U wielu luksusów nie ma, ale do kolejnej emerytury wystarcza

7

Na lodówce pani Grażyny wisi kartka, a na niej niebieskim długopisem wypisane sklepy, w których są przeceny. Luksusów nie kupuje, raczej zwyczajne produkty – mleko, chleb, ser, wędlinę, warzywa czy mięso na obiad. Coś słodkiego – raz w tygodniu. Ubiera się w ciucholandach i dziękuje Bogu, że nie choruje. “Po ponad 20 latach pracy dostaję 1020 zł netto emerytury. Po opłaceniu rachunków zostaje mi na życie 10 złotych dziennie. Czy to wystarczy? Musi” – twierdzi pani Grażyna.

Jak wynika z danych udostępnionych przez Zakład Ubezpieczeń Społecznych, obecnie w Polsce emeryturę z ZUS pobiera ponad 5 mln osób. Połowa dostaje mniej niż 1605 zł na rękę. 260 tysięcy osób – poniżej kwoty minimalnej, która obecnie wynosi 853 zł netto. Jak przewidują eksperci, z każdym rokiem “groszowych” emerytur będzie przybywać, bo w obowiązującym systemie emerytalnym świadczenie jest wyłącznie wynikiem podziału odłożonych składek.

„MYŚLAŁAM, ŻE JAKOŚ SIĘ PRZYGOTUJĘ”

Pani Grażyna (nazwisko do wiadomości redakcji) przeszła na emeryturę prawie rok temu. Przez ponad 20 lat pracowała w osiedlowym sklepie spożywczym. Wcześniej wychowywała dzieci. O mężu mówi krótko: był. Rozwiedli się ponad 15 lat temu. Nie jest zaskoczona wysokością swojej emerytury. Przypuszczała, że nie przekroczy 1,5 tys. złotych. Gdy pracowała, chciała coś odłożyć na przyszłość, ale jak twierdzi, nie bardzo miała z czego. „Pamiętam, jak obsługiwałam starsze panie, które przy kasie rezygnowały z niektórych produktów, bo nie było ich na to stać. Wtedy myślałam, że ze mną będzie inaczej i jakoś przygotuję się na emeryturę” – przyznaje pani Grażyna. Niewielkie oszczędności, które ma, trzyma na czarną godzinę, a więc przede wszystkim na leczenie. “Dostając 1020 zł na rękę i mając do zapłacenia czynsz oraz rachunki można zapomnieć na przykład o prywatnych wizytach lekarskich. Ja dziękuję Bogu, że nie choruję” – mówi. Od dorosłych już dzieci nie chce, przynajmniej na razie, przyjąć finansowej pomocy. Dlaczego? Bo się wstydzi. „Nie chcę nawet o tym mówić. Chcę, by zadbały o siebie. Im też się nie przelewa, mają swoje rodziny i swoje wydatki. Poza tym ich emerytury, jak nic się w systemie nie zmieni, też będą niskie” – uważa.

Jak wynika z raportu ZUS, kobiety pobierają znacznie niższe świadczenia niż mężczyzni. Co 12. Polka seniorka dostaje brutto poniżej 1000 zł emerytury. Najniższa obecnie wypłacana wynosi tylko 4 grosze, najwyższa ponad 20 tys. Niewielkie świadczenia dotyczą osób, które pracowały większość czasu na przykład na umowie-zleceniu i nie uiszczały składek. Według obliczeń ZUS i resortu finansów, obecnie na umowach cywilnoprawnych pracuje i jednocześnie nie płaci pełnych składek aż 4,6 mln osób. Rocznie zarabiają w sumie 40 mld zł, ale dzięki różnym zwolnieniom udaje im się uniknąć płacenia aż ok. 5 mld zł na składki. W tej grupie jest ok. miliona osób, które żyją głównie z umów-zleceń i o dzieło oraz ponad 2,5 mln młodych, którzy pracują sezonowo. Kolejna półmilionowa grupa to osoby pracujące na etatach i dorabiające na umowie o dzieło, a także te, które miały przerwy w pracy.

