Trzeba zlikwidować wszystkie podatki

9

Rozmowa z Michałem Marusikiem, posłem w Parlamencie Europejskim, przewodniczącym Kongresu Nowej Prawicy

Jak zdefiniować Kongres Nowej Prawicy?
KNP to partia konserwatywno-liberalna. Opowiada się za wolnością, jako elementem zbioru zasad moralnie i logicznie złożonych. Jedną z tych zasad jest wolność gospodarcza. Czyli swoboda dysponowania owocami swojej pracy. Jak ktoś chce mieć mało owoców, to nie wolno mu w tym przeszkadzać. Jak ktoś chce mieć dużo, to pracuje, uczy się i ma, buduje przyszłość swoją i dzieci, i też nie wolno mu w tym przeszkadzać.

Gospodarka przynosi efekty wtedy, gdy dyktatorem na rynku jest konsument, gdy producenci prześcigają się w zaspokajaniu potrzeb konsumenckich. Ten, który najlepiej zaspokoi te potrzeby, jest potentatem na rynku. Wtedy wszyscy są zadowoleni. Jeżeli konsumentów uciska się różnego rodzaju podatkami, ich wartość nabywcza spada, bo konsumenci nie mają za co kupować usług i towarów, popyt jest mały i nie rozwijają się przedsiębiorstwa.

Ze względów moralnych absolutnie nie zgadzamy się z wszelkimi formami komunizmu. Komunista to ktoś, kto pomaga drugiemu, ale za pieniądze trzeciego. Ustrój komunistyczny jest wtedy, kiedy zabiera tym, którzy są pracowici, odpowiedzialni, odważni oraz coś tworzą, i rozdaje innym. Z tym się nie zgadzamy. Pomagać można za swoje, a nie za cudze. W innym przypadku to rozdawnictwo i kupowanie poparcia społecznego, które doprowadza do wytworzenia się warstwy pasożytów, którzy chcą być karmieni z cudzego dobra, a aparat państwowy im to umożliwia. Jest to absolutnie niemoralne i nieefektywne.

Na czym polega nowość w nazwie partii – Kongres NOWEJ Prawicy?
Słowo „prawica” już zostało wielokrotnie zużyte przez tzw. centroprawicę czy tego typu środowiska, więc było źle kojarzone. Próbowaliśmy nowego otwarcia, zorganizowaliśmy zjazd prawicy w Warszawie, i tam się urodził pomysł na Kongres Nowej Prawicy, czyli takie nowe otwarcie środowisk prawicowych.

Wcześniej, patrząc na polską scenę polityczną, ludziom się wydawało, że istnieje wybór między prawicą a lewicą. Niestety, istniał wybór między różnymi rozwiązaniami lewicowymi. Prawicy w tym nie było. Próbowaliśmy doprowadzić do sytuacji, w której prawica mogłaby zaistnieć w wyborach. I w zasadzie udało się nam. Zaistniała raz w eurowyborach i wprowadziliśmy czterech posłów do Parlamentu Europejskiego, nie na prawicowej doktrynie, ale na chłodnej ocenie Unii Europejskiej, czyli ostrego krytycyzmu co do oblicza ideologicznego tej wspólnoty.

Czyli ta nowość to nowe otwarcie, ale nie nowe idee.
Dokładnie. My głosimy prawdę, a ona jest ponadczasowa. Jak ktoś raz powiedział dwa plus dwa jest cztery, to już zawsze tak będzie. Niektórzy zarzucają nam, że jesteśmy skrajną prawicą, tymczasem prawda jest prawdą, a nie skrajną prawdą.

Jednym z założycieli KNP był Janusz Korwin-Mikke, ale z czasem wasze drogi się rozeszły. Dlaczego?
Założycieli było siedemnastu. Wśród nich był Janusz Korwin-Mikke. Gdy zauważył, że ugrupowaniu grozi sukces w wyborach do Parlamentu Europejskiego, to chciał się wycofać i porzucić ten projekt. Robił, co mógł, by sprzedać te miejsca jakimś celebrytom i przedsiębiorcom. Są dokumenty to poświadczające. Na przeszkodzie stało głównie to, że polskie prawo nie uznałoby zobowiązań zaciągniętych z tego tytułu. Nie dało się nikomu sprzedać tych miejsc i trzeba było grać własnymi osobami.

