„Sikorski rozprzestrzenia kłamstwa o Polsce” – Monarcha, a nie urzędnik…

52

Wywiad z Matthew Tyrmandem, dziennikarzem i publicystą oraz organizatorem protestu pod hasłem "Sikorski rozprzestrzenia kłamstwa o Polsce", który odbył się we wtorek, 1 marca, przed nowojorską siedzibą Polskiego Instytutu Naukowego w Ameryce. Rozmowa została przeprowadzona kilka dni przed manifestacją.

Jaki był główny powód oraz idea protestu przed siedzibą Polskiego Instytutu Naukowego w Ameryce (PIASA)? Dlaczego zdecydowałeś się na jego organizację?Kiedy dowiedziałem się, że Radek ma wygłosić przemówienie w Nowym Jorku, podczas mojego pobytu w mieście, od razu wiedziałem, że chcę się pojawić na tym spotkaniu. Nie jest tajemnicą, że często wskazuję na niego (oraz jego żonę i prawnika Romana Giertycha) jako najlepszy przykład będącej w amoku polskiej klasy rządzącej przez ostatnich 20 lat. On jest naprawdę chłopcem z plakatu interesującym się globalizmem i reprezentującym europocentryczną elitę polskiej lewicy. Jest to widoczne w jego bezmyślnym szastaniu pieniędzmi podatników, prostackim zachowaniu, czołobitności w stosunku do Brukseli, Berlina i kolegów globalistów z Waszyngtonu i Londynu oraz w ogóle arogancji. Afera taśmowa, która ujawniła, jak objadał się ośmiorniczkami na koszt podatnika – tak jakby mu się to należało – pozostawiła niezatarty ślad w pamięci wielu ludzi. Mam ogromną listę zarzutów w stosunku do jego złego zachowania i zawsze chciałem ją z nim skonfrontować. Niestety, zarówno on, jak i jego żona wolą zamknąć dyskusję i pozostać nierozliczonymi w sferze publicznej, mimo swojej pozycji w niej zajmowanej, w dodatku mającej służyć ludziom. Szczególnie nie do przyjęcia jest to, że zamiast bronić swojego zachowania pozywa swoich krytyków, takich jak ja, do sądu za zniesławienie. Miałem zamiar iść na spotkanie i zadać mu pytanie, grzecznie i uprzejmie, jeśli nawet nie z szacunkiem (mimo że nie mam szacunku dla niego, mógłbym to zrobić ze względu na otaczających mnie ludzi). Zrobiłem tak samo z Michnikiem na posiedzeniu Europejskiej Rady Spraw Zagranicznych w ubiegłym roku. Niestety, organizator i szef Polskiego Instytutu Naukowego (PIASA), dyrektor wykonawcza Bożena Leven uznała, że nie mogę wziąć udziału w spotkaniu. Najwyraźniej nie chcieli żadnej kontrowersji. W związku z tym zobaczymy, jaką teraz kontrowersję będą mieć. Pomyślałem, że jest więcej sposobów, aby uczcić obecność Radka w naszym mieście. A w Stanach Zjednoczonych mamy pierwszą poprawkę do konstytucji, zakazującą ograniczania słowa, prasy, sposobu wyrażania się i udziału w zgromadzeniach w miejscach publicznych. To są wszystko rzeczy, które on i jego kumple starali się stłumić, gdy PO była u władzy.

Dlaczego nie mogłeś wziąć udziału w tym spotkaniu? Jakie były argumenty jego organizatorów, którzy uznali cię za personę non grata?
Dowiedziałem się o tym wydarzeniu bardzo szybko. Wszyscy, którzy widzieli wiadomość o nim, dzwonili lub mailowali do mnie informując mnie, że mam szansę na konfrontację z nim. Natychmiast wysłałem informację o chęci uczestnictwa w spotkaniu i nawet jeden z członków Instytutu potwierdził moje zgłoszenie, co można było zauważyć na facebookowym profilu PIASA. Jednak pani Leven, która dumnie pozuje z Balcerowiczem na profilowym zdjęciu Instytutu na Facebooku, poinformowała mnie pocztą elektroniczną, że ze względu na duże zainteresowanie spotkaniem, mogą w nim wziąć udział tylko członkowie PIASA, ponieważ więcej osób nie są wstanie pomieścić. Wymieniliśmy kilka emaili, w wyniku czego zostałem poinstruowany, że mogę ubiegać się o członkostwo, które zostanie omówione z zarządem kilka tygodni po wykładzie Sikorskiego. Od tego czasu potwierdziło się to, czego się spodziewałem, że inne osoby, które nie są członkami Instytutu, mogą wziąć udział w spotkaniu, a ja zostałem z niego wyproszony albo na rozkaz Radka, albo na życzenie pani Leven, która chciała przez to uchronić go przed stresem związanym z udzielaniem odpowiedzi na temat jego okropnych działań i pseudointelektualnej posługi publicznej. Ona nie chciała odpowiedzieć na żadne z pytań dotyczących moich podejrzeń związanych z tą argumentacją.

