Stanąć ze słońcem twarzą w twarz

15

Pozostanie z nami na zawsze, w swoich piosenkach i wierszach, a przede wszystkim w pamięci, bo takich osób, artystów i ikon, jaką była Kora, nie zapomina się nigdy, nawet jeżeli nie zawsze jest nam z nimi, z ich filozofią i poglądami po drodze. Nagłe odejście wokalistki zespołu Maanam zszokowało wszystkich, zarówno jej fanów, zwolenników, jak i oponentów. Wielu z tych ostatnich zmieniło retorykę w stosunku do zawsze bezpośredniej i niezależnej, a często także zbuntowanej artystki. I to nie tylko z tego powodu, że o zmarłych mówi się tylko dobrze, również dlatego, że dostrzegli piękno, które w niej drzemało i miłość, o której tak dużo mówiła w swojej twórczości.

„Czekam na wiatr co rozgoni
Ciemne, skłębione zasłony,
Stanę wtedy naraz
Ze słońcem twarzą w twarz”

Jakże wymowne stały się słowa jednego z największych przebojów Maanamu „Krakowski spleen” w sobotni poranek, kiedy to na ustach chyba każdej osoby w Polsce była informacja o śmierci Kory, czyli Olgi Sipowicz (primo voto Jackowskiej). Wokalistka jednego z najważniejszych polskich zespołów rockowych odeszła w szczególnym momencie, tuż po najdłuższym i całkowitym zaćmieniu księżyca i podczas wschodu słońca… tak jakby faktycznie chciała spotkać się z nim „twarzą w twarz”. Czy to tylko przypadek, że wypełniły się słowa jej piosenek? Wersów pasujących do tej sytuacji w twórczości Kory można znaleźć o wiele więcej, chociażby w przeboju „Szał niebieskich ciał”:

„Lód się w moje serce wkrada
W oku chętnie się sadowi
I marzenia moje chłodzi (…)
A planety szaleją, szaleją, szaleją…”

SMUTNA WIADOMOŚĆ
Pamiętam jak w czerwcu 2000 roku podczas dużej plenerowej imprezy w Krakowie, czyli słynnych Wianków na Bulwarach Wiślanych pod Wawelem, Kora przekazywała wiadomość o tragicznej śmierci Bogdana Łyszkiewicza z Chłopców z Placu Broni. Pamiętam również, że to właśnie ją poproszono niecałe cztery lata później o poinformowanie uczestników VII Charytatywnego Balu Dziennikarzy o śmierci Czesława Niemena. Zrobiła to z dużą klasą, mimo że nie było to łatwe zadanie, zwłaszcza w okolicznościach, w jakich przyszło jej przekazać tę smutną informację. Natomiast o śmierci Kory dowiedziałem się z Facebooka około godz. 1 w nocy z piątku na sobotę, z 27 na 28 lipca, czyli około godz. 7 rano w Polsce. Ktoś wrzucił informację z jakiejś mało znanej strony internetowej i szczerze powiedziawszy początkowo myślałem, a nawet miałem taką nadzieję, że to tzw. fake news, tym bardziej że w ostatnim czasie niestety takie głupie żarty się zdarzają. Tak był uśmiercony m.in. Ryszard Rynkowski czy też Zbigniew Wodecki długo przed swoim odejściem. Nawet zacząłem sprawdzać wiadomości na znanych portalach, stronach internetowych polskich mediów i przez długi czas, nie widząc potwierdzenia, żyłem nadzieją, że faktycznie to jakiś głupi żart. Niestety po około 30 minutach zajrzałem na strony Informacyjnej Agencji Radiowej i okazało się, że wiadomość o śmierci Olgi Sipowicz jest prawdziwa. Później pojawiło się oświadczenie jej rodziny na facebookowym profilu Kory i wszystkie media zaczęły pisać o jej nagłym odejściu, a rozgłośnie radiowe dodatkowo przypominać przeboje Maanamu i archiwalne wywiady.

