla nauczycieli. Nasi partnerzy, poszukując rozwiązań, wypracowali je wspólnie i złożyli wniosek o wydłużenie projektu w celu zrealizowania tych wszystkich zadań. Na szczęście od września 2021 roku nastąpiła znaczna poprawa sytuacji pandemicznej.

A jak wygląda realizacja tego projektu w bieżącym roku szkolnym 2021/2022?

– Powiedziałbym, że jest dużo, dużo lepsza. Otwarte zostały niemal wszystkie placówki i kontakty z nauczycielami pozwoliły na rozpoczęcie prac nad dalszą organizacją spotkań metodycznych, szkoleń oraz wprowadzeniem do szkół zajęć tandemowych. Udało się przeprowadzić wspólnie polsko-niemieckie szkolenie dla nauczycieli, przedstawić koncepcję i założenia zajęć tandemowych, wreszcie przeszkolić nauczycieli w zakresie  funkcjonowania platformy Moodle. Jeśli sytuacja epidemiologiczna pozwoli, będziemy organizować polsko-niemieckie spotkania dzieci i młodzieży na żywo. Jesteśmy dobrej myśli, że przy obecnym doświadczeniu uda się nam zrealizować cele projektowe zakładające wydłużenie projektu do końca grudnia 2022 roku.

Jest na to realna szansa, bowiem w realizację projektu  zaangażowanych jest wiele instytucji i osób.

– Zaangażowane są placówki edukacyjne na wszystkich szczeblach, dyrektorzy, nauczyciele, rodzice, dzieci i młodzież, a także Wydział Oświaty i organy Ministerstwa Edukacji Narodowej. Staramy się wszczepiać potrzebę nauczania języka sąsiada wszędzie tam, gdzie jesteśmy w stanie dotrzeć z działalnością projektu. W tej edycji programu edukujemy rodziców poprzez organizowanie specjalnie dedykowanych dla nich warsztatów, a dotyczących otwartości na kulturę i kraj sąsiada. Mamy nadzieję, że w nowym okresie programowania Interreg będziemy mogli kontynuować nauczanie języka niemieckiego, gwarantując ciągłość kształcenia zarówno dzieci, jak i nauczycieli.

Kto tworzy projekt „Nauczanie języka sąsiada”?

– Tworzy go 8 partnerów: 2 po stronie polskiej i 6 po stronie niemieckiej, w tym: Zachodniopomorskie Centrum Edukacji Morskiej i Politechnicznej, Landkreis Vorpommern Greifswald, Landkreis Uckermark, Universitat Greifswald, RAA i Amt Gramzow – niemiecki urząd leżący w kraju związkowym Brandenburgia, w powiecie Uckermark. Siedziba urzędu znajduje się w miejscowości Gramzow, a w jego skład wchodzi 6 gmin: Gramzow, Grünow, Oberuckersee, Randowtal, Uckerfelde, Zichow i Amt Brüssow. Partnerem wiodącym projektu jest Gmina Miasto Szczecin. Tak więc polskie dzieci uczą się języka niemieckiego, a niemieckie – polskiego. Jesteśmy bardzo zadowoleni, że po niemieckiej stronie udaje się powoli przełamywać pewne stereotypy – że np. język polski jest bardzo trudny, albo że nie warto się go uczyć. Jest to pewien precedens, że są po stronie niemieckiej szkoły, które podjęły się nauki języka polskiego. Tam zupełnie inaczej zorganizowany jest system edukacji. Decyzję, że w szkole ma być nauczany język polski, podejmuje się landowo – czyli w każdym kraju związkowym oddzielnie. Ale duże też kompetencje posiadają po stronie niemieckiej rady szkolne, rady pedagogiczne czy wreszcie sami rodzice. W Polsce jest zupełnie inaczej. U nas taką decyzję może podjąć organ prowadzący.                                                                           

Jak wygląda sprawa podręczników i materiałów dydaktycznych do nauki języka polskiego?

