Solidarność wczoraj i dziś

26

Dekadę gierkowską kończył kryzys gospodarczy i wywołane przez niego wstrząsy społeczne. Pierwsza fala wielkich strajków obejmujących kolejne zakłady pracy miała miejsce latem 1980 r. Do najważniejszych wydarzeń doszło na Wybrzeżu, a na arenie wydarzeń pojawił się późniejszy prezydent Lech Wałęsa. Początkowo strajkujący robotnicy wysuwali przede wszystkim postulaty płacowe. W przypadku Gdańska był to także protest przeciwko wydaleniu z pracy Anny Walentynowicz.

Bardzo szybko okazało się jednak, że te wystąpienia dały początek potężnemu ruchowi polityczno-społecznemu, który stanowił wyraz sprzeciwu różnych grup społecznych wobec rządzącej wówczas PZPR. Rząd został zmuszony do podpisania tzw. porozumień sierpniowych. Najważniejszym punktem było uznanie podstawowych praw pracowniczych – istnienia niezależnych, samorządnych związków zawodowych oraz organizowania strajków. Inne postulaty, opracowane przez międzyzakładowe komisje strajkowe, mówiły o prawach obywatelskich (m.in. ograniczeniu cenzury), podwyżkach płac, kwestiach socjalnych (np. wolnych sobotach, czy 3-letnim urlopie macierzyńskim).

W listopadzie 1980 roku został zarejestrowany Niezależny Samorządny Związek Zawodowy „Solidarność”, który po wprowadzeniu stanu wojennego i zdelegalizowaniu przeszedł do konspiracji, aby ponownie zostać zalegalizowany w kwietniu 1989 r. Ogólnym hasłem programowym było „solidarne społeczeństwo i samorządna Rzeczpospolita”, pod czym kryły się zmiany ustrojowe. Do ich wprowadzenia w życie doszło w wyniku kolejnych niepokojów w Polsce, zmian w ZSRR i doprowadzeniu do obrad okrągłego stołu, który oznaczał koniec PRL i PZPR. Tak więc ostatecznym celem i efektem, którego nikt się nie spodziewał w 1980 r., było przejęcie władzy przez działaczy związanych z Solidarnością, zmiana ustroju oraz początek rozpadu bloku socjalistycznego.

Solidarność nigdy jednak nie stanowiła jednolitego ruchu o jednoznacznym programie. Tworzyli ją ludzie o bardzo różnych poglądach, prezentujący odmienne wizje przyszłości, opowiadający się za różnymi metodami działania, których łączył fakt bycia w opozycji wobec ówczesnej władzy. Gdy jednak sama Solidarność stała się jej beneficjentem, bardzo szybko doszło do dekompozycji i po 1989 roku zaczęły pojawiać się różne partie i ugrupowania, powołujące się na udział w tym słynnym ruchu opozycyjnym. Ich liderzy i członkowie bardzo szybko zaczęli się jednak traktować jak wrogowie, a walka często przybierała dość drastyczną formę, w której nie używa się argumentów merytorycznych, za to nader chętnie wykorzystuje kwestie osobiste i populistyczne hasła.

Solidarność po 1989 roku zdecydowanie zaczęła odgrywać rolę partii politycznej i była traktowana przez jej przywódców jako trampolina do kariery we władzy państwowej. Z drugiej strony, w miarę upływu czasu, działalność ruchu zaczęła także stawać się mitem walki o wolność, na który chętnie się powoływano przy różnych okazjach. Jedno było pewne – w minimalnym tylko stopniu, jeżeli w ogóle, postrzegano ją jako niezależną organizację broniącą praw pracowniczych. Postrzegano ją jako jedną z partii lub przybudówkę do partii.

Gdy obóz postsolidarnościowy obejmował władzę, kraj znajdował się w fatalnej sytuacji gospodarczej i należało uporać się zarówno z katastrofą gospodarki socjalistycznej, jak i wprowadzaniem zupełnie nowego systemu. Radykalny plan Leszka Balcerowicza, który zadecydował o późniejszym wieloletnim kierunku polityki ekonomicznej w nowej Polsce, miał na celu przejście z typowej dla dotychczasowego ustroju gospodarki nakazowo-rozdzielczej do wolnorynkowej, charakterystycznej dla demokracji i kapitalizmu. Należało uzdrowić pieniądz, dokonać prywatyzacji i komercjalizacji, zlikwidować monopol państwa, od nowa stworzyć rynek pracy i rynek kapitałowy, wprowadzić inny system podatków i ubezpieczeń, powołując przy tym do życia nowe instytucje i procedury.