TO NIE BYŁ FAKE NEWS
„Z ogromnym żalem i rozpaczą informujemy, że dziś o 5:30 na swoim ukochanym Roztoczu w otoczeniu najbliższych osób, ukochanych zwierząt i wspaniałej przyrody zmarła Kora. Wielka artystka, piosenkarka, poetka, malarka. Wyjątkowa kobieta, żona, matka, babcia, przyjaciółka. Ikona wolności. Zawsze bezkompromisowa w dążeniu do prawdy. Zaangażowana w ruch hipisowski, w działalność pierwszej Solidarności, w budowę demokracji i ruchy kobiece. Muzyka Kory i jej pięć lat temu zmarłego męża Marka Jackowskiego, z którym razem stworzyli zespół Maanam, a także solowa działalność towarzyszyła nam od roku 1979. Kora tworzyła pewną epokę, która wraz z jej odejściem kończy się. Od pięciu lat walczyła mężnie z chorobą nowotworową. Ostatni miesiąc był bardzo trudny. Na końcowej drodze towarzyszyła jej rodzina, przyjaciele i wiele oddanych osób. W tę długą walkę zaangażowanych było wiele najlepszych szpitali, lekarzy, pielęgniarek i opiekunów, za co im z całego serca dziękujemy. Kora dawała ludziom miłość i otoczona była miłością. Zawsze będziemy ją kochać” – takie oświadczenie zostało zamieszczone na facebookowym profilu Kory przez jej męża Kamila Sipowicza i rodzinę. I to był ostateczny dowód na to, że już nigdy nie zobaczymy i nie usłyszymy tej artystki na żywo.

POŚMIERTNY HOŁD
Śmierć Kory uświadomiła wszystkim, jak wielką i charyzmatyczną artystką była wokalistka Maanamu. Artystką nie tylko przez duże „A”, ale także w bardzo szerokim znaczeniu tego słowa; była piosenkarką, poetką, malarką, jurorką i idolką kilku pokoleń, na które wywierała wpływ nie tylko swoimi piosenkami, ale również wyglądem i sposobem bycia. Była po prostu ikoną stylu i popkultury. To, jak wiele znaczyła twórczość Kory, było słychać, i ciągle się słyszy, w wypowiedziach na jej temat. A wspominają ją niemal wszyscy, począwszy od fanów, poprzez muzyków, którzy z nią współpracowali, oraz dziennikarzy, a na politykach kończąc. Pośmiertny hołd oddają jej nawet artyści zagraniczni i księża w kościele.

„Następny utwór pragniemy zadedykować wspaniałej Korze” – powiedział w pewnym momencie Klaus Meine, wokalista legendarnego zespołu Scorpions podczas niedzielnego (29 lipca) koncertu w Łodzi, po czym zaśpiewał jeden z kultowych przebojów „Send Me an Angel”.

Z kolei w warszawskiej parafii bł. Edwarda Detkensa podczas niedzielnej mszy św. wierni usłyszeli z głośników „Krakowski spleen”, a sprzed ołtarza dodatkowy akompaniament księdza grającego na suzafonie. W ten nietypowy sposób hołd wokalistce Maanamu oddał kapłan, mimo że Kora była zdeklarowaną ateistką, a nawet krytykowała księży.

ŻYCIE WE WSPOMNIENIACH
Jeżeli prawdziwe jest powiedzenie, że „człowiek żyje tak długo, jak długo trwa pamięć o nim”, to można mieć pewność, że Kora będzie nieśmiertelna. Takie wnioski można wysnuć patrząc na liczne wpisy i wspomnienia różnych ludzi, jakie pojawiają się w mediach społecznościowych. Świadczą one o wielkim przywiązaniu ich autorów do muzyki zespołu Maanam i tekstów jego wokalistki. I należy żywić nadzieję, że wpisy te wypływają z głębi serca, a nie są podyktowane wymogiem chwili związanej z odejściem charyzmatycznej wokalistki.

Na pewno szczerze wypowiedzi padają z ust osób, które były blisko związane z Korą, zarówno na prywatnej, jak i zawodowej płaszczyźnie. Jedną z nich jest Janusz Yanina Iwański, gitarzysta, który współtworzył Maanam w latach 2003-2008. Jednak z Korą znał się on już od roku 1980, od ówczesnej Wiosny Studentów w Częstochowie, kiedy to Maanam dzielił garderobę z jego jazzowym Tie Breakiem. Przyjaźnić zaczęli się na przełomie lat 80. i 90. i wówczas często spotykali się i rozmawiali na różne tematy.

