Rostowski przesadził

0
2

Duże kontrowersje wywołała inna wypowiedź szefa resortu finansów. Kończąc swe przemówienie, Rostowski przywołał swą niedawną prywatną rozmowę z “prezesem wielkiego polskiego banku” pracującym w ministerstwie za czasów transformacji w Polsce. Miał mu on powiedzieć, że po takich wstrząsach gospodarczych i politycznych, jakie teraz dotykają Europę, “rzadko się zdarza, by po 10 latach nie było także katastrofy wojennej”. Ów szef banku miał powiedzieć Rostowskiemu, że “poważnie się zastanawia nad tym, by uzyskać dla dzieci zieloną kartę w USA”.

“Zapoznałem się z wczorajszym wystąpieniem Jacka Rostowskiego, którego dość dobrze znam. Mogę powiedzieć, że chwilami było merytoryczne, a miejscami demagogiczne, mocno przesadzone, a nawet szkodliwe – mówi prof. Stanisław Gomułka, główny ekonomista Business Centre Club, wykładowca m.in. w London School of Economics, na uniwersytetach Stanford, Harvard, Columbia. – Kompletnie niepotrzebne było mówienie o tym, że czeka nas wojna – ubolewa prof. Gomułka. – Szkoda, że nie powiedział, kto z kim miałby walczyć? Czy Grecja miałaby iść na wojnę, a może Włochy lub Niemcy? Moim zdaniem w tej części wypowiedzi minister finansów zdecydowanie przekroczył swoje kompetencje. Wszedł w obszar zarezerwowany dla prezydenta, premiera czy ostatecznie szefa dyplomacji”.

Prof. Tomasz Gąsowski z Uniwersytetu Jagiellońskiego, znawca historii XIX i XX stulecia, uważa, że jeżeli ów prezes wielkiego banku, którego punkt widzenia minister Rostowski zapewne podziela, bo nie przytaczałby go na forum PE, ma na myśli, iż 10 lat po wielkim kryzysie roku 1929 wybuchła II wojna światowa, to myli się. “Korzeni drugiej wojny należy szukać przede wszystkim w postanowieniach traktatu wersalskiego i w obłąkańczej wizji oraz polityce Hitlera” – mówi prof. Gąsowski. Przypomina, że druga połowa lat 30. była okresem rozwoju ekonomicznego Europy.

Historyk z UJ zwraca uwagę, że również pierwsze lata XX wieku, czyli mniej więcej dziesięć lat przed wybuchem I wojny światowej, też były czasem szybkiego rozwoju ekonomicznego. Szczególnie dynamicznie rozwijała się Rosja, ale również Niemcy, Wielka Brytania, Francja czy ziemie Polski we wszystkich zaborach. “Nie można oczywiście wykluczyć, że gdyby doszło do potężnego kryzysu ekonomicznego, to jakiś demagog mógłby chcieć taką sytuację wykorzystać i dążyłby do wywołania wojny – mówi prof. Gąsowski. – Taki scenariusz jest jednak czysto teoretyczny, bo nie przypominam sobie, by miał miejsce w dziejach Europy w ostatnich dwóch stuleciach”.

Adam Sadowski, wiceprezes Centrum im. Adama Smitha, uważa, że wczorajsza wypowiedź ministra Rostowskiego była niedorzeczna, ale też pokazująca sposób myślenia ekonomicznego znaczącej części polskich elit, w tym dotyczącego euro. “Jacek Rostowski straszy, że albo zachowana zostanie strefa euro, albo czeka nas wojna. To myślenie nie tylko błędne, ale wręcz głupie” – twierdzi Sadowski. Przekonuje, że jeżeli nawet Grecja zbankrutuje, to nic nadzwyczajnego na skalę całej Europy się nie stanie. “Mniej więcej 10 lat temu zbankrutowała Argentyna i czy doszło z tego powodu do wojny, czy wielkich międzynarodowych wstrząsów?” – retorycznie pyta Sadowski. Jego zdaniem, jeśli taki los spotka Grecję, to kłopot będą mieli przede wszystkim ci, którzy pożyczyli Atenom wielkie pieniądze, czyli wielkie banki. To one będą się wówczas martwiły. “Być może wielu ludzi zrozumie przy tym, do czego prowadzi polityka zadłużania swoich społeczeństw przez takich polityków jak kanclerz Merkel czy prezydent Sarkozy” – sugeruje Andrzej Sadowski.