Wtedy KNP miał 7 procent poparcia społecznego. W tej kampanii Janusz Korwin-Mikke bardziej szkodził, niż pomagał. Natychmiast po wyborach odszedł z KNP i założył swój własny projekt polityczny KORWiN. Jako jedyny w KNP był przeświadczonym, że należy zniszczyć naszą partię. Zwalczał nas, przeciągał do swojego nowego ugrupowania ludzi, obiecując im konfitury władzy i sukces, czyli dobry wynik krajowy. Parę osób za nim poszło.

Przy czym my przypuszczaliśmy, że on gra tak, żeby przegrać. I okazało się, że nasza racja się potwierdziła. Przez to nie ma polskiej prawicy w Sejmie. A mogłaby być. Gdyby Korwin z Kongresu Nowej Prawicy startował w wyborach prezydenckich, to nie Paweł Kukiz miałby dobry wynik, a KORWiN. I to lepszy od Kukiza o kilkanaście procent. To oznacza, że KNP w wyborach parlamentarnych miałby około 20 procent poparcia. Wtedy bylibyśmy trzecią siłą w Polsce i autentyczną prawicą instytucjonalną w polskim Sejmie. Niestety, Korwin-Mikke nie chciał się na to zgodzić, zagrał na porażkę prawicy i osiągnął to, co chciał, czyli doprowadził do tego, że instytucjonalnej prawicy w polskim Sejmie nie ma. Jest tylko kilka osób o prawicowym obliczu.

Próg poparcia Kongresu Nowej Prawicy to 1-2 procent. Jak wasze ugrupowanie planuje dotrzeć do wyborców i powiększyć swój elektorat?
W polityce nie jest tak, że wygrywa ten, kto ma rację, ale ten kto ma siłę. Jeżeli zło jest silniejsze, to zawsze wygra z dobrem.
W demokratycznej polityce siłą są media. Wszystkie środki masowej komunikacji są w rękach tzw. mainstreamu politycznego.

Ogólnie są to środowiska lewicowe albo udające prawicę – półprawica, ćwierćprawica, centroprawica. Chcą oszukać prawicowy elektorat i nakłonić go do głosowania na partie lewicowe. Nas nie widzą. Czyli problem nie polega na tym, że nas zwalczają, ale że nas nie dostrzegają.

Dzisiaj w mediach istnieje cenzura, tak jak w PRL-u. Wtedy był Urząd Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk, obowiązywała księga zakazów – o czym nie można było pisać, jakich słów nie można było używać. Teraz instytucja ta została zniesiona, ale cenzura nadal istnieje w redakcjach. Jest wyraźny zakaz mówienia czy pisania o nowej prawicy, do tego stopnia, że gdy nasz poseł Jacek Wilk na konferencji prasowej coś oznajmia, to dziennikarze nagrywają klipy, ale nic z tego nigdy się nie ukazuje, a niekiedy ostentacyjnie wyłączają kamery. Nie możemy się przebić przez barierę milczenia.

Media decydują, co dociera do ludzi, a co nie. Nam brakuje mediów – środków przenoszenia oczywistych racji społecznych i moralnych do elektoratu, żeby ten elektorat trochę otrzeźwiał i odkomunizował Polskę. Żebyśmy przestali być obozem, w którym wszystko, co wytworzymy, jest wspólnym dobrem, bo wiemy, że jak wszystko należy do wszystkich, to tak naprawdę nic nie należy do nikogo.

Jak pan ocenia dzisiejszą scenę polityczną w Polsce? Czy PiS, mimo wielu krytycznych opinii, rządzi lepiej, niż rządziła PO?
Nie, PiS nie rządzi lepiej, państwo się zadłuża coraz bardziej. Zadłużenie Polski rośnie w takim tempie, że dwa, a nawet trzy pokolenia go nie spłacą. Polskie rządy udają, że tego nie widzą, i prowadzą Polskę do katastrofy.

