Wyprawa , jakiej jeszcze nie było

36
Uczestnicy Bike Jamboree w Clark, NJ. Od lewej: Sylwia Maciejkiewicz, Piotr Wojtaszek, Michał Werner i Katarzyna Przygoda ZDJĘCIA: JANUSZ M. SZLECHTA

Przyjechali na rowerach z Wirginii Zachodniej do Nowego Jorku. W środę, 21 sierpnia, uczestnicy 30. etapu Rowerowej Sztafety Dookoła Świata – Bike Jamboree 2017-2019 spotkali się z rodakami w Polskiej Fundacji Kulturalnej w Clark, NJ. Opowiedzieli o swojej rowerowej przygodzie w USA, a opowieści te ilustrowali zdjęciami i filmami. Współorganizatorem spotkania był Polonijny Klub Podróżnika.

Bike Jamboree 2017-2019 to wyprawa, jakiej jeszcze nie było – to rowerowa sztafeta dookoła świata! Wydarzenie zostało zorganizowane przez polskich harcerzy, a konkretnie przez Fundację Światowe Jamboree, przy bliskiej współpracy ze Stowarzyszeniem Afryka Nowaka. Pierwsza grupa wystartowała 27 maja 2017 roku z Gdańska. Kolejne grupy jechały przez Europę Wschodnią, Azję Centralną oraz syberyjskie bezkresy Rosji, aż po położone na „końcu świata” Jakucję i Czukotkę. Potem rowerzyści kontynuowali wyprawę drogami dziewiczej Alaski, północnej Kanady oraz Stanów Zjednoczonych. Dalsza trasa prowadzi przez Maroko do Europy Zachodniej. Rajd dobiegnie końca w grudniu 2019 roku na Wyspie Sobieszewskiej w Gdańsku.

Trasa Bike Jamboree z Gdańska do Gdańska liczy około 40 tysięcy kilometrów, podzielonych na 37 etapów. Bike Jamboree to historia o przyjaźni i wielkim wysiłku wielu osób – doświadczonych podróżników i ludzi bardzo młodych – aby wspólnie zrealizować rowerową podróż dookoła świata. To również historia o współczesnym harcerstwie i uniwersalnym duchu braterstwa oraz wartościach, które są ponad wszelkimi podziałami i granicami geograficznymi.

Uczestnicy Bike Jamboree w Clark, NJ. Od lewej: Piotr Nawrot i Jurek Majcherczyk – szefowie Polonijnego Klubu Podróżnika, Katarzyna Przygoda, Piotr Wojtaszek, Michał Werner, Sylwia Maciejkiewicz i Tomasz Szybowski – prezes Polskiej Fundacji Kulturalnej

Uczestnicy Bike Jamboree realizują trzy główne cele. Po pierwsze – promują Polskę w świecie z okazji 100. rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości. Po drugie – przypominają postać Kazimierza Nowaka, polskiego podróżnika i reportera, który w latach 1931-1936 dwukrotnie samotnie przemierzył na rowerze Afrykę. Po trzecie – chcieli dotrzeć na World Scout Jamboree w Wirginii Zachodniej w USA. Światowe Jamboree Skautowe odbywa się co cztery lata w innym miejscu. W tym roku w 24. World Scout Jamboree, który odbył się w dniach 22 lipca – 2 sierpnia w Summit Betchel Reserve w Wirginii Zachodniej, wzięło udział 40 tysięcy skautów z ponad 120 krajów świata, także z Polski.

Więcej informacji o WSJ na stronie: https://www.2019wsj.org.

KAŻDY ETAP TO WIELKIE WYZWANIE

Podczas spotkania w Polskiej Fundacji Kulturalnej w Clark dowiedzieliśmy się więcej o rajdzie i jego uczestnikach. Uczestnicy 30. etapu Bike Jamboree przyznali, że poznali się miesiąc przed wyjazdem do USA. Jechali na rowerach wyprodukowanych przez polską firmę Kross S.A. – i bardzo te rowery chwalili. Przy okazji pokazywali zdjęcia i krótkie filmy z poszczególnych etapów.