„Kiedy dołączyłem do zespołu Maanam, to często mieszkałem w domu Kory na Bielanach. To był czas wspólnych posiłków o różnych porach i niekończące się rozmowy o wszystkim – wspomina muzyk w rozmowie z „Nowym Dziennikiem”. – Prywatnie Kora była fantastyczną dziewczyną, zajmującą się domem i ogrodem. Uwielbiała przyrodę, książki i miała niesamowite wyczucie stylu” – opowiada Janusz Yanina Iwański dodając, że ma estradzie wokalistka Maanamu zamieniała się w wielką gwiazdę, była świadomą i spontaniczną artystką. Mimo tego przed wejściem na scenę zawsze miała potworną tremę, wspomina gitarzysta.

„Marek Jackowski mówił: 'Yanina chodźmy do Kory, żeby ja wesprzeć' i wyciągaliśmy ją z tego stanu żartami, herbatką lub wodą z cytryną i miodem. Wcześniej myślałem, że tylko ja tak się stresuję przed występem” – wyjaśnia nasz rozmówca, który twierdzi, że zawsze czuł, że ma w niej prawdziwego partnera podczas koncertów.

„Kiedy Kora wchodziła w światło sceny, z 'dziewczynki' zamieniała się we wspaniałą świecącą gwiazdę i skupiała na sobie uwagę całej publiczności” – podkreśla Janusz Yanina Iwański dodając, że zawsze pozostanie ona dla niego szaloną estradową partnerką, której energia napędzała kosmiczny pojazd o nazwie Maanam.

„Prywatnie pozostanie koleżanką, z którą spędziłem piękne chwile, nie tylko w trasie koncertowej, ale też podczas wspólnych posiłków, wieczorów i rozmów o filozofii, książkach, sztuce i codzienności. O wszystkim. Wiele długich godzin spędziliśmy także słuchając razem muzyki. Tak po prostu” – opowiada muzyk. Cieszy się przy tym, że zdążył podziękować Korze i Markowi Jackowskiemu za to, że zaprosili go do Maanamu, a przez to spełnili jego młodzieńcze marzenie o wielkiej rockowej scenicznej przygodzie.

Olga Sipowicz (primo voto Jackowska) wywierała wielki wpływ nie tylko na muzyków, z którymi współpracowała, ale także na swoich fanów. Niektórzy z nich byli bardzo blisko związani z wokalistką i zespołem Maanam. Do takich osób należał Sebasstian Skalski, ówczesny fan, a obecnie artysta, piosenkarz, fotografik i malarz.

„W latach 1992-1995 byłem blisko Kory i Maanamu, prowadziłem jej oficjalny Fan Club 'Derwisz' w Łodzi. Dzięki niej przeszedłem młodzieńczą metamorfozę i jestem dziś taki, a nie inny… jestem sobą” – podkreśla Skalski. Jak wyjaśnia, miała na to wpływ zarówno muzyka, sposób realizacji nagrań teksty piosenek, styl śpiewania, interpretacje Kory, jak i okładki płyt, zdjęcia i stroje.

„To przewartościowało moje dotychczasowe poczucie estetyki muzyki rockowej na zawsze” – oświadcza twórca oficjalnego Fan Clubu „Derwisz” poświęconego Korze i zespołowi Maanam.

Z charyzmatyczną wokalistką współpracował także Muniek Staszczyk, współzałożyciel zespołu T.Love, który jest dumny z tego, że mógł się z Korą „kolegować”.

„Zmarła największa artystka polskiego rocka. To najważniejsza kobieta, według mnie, w polskiej muzyce rockowej. Rozpoczęła pewną epokę, bo, moim zdaniem, wcześniej w rocku nie było w ogóle tej miary artystki” – stwierdził lider T.Love w Polskim Radiu 24. W podobnym tonie o zmarłej wokalistce wypowiadał się Piotr Metz, szef redakcji muzycznej radiowej Trójki. Jego zdaniem Kora była postacią nieporównywalną z niczym w naszej kulturze.