PiS, a wcześniej Kaczyńscy, bo mieli pełnię władzy – jeden Kaczyński był premierem, drugi prezydentem – mieli większość parlamentarną i mogli robić, co chcieli. Z dnia na dzień mogli sprawić, że Polska stałaby się krajem normalnym. Mogli zmienić konstytucję, pozmieniać ustawy, ale nie chcieli tego zrobić. Poddali się i oddali rządy komu innemu. Oni nie chcą, żeby cokolwiek się zmieniło. A jeżeli coś się zmienia, to na gorsze.

Czy PO lepiej dawało sobie radę?
Trudno powiedzieć. Myślę, że nie kupowali poparcia społecznego metodami socjalnymi, jak to robi PiS, np. oferując Program 500+. To program oparty na zasadzie: zabrać tym, którzy ciężko pracują, i rozdać tym, który nie pracują. Jak ktoś dostaje coś za darmo, to się cieszy, a partia w ten sposób kupuje poparcie. To jest jednak kamień u szyi gospodarki polskiej, który zabija przedsiębiorczość. PO tego by nie zrobiła, nie kupowałaby poparcia społecznego tak okrutnymi metodami.

Dlaczego został pan europosłem? Czy po to, tak jak Janusz Korwin-Mikke, by rozwalać system od wewnątrz?
Raczej nie. Chcemy tam, gdzie jest to możliwe, na forum publicznym opisywać, jak funkcjonuje rzeczywistość polityczna i gospodarcza. My nie próbujemy kłamać, oszukiwać, bo nie mamy w tym politycznego interesu. Jesteśmy partią marginesu i dzięki temu możemy patrzeć na tę scenę polityczną i na działalność gospodarczą z dużym dystansem. Patrzymy z boku i opisujemy zjawiska, jakie zachodzą na scenie politycznej i gospodarczej.

Prawica  w Polsce jest mocno podzielona. Niektórym zarzuca się prokremlowskie postawy. Co pan na ten temat myśli?
Najbardziej rzuca się w oczy to, że Polska niepotrzebnie mieszana jest z jakichś powodów w bezsensowne konflikty gospodarcze i strategiczne z Rosją. Gospodarka polska po czasach PRL-u była strategicznie mocno powiązana z Rosją. Nasze utarte relacje opierały się na energetyce, jak prąd, gaz i ropa.

Rosja jest przewidywalnym partnerem handlowym i wszyscy robią z nią dobry interes. Tymczasem Polska zachowuje się tak, żeby zrazić ją sobie w jak największym stopniu. Miesza się w konflikt między Gruzją a Rosją, w konflikt między Ukrainą a Rosją oraz angażuje się w takie przedsięwzięcia na arenie międzynarodowej, które Rosji szkodzą. W rezultacie Rosja definiuje Polskę jako swojego wroga i zrywa kontrakty. Te kontrakty obliczone na 20-30 lat przejmują inne kraje: Rumunia, Turcja Kazachstan, a my jesteśmy zostawieni poza nawiasem.

Ale gdy Polska staje po stronie Ukrainy, w konflikcie z Rosją, zapobiega poszerzeniu się tego konfliktu na Zachód. Gdyby Polska umyła ręce, łatwiej byłoby Rosjanom iść dalej.
Nie, moim zdaniem, gdyby na Ukrainie nie sprowokowano antyrosyjskiego przewrotu, Ukraina funkcjonowałaby normalnie, byłaby w normalnych relacjach z Rosją, Krym by nadal do niej należał i nic złego by się tam nie działo.

Gdyby pan był premierem w tym momencie…
To bym się podał do dymisji w tym samym dniu. Nie jest możliwe przy takiej konstytucji i takich prawach reformowanie Polski.

Gdyby miał pan możliwość dokonania zmian w Polsce, jakie lekarstwo by pan zaaplikował naszemu krajowi?
Polska nie powinna na forum międzynarodowym ulegać wpływom zewnętrznym, tylko prowadzić własną politykę, tak jak robi to Turcja. Nawet będąc w NATO Turcja promuje własne interesy.