– Materiały dydaktyczne i metodologiczne do nauki języków dla nauczycieli przygotowują, dzięki bliskiej współpracy, nasze dwa uniwersytety: w Szczecinie i w Greifswaldzie. Okazało się, że kompletnie brakuje materiałów do nauki języka polskiego dla dzieci niemieckich. Jest jednak nadzieja, że braki te zostaną szybko naprawione dzięki współpracy z Universitat Greifswald. Takie materiały przydadzą się na całym pograniczu, a nawet w całych Niemczech – wszędzie tam, gdzie jest lub będzie nauczany język polski. Mówimy tu o nauce języka polskiego jako języka obcego. Oczywiście,  jeśli język polski jest nauczany po stronie niemieckiej, ale blisko Szczecina, to trzeba mieć świadomość, że w szkołach pogranicza jest sporo dzieci z Polski. A w tych miejscowościach, które są bardzo blisko granicy, to czasem nawet się zdarza, że jest ich zdecydowana większość.

Jak obecna pandemia wpłynęła na pracę w Euroregionie?

Miała, niestety, ogromny wpływ na nasze funkcjonowanie. I mówiąc szczerze, zachwiała różnymi przedsięwzięciami transgranicznymi. Ja i mój  odpowiednik ze strony niemieckiej pisaliśmy pisma z prośbami do pani Manueli Schwesig – premier rządu Meklemburgii-Pomorza Przedniego. Wnioskowaliśmy o regulację licznych restrykcji pandemicznych panujących na pograniczu. Mieliśmy świadomość, że codziennie granicę polsko-niemiecką przekraczają tysiące ludzi – pracowników transgranicznych. Niemcy nazywają ich „pendlerami”,  czyli osobami dojeżdżającymi codziennie do pracy lub szkoły. Dla nich zamknięcie granicy, poprzez obostrzenia pandemiczne, bardzo często oznaczało ogromne problemy życiowe. Musieli podejmować każdego dnia decyzję, po której stronie mają zostać na czas pandemii i na jak długo, albo czy nie zrezygnować zupełnie z pracy. To były często ludzkie dramaty. Po silnych naciskach, po obu stronach granicy, udało się nam wprowadzić pewną liberalizację przepisów ze strony rządu Meklemburgii-Pomorza Przedniego. Podobnych kłopotów ze strony rządu Brandenburgii nie mieliśmy. Tam podejście do pandemii było bardziej liberalne.

Ta sytuacja uświadomiła obu stronom fakt, że bardzo szybko zapomnieliśmy, iż kiedyś była tu granica i że dziś jej już nie ma…

I jakie to jest błogosławieństwo, że w ramach strefy Schengen możemy się poruszać swobodnie po całej Europie. A przymknięcie granicy, z powodu pandemii, było ogromnym problemem. Z drugiej zaś strony pokazało, jak wiele osób pracuje transgranicznie. Prawdą jest, że zdecydowanie więcej Polaków pracuje dziś w Niemczech niż odwrotnie, ale jest to przecież ruch dwukierunkowy, który jednocześnie oznacza, że jesteśmy już mocno osadzeni w strukturze Europy.

Czy od powstania Euroregionu Pomerania, a więc przez minionych prawie 27 lat, udało się zmienić mentalność ludzi po obu stronach granicy?