„Jednym występem w Opolu na początku lat 80. zmieniła w zasadzie naszą rzeczywistość. Pokazała nagle, w publicznej telewizji, w najlepszym czasie oglądania, na najpopularniejszym festiwalu, jak zmienił się świat” – wspominał dziennikarz podkreślając jednocześnie, że zespół Kory miał zadatki na międzynarodową karierę.

„Maanam był wtedy zespołem, który rzeczywiście zafunkcjonował nie tylko w Polsce. Byłem w 1983 roku w Norymberdze i widziałem w sklepie płytowym całą ścianę okładek nowej, zachodnioniemieckiej płyty Maanamu. Naprzeciw, na drugiej ścianie, były okładki nowej płyty Mike'a Oldfielda. To, że się wtedy nie udało, jest wynikiem różnych okoliczności, ale Maanam miał tam swoją publiczność, swój fanklub i jeździł w trasy koncertowe. To był zespół na europejskim poziomie, a Kora nie była gorsza od słynnej Niny Hagen” – opowiadał Piotr Metz.

Hołd Korze oddał także prezydent Andrzej Duda. We wpisie na swoim koncie na Twitterze napisał, że jej śmierć to dla wielu ludzi jego pokolenia, w tym dla niego samego, „symboliczny koniec jakiejś epoki”.

„Wychowaliśmy się na Maanamie, zwłaszcza w Krakowie. To były nasze pierwsze tańce, pierwsze miłości. Szanowna Pani Olgo, dziękujemy. Pamiętamy!” – napisał prezydent.

Kondolencje najbliższym Kory po odejściu artystki złożyło za pośrednictwem Twittera Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

„Odeszła Kora Jackowska. Była głosem ważnym dla kilku pokoleń Polaków, artystką pełną i spełnioną. Laureatką Srebrnego Medalu Gloria Artis. Jej najbliższym składamy serdeczne kondolencje” – napisano na profilu resortu. Swoją opinię o zmarłej artystce wyraził również wicepremier i zarazem szef Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego Piotr Gliński, który napisał na swoim koncie na Twitterze, że Kora była jedną z ikon polskiej muzyki, której twórczość była i będzie inspiracją dla wielu pokoleń Polaków.

„Była artystką szczególnie ważną dla mojego pokolenia. Kora dołączyła do grona twórców, których polskiej kulturze będzie brakować” – napisał szef resortu kultury.

Z odejściem tej charyzmatycznej artystki nie może się pogodzić Marek Niedźwiecki, dziennikarz muzyczny radiowej Trójki.

„Jak tu wspominać osobę, którą tak się lubiło i ceniło? Ja staram się wypierać takie wiadomości. Będę udawał, że Kora jest, ale już dawno się z nią nie widziałem” – powiedział słuchaczom dziennikarz. Z kolei jego radiowy kolega Piotr Stelmach zdradził, że niedawno miał okazję rozmawiać z Korą.

„Nie miałem cienia wątpliwości, że choroba, walka z chorobą to jest przeszłość” – wspominał swoje odczucia dziennikarz muzyczny. Dodał, że Kora na pytanie o swoją przyszłość, odpowiedziała: „A wkrótce was czymś zaskoczę, poczekajcie…” i, niestety, zaskoczyła nas wiadomość o jej nagłej śmierci.

***
Kora, czyli Olga Sipowicz (primo voto Jackowska), zmarła w sobotę, 28 lipca, we wczesnych godzinach porannych. Miała 67 lat. Wokalistka Maanamu zostanie pochowana na Wojskowych Powązkach w Warszawie. Zgodnie z informacją podaną przez rodzinę zmarłej ostatnie pożegnanie odbędzie się w środę, 8 sierpnia, o godz. 11 przed południem w Domu Przedpogrzebowym na Cmentarzu Wojskowym przy ul. Powązkowskiej 43/45 w Warszawie.

Autor: WOJTEK MAŚLANKA