Wewnętrznie Polska powinna zbudować sobie siłę, zbudować gospodarkę efektywną, która zapewni dobrobyt obywatelom i potęgę państwa. Nie powinniśmy być parobkami, pracującymi na obcych. Tzn. należy radykalnie, natychmiast, zmniejszyć ucisk fiskalny obywateli – tak, aby zwiększyć popyt i stymulować w ten sposób gospodarkę – jak i zlikwidować wszelką opresyjność w stosunku do przedsiębiorstw, żeby uwolnić je od ciężaru obsługi biurokratycznej, która jest kosztowna i kłopotliwa. Wtedy te firmy będą mogły się rozwijać i budować potęgę naszego kraju.

To są dwie najważniejsze rzeczy, plus do tego wolność formalna. Nie można np. prawnie zmuszać obywateli do ubezpieczeń, których sobie nie życzą. Wszyscy wiedzą, że każdy inny system ubezpieczeń jest tańszy i bardziej efektywny, ale nie ma woli politycznej, żeby go zlikwidować. Poza tym mamy konstytucyjny zapis, który zmusza każdego obywatela do tego, żeby się ubezpieczał w ZUS. Tymczasem ZUS może doprowadzić do tego, że Polska przestanie istnieć.

Zatem konstytucja jest do zmiany. Z państwa niewolniczego, czyli takiego, które gwałci wolność materialną i formalną, musimy przekształcić się państwo, które te wolności będzie ochraniać.

Należy chronić majątek obywateli i nie pytać, skąd go mają. Tak powinna funkcjonować gospodarka. Na takich zasadach zbudowano potęgę Ameryki.

Według ostatnich sondaży poparcie PiS dobija do 50 proc. Ja nie zgadzam się z wieloma rzeczami, które robi PiS, np. z punktu widzenia gospodarczego nie podoba mi się opodatkowanie zagranicznych domów handlowych. Co pan o tym myśli?
Opodatkowanie nie ma związku ze Wschodem, Zachodem, Północą czy Południem. Jeżeli podatki płaci piekarz, to nie należy pytać, czy jest Japończykiem, Polakiem czy Ukraińcem. Jest przedsiębiorcą, który prowadzi biznes i powinien płacić należne podatki. Podatki nie powinny być partykularne – czyli określać grup, których dotyczą, i grup, których nie dotyczą.

Jaki powinien być podatek dochodowy?
Dochód nie powinien być opodatkowany. Czy ja pracuję i coś z tego mam, albo nie pracuję i nic z tego nie mam, to nikogo nie powinno obchodzić. To nie są państwowe pieniądze.

Bo jakim prawem państwo mnie pyta, ile zarobiłem. Ja mogę sam nie wiedzieć, ile zarobiłem. Grzebanie państwa w prywatnych kieszeniach obywateli jest niedopuszczalne i nie powinno mieć miejsca. Instytucje państwowe nie powinny mieć możliwości dowiedzenia się, kto pracuje i ile zarabia, jakie ma zyski i co z nimi robi.

Czy wdrożenie takiego systemu jest realne? Skąd państwo ma brać pieniądze na wszystkie wydatki budżetowe?
Oczywiście, że realne. Podatki to przymusowy transfer pieniędzy: pod przymusem zabierają nam to, co zarobiliśmy, i pod przymusem pokrywają np. koszty leczenia i edukacji. Po co? Zamiast płacić podatki na utrzymanie szkół, niech nam państwo zostawi pieniądze, a sami sobie zapłacimy za szkoły i lekarzy.

Niech ludzie wydają pieniądze jak chcą. To jest prywatna sprawa każdego obywatela. Jak ktoś chce się uczyć języka chińskiego – to płaci za lekcje pieniędzmi, które zarobił. Trzeba przestać pobierać podatki, zabronić państwu pytania o dochody obywateli. Nieważne, ile kto zarabia.