– Niemcy mają takie słowo „jajn” co znaczy: i tak, i nie. Uważam jednak, że zmieniło się bardzo dużo. Mamy przecież tego świadomość, bo Szczecin jest najsilniejszym ośrodkiem Euroregionu. Dysponujemy ponadto największym, pod każdym względem, potencjałem gospodarczym – w porównaniu ze wschodnią częścią Niemiec. Absolutnie wyleczyliśmy się też z jakichkolwiek kompleksów. Wręcz przeciwnie, mamy świadomość, że to my generujemy oraz inicjujemy liczne sytuacje współpracy. Nie chcę jednak generalizować. Mamy bowiem wielu fantastycznych partnerów po niemieckiej stronie… ale pewien poziom nieufności jednak jeszcze istnieje. Mam natomiast wrażenie, że udaje nam się oderwać, tu na pograniczu, od tej wielkiej polityki. Widzimy bowiem, że można normalnie współpracować i że relacje polsko-niemieckie w 99% są bardzo pozytywne. Widzę to nie tylko z poziomu Szczecina, ale także z poziomu mniejszych gmin, gdzie spotykają się strażacy, koła gospodyń wiejskich czy kluby seniorów. Tam, gdzie tę współpracę buduje się latami, gdzie jest stabilność personalna, to tam naprawdę rośnie poziom wzajemnego zaufania.

Jeżeli ktoś będzie oglądał tylko polską czy niemiecką telewizję i na jej podstawie budował sobie wizerunek polsko-niemieckich relacji to, niestety, ten obraz nie będzie w 100% obrazem prawdziwym. Polskie i niemieckie media zbyt często ostro nas antagonizują. I zazwyczaj, kiedy spotykamy się z Niemcami, to oni zadają nam pytanie: o co chodzi tak naprawdę w tych antagonizujących przekazach? I właśnie w tym momencie rola Euroregionu staje się jeszcze ważniejsza. Nic bowiem nie może zastąpić bezpośredniego kontaktu z ludźmi. Przy takich spotkaniach okazuje się najczęściej, że ten przekaz medialny, mówiąc delikatnie, mija się z prawdą. A my musimy z naszymi sąsiadami żyć jak najlepiej, bo to jest w naszym wzajemnym interesie.

Związek Emerytów i Rencistów Straży Granicznej – Region w Szczecinie zorganizował 11 września 2021 roku uroczyste otwarcie Skweru Pogranicznika, który powstał w ramach pozyskanych środków z programu Interreg oraz budżetu   Foto: Archiwum

Czym jeszcze na co dzień zajmuje się Euroregion?

– Na przykład tworzeniem wspólnej oferty turystycznej. Można dziś bezpiecznie objechać na rowerach cały Zalew Szczeciński – i po polskiej, i po niemieckiej stronie.  Niemiecki turysta może tu przyjechać i uzyskać wyczerpującą informację na temat sieci dróg. A wiele z nich zostało przecież wybudowanych właśnie z pomocą Interregu. Musimy stworzyć wspólny rynek pracy. Niemcy mają dziś ogromny problem ze znalezieniem kompetentnych pracowników. My też mamy podobne problemy. Dlatego możemy przyciągać pracowników poprzez wspólną ofertę. I to są te obszary, w których możemy działać razem.

Jak widzi Pan przyszłość Euroregionu Pomerania?                                   

– W tym roku, a jest to niewątpliwie moment przełomowy,  przyjęliśmy nową strategię i po raz pierwszy została ona przygotowana wspólnie z Niemcami. Nie oznacza to, że wcześniej takich strategii nie było. Ale były one robione osobno, każda ze stron robiła to wyłącznie samodzielnie. Teraz ta wspólnie przygotowana strategia pokazuje nam kierunki, w których powinniśmy zmierzać. Są to na przykład niezbędne zmiany strukturalne, nowelizacja umów euroregionalnych czy stworzenie wspólnego podmiotu ekonomicznego. Unia Europejska stworzyła już taki mechanizm, który nosi nazwę Europejskie Ugrupowanie Współpracy Terytorialnej (EUWT). Jest to instytucja ponadnarodowa. Jej celem jest ułatwianie i upowszechnianie współpracy transgranicznej swoich członków w celu wzmocnienia spójności ekonomicznej i społecznej. I ten mechanizm powoduje, że możemy stworzyć jeden podmiot zarządzany wspólnie przez Polaków i Niemców.