Prof. Stanisław Gomułka przypomina, że kilka dni temu kanclerz Niemiec Angela Merkel przestrzegła, iż wyjście Grecji ze strefy euro mogłoby uruchomić efekt domina. “Nie podzielam tego poglądu” – mówi główny ekonomista BCC. Według niego, gdyby strefę euro opuściły Niemcy, doprowadziłoby to zapewne do upadku strefy euro. “W przypadku, gdyby tak postąpiła Grecja czy Portugalia, to byłby to ruch praktycznie bez znaczenia dla całej strefy euro” – mówi prof. Gomułka. W jego ocenie wystąpienie z niej krajów słabych finansowo mogłoby okazać się nawet krokiem dobroczynnym dla całej strefy, gdyż pozbyłaby się maruderów, a nawet krajów, które w niej nie powinny się znaleźć, jak Grecja. “Poważny problem powstałby, gdyby bardzo poważny kryzys dotknął Włochy i Hiszpanię, lecz na szczęście oba te duże kraje są w znacznie lepszym położeniu niż mała Grecja” – zaznaczył prof. Gomułka.

Główny ekonomista banku BZ WBK Maciej Reluga uważa, że wypowiedzi polityków nie mają wpływu na sytuację na rynkach. Taki sam pogląd zajmuje prof. Stanisław Gomułka. Przypomina, że instytucje finansowe, w tym banki, mają swoich analityków, którzy oceniają rzeczywistą skalę ryzyka. “Wielkie instytucje finansowe liczą się z ich głosem, a nie polityków” – twierdzi prof. Gomułka. Andrzej Sadowski przyznaje, że “skala rażenia” wypowiedzi Rostowskiego na rynki światowe, a nawet polski, jest stosunkowo niewielka. “Wczorajsze słowa Rostowskiego nie spowodowały przecież żadnych zmian. Gdy jednak głos zabierze prezydent USA, chiński premier czy kanclerz Niemiec, wtedy trzeba się liczyć z poważnymi reperkusjami” – twierdzi wiceprezydent Centrum im. Adam Smitha. Prof. Gomułka uważa, że analitycy i inwestorzy ocenili, że Jacek Rostowski wypowiedział się wczoraj w taki sposób, by zaistnieć w mediach, na wzór Palikota.

Faktem jest jednak, że inwestorzy na całym świecie z uwagą śledzą, co mówią politycy. Niekiedy politycy wypowiadają pewne kwestie nieświadomie, często nie zdając sobie sprawy ze skutków swoich wypowiedzi. W wielu przypadkach mówią jednak po to, by odnieść skutek. Przykładem może być wypowiedź Leszka Millera z 6 lipca 2001 r. W tym dniu, określanym przez inwestorów “czarnym piątkiem”, Miller powiedział, że Polska stoi na krawędzi kryzysu finansowego. Spowodowało to panikę na rynkach i w ciągu kilku minut złoty stracił ponad 5 proc. do dolara. Sytuacja uspokoiła się dopiero w następnym tygodniu. Prof. Gomułka przekonuje jednak, że wypowiedzi polityków, choć powodują krótkoterminowe zmiany na rynku walutowym, jeśli nie są niczym poparte, nie mają większego wpływu na trendy długoterminowe. Przypomina, że po wypowiedzi Millera nie tylko nie doszło do trwałego załamania złotego, ale wręcz nasza waluta przez długi czas umacniała się.

Słowa Rostowskiego, kandydata PO w wyborach do Sejmu, wywołały komentarze polityków. “Mount Everest nieodpowiedzialności” – tak nazwał je prezes PiS Jarosław Kaczyński. SLD domaga się informacji w Sejmie na temat sytuacji finansowej UE. Premier ocenia, że słowa Rostowskiego to dramatyczne ostrzeżenie dla polityków strefy euro. “Jeśli nie będzie szybkich decyzji i szybkich działań, zmierzamy rzeczywiście w bardzo niebezpiecznym kierunku” – stwierdził Donald Tusk.

Autor: WŁODZIMIERZ KNAP