Trudne losy polonijnego senatora

0
0

Jan Dziedziczak o polonijnym senatorze mówił w maju 2016 roku przekonując, że już w następnych wyborach parlamentarnych Polonia głosować będzie na swojego senatora. Według niego taka osoba miałaby zabiegać o interesy Polaków rozsianych po świecie. Dziedziczak zaznaczył, że izbą zajmującą się Polonią jest Senat, stąd też trzeba będzie zmodyfikować podział okręgów wyborczych. „Chcemy rozdzielić okręg wyborczy, który w tej chwili jest wspólny dla warszawiaków i dla Polaków z zagranicy. Uważamy, że warszawiacy powinni mieć swojego senatora, a Polacy z całego świata – swojego, bezpośrednio wybieranego senatora” – tłumaczył ówczesny wiceminister spraw zagranicznych. Obecnie Polonia wybiera swojego senatora w okręgu nr 44, który obejmuje kilka warszawskich dzielnic – Śródmieście, Żoliborz, Bielany i Białołękę. Jak argumentował Dziedziczak, nowe rozwiązanie miało być przypomnieniem dla Polaków, że 10-20 milionów rodaków żyje poza granicami kraju. Jego zdaniem, senator polonijny na pewno przypominałby o tym fakcie. Dodawał, że takie rozwiązanie miało poprawić również frekwencję wyborczą wśród rodaków za granicą. Dziedziczak podkreślił, że senator polonijny to rozwiązanie bez precedensu w historii Polski, bowiem nie było ono stosowane ani w I i w II RP, ani po 1989 roku. „Oczywiście chcemy to wprowadzić w tej kadencji parlamentu, oczywiście z odpowiednim wyprzedzeniem, aby to rozwiązanie weszło w życie i było zastosowane już w najbliższych wyborach za trzy i pół roku” – mówił w 2016 roku wiceszef MSZ.

POLONIJNY SENATOR JEDEN CZY DWÓCH?

Od słów wiceministra Jana Dziedziczaka minęły dwa lata, a sprawy związane z dodatkowym okręgiem wyborczym nie drgnęły. Nastąpiły za to zmiany w Ministerstwie Spraw Zagranicznych, m.in. Jan Dziedziczak przestał piastować swoje stanowisko. Być może w związku z tym temat polonijnego senatora przejął marszałek Senatu Stanisław Karczewski. We wrześniu na Forum Polonijnym w Krynicy zaskoczył wszystkich i zapowiedział złożenie projektu noweli Kodeksu wyborczego, która miałaby dać możliwość wyboru reprezentanta Polonii do Senatu. “Na pierwszym powakacyjnym posiedzeniu Senatu przedłożymy projekt ustawy zmieniającej Kodeks wyborczy i dający jedno miejsce i wybór dla senatora z zagranicy. Senatora polonijnego” – oświadczył marszałek Karczewski podczas panelu pt. „Obrona dobrego imienia Polski i Polaków”. Marszałek był pewny, że za zmianą zagłosuje także opozycja. “Jest zgoda polityczna ze wszystkich stron. Myślę również, że i opozycja zagłosuje, to będzie następny dowód na to, że opozycja myśli podobnie w zakresie Polonii” – stwierdził marszałek Senatu. Stanisław Karczewski wyraził nadzieję, że propozycja ta zostanie „bardzo szybko przeprowadzona przez parlament i już w roku 2019 będziemy wybierali jednego senatora spośród przedstawicieli Polonii”. Mówiąc o zapowiedzianej propozycji Karczewski stwierdził, że „będzie 99 senatorów z Polski i jeden senator wybrany przez Polonię; jeden okręg wyborczy będzie przeznaczony dla Polonii i Polonia będzie miała swojego przedstawiciele w Senacie”. Jak zapowiadał “projekt jest już gotowy, przewodniczący senackiej Komisji Ustawodawczej już ten projekt ma”. Dopytywany, kiedy senatorowie zajmą się tym projektem, doprecyzował, że „na pierwszym posiedzeniu Senatu, najpóźniej na drugim po przerwie wakacyjnej”.
Chociaż Senat po przerwie wakacyjnej zbierał się już dwukrotnie, to projekt nie ujrzał światła dziennego, a w pomyśle marszałka zaszły znaczące zmiany. Już nie jeden, a dwóch senatorów polonijnych miałoby zasiadać w Senacie, a wszystkich senatorów miałoby być w związku z tym 102, a nie jak dotąd 100. Jednego z senatorów miałaby wybierać Polonia na zachód od granicy Polski, a drugiego Polacy zza wschodniej granicy. Na pytanie “Nowego Dziennika” marszałek Karczewski wyjaśnił, jakie są powody prac nad zmianami. “Mam przygotowany projekt zmian w konstytucji, dzięki któremu w polskim Senacie dwa miejsca przeznaczone będą dla przedstawicieli Polonii i Polaków za granicą. To gest wdzięczności za zasługi Polonii, ale jednocześnie możliwość jeszcze większego kontaktu z Polonią, co z kolei umożliwi uświadamianie nam, jakie są problemy Polonii, czego potrzebuje i jakie działania są najważniejsze”– powiedział marszałek Senatu. Warunkiem do tego jest jednak zmiana konstytucji.