Gdyby KNP miał coś do powiedzenia, jaki podatek byście zaproponowali? Bo zlikwidowanie go zupełnie jest nierealne.
Jak to nierealne? W latach 70. pracowałem w opozycji. Przygotowaliśmy strajk sierpniowy, ludzie mówili: „Człowieku, Ruscy i komuna będzie jeszcze istniała 300 lat. To, na co się porywasz, jest niemożliwe”. Okazało się możliwe. Więc jak pan mówi, że niemożliwe, to twierdzę, że nie ma pan racji. To jest możliwe. Tylko to jest kwestia woli politycznej. Trzeba chcieć pozwolić ludziom żyć życiem wolnym i sami staną się odpowiedzialni. Nagle przestaną żebrać i chodzić po zasiłki państwowe. Jeden będzie się rozwijał biznesowo, inny pojedzie na wakacje, a trzeci wyda zarobki na edukację.

Jak pan widzi kwestie utrzymania armii, policji, administracji?
Jest możliwe logiczne rozwiązanie – daniny publiczne, ale takie, które nie mają charakteru podatku nakładanego na obywateli oraz przedsiębiorstwa. Jak świeci lampa na ulicy, to ona świeci dla wszystkich, każdy korzysta z tej lampy, więc wszyscy powinni za to płacić. W tym sensie podatek od każdego obywatela jest uzasadniony, nawet jakby gminę czy miasto stać było na utrzymanie tej lampy.

Natomiast państwo powinno się utrzymać z naszych wspólnych zasobów: rudy metali, węgla, ropy. To jest majątek narodowy. Wyprzedając zasoby, w sposób legalny i powolny, mamy pieniądze na utrzymanie armii, policji i administracji. I wtedy innych podatków może już nie być.

Najlepsza władza to jest taka, która nie kosztowałaby nic. Więc najlepsze podatki byłyby zerowe. Są kraje, jak np. Emiraty Arabskie, w których podatki są ujemne. Państwo wypłaca obywatelom pieniądze. W Monako nie ma żadnego podatku dochodowego. Tam jest podatek konsumpcyjny. Tam się nikt nie nikogo nie pyta o żadne dochody. I co, lepiej się żyje w Polsce czy w Monako?

Państwo nie musi mieć w swoim władaniu 4/5 PKB. W średniowieczu, które uważano za okrutne, ogólny podatek na władzę cywilną i kościelną wynosił 10 procent, a teraz pobierają 80 procent i państwo kuleje. Tymczasem gdy policzymy, ile potrzeba na wojsko, policję administrację, dyplomację, to wychodzi niewielki ułamek tego, co państwo nam zabiera. Wszystkie podatki można natychmiast zlikwidować i nareszcie będziemy żyć bogato i bezpiecznie.

Czy są na gruncie europejskim ugrupowania, które odpowiadają waszemu programowi? Jaki odnoszą sukces?
Sukces takiego myślenia pojawił się ostatnio w Austrii. Szkoła austriacka ekonomii jest dosyć modna i znana. Tworzy ją zespół wolnorynkowców, którzy głoszą, że konsumenci dyktują, co ma być produkowane i ile. Na tym gruncie wylansowała się austriacka Partia Wolności. Wystawiła swojego kandydata w wyborach prezydenckich i wygrał on wybory. Niestety, żeby go zlikwidować, wybory sfałszowano, a sąd zdecydował, że wybory mają zostać powtórzone. Popularność tej partii jednak wzrosła także w wyborach parlamentarnych, będzie ona drugą siłą polityczną. To oznacza, że partie liberalne gospodarczo zdobywają popularność.

Dziękuję za rozmowę i życzę powodzenia w przedzieraniu się przez medialną blokadę.
Ja również dziękuję. Proszę pamiętać, że mnie i KNP nie jest obojętne, gdzie i jak Polacy żyją. Chciałbym, żeby nie musieli zostawiać swoich domów, kraju i tradycji i szukać chleba gdzieś na końcu świata. Chciałbym, żeby ten chleb mogli znaleźć w Polsce. Walka o to inspiruje mnie i motywuje do zaangażowania w politykę.

Autor: Leszek Sadowski, Aleksandra Słabisz