I rzeczywiście – obecna Polska funkcjonuje w systemie wolnorynkowym, jest też członkiem Unii Europejskiej. Jednak, wbrew przewidywaniom prof. Balcerowicza i mimo upływu kolejnych dekad, stopa życiowa przeciętnego Polaka nie dość, że nie wzrosła, to jeszcze w ostatnich latach drastycznie spadła. W trakcie przemian pojawiła się bowiem nieliczna grupa ludzi bogatych, natomiast zdecydowana większość społeczeństwa ulega coraz bardziej postępującej pauperyzacji, przy czym gwałtownie zwiększa się liczba żyjących w ubóstwie. W jakimś procencie jest to oczywiście efekt obecnego ogólnoświatowego kryzysu, ale przede wszystkim wieloletniej nieudolności lub celowej polityki kolejnych rządów (np. wypływanie majątku narodowego w nieracjonalnych prywatyzacjach, zwrot majątku Kościołowi, chaos prawny w wielu kwestiach). Prowadzona natomiast przez ostatnie lata polityka oszczędności i tzw. reform obliczonych na szybki, często jednorazowy zysk, polega m.in. na zmniejszaniu liczby miejsc pracy, podwyższaniu podatków i opłat, przede wszystkim paliw i energii, co prowadzi do wzrostu cen, ale nie płac, pozbawianiu obywateli dostępu do żłobków, przedszkoli, dobrych szkół, opieki zdrowotnej, nadziei na uzyskanie przyzwoitych świadczeń emerytalnych. Dziura budżetowa ma być łatana kosztem najsłabszych.

Najgorsze zmiany zaszły jednak w stosunkach międzyludzkich i przede wszystkim dotyczy to relacji pracodawca-pracobiorca. Ponieważ pracy jest zbyt mało (m.in. dzięki zbyt wysokim kosztom pracy trafiającym do kasy państwa), więc ten, kto ma ją do zaoferowania, ma władzę nad drugim, poszukującym ją człowiekiem. Powszechne stały się tzw. umowy śmieciowe, straszenie wyrzuceniem przy próbie jakiegokolwiek sprzeciwu czy domagania się przynależnych praw, stawki niewystarczające nawet na podstawowe potrzeby, zwiększony zakres obowiązków i czasu pracy bez podwyższenia płacy, masowa emigracja „za chlebem” najbardziej energicznych, młodych ludzi, którzy w Polsce nie mają żadnych szans, czy wreszcie zatrudnianie głównie „po znajomości”, a nie według umiejętności i doświadczenia. W dodatku utrata pracy może oznaczać niemożność znalezienia nowej przez wiele następnych lat, co dotyczy zwłaszcza ludzi po 50. roku życia. Ten brak szacunku dla drugiego człowieka, wykorzystywanie posiadanej władzy ekonomicznej do jego upokarzania, bezwzględne dążenie za wszelką cenę do zysku, drastyczne oszczędności wymuszane przez państwo i całkowite lekceważenie przez władzę opinii społeczeństwa przy podejmowaniu kolejnych, dotyczących go, niezwykle ważnych decyzji, stało się niestety normą. Dominującym uczuciem wśród Polaków jest strach o podstawowy byt. Strach, który paraliżuje w dążeniu do egzekwowania ich praw jako obywateli i pracowników.

I właśnie w tej sytuacji Solidarność zaczęła być coraz bardziej widoczna jako niezależny, samorządny związek zawodowy, którego podstawowym zadaniem jest ochrona interesów pracowników (rozumianych nie tylko jako robotnicy), walka o właściwe warunki pracy i przestrzeganie prawa pracy. W przeciwieństwie do lat 80. NSZZ stara się przy tym wykorzystywać legalne możliwości, w tym pertraktacje przy użyciu argumentów merytorycznych, przedstawianie propozycji własnych rozwiązań, lecz także demonstracje dopuszczalne prawem, choć tu pewne kontrowersje wzbudził tegoroczny pomysł otoczenia Sejmu przez protestujących związkowców.

Podkreślanie nowej tożsamości Solidarności zbiegło się w czasie z wyborem jej nowego przewodniczącego. Po Wałęsie, Krzaklewskim i Śniadku został nim w 2012 r. Piotr Duda – tokarz z Huty Gliwice, komandos z elitarnej jednostki, uczestnik misji w Syrii. W przeciwieństwie do swoich poprzedników odżegnuje się on od zamiaru traktowania Solidarności jako elementu kariery politycznej. Według niego NSZZ powinien zachowywać równowagę między historią a bieżącymi problemami, być organizacją bardziej neutralną i apolityczną, a także „odkleić się” od Prawa i Sprawiedliwości, z którą to partią kojarzono go bardzo silnie w ostatnich latach.

Tak więc związek zawodowy Solidarność powstał w wyniku domagania się przez robotników, uprzywilejowaną klasę ówczesnego systemu, polepszenia bytu, aby przejść etap masowego ruchu politycznego, łączącego wiele grup społecznych, który walczył o wolność, reformy i który doprowadził do wielkich zmian ustrojowych. Następnie, gdy ludzie z obozu solidarnościowego przejęli najwyższą władzę w Polsce, uległ dekompozycji, przy czym jego podstawową część – związki zawodowe – coraz mniej kojarzono z funkcjami właściwymi dla organizacji tego typu, a coraz bardziej jedynie z polityką. W chwili obecnej Solidarność wydaje się przybierać kształt tak bardzo potrzebnego teraz, typowego związku reprezentującego interesy pracownicze i należałoby sobie życzyć, aby podobnie jak w innych krajach rozwiniętych, starych demokracji, stał się on dla pracodawców i polityków uznanym partnerem w rozmowach o losie zwyczajnych ludzi. W osiągnięciu prawdziwej wolności, podstawowego prawa jednostki w kulturze Zachodu, wciąż tak bardzo ważna pozostaje bowiem solidarność społeczna.

Autor: Anna Jabłońska