Aktualnie jest tak, że Niemcy zarządzają swoim podmiotem, a my swoim. A dopiero potem współpracujemy ze sobą na zasadzie pewnego porozumienia i wybrane rzeczy robimy razem. Będziemy więc mogli w przyszłości, w myśl nowych planów strukturalnych, stworzyć wspólny podmiot polsko-niemiecki, w którego zarządzie będą zasiadali Polacy i Niemcy. I ten podmiot będzie mógł realizować wspólne zadania – te, które robił dotychczas, ale i rzeczy zupełnie nowe. Mógłby zajmować się np. tworzeniem wspólnej oferty turystycznej i komunikacyjnej na pograniczu, czy wreszcie edukacyjnej. Jest wiele takich obszarów. Jesteśmy dzisiaj na etapie przygotowawczym. Może to potrwać nawet dwa lata, bo jest to proces bardzo czasochłonny. Ale będzie to bardzo duża zmiana jakościowa.

Nowa struktura będzie działała jeszcze bardziej efektywnie w przyszłości. Kluczową rzeczą jest to, abyśmy odgrywali tutaj, jako pogranicze, pozytywną rolę obniżania wzajemnego poziomu nieufności. Wiadomo, że relacje polsko-niemieckie zawsze były bardzo trudne i że mamy bagaż związany z II wojną światową. Jest więc pozornie wiele przeszkód do nadrobienia. Ale jeżeli spojrzymy na to, co się wydarzyło na pograniczu niemiecko-francuskim, gdzie też prowadzone były liczne wojny i obie strony mają swój bagaż złych doświadczeń – to jednak musimy stwierdzić, że funkcjonuje ono tam dziś fantastycznie. I że zbudowano tam wzajemne zaufanie. I my chcielibyśmy bardzo, aby nasze pogranicze polsko-niemieckie stało się pograniczem naprawdę bardzo dobrych relacji z naszymi zachodnimi sąsiadami.

Oby tak się właśnie stało. Dziękuję Panu za rozmowę.

Rozmawiał: Leszek Wątróbski

Krzysztof Soska (ur. 1965) – dziennikarz radiowy i telewizyjny (prowadził m.in. wywiady z politykami), menadżer, urzędnik, zastępca prezydenta Szczecina. W latach 19931996 był dziennikarzem i redaktorem naczelnym katolickiego Radia AS (późniejsze Radio Plus Szczecin). Następnie, do roku 2004, pracował jako publicysta w Polskim Radio Szczecin. W latach 20032006 współpracował z telewizją (TVP3 Szczecin i ogólnopolska TVP1), dla których prowadził programy publicystyczne i debaty polityczne. W 2006 r. został prezesem Polskiego Radia Szczecin.

W roku 2010 objął stanowisko zastępcy prezydenta Szczecina. Pierwotnie odpowiadał za kulturę, sport i turystykę, zdrowie i opiekę społeczną oraz kontakty z organizacjami pozarządowymi. W roku 2012  został pierwszym zastępcą prezydenta i odpowiadał za koordynowanie i integrację działań w sferze społecznej, a w tym: oświaty, pomocy społecznej, ochronie zdrowia, działań na rzecz osób niepełnosprawnych, współpracy z organizacjami pozarządowymi, kultury, ochronie konserwatorskiej zabytków, sporcie, udzielaniu zamówień publicznych w zakresie związanym z powierzonymi zadaniami. Sprawował merytoryczny nadzór nad spółkami z udziałem miasta w zakresie związanym z powierzonymi zadaniami.

Jest absolwentem Akademii Teologii Katolickiej (Instytut Studiów nad Rodziną) w Warszawie. Następnie ukończył studia podyplomowe w dziedzinie zarządzania i marketingu na Politechnice Szczecińskiej oraz psychologii zarządzania w Zachodniopomorskiej Szkole Biznesu. Uzyskał dyplom Master of Business Administration (MBA).