Są to: Piotr Wojtaszek – lider grupy, od 10 lat instruktor ZHP (Hufiec Łódź-Polesie); Sylwia Maciejkiewicz z Gorzowa Wielkopolskiego, która ma dwie pasje – podróże i rower; Michał Werner – w komendzie Hufca Łódź-Polesie pełni rolę kwatermistrza, a jego pasją jest wspinaczka oraz bieganie; Katarzyna Przygoda z Warszawy – sercem oddana dzieciom i podróżom, co niewątpliwie jest zasługą harcerstwa, do którego należy od dziecka, z zawodu nauczycielka.

Po drodze grupa zawitała do… Hollywood FOTO: Z ARCHIWUM GRUPY

„Każdy etap to wielkie wyzwanie, gdyż sami musimy zorganizować sobie przelot samolotami, a potem na miejscu zorganizować noclegi i wyżywienie. Oczywiście sami za to płacimy. W Polsce jest grupa osób, która koordynuje to wszystko. Wśród nich jest Zbyszek Popowski – główny organizator i pomysłodawca tej sztafety. Wspomagają go między innymi Anna Śledzińska, Anna Łapińska i Zbigniew Sas – mówił Piotr Wojtaszek. – Na trasie spotykaliśmy wspaniałych ludzi, dobrych i otwartych. Pytali, czy mogą nam w czymś pomóc, zapraszali do siebie do domu, gotowali nam obiady, przygotowywali śniadania, pomagali znaleźć mechanika, aby naprawić rower, który właśnie został uszkodzony” – podkreślił.

„Jesteśmy po raz pierwszy w Stanach Zjednoczonych – powiedział Michał Werner. – W Nowym Jorku wypożyczyliśmy samochód, bo stwierdziliśmy, że to jest najlepszy sposób, aby ze wszystkimi naszymi bagażami dostać się do Wirginii Zachodniej. Mniej więcej po 10 godzinach byliśmy na miejscu. Pokonanie trasy do Nowego Jorku na rowerach zabrało nam dużo, dużo więcej czasu. Wzięliśmy udział w World Scout Jamboree, czyli w Światowym Zjeździe Skautów – i było to dla nas fantastyczne przeżycie. Potem ruszyliśmy w trasę. Pierwszy tydzień był dla nas najtrudniejszy, ponieważ spędziliśmy go w Appalachach, jadąc pod górę i z góry. Ale też przy okazji mieliśmy spotkania z dziką przyrodą i zobaczyliśmy wspaniałe miejsca”.

Uczestnicy 30. etapu dotarli do Nowego Jorku. I tutaj zakończyli swoją amerykańska trasę
FOTO: Z ARCHIWUM GRUPY

„Trasa Bike Jamboree prowadzi przez stolice kilku państw, ale do Waszyngtonu, stolicy Stanów Zjednoczonych, tylko my dotarliśmy. Było to dla nas ważne i piękne wydarzenie. Na zwiedzanie miasta wyruszyliśmy pieszo. Zwiedziliśmy Kapitol i Biały Dom. Zwiedziliśmy też kilka muzeów, w tym Narodowe Muzeum Lotnictwa i Przestrzeni Kosmicznej” – dzieliła się wrażeniami Katarzyna Przygoda.