WARUNEK – ZDROWIE

Pani Krystyna (nazwisko do wiad. red.) ma 63 lata. Na emeryturę przeszła osiem miesięcy temu. Przez 18 lat pracowała w szkole i zdobyła stopień nauczyciela dyplomowanego. Zarabiała ok. 2,8 zł netto, z nadgodzinami przekraczała 3 tys. Teraz jej miesięczna wypłata z ZUS to 1273 zł i 32 gr. Czynsz za mieszkanie wynosi 600 zł, rachunki – ok. 200 zł. Na życie zostaje prawie 500 zł. Nie jest źle, pod warunkiem, że jest się zdrowym. “Wysokość mojej emerytury została wyliczona na podstawie lat pracy w szkole oraz czasu, jaki przeznaczyłam na wychowywanie dzieci. W sumie 28 lat” – wyjaśnia pani Krystyna. Wysokość jej emerytury nie jest dla niej zaskoczeniem, ale liczyła na to, że Prawo i Sprawiedliwość spełni obietnice wyborcze. „Politycy PiS zapowiadali, że wrócą do starego systemu naliczania emerytur, który został zniesiony przez Donalda Tuska. Wtedy moje świadczenia przekroczyłyby 2 tys. złotych netto. W trakcie kampanii zapowiadano też rezygnację z opodatkowania emerytury. Zamiast tego, wzorem innych partii, wypłacają sobie comiesięczne premie” – skarży się pani Krystyna.

Według wcześniejszych zasad podstawę wymiaru emerytury można było obliczyć w różnych wariantach. Najpopularniejszy – z dziesięciu kolejnych lat kalendarzowych wybranych z ostatniego 20-lecia, przypadającego przed zgłoszeniem wniosku o emeryturę. Drugi, z 20 lat dowolnie wybranych z całego okresu ubezpieczenia. Obecnie podstawę obliczenia emerytury stanowi kwota składek na ubezpieczenie emerytalne oraz kapitału początkowego z uwzględnieniem waloryzacji. Następnie szacowane jest – jak to określa ZUS – “dalsze trwanie życia” i w ten sposób obliczana jest miesięczna wypłata.

W przypadku pani Krystyny kwota składek (z uwzględnieniem waloryzacji) wyniosła 168 tys. 183 zł i 75 gr. Kwota kapitału początkowego (po waloryzacji) – 196 tys. 301 zł i 5 gr. Natomiast “średnie dalsze trwanie życia” – 239 miesięcy, czyli prawie 20 lat. „Pewnie, że mogłabym zostać w pracy, problem w tym, że już przez ostatnie kilka lat byłam najstarszą nauczycielką w szkole. Poza tym zwyczajnie nie mam już siły tak pracować. To są nie tylko lekcje, ale też konferencje, wyjścia z dziećmi do kina czy na basen, wycieczki, wywiadówki. Chętnie zostałabym na pół etatu, ale o tym, przynajmniej w moim mieście, nie ma mowy. W Polsce nie bardzo chcą też przyjmować osoby w moim wieku do pracy w biurze czy w sklepie. Szanowanie nas ze względu na wiek i doświadczenie jest raczej w teorii, wciąż rządzi młodość i przebojowość. Jestem za stara na pracę i za młoda na śmierć. Trzeba więc jakoś sobie radzić i kombinować” – uważa pani Krystyna.

Podobnie jak pani Grażyna, mieszka sama. Z mężem rozstała się wiele lat temu. Jej niewielka emerytura jest jednak za wysoka na otrzymanie zapomogi z MOPS-u. Pani Krystyna ma nadzieję, że do głosu dojdzie społeczny Ruch Emerytów i Rencistów, którego naczelnym postulatem jest minimalna emerytura w wysokości 2 tys. zł netto. „Aż tak dobrze pewnie nie będzie, ale może uda im się wywalczyć zwolnienie z płacenia podatków” – mówi pani Krystyna.

