Zapomniany polski pilot

195
Wspólne zdjęcie załóg samolotów brytyjskiego 305. Dywizjonu Bombowego, lato 1942 ZDJĘCIA: DOMENA PUBLICZNA

Druga wojna światowa była dla Polski największą historyczną i narodową tragedią, spowodowaną przez dwa wrogie mocarstwa: hitlerowskie Niemcy i stalinowsko-komunistyczną Rosję (ZSRR). Po klęsce wrześniowej Polacy u boku aliantów walczyli na wszystkich frontach przeciw najeźdźcom, mając nadzieję na wyzwolenie swojej ojczyzny. Jednym z nich był Władysław (Walter) Szymański.

II Rzeczpospolita została przywrócona do istnienia traktatem wersalskim, dzięki prezydentowi USA Woodrowowi Wilsonowi. Miała za sobą prawie 120 lat nieistnienia na mapach Europy. Rzeczpospolita Obojga Narodów zniknęła z map na skutek rozbiorów dokonanych w latach 1772-1795 przez ościenne totalitarne monarchie: carską Rosję, Królestwo Prus i Cesarstwo Austrii. Polscy możnowładcy i szlachta nie potrafili temu zapobiec na skutek skłócenia, braku jedności i braku woli utrzymania Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Naród polski zapłacił za to bardzo wysoką cenę – utracił niezależność. Tysiące patriotów, wartościowych ludzi opuściło kraj. Pracowali potem dla obcych państw, walczyli w obcych armiach, brali też udział w rewolucjach i zrywach wolnościowych – walczyli także o wolność Ameryki Północnej.

Przywrócona w 1918 roku II Rzeczpospolita istniała tylko do roku 1939. Napad hitlerowskich Niemiec i sowieckiej Rosji na Polskę zapoczątkował II wojnę światową. Kontynuacją tej światowej pożogi wojennej był napad Niemiec na ZSRR w czerwcu 1941 roku, a potem Japonii na terytorium USA.

POLSCY LOTNICY POMOGLI OCALIĆ ANGLIĘ

Polscy żołnierze walczyli w zorganizowanych formacjach u boku aliantów oraz w oddziałach partyzanckich na terenie okupowanej Polski. Polscy lotnicy, którzy zdołali uciec w 1939 roku na Zachód, pomogli ocalić Anglię przed inwazją hitlerowskiej Luftwaffe. Polskie dywizjony 301, 302, 303 i inne ugrupowania – u boku lotnictwa brytyjskiego – bohatersko walczyły aż do zwycięskiego zakończenia wojny w 1945 roku. Pomimo zdrady spraw polskich przez aliantów w Jałcie.

Lotniska w Wielkiej Brytanii, na których w czasie II wojny światowej stacjonowały polskie dywizjony

Podczas wojny i po jej zakończeniu liczni reporterzy i historycy opisywali brawurowe, wręcz heroiczne wyczyny polskich żołnierzy w różnych formacjach wojsk lądowych i lotniczych. Najgłośniej mówiło się o polskich lotnikach walczących w obronie Wielkiej Brytanii w roku 1940. Wielu z tych lotników brało później udział w nalotach bombowych na obiekty przemysłowe i wojskowe w hitlerowskiej Rzeszy.

Jednym z nich był bohaterski lotnik, ale potem zapomniany, latający bombowcami Władysław (Walter) Szymański. Brał on udział w licznych nalotach, których celem było zniszczenie potencjału militarnego Niemiec.

300 LOTÓW BOMBOWCAMI

Władysława (Waltera) Szymańskiego miałem okazję poznać w latach 70. ubiegłego wieku, kiedy mieszkał i pracował na Manhattanie. Jego opowiadania wojenne były arcyciekawe, chociaż czasami mrożące krew w żyłach.

Był lotnikiem 305. Dywizjonu Bombowego, walczącego w ramach brytyjskich formacji RAF. Opowiadał, że w latach 1942-1945 wykonał około 300 lotów bombowcami. Były to też loty specjalne, wysokiego ryzyka – na przykład z bombą ważąca 4 tony, która zrzucana była po to, aby zniszczyć obiekty usytuowane głęboko pod ziemią. Trzy takie loty zakończyły się powodzeniem, gdyż zniszczono wiele instalacji niemieckich.

Czwarta misja była jednak feralna. Zaraz po starcie jeden z silników bombowca przestał pracować. Maszyna, zamiast się wznosić, zaczęła opadać. Pilot Walter poinformował o tym bazę i że wraca z bombą na lotnisko. Od dowództwa lotniska otrzymał rozkaz, aby zrzucić bombę w miejscu, w którym aktualnie się znajduje. Walter odmówił wykonania rozkazu, bo zorientował się, że znajduje się nad gęsto zaludnionymi terenami, a eksplozja 4-tonowej bomby pozbawiłaby życia wielu Brytyjczyków.