Jaki wpływ na amerykańskie media oraz kreowanie wizerunku Polski w Stanach Zjednoczonych mają Radosław Sikorski i jego żona Anne Applebaum?
Oboje mają silne powiązania w politycznych i medialnych sferach w Stanach Zjednoczonych, a zwłaszcza w Waszyngtonie, skąd pochodzi Anne Applebaum, a w którym jej ojciec zagwarantował im współuczestnictwo w American Enterprise Institute. Są częścią tej samej kliki, która podziela globalistyczną i polityczną filozofię oraz jest przekonana, że elity akademickie, takie jak oni, powinny rządzić światem, tak więc wraz ze swoimi amerykańskimi odpowiednikami posiadają odpowiedni wpływ. Anne, jako współpracownica „Washington Post”, bez wątpienia wpłynęła na pierwszy wielki artykuł napisany po wyborach na temat nowego polskiego rządu przez ich przyjaciela Jacksona Diehla, zastępcę szefa działu edytoriałów. Diehl niewiele wie o Polsce i w przeciwnym wypadku nigdy by nie opublikował tak nachalnego fałszu bez sprawdzenia faktów – jak na przykład tego, że Antoni Macierewicz jest zdeklarowanym antysemitą. To wmówione, kompletnie stronnicze i oderwane od rzeczywistości bzdury powtarzane w kółko wiele razy. Fareed Zakaria, Edward Lucas, Henry Foy, Annabelle Chapman, Ivan Krashnev i wiele, wiele innych osób związanych z mediami i organizacjami typu think tank przyjaźnią się Sikorskim. Oczywiście Radek przyjaźni się także z Johnem McCainem, który nie wie, co się dzieje obecnie w Arizonie, a co dopiero w Polsce. Więc nie ma możliwości, żeby miał pojęcie o polskiej demokracji poza tym, czym tendencyjne nakarmi go Sikorski. Radek i Ania zawsze byli ogromnie widoczną częścią PO, „Gazety Wyborczej” i europocentrycznej elity… Są oderwani od rzeczywistości, którą tworzą dla ludzi żyjących w Polsce i w przerośniętej Europie. Więc mamy niewiarygodną parę opozycyjnych elit kształtujących narrację na temat demokratycznie wybranego nowego rządu i wyrażającą swój sprzeciw. Całość śmierdzi, a oni są w centrum świata. Ludzie muszą o tym wiedzieć i widzieć te połączenia i stronniczość w mediach, którą oni pomogli stworzyć. Nie ma żadnego faszystowskiego zamachu w Polsce, ale wielu Amerykanów wierzy, że demokracja jest tam zagrożona. To wszystko dzięki takim mediom, jak „New York Times”, „Washington Post”, „Economist”, „Financial Times”, Associated Press i innym mainstreamowym źródłom, z którymi oni się przyjaźnią. Na szczęście udało mi się w Waszyngtonie ostrzec wiele osób, zwłaszcza ludzi mediów i polityki stojących po prawej stronie, i powiedzieć im, co naprawdę się dzieje. Wszyscy oni byli zszokowani tym, że Radek groził mi pozwem sądowym o zniesławienie, za to co ogólnie przyjęte jest jako krytyka jego, jako osoby pełniącej publiczną funkcję ministra spraw zagranicznych. Tak więc wielu w nich zobaczyło, kim są naprawdę Radek i Ania.

Jakie są ich „główne grzechy”, czym szkodzą Polsce, psują wizerunek naszego kraju?
Rozprzestrzenią zarówno większe, jak i mniejsze kłamstwa (wierzą w dziennikarstwo, które reprezentuje „Gazeta Wyborcza”), przekazują je dalej i w ten sposób kształtują informacje. Jak już wspomniałem wcześniej, Jackson Diehl w swoim edytorialu w „Washington Post” sugeruje, że Antoni Macierewicz jest zdeklarowanym antysemitą. To jest absurdalne. Podobnie to, że cenzura się szerzy w mediach – gdy w rzeczywistości jest odwrotnie. Że ten rząd zaatakował NATO przez wyrzucenie agentów z biura NATO, agentów, którzy zostali zwolnieni ze swoich obowiązków i utracili dostęp do materiałów niejawnych, a nie zaakceptowali zakończenia pracy. Że reforma Trybunału Konstytucyjnego jest atakiem na demokrację, a o zmianach dokonanych w jego składzie jeszcze przed wyborami się nie wspomina. Poza tym Radek podczas rozmowy przeprowadzonej z nim przez Christiane Amanpour w programie nadawanym w CNN stwierdził, że PiS wygrał wybory dzięki szczęściu i zaprzeczył, jakoby ich wynik były formą referendum dotyczącego jego rządu. W rzeczywistości zawsze zaprzecza, pomimo ewidentnego rozkładu PO (którego jest protoplastą), że coraz więcej ludzi jest przeciwko europocentrycznej polityce. Polska demokracja jest zdrowa, ale świat tego nie widzi dzięki Radkowi i „Applefraud”. Podwójnie haniebne jest to, że ona nazywa siebie dziennikarką, mimo że dzięki mediom społecznościowym przesyła absolutne, tabloidalne kłamstwa.

