Szukam nowego języka

0
10

Jak pani zareagowała na wiadomość, że „Komunia” znalazła się na tzw. shortliście do Oscara?
Byłam zaskoczona. Ze względu na ograniczone fundusze, mieliśmy skromną kampanię. Ponadto film nie miał dystrybucji kinowej w Stanach Zjednoczonych, więc nie był szerzej znany publiczności, a pierwsze recenzje w amerykańskiej prasie pojawiły się dopiero po ogłoszeniu krótkiej listy. Ale jakimś cudem udało się w bardzo krótkim czasie dotrzeć z filmem do akademików.

Pani dokument zdobył już wiele ważnych nagród. Jak mówi znane powiedzenie, „apetyt rośnie w miarę jedzenia”. W związku z tym, jakie są teraz pani oczekiwania?
Podchodzę do tego spokojnie. Zdaję sobie sprawę z tego, jak wiele różnych czynników – politycznych, finansowych i innych – ma znaczenie w oscarowym wyścigu. Oscary to amerykańskie nagrody, przede wszystkim dla amerykańskich filmów. Bardzo trudno jest się przebić nieanglojęzycznemu filmowi z nieporównywalnie mniejszym od konkurencji budżetem na promocję.

Myślę, że fakt, że film ten znalazł się na shortliście na pewno ułatwi pani życie i pracę zawodową.
Na razie nie wiem, czy i co mi ułatwi, ale na pewno jest to bardzo duże wyróżnienie.

Czy to, że pani debiut filmowy został w ten sposób wyróżniony nie jest jakimś znakiem lub przeznaczeniem?
Być może jest znakiem tego, że wykonaliśmy dobrą robotę.

Widziała pani pozostałe filmy, z którymi „Komunia” konkuruje?
Tak, widziałam kilka z nich.

W takim razie jak pani postrzega „Komunię” przez pryzmat tego, co pani zobaczyła?
Formalnie na pewno różni się od pozostałych filmów. To zupełnie inny język opowiadania, inne środki wyrazu i być może przez to film zwraca na siebie uwagę. Publiczność w Stanach Zjednoczonych jest przyzwyczajona do dokumentów zaangażowanych politycznie lub opowiadających o ważnych postaciach, a „Komunia” jest filmem bez tezy, o rodzinie, jakich wiele zarówno w Polsce, jak i w USA.

Jak film jest odbierany przez międzynarodową widownię? Czy w krajach, w których był wyświetlany, publiczność reaguje podobnie jak w Polsce, gdzie problemy poruszane w „Komunii” są znane widzom, czy może jednak nieco inaczej?
Emocjonalnie reakcje publiczności na całym świecie są podobne, ale są różnice w odbiorze. W Japonii bardzo ważnym aspektem okazała się warstwa religijna. Wspaniałym przeżyciem był dla mnie pokaz filmu dla mnichów buddyjskich w Yamagacie. W rozmowie po pokazie mnisi pytali o wiarę, np. na ile wiara pomaga Oli w codziennych sytuacjach? Jak ją przeżywa? W Europie nikt o to nie pytał.

A jak to wygląda w Stanach Zjednoczonych? Wiem, że tutaj film ten oglądali zarówno znani aktorzy, jak również osoby należące do Amerykańskiej Akademii Sztuki i Wiedzy Filmowej. Czy dotarły do pani jakieś informacje na temat ich wrażeń i opinii?
Podobno w branży dokumentalnej dobrze się mówi o „Komunii”, ale ja tu wciąż jestem obca, nie bywam, nie wszystko do mnie dociera.

Film ten trafił na oscarową shortlistę po ponad dwóch latach po jego wyprodukowaniu. Jak do tego doszło i dlaczego dopiero teraz?
Do tej pory warunkiem ubiegania się o nominację była dystrybucja kinowa w Stanach Zjednoczonych. W tym roku Akademia zmieniła regulacje w taki sposób, że wygrana niektórych dużych festiwali, wybranych przez Akademię, automatycznie kwalifikuje film. „Komunia” wygrała trzy z tych festiwali: Yamagata International Documentary Film Festival w Japonii, DMZ International Documentary Film Festival w Korei oraz E Tudo Verdade w Brazylii.

W jaki sposób powstał ten dokument? Czy wcześniej był pomysł na „Komunię” i szukała pani odpowiedniej rodziny, czy też najpierw miała pani bohaterów, a później pojawił się ten temat?
Zaczęło się od tego, że chciałam zrealizować krótki film o dorastaniu „dorosłych dzieci”, czyli takich, które pełnią w rodzinach role dorosłych. W tym samym czasie, zupełnie przypadkiem, poznałam tatę Oli i Nikodema. Marek opowiedział mi o dzieciach, ich historia bardzo przypominała tę, którą opisałam w scenariuszu. Kiedy osobiście poznałam Olę i Nikodema, postanowiłam pójść za tą rodziną. Pomysł na komunię, która była pretekstem do rodzinnego spotkania, pojawił się na etapie pisania scenariusza.

Jak teraz, po kilku latach od rozpoczęcia współpracy i sukcesach, jakie film osiągnął, czuje się ta rodzina?
Dziś rodzina jest w zupełnie innym miejscu. Rok temu odszedł tata Oli, opiekę nad dziećmi sprawuje mama. Dzięki filmowi udało się im w różny sposób pomóc, ale i bez naszej pomocy świetnie poradzili sobie w nowej sytuacji, są bardzo silni i dzielni.

Jakie są pani dalsze plany? Czy w związku z sukcesami „Komunii” dalej będzie pani hołdowała dokumentowi czy może powróci pani do filmu fabularnego?
Zaczęłam już pracę nad nowym projektem. Nie rezygnuję z dokumentu, ale jestem również otwarta na fabułę. Tak naprawdę interesuje mnie łączenie fabuły i dokumentu, szukanie nowego języka.

A jak udaje się pani pogodzić promocję „Komunii” z pracą nad nowymi filmami?
Nie udaje mi się tego, niestety, łączyć, ale kampania oscarowa niedługo się skończy i powrócę do pracy nad filmem.

Na zakończenie proszę powiedzieć, jak pani ocenia oscarowe szanse „Zimnej wojny” Pawła Pawlikowskiego?
W Stanach Zjednoczonych o „Zimnej wojnie” jest bardzo głośno. Byłam na pokazie z udziałem reżysera w Los Angeles, sala w Museum of Tolerance była wypełniona po brzegi. Jestem pewna nominacji w kategorii film zagraniczny, ale myślę, że film ma też szansę na wyróżnienia w innych kategoriach.

Autor: ROZMAWIAŁ: WOJTEK MAŚLANKA