305. Dywizjon Bombowy był wyposażony m.in. w dwusilnikowe średnie bombowce typu Vickers Wellington

Po chwili otrzymał drugi rozkaz – tak zwany królewski – że ma natychmiast zrzucić bombę. Za niewykonanie tego rozkazu groziła nawet kara śmierci! Lotnik Walter Szymański odmówił wykonania także tego rozkazu. Kontynuował powrót na macierzyste lotnisko. Na lotnisku wywołało to ogólne przerażenie, wszyscy uciekali w popłochu do schronów. Pilot spokojnie nadleciał nad lotnisko i zakręcił koło, aby wylądować z dala od budynków. Koła uderzyły w płytę lotniska i po chwili bombowiec stanął. Bomba nie wybuchła. Gdy załoga opuściła samolot, jeden z jej członków wskazał na niebo i powiedział: „To Bóg nas uratował”.

Godzinę później pilot Walter złożył raport przed dowództwem lotniska. Wyjaśnił, że nie wykonał rozkazu, bo nie chciał zabić ludzi. Czekał na ogłoszenie wyroku śmierci. Po ochłonięciu dowódca powiedział do Waltera: „Tym razem darujemy ci niewykonanie rozkazu, bo ty jako Polak nie rozumiesz brytyjskich zwyczajów i praw, ale dzielnie i ofiarnie nam służysz”.

KIEDY LECIAŁ NAD POLSKĘ, MIAŁ ŁZY W OCZACH

Po tym dramatycznym zdarzeniu Walter Szymański pozostał na służbie w RAF-ie. Uczestniczył jeszcze w wielu lotach, podczas których bombardowane były różne obiekty na terenie Niemiec. Był członkiem załogi w 23 lotach nad Polskę, podczas których dokonywano zrzutów broni i sprzętu, w tym 13 lotów z pomocą dla walczących powstańców warszawskich.

Skrzydło husarza – symbol 305. Dywizjonu Bombowego, w którym służył
Władysław Szymański

Walter powiedział, że do lotów, podczas których zrzucano sprzęt, broń i amunicję, przygotował go pewien lotnik ze Szkocji. Tłumaczył mu, że najpierw trzeba zrzucić puste, otwarte butelki, bo te lecąc wydają charakterystyczny gwizd niczym bomby. Żołnierze wroga, słysząc taki gwizd, uciekają ze strachu i kryją się, a wtedy można bezpiecznie zrzucić w wybranym miejscu przywieziony ładunek.

Walter wyznał mi też, że kiedy leciał nad okupowaną Polskę, to łzy cisnęły mu się do oczu. Bo kochał swój kraj i był gotów poświęcić dla niego życie.

BOLESNE ZDERZENIE Z KOMUNISTYCZNĄ POLSKĄ

Po zakończeniu wojny dowództwo brytyjskie zatrzymało w służbie zasłużonego pilota i powierzyło mu szkolenie młodych adeptów pilotażu, zarówno Brytyjczyków, jak i Polaków, w bazie w Szkocji. Władysława trawiła jednak tęsknota za Polską i w 1947 roku poprosił dowództwo o zwolnienie go ze służby. W grudniu wrócił do rodzinnej Oleśnicy koło Wrocławia. Podjął pracę w szkole jako nauczyciel przedmiotów technicznych. Z czasem praca i życie w kraju komunistycznym stawały się dla niego coraz trudniejsze. Wciąż był obserwowany przez szpicli. Pewnego dnia, podczas zabawy szkolnej, został brutalnie aresztowany. Po sfingowanym procesie sądowym, z udziałem fałszywych świadków, został skazany za rzekomy spisek na wizytującego Wrocław prezydenta Bieruta i osadzony w więzieniu.

Grupa ubeków splądrowała jego mieszkanie, m.in. zrywając podłogi i rozbijając piec kaflowy. Zabrali wszystkie jego odznaczenia polskie i brytyjskie za dokonania wojenne, wartościowe rzeczy i pieniądze. Mieszkanie wyglądało jak po trzęsieniu ziemi.

Bohaterskiemu pilotowi w więzieniu odechciało się komunistycznej Polski. Jego żona Wanda poinformowała dyskretnie brytyjską ambasadę o tym, jak męża potraktowali komuniści. Anglicy, poprzez specjalnego wysłannika królowej, pomogli uwolnić Waltera Szymańskiego z więzienia. Na brytyjskim paszporcie wyjechał z żoną do Wielkiej Brytanii.

PRZYSTAŃ W NOWYM JORKU

Po pewnym czasie Walter zaczął mieć kłopoty z nerkami. Była to typowa choroba lotników, którą trudno wyleczyć. Żona Wanda twierdziła, to jej wiara i gorące modlitwy sprawiły, że mąż odzyskał zdrowie.

Po rozwiązaniu polskiej armii w Wielkiej Brytanii, Walter wyemigrował do Stanów Zjednoczonych. Mieszkał i pracował w jednym z budynków na Manhattanie, gdzie był fachowcem od naprawiania różnych usterek technicznych. To tutaj właśnie spotkaliśmy się i zaprzyjaźnili. Zmarł w Nowym Jorku 27 czerwca 2003 roku, mając 88 lat.

Niewątpliwie był on świetnym i odważnym pilotem wojskowym. Nie obnosił się ze swoim bohaterstwem, więc niewiele osób wiedziało o tym, czego dokonał. Władysław Walter Szymański zasługuje na uznanie. Był wszak wielkiej miary patriotą, co potwierdził swoimi dokonaniami jako pilot, a potem jako pracownik i przyjaciel.