Czy masz jeszcze jakieś zastrzeżenia do działalności byłego polskiego ministra spraw zagranicznych? Wiem, że nie pałacie do siebie sympatią. Co jest tego powodem?
Spędzam spory kawał mojego życia na walkę z korupcją wśród urzędników państwowych, prowadzoną przez organizację non profit o nazwie OpenTheBooks, której jestem współwłaścicielem. Analizujemy wszystkie amerykańskie wydatki rządowe i staramy się wyplenić wszelkie oszustwa i nadużycia, i wiem, jak to zaobserwować. A zachowanie Radka jako zarządcy pieniędzy podatników oraz urzędnika publicznego jest przerażające: dodatki do kilometrówki, ośmiorniczki i wykwintna kuchnia – korzystał z tego, jakby mu się to należało, poza tym nepotyzm i wypłacanie swoim znajomym „szalonych” wynagrodzeń z budżetu państwa… Jest wiele innych przykładów, pamiętasz o pizzy, którą przywieźli mu funkcjonariusze Biura Ochrony Rządu? Zachowywał się jak monarcha, a nie urzędnik. Moglibyśmy napisać książkę o słabościach finansowych Sikorskiego i jego rozumieniu prawa. Ponadto jako minister spraw zagranicznych był katastrofalny – był gumowym stemplem uległym Brukseli. Nigdy nie zapomnę relacji oglądanej w kółko, kiedy w Kijowie podczas spotkania z Witalijem Kliczką i bohaterskimi ukraińskimi rewolucjonistami na Majdanie powiedział, by zaakceptowali cokolwiek im Rosjanie zaoferują, albo będą martwi. Wstyd, że nie chciał stanąć w obronie bojowników o wolność. Żaden Polak nie może być dumny ze sposobu, w jaki on działał twierdząc, że reprezentuje nasze i polskie interesy. I oczywiście, że przy pomocy pozwów sądowych oraz Romana Giertycha, tłumi krytykę.

Wspomniałeś ponownie Romana Giertycha, prawnika, który w imieniu Radosława Sikorskiego groził ci procesem sądowym za nazwanie postępowania byłego ministra spraw zagranicznych „obrzydliwym zachowaniem obrzydliwego oszusta”. Jak zakończyła się ta sprawa?
Jak już wcześniej mówiłem, ta praktyka tłumienia krytyki poprzez grożenie lub angażowanie się w procesy o zniesławienie przeciwko tym, którzy wnoszą ważne argumenty do publicznej debaty na temat zachowań funkcjonariuszy publicznych, jest niewybaczalna. W ubiegłym roku zamieściłem takie określenie ma swoim facebookowym profilu. Było to po tym, jak w magazynie „Wprost” przeczytałem, że Sikorski przekazał swojemu przyjacielowi Charlesowi Crawfordowi (byłemu brytyjskiemu ambasadorowi w Polsce) ogromną kwotę pieniędzy (prawie 400 tys. złotych), tysiąc razy większą niż wartość rynkowa usługi, którą wykonał. Chodziło o konsultacje dotyczące jego przemówień w języku angielskim (mimo że dysponował on odpowiednim personelem, na który przekazywał ogromne wynagrodzenie – m.in. dla córki Rostowskiego, Mai Rostowskiej – a poza tym sam chwalił się swoją znajomością języka angielskiego i oksfordzkim wykształceniem oraz żoną „dziennikarką” posługującą się amerykańską odmianą języka angielskiego). Biorąc pod uwagę moje doświadczenie w sektorze publicznym zdobyte podczas pracy w OpenTheBooks stwierdziłem, że to wygląda na oszustwo. Giertych, jako jego pełnomocnik prawny, następnego dnia zagroził mi na Twitterze, że pozwie mnie do sądu za „mowę nienawiści”. Należy pamiętać, że był to wpis na moim osobistym facebookowym profilu. Tak więc fakt, że chcą w ten sposób wyciszać krytykę wyrażającą ważny i niezależny punkt widzenia, jest obrzydliwy. Więc ja zaatakowałem ich ponownie w mediach społecznościowych i od tego czasu nie przestaję tego robić. Muszą nauczyć się, że zastraszanie jest niedopuszczalne w demokratycznym społeczeństwie. Ponadto jest to działanie ludzi i mediów przeciwko korupcji i wątpliwemu zachowaniu urzędników publicznych, ale Radek, Giertych i klika PO chcieli uciszyć każdego, kto tylko nawet sugerował, że powinni ponieść odpowiedzialność. Gdyby te groźby zrealizowali, to chętnie bym powalczył z nimi w sądzie… Nigdy jednak nie usłyszałem nic więcej na ten temat. Mam nadzieję, że uda mi się tę sprawę wyjaśnić, gdy we wtorek się zobaczę z Radkiem.

Autor: ROZMAWIAŁ WOJTEK MAŚLANKA