EMERYTURY WCIĄŻ OPODATKOWANE

W marcu br. posłowie PSL przygotowali projekt poselski, który zakładał wypłacanie emerytom pełnych świadczeń, nieobciążonych podatkiem PIT i składką na ubezpieczenie zdrowotne. Pomysł ten jednak nie zyskał uznania w oczach posłów PiS, którzy odrzucili projekt ludowców już w pierwszym czytaniu w Sejmie. Posłowie PSL argumentowali, że zmiana taka pozytywnie wpłynęłaby na sytuację materialną seniorów. Według polityków tego ugrupowania tysiące seniorów żyje na granicy ubóstwa lub w skrajnej biedzie. Co zgadza się z obliczeniami ZUS. Podobne do proponowanego przez PSL rozwiązania funkcjonują na Węgrzech, w Bułgarii czy na Litwie. PSL szacował, że w Polsce koszty byłyby porównywalne do programu 500 Plus, ale jednocześnie wskazywał, że wyższe emerytury oznaczają większą konsumpcję i większe wpływy z VAT. Już w pierwszym czytaniu projekt PSL postanowił odrzucić klub Prawa i Sprawiedliwości. Reprezentujący partię rządzącą poseł Jerzy Gosiewski przekonywał, że wprowadzenie takiej reformy jest niemożliwe z uwagi na „konieczność przeprowadzenia głębokich, bardzo kosztownych zmian w systemach informacyjnych ZUS”. Do projektu negatywnie odniósł się także rząd. Wiceminister rodziny i pracy Marcin Zieleniecki, który referował stanowisko Rady Ministrów, podkreślał, że nieodprowadzanie składek przez emerytów i rencistów spowodowałoby ubytek finansów publicznych w wysokości ok. 36 mld zł.

LEKI W DWÓCH TURACH

Pani Zdzisława (nazwisko do wiad. red.) nie bardzo interesuje się polityką. Za rok skończy 70 lat. Od dwóch mieszka w Polsce. Pobiera dwie emerytury: polską – 1300 zł netto i amerykańską – niecałe 500 dol. „Koleżanki myślą, że opływam w luksusy. Zmieniają zdanie, gdy pokazuję im moje rachunki” – twierdzi pani Zdzisława. Po różnych perypetiach życiowych nie tylko nie przyjechała z oszczędnościami, ale z długiem do spłacenia. W Tarnowie, gdzie mieszka, musiała wynająć mieszkanie, bo z bratem nie szło się dogadać. Zresztą na którymś spotkaniu wygarnął jej, że pierwszy raz słyszy o przypadku, że ktoś przyjeżdża do Polski ze Stanów i nie ma za co żyć. Ona musi mocno zaciskać pasa, by na wszystko jej wystarczyło. „W zeszłym miesiącu musiałam na przykład kupić leki w dwóch turach. Na początku te najważniejsze – prawie za 100 złotych – na nadciśnienie. Pozostałe, gdy na konto wpłynęła emerytura” – przyznaje. Jak oblicza, co miesiąc w aptece zostawia ok. 200 złotych i modli się, by nie przytrafiło się jej jakieś nieszczęście, jak wtedy, gdy potknęła się na chodniku. Wówczas na same maści musiała wydać 150 zł. „Bałam się powrotu do Polski, ale za 500 dol. w Nowym Jorku nie da się przeżyć. Wydawało mi się, że bezproblemowo będzie w ojczyźnie, jeszcze z polską wypłatą. Rzeczywistość okazała się o wiele trudniejsza. Lwią część pieniędzy pochłaniają prywatne wizyty lekarskie. Ostatnio okulistka skasowała mnie na 250 zł. Zostaje państwowa służba zdrowia. Problem w tym, że do wielu specjalistów czeka się miesiącami w kolejce – zauważa pani Zdzisława. – Starzenie się nie jest takie złe, problem w tym, że wielu osób na nie nie stać” – dodaje. Pewien czas temu agencja TNS Polska przeprowadziła badania, z których wynika, że nawet co trzeci senior przyjmował lek rzadziej, niż mu zalecono, lub dawkę mniejszą od wskazanej. Aż co piąty starszy pacjent z powodu braku pieniędzy musiał przerwać terapię.

***

Pół roku temu Główny Urząd Statystyczny poprosił polskich seniorów o ocenę swojej sytuacji materialnej. Większość, bo 58 proc., określiło ją jako przeciętną. 23 proc. jako dobrą, a nawet bardzo dobrą. Jako złą – 18 proc. 55 proc. pytanych seniorów odpowiedziało, że posiadane środki finansowe starczają im na co dzień, ale muszą oszczędzać na poważniejsze zakupy. Prawie 3 proc. najstarszych Polaków odpowiedziało, że nie wystarcza im nawet na podstawowe potrzeby.

Autor: Anna Arciszewska