KTO I JAK MOŻE ZMIENIĆ KONSTYTUCJĘ?

O tym, kto i jak może zmienić Konstytucję RP, mówi sama konstytucja, a konkretnie art. 235. Według niego, projekt ustawy o zmianie konstytucji może przedłożyć co najmniej jedna piąta ustawowej liczby posłów, Senat jako cała izba lub prezydent Rzeczypospolitej. Zmiana konstytucji następuje w drodze ustawy uchwalonej w jednakowym brzmieniu przez Sejm i następnie w terminie nie dłuższym niż 60 dni przez Senat. Pierwsze czytanie projektu ustawy o zmianie konstytucji może odbyć się nie wcześniej niż 30. dnia od dnia przedłożenia Sejmowi projektu ustawy. Sejm uchwala ustawę większością co najmniej dwóch trzecich głosów, w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby posłów, a Senat bezwzględną większością głosów, w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby senatorów. Po zakończeniu postępowania marszałek Sejmu przedstawia prezydentowi uchwaloną ustawę do podpisu. Prezydent podpisuje ustawę w ciągu 21 dni od dnia przedstawienia i zarządza jej ogłoszenie w Dzienniku Ustaw Rzeczypospolitej Polskiej. To teoria, bo w praktyce go przegłosowania potrzebne są głosy posłów. Obecnie Prawo i Sprawiedliwość wraz z posłami należącymi do rządzącej Zjednoczonej Prawicy nie mają większości koniecznej do wprowadzania zmian w konstytucji.

KTO ZA, KTO PRZECIW?