„Trzynasty dzień na trasie był dla nas bardzo pechowy. Jeszcze nigdy w życiu nie miałam tak pechowego dnia, a nie był to piątek, lecz wtorek – opowiadała Sylwia Maciejkiewicz. – Wyruszyliśmy o 8 rano do Filadelfii. Przejechaliśmy 16 kilometrów i Michał złapał gumę. Wymiana dętki, jak nigdy, zajęła nam półtorej godziny. Kiedy wreszcie ruszyliśmy, Piotrek powiedział, że dostał właśnie wiadomość, iż osoba, u której mieliśmy spać, odmówiła nam noclegu. Zdarzyło się to po raz pierwszy. Zatrzymaliśmy się w McDonaldzie, aby pomyśleć, co dalej, i znaleźć jakieś rozwiązanie. Nagle zaczął padać deszcz, bardzo mocny i trudno było gdziekolwiek się ruszyć. Zdesperowana napisałem SMS-a do Bożeny, którą poznaliśmy po drodze i która bardzo nam pomogła, że mamy 30 kilometrów do Filadelfii, siedzimy już 4 godziny w McDonaldzie, bo leje deszcz, nie mamy noclegu i nie wiemy, co robić. Odpisała, że nam pomoże. Deszcz przestał padać, ruszyliśmy więc w drogę i… Piotrkowi rozsypało się przednie koło. W międzyczasie Bożena napisała, że znalazła dla nas tani hotel w pobliżu Filadelfii. Poznany na stacji benzynowej Amerykanin zawiózł Piotrka i jego rower pick-upem do tego hotelu, a my dojechaliśmy dosyć szybko na rowerach. Kiedy wreszcie położyliśmy się do łóżek, nagle rozległ się dźwięk alarmu – musieliśmy opuścić pokoje i wybiec na zewnątrz. Na szczęście nic się nie stało, tylko świeży recepcjonista popełnił jakiś błąd, włączył alarm i nie mógł go uciszyć. Zajęło mu chyba z godzinę, zanim go wyłączył. Nie wierzę w pecha, ale to był naprawdę pechowy dzień”.

Uczestnicy spotkania mieli okazję przejechać się po sali na jednym z rowerów @krossbikes. Na koniec członkowie grupy podziękowali prezesowi Tomaszowi Szybowskiemu za spotkanie w Polskiej Fundacji Kulturalnej w Clark. Podziękowali też Jurkowi Majcherczykowi, szefowi Polonijnego Klubu Podróżnika, który ich przyjął, zapewnił noclegi i wyżywienie oraz pokazał kawałek Nowego Jorku i parę miejsc w stanie New Jersey.

Wspólne zdjęcie uczestników rajdu i słuchaczy w Polskiej Fundacji Kulturalnej
w Clark, NJ

„Pozostaje nam już tylko spakować się i bezpiecznie wrócić do domów. Będziemy tęsknić za Ameryką!” – powiedział na pożegnanie Piotr Wojtaszek.

ZAREJESTROWANE CHWILE

Swoje wrażenia uczestnicy 30. etapu Bike Jamboree rejestrowali na bieżąco na Facebooku. Oto niektóre wpisy.

11 sierpnia 2019 – Tyle dni i tyle zdarzeń, w żaden sposób nie da się tego opisać. Po pierwsze – kiedy myślisz po 130 kilometrach, że za kolejne 15 będziesz mógł w końcu położyć się w namiocie, okazuje się, że zatrzymuje cię na poboczu Bożena (bo jej sąsiad zauważył polskie flagi na rowerach) i namawia na lemoniadę. Oczywiście na lemoniadzie się nie skończyło. Zwiedziliśmy ogród, nauczyliśmy się łowić kraby, pływaliśmy na kajakach, zjedliśmy tysiące smakołyków, pojechaliśmy na wycieczkę do pierwszej stolicy Maryland, no i oczywiście mogliśmy spędzić noc na wygodnych łóżkach. A rano dostaliśmy omlet z krabami, porządną wałówkę na drogę i podwózkę do portu, gdzie czekał na nas David.

Sylwia Maciejkiewicz pokazuje, jak wygląda pałeczka. Każda grupa zabiera ją ze sobą na trasę. Tę uczestnicy 30. etapu przekazali po powrocie do Warszawy grupie, która wyruszyła do Maroka

I znów od nowa same przygody. David zaproponował, że przypłynie po nas swoją łodzią i zabierze nas na drugi brzeg. Po drodze pokazał nam wyspę Tinger i opowiedział mnóstwo historii dotyczących losów ludzi mieszkających nad zatoką. Zabrał nas także na kanapki z krabami. Gdy dopłynęliśmy do jego domu, okazało się, że posiada skutery wodne, na których nauczył nas pływać. Wieczorem, razem z jego żoną Lee-Ann, pojechaliśmy do lokalnej restauracji na degustację ostryg (David z żoną prowadzą jedną z największych farm ostryg w Wirginii). Po drodze zapoznali nas jeszcze z Ewą – tutejszą fryzjerką i właścicielką ekologicznego warzywniaka. Niesamowite spotkanie. Następnego dnia sami do niej zajechaliśmy na dłuższe rozmowy.

Pożegnaliśmy się w końcu z Virginią i znów przemierzamy Maryland. Mamy nadzieję lada dzień ujrzeć ocean.

13 sierpnia 2019 – W końcu dojechaliśmy nad ocean, co oznacza, że Bike Jamboree przemierzył kontynent amerykański. Ale to nie oznacza, że kończymy naszą przygodę. Teraz musimy tylko znaleźć kogoś silnego, kto pomoże przerzucić nam pałeczkę do Afryki!

Przygoda trwa. Nasza trasa wygląda teraz zupełnie inaczej. Jest sierpień i cała Ameryka zjechała tu na wakacje. Z cichych i spokojnych gór wjechaliśmy w szał nadoceanicznych kurortów. Deptaki pełne ludzi, sklepów i koniecznie wesołych miasteczek. Przez trzy dni jazdy zaliczyliśmy: park stanowy z dzikimi końmi, nocleg pod mostem, prom przez zatokę Delaware z podziwianiem delfinów, wieczorną kąpiel w oceanie, „małą” porcję lodów, wschód słońca, dwa Ocean City i długi spacer po boardwalk (deptaku) w Atlantic City. Oczywiście spotkaliśmy też dwie kolejne fantastyczne rodziny, które przyjęły nas pod swój dach. Plus jest jeszcze taki, że jest tu strasznie płasko, tylko podjazdy na licznie występujące tu mosty wymagają od nas zwiększonego wysiłku, no i może częste ruszanie po czerwonych światłach jest wykańczające. Przejeżdżając przez jedną miejscowość mamy więcej świateł niż przez ostatnie dwa tygodnie. Trzymajcie kciuki za ostatnią prostą!

19 sierpnia o 1:00 – Udało się! Zrobiliśmy to! #etap30 melduje wykonanie zadania. Znaleźliśmy wysoką i silną rękę, która pomogła nam rzucić pałeczkę jak najdalej do Maroko. Oznacza to, że dojechaliśmy do naszej mety, do Nowego Jorku! Tu przygoda amerykańska się kończy. Czas na Afrykę. Statua Wolności to najlepszy symbol naszego projektu. Bike Jamboree pokazuje, że nie ma żadnych granic, a każda napotkana osoba jest jak rodzina.

Podsumowanie 30. etapu:

1700 km (1060 mil), 24 dni w drodze, 9 wymienionych dętek, 2 wymienione koła, 12 poznanych hostów wraz z rodzinami, 3 niedźwiedzie, 2 przeprawy promem i 1 łodzią, 7 stanów, 1 stolica, 1 park narodowy, 1 kąpiel w oceanie, 1 wesołe miasteczko i… z tysiąc wypitych litrów wody.

Dziękujemy wszystkim razem i każdemu z osobna. Życzymy powodzenia za oceanem etapowi 31!

***

Uczestnicy rajdu w niedzielę, 18 sierpnia, wraz z grupą weteranów, udali się do Amerykańskiej Częstochowy na obchody Święta Żołnierza. 22 sierpnia wrócili do Polski i przekazali pałeczkę następnej grupie, która wyruszyła na 31. etap prowadzący przez Maroko.

Więcej informacji o wyprawie można znaleźć na stronach internetowych: www.retro.bikejamboree.pl, www.bikejamboree.pl oraz na Facebooku (Bike Jamboree).

„Nowy Dziennik”, który sprawował patronat medialny nad wyprawą w USA, pozdrawia wszystkich uczestników Retro Bike Jamboree i gratuluje im uczestnictwa w tej wielkiej rowerowej sztafecie dookoła świata.