Bardziej niż pewne jest to, że zarówno posłowie, jak i senatorowie należący do Zjednoczonej Prawicy poprą pomysł Stanisława Karczewskiego, który – jak zapewnia – ma wsparcie władz swojej partii we wprowadzeniu pomysłu rozszerzenia izby wyższej o dwóch senatorów polonijnych. To jednak zbyt mało, a wedle wszelkich informacji może okazać się, że o więcej głosów nad tym projektem będzie jednak bardzo trudno zebrać. Największa opozycyjna partia, Platforma Obywatelska, proponowała likwidację Senatu, co było w przeszłości jedną z jej obietnic wyborczych. Ugrupowanie Grzegorza Schetyny umieściło ją w swoim programie przed wyborami w roku 2005 i 2007. Nigdy jednak nie podjęło konkretnych działań, mających na celu jej realizację. Politycy tej partii zawsze tłumaczyli się brakiem większości konstytucyjnej.
Na pytanie “Nowego Dziennika”, czy politycy tej partii zasiadający w parlamencie na Wiejskiej poprą zmiany w Konstytucji RP, dostaliśmy odpowiedź, że “stanowisko klubu będzie prezentowane w nawiązaniu do konkretnego projektu – nie zapowiedzi”. W chłodnym, żeby nie napisać mrożącym tonie odpowiedziało na to samo pytanie naszej gazety SLD. Rzeczniczka Sojuszu Anna-Maria Żukowska napisała jednoznacznie: “Ponieważ Sojusz Lewicy Demokratycznej jest w ogóle za likwidacją Senatu, to tym bardziej nie popieramy pomysłu jego rozbudowy o miejsca dla przedstawicieli Polonii”. Według niej sprawami Polonii powinien zajmować się MSZ. “Naszym zdaniem, niezależnie od tego, czy Senat zostanie, czy zostanie zlikwidowany, sprawami Polonii i strategią wobec Polek i Polaków mieszkających za granicą powinno zajmować się Ministerstwo Spraw Zagranicznych. Stoimy na stanowisku, że prowadzenie spraw związanych z Polonią, co wiąże się również z przekazywaniem znacznych funduszy z budżetu państwa organizacjom zagranicznym, narusza kompetencje w zakresie polityki zagranicznej zastrzeżone w Konstytucji RP dla prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej, Rady Ministrów i ministra właściwego do spraw zagranicznych” – odpowiedziała Anna-Maria Żukowska. Jak dodała, Senatu nie zlikwidowano za rządów SLD z tych samych powodów, dla których nie zrobiła tego Platforma Obywatelska, “ponieważ nie mieliśmy większości konstytucyjnej”.
Z kolei Kukiz’15 oraz PSL chcą przekształcenia Senatu w stronę izby, w której zasiadają samorządowcy. Z ramienia partii Pawła Kukiza mówił o tym poseł Piotr Apel. “Naszym zdaniem powinien on pełnić funkcję ciała doradczego. W jego skład mogliby wchodzić eksperci, m.in. przedstawiciele samorządów oraz byli prezydenci” – tłumaczył. O przekształceniu Senatu w izbę samorządowców mówi głośno PSL, który ten punkt ma w swoim programie. “Senat winien być przekształcony w Izbę Samorządową, będącą reprezentacją samorządu terytorialnego, gospodarczego, zawodowego i organizacji pozarządowych. Izba Samorządowa, z uwagi na swój skład, pełniłaby rolę stabilizatora sytuacji politycznej, rozładowującego napięcia między administracją rządową a środowiskami samorządowymi. Wzmocniłoby to pozycję samorządu w relacjach z administracją rządową. Środowiska samorządowe i organizacje pozarządowe uzyskałyby wpływ na bieg spraw w państwie, włączając szerokie rzesze Polaków w nurt życia państwowego. Druga izba polskiego parlamentu zyskałaby wielu znakomitych specjalistów z różnych dziedzin życia społecznego i gospodarczego, a dzięki temu stanowione prawo byłoby wyższej jakości. Senatorowie pełniliby swoją funkcję społecznie” – czytamy w programie PSL. Podobne stanowisko ma Nowoczesna, która nad losami Senatu chce dyskutować: wyjścia są dwa – albo likwidacja wyższej izby parlamentu, albo przekształcenie w izbę samorządowców.


Szacuje się, że na całym świecie przebywa nawet 20 milionów Polaków. Wielu polityków traktuje Polonię po macoszemu, a duża część z nich mówi w kuluarach, że skoro są to ludzie niemieszkający w kraju, to dlaczego mieliby głosować, a nawet zasiadać w parlamencie. Propozycja marszałka Senatu Stanisława Karczewskiego, choć z nikłymi szansami, pokaże realny stosunek polityków do Polaków mieszkających za granicą. Czy zdobędą się na gest, by zaoferować im coś więcej niż kurtuazyjne wizyty z uściskami dłoni? Okaże się wkrótce.

Autor: Przemek Cebula